Jako fan poprzedników miałem okazję przetestować Nothing Phone 4a. Sprawdziłem baterię, przetestowałem aparat, oceniłem soft. O efektach przeczytasz w mojej recenzji. Czy ta formuła ma sens w 2026 roku?
Spis treści
Nie ukrywam, że z niecierpliwością czekałem na możliwość przetestowania Nothing Phone 4a. Od momentu polskiej premiery miałem okazję sprawdzać jego możliwości i ocenić, czy jest równie atrakcyjny jak poprzednicy.
Dla porządku zaznaczę, że Nothing Phone 4a w mojej wersji ma 12 GB RAM i 256 GB na dane. Za takie wariant trzeba u nas zapłacić 1899 złotych. Są jeszcze warianty 8/128 GB oraz 8/256 GB – te kosztują odpowiednio 1599 i 1749 złotych.
Specyfikacja Nothing Phone 4a:
- Ekran: AMOLED 6.78 cala LTPS, rozdzielczość 1.5K, 120 Hz, 4500 nitów w piku.
- Procesor: Snapdragon 7s Gen 4.
- Pamięć: 8 lub 12 GB RAM, 256 GB na dane (UFS 3.1).
- Bateria: 5080 mAh.
- Ładowanie: 50 W, bezprzewodowe brak.
- Aparat główny: 50 MP Samsung GN9, OIS.
- Teleobiektyw: 50MP Samsung JN5, OIS.
- Szeroki kąt: 8MP Sony IMX355, pole widzenia 120º.
- Selfie: 32 MP.
- Długość aktualizacji: 3 lata aktualizacji Androida i 6 lat poprawek bezpieczeństwa.
- WiFi i Bluetooth: WiFi 6, Bluetooth 5.4.
W pudełku jest tylko nieco powyżej minimum. Mamy więc do czynienia z igłą do karty SIM (bardzo elegancką i przypominającą tranzystor), kablem do ładowania (kiedyś były ładniejsze) oraz miękkim, przezroczystym etui. Jestem przekonany, że to ostatnie z czasem ściemnieje, ale ostatecznie dostajemy je za darmo. Do tego jest idealnie spasowane, choć oczywiście nie jest w stanie schować całej wyspy aparatów.
Ciekawy design z nowym interfejsem Glyph
Ktoś może powiedzieć, że design Nothing zdążył się opatrzeć, ale z drugiej strony to można powiedzieć o każdym producencie – a ten oglądamy dopiero czwarty rok. Choć wyspa aparatów wygląda bardzo podobnie, to bliższe oględziny ujawniają subtelne (lub mniej) zmiany. Garb mógłby mniej wystawać ponad obudowę, ale tego czepiać się już nie zamierzam.
Na tylnym panelu obok wyspy z obiektywami widzimy też… papierek lakmusowy? To 7 diod, które zastąpiły bardziej skomplikowany interfejs Glyph z Nothing Phone 3a. Poświęcę mu kilka słów tutaj, bo akurat z całego experience z użytkowania tego smartfona ten element jest mi najbardziej obojętny. Diody mrygają – jak to diody i można to spersonalizować dla konkretnych kontaktów.
Nothing Phone 4a zamierzam również pochwalić za przeniesienie przycisku do wywoływania Essential Space spod przycisku blokady na drugi bok. Przez cały okres testów nie zdarzyło mi się przypadkowo nacisnąć nawet raz. I chwała im za to, bo była to jedna z najbardziej irytujących rzeczy podczas użytkowania poprzednika.
Nothing Phone 4a / fot. Konrad Bartnik
Boczna ramka – w przeciwieństwie do wersji Pro – jest plastikowa, ale telefon wcale nie sprawia przez to wrażenia taniego. Przeciwnie, jest solidny, dobrze leży w dłoni – a przynajmniej tak dobrze, jak w dłoni leżej może średniak z ekranem 6.78 cala. Na minus zaskoczyły mnie głośniki, które grają nieco płasko i bez ikry. Są głośne, ale jakościowo wydają się poniżej poprzednika.
Nothing Phone 4a / fot. Konrad Bartnik
Dla równowagi pochwalę haptykę, która dla odmiany jest bardzo dobra. Jak na smartfon wykonany z tworzywa sztucznego Nothing Phone 4a ma świetny silnik wibracyjny. Mam jednak wrażenie, że w stosunku do podobnie wycenionych Redmi lub POCO (zwłaszcza POCO) w systemie brakuje nieco akcji, które wymuszałyby haptyczną reakcję. Tu jest pole do poprawy.
