Nothing Phone 4a Pro to w teorii most łączący flagowce producenta z jego średniakami. Niższy jest procesor, pośredni – aparat, bateria sprawuje się lepiej, a design… kocha się, lub nienawidzi, tu nie ma nic pomiędzy. I moim zdaniem, jak poprzednio, to kolejna próba wsadzenia kija wyjętego wiadomo skąd.
Spis treści
Po testach Nothing Phone 4a nadszedł czas na recenzję Nothing Phone 4a Pro, w której będę bardzo często odnosić się do tańszego modelu. Sprawdziłem, czy ten sprzęt wart jest dopłaty kilkuset złotych, jak sprawdza się na co dzień i czy w niczym nadal jest to coś.
Na początek dla porządku zaznaczę, że Nothing Phone 4a Pro na testy dostałem prosto od producenta w mocniejszej wersji 12/256 GB. Taka kosztuje w Polsce 2199 złotych. Jeżeli chcesz zaoszczędzić (i już w tym momencie powiem Ci, że nie powinieneś tego robić), to możesz postawić na 8/128 GB. Taki wariant kosztuje 1899 złotych, oszczedność jest więc minimalna.
Specyfikacja Nothing Phone 4a Pro:
- Ekran: AMOLED 6.83 cala LTPS, rozdzielczość 1.5K, 144 Hz, 4500 nitów w piku.
- Procesor: Snapdragon 7s Gen 4.
- Pamięć: 8 lub 12 GB RAM, 256 GB na dane (UFS 3.1).
- Bateria: 5080 mAh.
- Ładowanie: 50 W, bezprzewodowe brak.
- Aparat główny: 50 MP Samsung GN9, OIS.
- Teleobiektyw: 50MP Samsung JN5, OIS.
- Szeroki kąt: 8MP Sony IMX355, pole widzenia 120º.
- Selfie: 32 MP.
- Długość aktualizacji: 3 lata aktualizacji Androida i 6 lat poprawek bezpieczeństwa.
- WiFi i Bluetooth: WiFi 6, Bluetooth 5.4.
Jak zwykle na tym etapie recenzji pozwolę sobie przedstawić zawartość pudełka, która jest zresztą taka sama, jak w przypadku podstawowej wersji. W niemożliwym do pomylenia z żadnym innym producentem opakowaniu mamy więc standardową papierologię, przezroczyste (wykonane z miękkiego plastiku) etui oraz kabel do ładowania. Gdybym miał wyróżnić coś z tego zestawu, to chyba jakość etui, które jest idealnie dopasowane i podkreśla estetykę modelu.
Nothing Phonea 4a Pro nie da się pomylić z żadnym innym smartfonem
Ktoś powie, że Nothing Phone 4a Pro wygląda jak iPhone 17 Pro Max – ja, że wizyta u okulisty powinna stać się szczytem listy jego priorytetów. Gdyby Apple miało jaja, żeby zrobić jak wyglądający telefon w 2026 roku, to zacząłbym używać ich na co dzień (nawet ignorując to, jak słaby obecnie jest iOS). Osobiście uważam, że jeżeli Nothinga można oskarżać o inspirację, to względem Xiaomi Mi 11 Ultra – a to za sprawą dodatkowego „ekranu”.
Nothing Phone 4a Pro / fot. Konrad Bartnik
Zgadza się – pochodzący z Nothing Phone 3 zestaw diod LED na tylnym panelu trafił też do Nothing Phone 4a Pro. Czy ma taką samą funkcjonalność? Otóż nie, bo nie da się tu korzystać z takiej samej liczby mini-aplikacji, co na flagowcu. Nie udało mi się ustalić, czy jest to kwestia softu, czy może sprzętowa, ale w momencie składania tej recenzji nie udało mi się zmusić nikogo do zagrania ze mną w butelkę na średniaku Nothinga. Szkoda, musiałem użyć tej po winie – staromodnie.
Co więc potrafi nowy Glyph? Oczywiści pozwoli na powiadomienia, oczywiście na minutnik oraz – co ciekawe – pozwoli użyć aplikacji firm trzecich. Są to jednak bardzo proste wskaźniki postępu, jak na przykład ten do przyjazdu Ubera. Nie bez żenady przyznaję, że nie jest to specjalnie użyteczne – Apple i ich dynamiczna wyspa, skopiowana już w zasadzie przez wszystkich, robi to po prostu lepiej.
