Kolejny, tani telefon od Google zawitał w moje skromne progi, by sprawdzić, czy jest tym, czego oczekiwałby konsument w kwocie poniżej 2500 złotych. Zapraszam na test Google Pixel 10a, który na papierze wygląda jak Pixel 9a+, jednak być może w praktyce jest zauważalnie lepszy. A jaki jest, tego dowiecie się właśnie z tej recenzji.
Spis treści
Nie da się ukryć, że zapewne wielu z Was, którzy obserwowali przecieki dotyczące tego modelu łapało się za głowę: „Ale jak to, w zasadzie ten sam telefon sprzedać rok później raz jeszcze?”. Tak też myślałem ja i teraz czas przekonać się, czy to rzeczywiście to samo. Zapraszam na test Google Pixel 10a.
Google Pixel 10a leciutko tańszy od poprzednika, ale realnie to tak niekoniecznie
Jak wspominałem w premierowym wpisie, najnowszy telefon od Google leciutko staniał i kosztuje 2349 złotych, czyli całe 50 złotych mniej niż Pixel 9a w dniu swojej premiery.
Mimo wszystko, to poprzednik obecnie nie jest już w takiej cenie, bo kosztuje jakieś ~1600 złotych, czyli ponad 600 złotych mniej za – teoretycznie – to samo. Z drugiej strony, do 18 marca można odebrać z nowym modelem słuchawki Google Pixel Buds 2a, kosztujące obecnie około 525 złotych.
Inną opcją jest także otrzymanie gwarantowanych 450 złotych zwrotu w przypadku oddania swojego starego smartfona. Warto jednak też wspomnieć, że za 2560 złotych, można już dostać podstawowego Pixela 10, a z kolei za około 2100 złotych, Pixela 9, który – w pewnych przypadkach – będzie lepszy także od swojego następcy.
Specyfikacja Google Pixel 10a
- Ekran: 6,3″, 2424 x 1080 pikseli, P-OLED, 120 Hz, HDR.
- Procesor: Google Tensor G4.
- Pamięć: 8/128 lub 8/256 GB, UFS 3.1.
- Aparat:
- Główny: 48 MP, f/1.7, 1/2″, dual pixel PDAF, OIS, nagrywanie w maksymalnie 4K@60 FPS.
- Ultraszerokokątny: 13 MP, f/2.2, 120°, nagrywanie w maksymalnie 4K@30 FPS.
- Selfie: 13 MP, f/2.2, nagrywanie w maksymalnie 4K@30 FPS.
- Bateria i ładowanie: 5100 mAh, ładowanie przewodowe 30 W, bezprzewodowe 10 W, brak ładowarki pudełku.
- Wymiary i waga: 153.9 x 73 x 9 mm, 186 gram.
- Dodatkowe: wodoszczelność IP68, NFC, głośniki stereo, czytnik linii papilarnych zintegrowany z ekranem, łączność satelitarna, 7-lat aktualizacji Androida.
Sprzęt do testów dostarczyła firma Google, za co serdecznie dziękujemy. Nie miało to jednak wpływu na ocenę testowanego urządzenia.
Google Pixel 10a nie świeci przykładem w kontekście akcesoriów
Na początek przyjrzyjmy się, jak zapakowany przychodzi do nas nowy telefon. W zasadzie tak samo, jak poprzednicy i tak samo, jak wszystkie inne modele z serii Google Pixel 10. Dlatego też najlepiej, jeżeli teraz zabiorę Was w krótki unboxing, który możecie obejrzeć poniżej.
Jak widać, w zestawie prócz samego telefonu, dostajemy:
- Przewód USB-C
- „Kluczyk” SIM
- Papierologię
Oryginalne etui z kolei zdecydowanie nie jest tym samym, co te dedykowane dla wyższych modeli. Nie mamy tutaj „wyściółki” wewnątrz, całość jest z tworzywa sztucznego i posiada coating zapobiegający wyślizgiwaniu się z dłoni. Tylko 169 złotych to zdecydowanie gruba przesada.