Wyświetlacz jest po prostu bardzo dobry
Na froncie Nothing Phone 4a znajduje się wyświetlacz o przekątnej 6.78 cala, a więc mniej więcej taki sam, jak w przypadku poprzednika. Otaczające go ramki nie są tak cienkie, jak w przypadku podobnie wycenionych POCO, jest to raczej poziom Samsunga. Zakładam jednak, że głównym rywalem dla Nothinga ma być Google Pixel 10a, którego Phone 4a zjada przed śniadaniem – w zasadzie przez sen.
Matryca wykonana została w technologii AMOLED, więc w zasadzie dobrze już wiesz, czego spodziewać się po jej opisie. Kąty widzenia są idealne, kolory świetnie odwzorowane, a w ustawieniach możesz sterować ich nasyceniem. Jeżeli chodzi o jasność, to według producenta w automacie potrafi wypalić oczy – jest to bowiem 4500 nitów.
Nothing Phone 4a / fot. Konrad Bartnik
Jak zwykle Nothing nie daje sobie rady z automatycznym przełączaniem na 90 lub 120 Hz odświeżanie w grach. Natywnie zostaje na 60 Hz i nie zanosi się, żeby Nothing zamierzało coś z tym zrobić. Warto jednak zaznaczyć, że przy statycznych treściach spada do 30 Hz, co pozwala oszczędzać baterię.
W tej sekcji zwykle poświęcam mniej więcej dwa słowa na czytnik linii papilarnych. Nothing Phone 4a trochę mnie tu zaskoczył, bo czasami zdarza mu się poprosić o ponowne przyłożenie palca do skanera. Do tego ten ostatni jest nieco zbyt nisko umiejscowiony, ale to już jest standardem w średniej półce cenowej.
Mocy tu nie brakuje, choć znam wydajniejsze modele w tej cenie
Sercem Nothing Phone 4a jest Snapdragon 7s Gen 4, którego dobrze znam z testów znacznie droższego Redmi Note 15 Pro+. W Polsce mamy do wyboru trzy warianty – podstawowy (8/128 GB), bezsensowny (8/256 GB) oraz ten, który sam testuję i zamierzam polecać – czyli 12/256 GB. W porównaniu do poprzednika przyspieszono pamięć do UFS 3.1. I to zmienia wszystko.
Na co dzień nie mam żadnych zastrzeżeń co do pracy Nothing Phone 4a. Telefon śmiga, nie ma tu ścięć animacji, a Nothing OS to nadal najlepsza „czysta” wersja Androida na rynku. Oczywiście, że jest to nakładka, a na start pojawia się bloatware (tu w formie aplikacji do socjalek), ale w porównaniu do chińskiej konkurencji korzysta się z niego cudnie.
W przypadku dwóch poprzednich modeli mocno chwaliłem dwie rzeczy – stabilną pracę oraz niskie temperatury obudowy. Teraz zrobię to po raz trzeci, bo Nothing Phone 4a nie grzeje się wcale. Nic, a nic. Standardowe kombo Pokemon Go, routera, aktualizacji w tle, podłączenia do ładowania i pozostawienia na słońcu podczas ładowania nie sprawiło nawet, że obudowa zrobiła się ciepła. Klasa.
Co z grami? Jak można było oczekiwać od tej półki cenowej, mówimy tutaj o potrzebie ograniczenia ustawień graficznych w tytułach AAA pokroju Diablo Immortal czy Genshin Impact. Jeżeli chodzi o mniej wymagające gry, to Nothing Phone 4a po prostu się sprawdza. Dziesiątki godzin w Pokemon Go nie robią na nim wrażenia, a to głównie za sprawą niskich temparatur. Kolejnt rok z rzędu – dobra robota.
Czy Nothing Phone 4a ma dobrą baterię?
Poprzednią sekcję zacząłem od wspomnienia Redmi Note 15 Pro+ i tu zrobię to samo. Nothing Phone 4a ma bowiem podobne wymiary i w jego obudowie spokojnie zmieściłoby się większe ogniwo. Ganię za to Samsunga i resztę, więc nawet przy całej sympatii do marki tu również zamierzam narzekać. Nie ma żadnego powodu, żeby w 2026 roku średniak miał tylko 5080 mAh.
Nothing Phone 4a / fot. Konrad Bartnik
W tym miejscu mógłbym napisać, że ze względu na bardzo dobrą optymalizację softu telefon wytrzymuje tak długo, jak Redmi, POCO czy realme, ale nie byłoby to prawdą. Faktem jest, że Nothing działa o dobre dwie godziny SoT dłużej od Samsunga Galaxy A55 z podobnym ogniwem. Faktem jest też, że gdyby zastosowano tu 6500 mAh lub więcej, Nothing Phone 4a byłby absurdalnym królem czasu pracy i ładowanie co trzeci dzień byłoby całkiem możliwe.