Nothing Phone 4a Pro / fot. Konrad Bartnik
No dobra, a co z jakością wykonania? Tutaj wracam do zachwytów, bo moim zdaniem jest kapitalnie. Na bokach nareszcie pojawiła się metalowa ramka, a telefon bardzo solidnie leży w dłoni. Kolejny plus, o którym wspominałem już w przypadku Phone 4a, to wyrzucenie klawisza Essential Space na lewy bok. Nareszcie nie wciskam go zamiast blokady i nareszcie używam wtedy, kiedy naprawdę chcę. Czyli góra raz na dzień, ale być może tworzenie opatrzonych zrzutem ekranu notatek głosowych ma swoich fanów.
Nothing Phone 4a Pro / fot. Konrad Bartnik
Od strony estetycznej przyczepię się do tego, do czego przyczepiam się zawsze – czyli certyfikacji. Nothing Phone 4a Pro spokojnie ma miejsce na to, by wyrzucić te napisy na bok lub dół obudowy – skutecznie robi to Apple, Samsung czy Motorola. Niestety napisy są i szpecą, z czym nie da się dyskutować. Pewnie sporo ludzi zakryje to dzięki etui, ale moim zdaniem chowanie takiej matowej piękności w case, który nie jest przezroczysty, zakrawa na zbrodnię.
Nothing Phone 4a Pro / fot. Konrad Bartnik
Na koniec tej sekcji jak zwykle kilka słów na temat haptyki. Mówimy tutaj o jeszcze lepszych wrażeniach niż w przypadku Nothing Phone 4a, a przecież ten modeli i tak zdarzyło mi się pochwalić za wibracje. Z drugiej strony Nothing OS mógłby wymuszać ich użycie nieco częściej, jak robi to Xiaomi, Redmi czy POCO w HyperOS.
To bardzo duży i bardzo dobry wyświetlacz
O ekranie w Nothing Phone 4a Pro znowu będe pisać niemal wyłącznie pozytywnie. Zacznę jednak od wad – jednej obiektywnej i jednej subiektywnej. Ta pierwsza to grubość ramek, bo nie da się dyskutować z tym, że konkurencyjnie wycenione POCO są tu po prostu znacznie lepsze. Z drugiej strony – Samsungi i tak zostają w tyle, więc to trochę czepianie się na wyrost. Subiektywnie można powiedzieć, że duży wyświetlacz to duży telefon, a w 2026 roku trendy wskazują na to, że skręcamy w stronę mniejszych smartfonów.
Ponieważ zakładam, że głównym rywalem dla Nothinga ma być Google Pixel 10a, którego Phone 4a zjada na śniadanie, to nie zamierzam się specjalnie czepiać. Sama matryca ma przekątną 6.83 cala i wykonana została w technologii AMOLED, więc w zasadzie dobrze już wiesz, czego spodziewać się po jej opisie. Kąty widzenia są idealne, kolory świetnie odwzorowane, a w ustawieniach możesz sterować ich nasyceniem. Jeżeli chodzi o jasność, to według producenta w automacie potrafi wypalić oczy – jest to bowiem 4500 nitów. A jak jest w praktyce?
Nothing Phone 4a Pro / fot. Konrad Bartnik
W praktyce jest tak, że nie ma się do czego przyczepić, może poza typowymi dla Nothinga problemami z automatycznym przełączaniem na 90 lub 120 Hz odświeżanie w grach. Natywnie zostaje na 60 Hz i nie zanosi się, żeby Nothing zamierzało coś z tym zrobić. Warto jednak zaznaczyć, że przy statycznych treściach spada do 30 Hz, co pozwala oszczędzać baterię.
Na koniec tej części recenzji powiem, że Nothing Phone 4a Pro ma dużo lepszy skaner odcisków palców od Phone 4a. Nie wiem, czy to kwestia softu, bo sprzętowo (co zwykle da się poznać podczas konfiguracji, a konfigurowałem je obok siebie) czytnik wygląda identycznie. Dla użytkownika istotne jest to, że odblokowanie w 99% przypadków odbywa się bezproblemowo. Dlaczego 99%? Bo raz pamiętam sytuację, w której musiałem jeszcze raz przyłożyć palec do czytnika.