Google Pixel 10a to nadal jedyny w swoim rodzaju telefon pod kątem designu
No, oczywiście nie licząc poprzednika, który był pierwszym wnoszącym ten płaski wygląd, pozbawiony tradycyjnej wyspy aparatów. W zasadzie w kontekście wyglądu nie zmieniło się nic, prócz lekko przebudowanej palety dostępnych wersji kolorystycznych.
Mnie przyszło testować wariant „malinowy”, który zdecydowanie może zaskarbić sobie uznanie wśród klienteli. Przechodząc jednak do konkretów, na pierwszy rzut oka zmian względem Pixela 9a nie ma wcale, ale jednak telefon jest nieco niższy, a do tego minimalnie węższy.
Inną, już może bardziej widoczną zmianą, jest zredukowanie wielkości ramek wokół wyświetlacza. Nie jest to diametralna różnica, jednak da się ją zauważyć. Niestety, to nadal nie jest poziom podstawowego Pixela 10.
Przechodząc dalej, mamy nieco zmienioną ramkę. Patrząc na jej dolną część, widzimy symetrię i brak slotu na kartę SIM, zamiast tego dwie maskownice głośników (z czego za jedną rzeczywiście kryje się głośnik). SIM tray został przeniesiony na lewą ramkę. Ciekawy jest także brak jednej anteny (w poprzedniku na górnej ramce były dwie, tutaj mamy pojedynczą).
Są jeszcze plecki, które – tym razem – są kompletnie płaskie. W poprzedniku aparaty minimalnie wystawały, jednak tutaj rzeczywiście są „wtopione” w telefon. W kontekście materiałów zmiana dokonała się na przodzie, gdzie zostało zastosowane Gorilla Glass 7i zamiast już naprawdę starego GG 3.
Ramka nadal jest aluminiowa, z kolei plecki – plastikowe. Całościowo to raczej dobrze wykonany telefon, jednak muszę się przyczepić do spasowania plecków w moim egzemplarzu – są krzywo wklejone. Z prawej strony widać, że nie leżą tak, jak powinny. Jakby to był telefon powiedzmy za „tysiaka”, to nie ma tragedii, ale ponad 2300 złotych… no tutaj już wymagać trzeba wysokich standardów.
Jest to jednak nieco za duży telefon, by nazwać go małym
Mimo leciutkich zmian w wielkości, to nadal nie jest on przynajmniej na poziomie ergonomii podstawowego z Pixeli, o Pixelu 8 nie mówiąc. Być może się powtarzam, ale to właśnie ten model był najwygodniejszym do użytkowania jedną dłonią, a potem przyszła „kanciastość”.
Wracając jednak do tego modelu, ergonomia jest „ok” bez etui oraz zwyczajnie niewygodnie w przypadku korzystania jedną dłonią z założonym etui.
I mówię to jako osoba z dłońmi większymi niż przeciętne, więc mając łatwiej z używaniem telefonów jedną dłonią. Docenić można z kolei wyważenie, które zdaje się zbalansowane… praktycznie na środku. Ewentualnie jest to takie 55:45 (góra-dół).
Przyciski działają bez zarzutu i nie posiadają znaczących luzów, co także można odnotować na plus. Mam też wrażenie, że został tutaj zmieniony silnik wibracji, ponieważ są one bardziej trafne i mniej… natrętne? Niby słabsze, ale przyjemniejsze.
Poprawiony wyświetlacz w Google Pixel 10a – jak wygląda w praktyce?
Oczywiście, to nie są „szalone poprawy”, bo jedynie – przynajmniej na papierze – ma być jaśniejszy, a przez to lepiej czytelny w słoneczne dni. To nadal panel P-OLED, o przekątnej 6,3″ i rozdzielczości 2424 x 1080 pikseli, charakteryzujący się odświeżaniem 120 Hz czy obsługą treści HDR. Jego maksymalna jasność jest jednak na poziomie 3000 nitów, a nie 2700 nitów, jak w poprzedniku.
Jak to ma się w praktyce? Zacznijmy właśnie od pomiarów jasności wyświetlacza w tym telefonie. Zostawiając nastawę jasności „automatowi”, jesteśmy w stanie uzyskać 2100 nitów, z kolei przy manualnym ustawieniu jasności na maksymalnym poziomie, jest to 1315 nitów. Widzimy więc poprawę i w tym zakresie.