Nothing Phone 4a / fot. Konrad Bartnik
Jeżeli chodzi o ładowanie, to jest ono ograniczone do 50 W. Na plus zaliczam fakt, że ze względu na szeroką kompatybilność Nothinga naładujesz praktycznie każdą ładowarką o przynajmniej takiej mocy. Spróbowałem kilku i za każdym razem uzyskiwałem wynik w okolicach godziny. Szału nie ma, ale tragedii też nie zamierzam z tego robić.
Test aparatu w Nothing Phone 4a
Na tylnym panelu Nothing Phone 4a widzimy trzy obiektywy w poziomym ustawieniu. To rzadkość w 2026 roku, ale czy specyfikacja aparatu specjalnie zmieniła się w stosunku do poprzednika? Na papierze wygląda to tak:
- Aparat główny: 50 MP Samsung GN9, OIS.
- Teleobiektyw: 50MP Samsung JN5, OIS.
- Szeroki kąt: 8MP Sony IMX355, pole widzenia 120º.
Największa zmiana to dodanie stabilizacji w teleobiektywie, która w zeszłym roku była zarezerwowana dla wersji Pro. Jeżeli chodzi o aplikację aparatu, to bardzo mocno przypomina mi ona tą z OnePlusa (co za zaskoczenie, skoro za obiema markami stoi dokładnie ten sam gość). Jak sprawdza się to podczas fotografowania?
Nothing Phone 4a / fot. Konrad Bartnik
Zdjęcia w dzień:
Bla, bla, bla, bla. Każdy smartfon zrobi obecnie dobre zdjęcia głównym aparatem za dnia i choć można zagłębiać się w szczegóły, to niedługo zacznę ignorować tę część testu tak samo, jak ignoruję jakość połączeń czy stabilność zasięgu – każdy telefon za więcej niż 1000 złotych jest w tym bezbłędny. Mogę co najwyżej przyczepić się do tego, że szeroki kąt trochę odstaje kolorystyką, a 7-krotny zoom jest dyskusyjnie użyteczny – to tyle.
Zdjęcia w nocy:
W nocy sytuacja ma się zgoła inaczej. Moim zdaniem Nothing Phone 4a robi bardzo dobre zdjęcia nocne głównym aparatem, znośne teleobiektywem przy 2-krotnym zoomie oraz bezużyteczne – choćby ze względu na kolory – w przypadku 3.5 oraz 7-krotnego przybliżenia. Zadziwiająco dobrze radzi sobie za to szeroki kąt, który pomimo tylko 8 MP matrycy potrafi zrobić użyteczne zdjęcie przy słabym świetle.
Podsumowując fotograficzne możliwości Nothing Phone 4a, to całkiem udany średniak. Z jednej strony znam modele, które potrafią zrobić lepsze zdjęcia aparatem głównym. Z drugiej – praktycznie żaden telefon z tej cenie nie oferuje teleobiektywu i choćby za to Nothingowi należą się brawa.
Czy Nothing Phone 4a to nadal najbardziej opłacalny telefon w swojej cenie?
Krótko? Tak. Za 1899 złotych dostajemy średniaka z 12 GB RAM, dobrym procesorem, niezłym aparatem, świetną kulturą pracy, dobrą baterią (choć tu nagminnie zamierzam czepiać się zbyt małej pojemności) czy udanym ekranem. Lubię też nakładkę Nothinga, podoba mi się nazywany przez niektórych dziwacznym design, a za przeniesienie przycisku do wywoływania Essential Space należy im się Oskar za rozsądek.
Nothing Phone 4a / fot. Konrad Bartnik
Czy kupiłbym wariant z 8 GB RAM? Nie, nie kupiłbym – jeżeli 200 złotych różnicy ma dla Ciebie znaczenie, to po prostu poczekaj na pierwsze promocje. Moim zdaniem będzie to wąskim gardłem smartfona, który w wyższej wersji jest po prostu bardzo przyjemny do używania. Jego zakup serdecznie mogę polecić, a Nothing kolejny rok z rzędu odwalił kawał dobrej roboty.
Jest jeszcze kwestia konkurecji. Śmiechu warty Google Pixel 10a odpada w przedbiegach, Redmi Note 15 Pro+ ma znacznie gorszą nakładkę, OnePlus Nord 5 wygrywa aparatem, nieco lepszą baterią i znacznie lepszą wydajnością, ale przegrywa nakładką, a reszta rywali na obecną chwilę nie istnieje. Być może POCO X8 Pro Max zmieni coś w tej sytuacji, choć w jego przypadku problemem nadal będzie soft.
- Aparat7
- Bateria8
- Ekran9
- Jakość8
- Wydajność w grach8
|
ZALETY
|
WADY
|
Ceny Nothing Phone 4a
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.