Wydajność jest typowa, ale praca systemu to klasa sama dla siebie
Gdyby nie mój szacunek do czytelniKów, to po prostu skopiowałbym tu wszystko, co napisałem na temat wydajności Nothing Phone 4a. Jeżeli chodzi o podzespoły, to mamy tu do czynienia z dokładnie takim samym zestawem. Mianowicie chodzi tu o Snapdragona 7s Gen 4, 8 lub 12 GB RAM oraz 128 lub 256 GB na dane w standardzie UFS 3.1.
Na początek przyjrzyjmy się testom syntetycznym, z których w 2026 roku najważniejszym dla użytkownika jest ten pokazujący wydajność w czasie. Widać wyraźnie, że Nothing Phone 4a Pro jest lepiej schłodzony od podstawowego modelu – oraz to, że na co dzień preferuje niższe taktowanie mocniejszych rdzeni. Moim zdaniem kwestią jest optymalizacja systemu. Z mojego doświadczenia z tą marką powiem Ci też, że to Pro będzie częściej aktualizowany – oraz bardziej regularnie.
Faktycznie na co dzień Nothing Phone 4a Pro ma jedną cechę, która jest bardzo rzadka w przypadku telefonów z metalową ramką obudowy – jest zawsze, ale to zawsze chłodny. Ze względu na bardzo niską pojemność cieplną metal szybko się nagrzewa, jeżeli układ chłodzenia nie daje rady (tu idealnym przykładem jest iPhone 17 Pro Max, w którym spartolono to po całości). Tu jest idealnie, a za kulturę pracy ten smartfon po prostu się kocha.
Co z grami? Poza wspomnianymi już przez mnie problemami z wyższą częstotliwością odświeżania absolutnie nie mam się do czego przyczepić. Pewnie, że to nie Snapdragon 8 Elite (ze wspomnianego POCO) czy moc na poziomie eks-flagowców. Do okazjonalnego grania sprawdzi się dobrze, do mniej wymagających graficznie (ale bardziej energetycznie) gier również. A skoro już mowa o czasie pracy…
Czy Nothing Phone 4a Pro ma dobrą baterię?
W skrócie – tak. W dłuższej wersji – mimo tej samej pojemności pracuje nieco dłużej od podstawowego modelu, co składam na karb niższego taktowania mocniejszych rdzeni procesora przez większość czasu. Tego typu drobnostki mogą jednak zmienić się w czasie aktualizacji, więc nie zamierzam idealizować Nothing Phone 4a Pro. Idealizowałbym go, gdyby Carl Pei wsadził tu ogniwo Si-C o pojemności 7000 mAh. Niestety, mamy tu tylko 5080 mAh, co w 2026 roku na nikim wrażenia nie zrobi.
Powiem wprost – moim zdaniem w świecie Androida nikt nie ma obecnie tak dobrze zoptymalizowanej pod kątem zużycia energii nakładki, co Nothing. Dzięki temu z tych 5080 mAh da się wycisnąć prawie 8 godzin SoT na LTE / 5G i jest to wynik powtarzalny. Jeżeli korzystasz głównie z WiFi, to dodaj do tego co najmniej godzinkę. Rozumiesz więc pewnie moją frustrację – przy 7000 mAh Nothing Phone 4a Pro mógłby być maratończykiem nie do zajechania. Może za rok.
Czas ładowania jest jednak dokładnie taki sam, jak w przypadku Nothing Phone 4a. Tu więc bezwstydnie się powtórzę, a z moich testów wynika, że przy zastosowaniu w zasadzie każdej ładowarki (w moim przypadku to OnePlus 120 W, Xiaomi 120 W, Huawei 65 W i Nintendo 65 W) uzyskałem ten sam wynik z dokładnością do minuty w każdą stronę – średnio dało mi to 59 minut. Tragedii nie ma, ale konkurencja robi to wyraźnie lepiej.
Czy Nothing Phone 4a Pro ma aparat, który też jest Pro?
Krótka odpowiedź brzmi – nie, bo taki znajdziesz w Xiaomi 17 Ultra i to obecnie tyle, jeżeli chodzi o polski rynek. Średniej długości – teleobiektyw z OIS jest na tyle dobry, że w porównaniu do innych smartfonów za taką kase Nothing Phone 4a Pro może uchodzić za lidera swojej klasy. Zanim powiem więcej, zerknijmy na specyfikację samych matryc i obiektywów:
- Aparat główny: 50 MP Samsung GN9, OIS.