Sprawdźmy kolory
No ale sprawdźmy w takim razie, jak wygląda on pod kątem pokrycia poszczególnych gamutów, czyli odwzorowywanie kolorów. A wygląda to następująco:
- sRGB: 96%;
- AdobeRGB: 71,2%;
- DCI-P3: 74,2%.
Są więc identyczne, jak poprzedniego modelu i na raczej dobrym poziomie, a skoro już o „poziomie mowa”, czas na pomiary błędu ΔE (delta E):
- Średnia: 0,05;
- Maksimum: 1,18;
- RMS: 0,13.
W zasadzie wszystko na swoim miejscu, prócz nieco lepszej jasności, reszta parametrów pozostała na bardzo zbliżonym poziomie do poprzednika. Jeżeli chodzi z kolei o temperaturę barwową wyświetlacza, to została ona ustawiona na poziomie 7076K, czyli i tutaj jest to samo. Nieco węższe ramki i wyższa jasność zawsze fajna sprawa, jednak to trochę mało.
Google Pixel 10a to telefon z poprawionymi głośnikami
Głośniki w poprzedniku nie zachwycały, jednak były „całkiem OK” i tutaj niby coś się zmienia, ale nie do końca. Nadal producent był w stanie sprawić, że głośniki w Pixelu 10a nie są tak dobre, jak te w podstawowym modelu, ale z kolei grają pełniej względem Pixela 9a. Jest nieco mniej kłujący sopran, a do tego nieco niżej schodzący bas. Całość zwyczajnie gra przyjemniej dla ucha.
Głośność jest na podobnym poziomie, chociaż w przypadku korzystania z tej najwyższej dostępnej, to różnica na korzyść nowego modelu jeszcze lekko wzrasta, z uwagi na lepsze dopracowanie wysokich tonów.
Aparat w Google Pixel 10a bez zmian, ale czy aby na pewno?
Tak, sprzętowo nowy telefon firmy z Mountain View nie wyróżnia się absolutnie niczym względem poprzednika, poza oczywiście tym, że wyspa aparatów została finalnie w pełni zintegrowana z telefonem, więc… w zasadzie usunięta.
Nadal mamy 48 MP aparat główny, wspierany przez 13 MP moduł ultraszerokokątny oraz na przodzie 13 MP kamerkę selfie. Można też powiedzieć, że w dalszym ciągu mamy gorszy zestaw aparatów, niżeli posiadał Pixel 8a, właśnie z uwagi na poświęcenie jakości zdjęć i wideo na rzecz braku wyspy aparatów. No ale dobra, przejdźmy do sprawdzenia praktycznych przykładów.
Wszystkie zaprezentowane niżej zdjęcia możecie sprawdzić w oryginalnej jakości | tutaj.
Aparat główny – zdjęcia
Zaczynamy od głównego „oczka” za dnia, które nie zmieniło się względem poprzednika. Czy jednak jego „performance” może się w jakiś sposób poprawił? Można zauważyć nieco mniejsze problemy z nadmiernym wyostrzaniem zdjęć w post-produkcji przez telefon.
Prócz tego, nieznacznie poprawie uległa kwestia szczegółowości zdjęć, jednak nie na tyle, by zrównać się z Pixelem 8a chociażby. Oczywiście, w porównaniu z Pixelem 10, to będzie podobna jakość, mimo wszystko to ta sama matryca, czy optyka, więc jedynie różnicę mogłyby zrobić algorytmy, ale… jej nie robią.
Działanie HDR-u jest na dobrym poziomie, a do tego można byłoby pochwalić – zdaje się – bardziej naturalną kolorystykę zdjęć względem poprzednika.
No i na koniec, to radzi sobie on zwyczajnie okej, chociaż chciałoby się poczuć wyraźny progres pomiędzy telefonami, nie mówiąc o tym, że „poprzednik poprzednika” dalej czeka na lepszą opcję w tej „rodzinie” pod kątem aparatu głównego.
Nocne zdjęcia
Co dzieje się w nocy w takim razie? Cóż, pojawiają się oczywiście flary, które często – z jakiegoś powodu – są mocniejsze, niżeli w starszym modelu z tej linii. Być może wpływ na to miało jeszcze mocniejsze „skompresowanie” optyki, by zmieścić ją już całkowicie w ramach „obudowy” telefonu.
Pojawia się widoczny szum, aczkolwiek z dobrych nowin, raczej nie ma problemu z nadmiernymi próbami rozjaśnienia nocnego nieba w trakcie fotografowania miastowych widoczków. Pochwalić można także kolorystykę zdjęć, czy stabilizację, bo wychodzą w większości ostre.
Koniec końców, to stabilizacja „wydajności” w tym zakresie, chociaż bardziej pasuje tutaj inne słowo – zastój. Co do szczegółowości jeszcze, to ta w większości zdjęć będzie poprawna.
Aparat ultraszerokokątny – zdjęcia
Przechodzimy do kolejnego modułu, tym razem wyspecjalizowanego w robieniu zdjęć „widoczkom”. Jak radzi sobie za dnia? Znowu czuję się, jakbym drugi raz testował Pixela 9a, bo zmian tutaj praktycznie nie ma.
Szczegółowość na moje oko mogła się bardzo nieznacznie poprawić, tak samo, jak działanie HDR-u. Prócz tego, można by dodać jeszcze kolorystykę zdjęć, która jest cieplejsza względem poprzednika, ale… to tyle.
Dlatego też zawsze załączam dla Was przykładowe zdjęcia, czy wideo, byście mogli sami ocenić, czy taka jakość Wam odpowiada, a moje opisy są dodatkowymi wskazówkami.
Po zapadnięciu zmroku algorytmy zaczynają w końcu pokazywać wyraźniej swoje działanie. Poprawie ulega bowiem wszystko, choć nie będą to różnice jak z rewolucji, a bardziej… lekkiej ewolucji.
Pochwalić więc można mniejszą ilość szumu (choć ten nadal jest mocno widoczny), nieco więcej szczegółów na zdjęciach, czy lepszą, bardziej spójną kolorystykę.
Koniec końców nie jest to ani świetny, ani tragiczny moduł, jest… przeciętny, „ok”, nic więcej, nic mniej.
Aparat selfie – zdjęcia
Pozostał ostatni z aparatów, czyli ten do selfiaków. Powtarzam się, ale to znowu vibe korzystania z tego samego telefonu rok później, na ogół radzi sobie bardzo dobrze / dobrze za dnia, tak pod kątem szczegółowości, jak i HDR-u. Zwyczajnie dobry selfiak.
W nocy jednak bez większej ilości światła będzie ciężko, można ratować się doświetlaniem z telefonu i to powinno dać najlepsze efekty, bo tryb nocny działa różnie – zwłaszcza pod kątem stabilności ujęcia.
Dodatkowe tryby aparatu
Z tych postanowiłem dla wiadomości dorzucić jeszcze panoramę za dnia oraz oczywiście zdjęcie wykonane z pomocą trybu astrofotografii, który jest jednym z ciekawszych wyróżników serii Google Pixel.
Tworzenie panoramy jest zwyczajnie przyjemne, szybkie i bezbolesne, a jej jakość jest na takim samym poziomie, jakbyście zlepili zdjęcia z głównego aparatu, czyli niby bez szału, ale to nadal „OK” poziom.
A co ze zdjęciami nocnego nieba? Tak się złożyło, że akurat wykonywałem je w trakcie pełni, więc toteż miało swoje odzwierciedlenie w tym, jak wygląda finalny efekt. Niemniej jednak to przydatny tryb także w tym modelu, choć nie jest tak dobrze wyposażony fotograficznie, jak Pixel 10 Pro.
Wideo w wykonaniu Google Pixel 10a
Skoro o zdjęciach powiedzieliśmy sobie wszystko, to czas przyjrzeć się temu, jak nowy smartfon radzi sobie a nagrywaniem wideo. Tutaj także nie ma zmian w kontekście dostępnych trybów, czy rozdzielczości względem poprzednika, więc powinno być podobnie, o ile nie identycznie.