- Teleobiektyw: 50MP Samsung JN5, OIS.
- Szeroki kąt: 8MP Sony IMX355, pole widzenia 120º.
Nothing Phone 4a Pro / fot. Konrad Bartnik
Osobiście bardzo lubię aplikacje aparatu w Nothingach, bo wszystko da się załatwić góra trzema dotknięciami ekranu. Czerwone akcenty są już typowe dla marki, ale gdyby nie to, to można by pomylić ją z prywatnie używanym przeze mnie OnePlusem.
Zdjęcia z Nothing Phone 4a Pro w dzień:
Ja wspomniałem w kontekście recenzji Nothing Phone 4a, testowanie aparatu w średniakach za dnia, przy pełnym słońcu, ma coraz mniej sensu. Poniżej znajdziesz kilka takich ujęć, ale tak naprawdę znaczenie ma dopiero tak zwana „złota godzina”. Zwróć uwagę na kolorystykę fotografii wiat nad ławkami, również przy użyciu teleobiektywu. Moim zdaniem Nothing robi tu kapitalną robotę, to jedno z najlepszych ujęć średniakiem, jaki ustrzeliłem w ostatnim roku.
Zdjęcia z Nothing Phone 4a Pro w nocy:
Gdy światła jest mniej, wychodzą pierwsze wady. Zadziwiająco najsłabszym, a jednocześnie najłatwiejszym do poprawienia w ewentualnej aktualizacji, jest crop z głównej matrycy, czyli 2-krotne zbliżenie. Jak widzisz na poniższych przykładach, efekt halo (praktycznie nieobecny przy 1x, ale i przy 3.5x) staje się mocno widoczny. Jeżeli chodzi o szeroki kąt, to nawet nie zamierzam się wysłośliwiać. Przy 8 MP rozdzieczlości każdy kupujący wie, na co się pisze.
Możliwości aparatu w Nothing Phone 4a Pro są dla mnie najbardziej pozytywnym zaskoczeniem tego telefonu. Spodziewałem się, że będzie miał dobrą baterię, wiedziałem, że kultura pracy będzie na bardzo wysokim poziomie. Nie byłem jednak gotowy na to, jak dobrze będą zdjęcia z teleobiektywu. Podobnie wycenionego, ale pozbawionego takiego aparatu Redmi Note 15 Pro+ Nothing roznosi na strzępy.
Zrób sobie przysługę i kup sobie Nothing Phone 4a Pro
Już na samym początku podsumowania napiszę, że Nothing Phone 4a Pro dostaje ode mnie nagrodę „Wybór RedaKcji” i nie zamierzam o tym nawet dyskutować. To dla takich smartfonów 8 lat temu podjąłem pracę w branży technologicznej i dzięki takim konstrukcjom pokochałem smartfony. Być może POCO F8 Pro jest wydajniejszy, być może za podobną kase da się kupić telefon z lepszym aparatem, znam też z dwa tuziny takich, które mają lepszą baterię. I może Phone 4a Pro nie jest wyborem logicznym – ale logicznym wyborem w obecnym świecie jest tylko i wyłącznie eutanazja.
Nothing Phone 4a Pro / fot. Konrad Bartnik
Nothing Phone 4a Pro tak naprawdę nie ma nawet jednej wady, która mogłaby go zdyskwalifikować. Ma za to masę zalet, dzięki którym używanie go na co dzień przywołuje uśmiech na twarz. Nie jest to pewnie najlepszy narzędzie, jakie da się kupić za takie pieniądze. Dla kogoś, dla kogo telefon jest sprzętem podonym do wiertarki, która ma po prostu spełniać swoje zadanie, po prostu się nie sprawdzi.
Tacy ludzie mogą jednak zamknąć się w swoich piwnicach i cichutko płakać – fani technologii mogą zrobić sobie przysługę i kupić sobie najfajniejszego średniaka na rynku. Nad czym sam poważnie zastanawiam się, pisząc te słowa.
- Aparat8
- Bateria8
- Ekran9
- Jakość10
- Wydajność w grach7
|
ZALETY
|
WADY
|
Ceny Nothing Phone 4a Pro
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.