Ważne — materiał został wyrenderowany w 4K@60 FPS, jednak mimo wszystko zauważycie z pewnością róznice pomiędzy nagraniami w niższym klatkarzu/rozdzielczości.
I w zasadzie, to tak jest, za dnia korzystając z aparatu głównego, otrzymujemy dobrą stabilizację, czy przyjemną ilość szczegółów, choć nagranie nie jest pozbawione lekkiego szumu gdzieniegdzie.
Wybierając jednak opcję nagrywania w 30 klatkach na sekundę, stabilizacja będzie gorsza, choć pomoże to z „doświetleniem” ciemniejszych porcji kadru. Niestety nie mamy HDR-u, więc ten balans też nie będzie tak dobry, jak we wyższych modelach. Jakość audio rejestrowana przez Pixela 10a jest na dobrym poziomie, a na koniec warto wspomnieć o trybie wzmocnionej stabilizacji – przydaje się, ale potrzebuje naprawdę dużo światła, by dostarczył zadowalającą jakość.
Aparat ultraszerokokątny z kolei nie ma dostępu do 4K@60 FPS, więc pozostaje tylko w tej najwyżej rozdzielczości opcja 30 FPS. Mimo wszystko stabilizacja przy tym klatkarzu jest naprawdę w porządku, tak samo, jak ilość szczegółów. Podobnie, jak w przypadku aparatu głównego, pojawia się trochę szumu, ale nagranie wyróżnia się wyższym kontrastem, który może być zarówno zaletą, jak i wadą.
Koniec końców otrzymujemy tutaj naprawdę identyczne rezultaty, co w poprzedniku, nie widać ani znaczącej poprawy, ani też regresu.
Selfie time
Co w przypadku używania kamerki seflie? Tutaj do dyspozycji też mamy 4K@30 FPS, czy 1080p@60 FPS dla lepszej płynności. Ciekawe jest to, że jakość audio jest tutaj już gorsza, z uwagi na gorzej działającą redukcję szumów otoczenia. Tworzy ona z naszego głosu „robocopa”. Prócz tego, niestety nie dostajemy tutaj superdobrej szczegółowości, czy też odpowiedniego wyważenia w kontekście kontrastu. Na plus jednak można zaliczyć stabilizację.
Nocne nagrania
Przechodząc do nocnych zmagań, oczywiście będzie to wyglądało trochę gorzej, niżeli za dnia. W przypadku głównego „oczka” szczegółowość spada do „przeciętnego” poziomu, zwłaszcza w kontekście wyciągania „informacji” z cieni. Pojawia się także sporo szumu, a nagrywanie w trybie wzmocnionej stabilizacji w FHD mija się z celem.
Moduł ultraszerokokątny też nie radzi sobie specjalnie dobrze, w zasadzie tak samo, jak ten w Pixelu 9a. Rekomendowałbym z tego powodu użytkowanie go w dobrze naświetlonej scenerii, a do tego najlepiej „stacjonarnie”, z jak najmniejszą ilością ruchu. Ten bowiem generuje „szum elektroniczny” z działającej stabilizacji EIS.
Przednia kamerka
Pozostała więc z głównych przedmiotów „sporu” kamerka selfie, która to – znowu – zachowuje się identycznie, jak ta w Pixelu 9a. Wybierając 4K@30 FPS, radziłbym nagrywanie „stacjonarne” i oczywiście wybieranie dobrze naświetlonych kadrów. W przypadku 1080p@60 FPS, tutaj można pokusić się o nagrywanie w trakcie chodu, czy nawet biegu. Nie będzie to „TOP TOP-ów”, jednak będzie „ok”.
Slow motion 1080p@240 FPS w akcji
Na końcu załączonego materiału znajdziecie jeszcze oczywiście próbkę „specjalną”, w postaci nagrania w zwolnionym tempie. Szkoda, że tylko w FHD, a nie w 4K, jednak 240 FPS jest przyjemną wartością. Jest także opcja 120 FPS, a całość – jak zawsze – będzie wymagać dużej ilości światła, by dać zadowalający efekt.
Wydajność Google Pixel 10a bez zmian – przynajmniej nie w specyfikacji
Bo producent stwierdził, że wyłamie się z tradycyjnego rozkładu jazdy i w tym roku najtańszy z Pixeli nie zyska najnowszego procesora. Mamy tutaj bowiem ten sam układ, co w poprzedniku, jakim jest Google Tensor G4. Towarzyszy mu do tego 8 GB pamięci operacyjnej oraz 128 / 256 GB pamięci wewnętrznej.
Nie wygląda to imponująco, ale oczywiście papier to jedno, a praktyka czasem coś zupełnie innego. Przyjrzyjmy się w takim razie sprawdzianom, jakim poddałem ten smartfon.
Testy syntetyczne
Tradycyjnie zaczynamy od sprawdzenia tego, jak radzi sobie procesor pod długotrwałym obciążeniem. Inaczej mówiąc, sprawdzamy jego „termikę” i widać, że praktycznie nic się nie zmieniło. Jest tak samo przeciętna, jak w poprzedniku, notując po 15-minutowym obciążeniu spadek wydajności o 30% względem początku testu. Throttling może więc być i zauważalny i odczuwalny w codziennym użytkowaniu, jeżeli jesteście „power userem”.
Jedziemy w takim razie z kolejnymi sprawdzianami, a tym był m.in. benchmark Geekbench, w którym to nowy Pixel zanotował odpowiednio 1655 punktów w teście pojedynczego rdzenia oraz 4141 punktów dla całego CPU. Kolejny wjeżdża AnTuTu i tutaj mamy łączny wynik na poziomie niespełna 1 miliona 100 tysięcy punktów.
Patrząc na te wyniki, mam pewien dysonans, ponieważ… są niższe od poprzednika. Być może jest problem tej natury, że aplikacje te nie były dostępne w czasie moich testów w sklepie Play – słaba praktyka, ale w zasadzie towarzyszy prawie zawsze tym telefonom.
Sprawdziłem sobie także jak radzi sobie pamięć wewnętrzna i tutaj mamy akurat postęp względem poprzednika i to znaczący w niektórych obszarach, szczególnie przy dostępie losowym, czy zadaniach związanych ze sztuczną inteligencją. Są to zwyczajnie dobre wyniki, do których nie można się za bardzo przyczepić.
Kultura pracy w grach
Przechodzimy jeszcze do sprawdzenia tego, jak potencjalnie może ten telefon radzić sobie w grach. Tutaj posłuży nam oczywiście 3DMark Wild Life Stress Test, zajmujący „trochę czasu” pokazując, jak spada wydajność wraz z postępującym czasem.
Wygląda na to, że termika Pixela 10a nie jest lepsza, a gorsze względem Pixela 9a. Nowy model stracił bowiem prawie 28% początkowej wydajności na końcu testu. Zmierzyłem także temperatury przy końcu tego sprawdzianu i wyglądało to następująco:
- 45,3°C – ekran;
- 45,6°C – plecki;
- 43,5°C – ramka
- Minimum 36°C – cały telefon
Można więc stwierdzić, że jakimś dziwnym trafem, nowy telefon Google względem poprzednika radzi sobie słabiej z „ogarnianiem” temperatur. Może to wynikać z wielu czynników, nawet takich, jak różnica w jakości „krzemu”, z którego został wykonany akurat ten pojedynczy procesor, który wylądował w mojej sztuce testowej.
Co do praktycznych wrażeń z rozgrywki w PUBG Mobile, to nie powinniście się zawieźć. Wydajność jest na tyle dobra, że występować mogą jedynie sporadyczne mikro-ścinki, wszystko na „kliencie HD”. Temperatura telefonu z kolei pozostaje w ryzach, robi się ciepły, ale zdecydowanie nie gorący.
Speed Test
Tradycją jest także to, że przeprowadzam dla Was bardziej praktyczne testy, które mają za zadanie sprawdzić wydajność i płynność działania recenzowanych telefonów. Dlatego też – przypominając – sprawdzamy w dwóch przebiegach otwieranie następujących aplikacji (1 przebieg z czystem RAM-em, 2 przebieg wczytywanie z RAM-u):
- Facebook;
- Messenger;
- Instagram;
- X (dawniej Twitter);
- WhatsApp;
- TikTok;
- Snapchat;
- Aparat;
- Chrome (strona gsmManiaK.pl);
- YouTube;
- Spotify;
- Netflix;
- Telegram;
- PUBG MOBILE;
- Genshin Impact;
- Subway Surf.
No i jak nowy model poradził sobie względem starszego? W zasadzie to bardzo podobnie, notując czas 1 minuty 29 sekund i 85 setnych w pierwszym przebiegu oraz 1 minuty 30 sekund i 93 setnych w drugim. Daje to łączny czas na pokonanie tego toru przeszkód równy 3 minutom i 78 setnym sekundom. Czy to są wyniki godne telefonu do 2500 złotych? (Nie)wiem, choć się domyślam.
Czysty Android 16 na pokładzie i 7 lat aktualizacji
Idąc dalej, co takiego oferuje nam system? Cóż, Androida 16 możecie już znać bardzo dobrze, bo niedługo będzie zastępowała go 17-stka. Całość wygląda zwyczajnie schludnie, daje możliwości personalizacji, dostęp do funkcji raczej nie jest utrudniony, taki „stary, dobry, czysty Android” bym rzekł. Oczywiście, zależnie od wybranego wariantu kolorystycznego, przywita Was inny „motyw” systemowy, co można zobaczyć poniżej.
W moim przypadku był to oczywiście motyw „malinowy”, który ładnie uzupełnia wygląd całego smartfona. Nie zabrakło implementacji Gemini, tak jako aplikacji, jak i w wersji „Live”, nie mamy już tutaj tradycyjnego asystenta Google, ten zwyczajnie ustąpił miejsca nowszemu rozwiązaniu. A co z interfejsem aparatu? Ten jest bez większych zmian, z dostępem do pojedynczych ustawień manualnych.
Oczywiście, możemy ustawiać rozdzielczość i klatkarz nagrywanego filmu, włączać funkcje dodatkowe, zoptymalizować ustawienia przy robieniu zdjęć / nagrywaniu filmów… trochę funkcji jest, ale to też nie jest oddanie ewentualnie w pełni manualnego trybu fotografowania / nagrywania wideo.
Jak wypada bateria w Google Pixel 10a?
Zadziwiająco… dobrze. Niezależnie w zasadzie od tego, czy korzystamy z WiFi, czy z LTE (5G), możemy liczyć na wyniki rzędu 7-8 godzin SoT na przestrzeni 2/3 dni. Oczywiście, przy WiFi zawsze to będzie trochę więcej, a przy korzystaniu cały czas z 5G z kolei – trochę mniej. W moich warunkach jednak większość czasu telefon spędził właśnie na 4G.
A co z ładowaniem, zapytacie? Jak mogliście zobaczyć w specyfikacji, zostało ono przyśpieszone do mocy 30 W przewodowo. Obecnie by naładować Pixela 10a do 50%, musimy poświęcić na to 28 minut, z kolei do 100% to nadal bardzo długi czas, bo 1 godzina 37 minut. Szkoda, że dalej (mimo poprawy) siedzimy w lekkim średniowieczu w tej kwestii.
Sprawdźmy 5G, VoLTE, VoWiFi etc.
W trakcie moich testów wszystkie owe funkcje działały, jednak zauważyłem pewną różnicę względem poprzednika – otóż jak wspominałem, nowy model ma o jedną antenę mniej i prawdopodobnie to jest powodem sytuacji, gdzie 5G nie było przeze mnie łapane tak często w moim mieście, jak przy Pixelu 9a. Poza tym jednak wszystko działało w porządku.
Podsumowanie testu Google Pixel 10a
Dotarliśmy do końca tej długiej recenzji Google Pixel 10a, który niby niczym nie różni się na papierze od poprzednika, ale co nieco lepszego wnosi do gry. Nie są to jednak zmiany rewolucyjne, a nazwać je ewolucyjnymi to też byłaby przesada. To głównie kosmetyka, która równie dobrze mogłaby dotyczyć telefonu za 500 złotych, a nie za 2350 złotych. Przejrzyjmy sobie w takim razie plusy i minusy tej konstrukcji, także w zestawieniu z Pixelem 9a, by wiedzieć w skrócie, co w trawie piszczy.
Zalety
Mamy niezłą ofertę na start / ofertę przedsprzedażową, ale przejdźmy na szybkości do praktycznych zalet. Przede wszystkim gwarancja 7-letniego wsparcia aktualizacjami to plus, tak samo, jak ogólna jakość wykonania.
Będą osoby, którym zdecydowanie przypadnie do gustu brak tradycyjnej „wyspy aparatów”, bo ta jest scalona z telefonem. Idąc dalej, pochwalić trzeba jasny wyświetlacz i jego możliwości reprodukcji kolorów. Multimedialnie na plus są także głośniki stereo. A co z aparatami, zapytacie?
Praktycznie bez zmian względem poprzednika, choć jakieś mniejsze poprawki algorytmów są do odnotowania. Mówiąc dokładniej, pochwalić można aparat ultraszerokokątny czy selfie za dnia w kontekście zdjęć, a wszystkie z kolei w kontekście nagrywanego wideo. Prócz tego, używając tylnych aparatów, jakość rejestrowanego audio też zasługuje na wspomnienie.
Idąc jednak dalej, mamy dobre wyniki w testach wydajnościowych, czy szybszą (i ogólnie bardzo szybką) pamięć wewnętrzną. Telefon ten dobrze spisuje się także w grach, a na plus wypada – kończąc wywód – czysty Android, czy bardzo dobra bateria.
Wady
Przejdźmy do minusów, a wśród nich pierwsze miejsce zajmuje cena, która jest wyższa niż aktualna cena Pixela 9, a także niespecjalnie niższa od Pixela 10. Prócz tego, w dalszym ciągu otrzymujemy jedynie 8 GB RAM-u, czy nie dostajemy w zasadzie żadnych akcesoriów (niestety, to już standard).
Co do wykonania, to plecki w moim egzemplarzu są zwyczajnie źle spasowane i to jest widoczne na pierwszy rzut oka niestety. Ergonomia użytkowania się nie zmieniła i nadal pozostaje na raczej przeciętnym poziomie.
Brak zmian w aparatach to niby stagnacja, jednak stagnacja to swego rodzaju regres. Flary w dalszym ciągu występują, a aparat główny radzi sobie „przeciętnie” we wszystkich warunkach oświetleniowych. Selfie z kolei w nocy będzie trudne zrobienia, jeżeli nie doświetlicie się telefonem bądź innym źródłem światła.
Wideo nagrywane w nocy jest na „takim sobie” poziomie, z kolei audio w przypadku stricte kamerki selfie, dostaje „robocopowego” charakteru. Problemy z throttlingiem nie znikły, tak samo, jak słaba wydajność w teście praktycznym (speed test).
Poprawiono ładowanie, ale te nadal jest wolne, a do tego jest mały problem z łapaniem sygnału 5G (prawdopodobnie kwestia pozbawienia Pixela 10a jednej z anten).
Dostajemy to samo, co rok temu, tylko kosmetycznie odświeżone. Szkoda, że zerwano z tradycją przynajmniej zmieniania także procesora co roku, bo co w takim razie wyróżnia ten telefon obecnie?
Lepiej zdecydowanie kupić Pixela 9, czy nawet Pixela 10, jeżeli niekoniecznie zależy Wam na słuchawkach. Nawet lepszą opcją – patrząc cenowo – będzie Pixel 9a. To nie jest kategorycznie zły telefon, ale jest zjadany przez wewnętrzną konkurencję, o zewnętrznej nie mówiąc.
- Aparat7,0
- Bateria7,7
- Ekran9,0
- Jakość6,5
- Wydajność w grach7,5
|
ZALETY
|
WADY
|
Ceny Google Pixel 10a
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.








