POCO F9 Ultra / fot. Konrad Bartnik
Czy da się pokazać iPhone 18 Pro Max jeszcze przed jego premierą? Da się. Miałem okazję spędzić prawie dwa tygodnie z POCO F9 Ultra i dalej nie jestem w stanie pojąć, w jaki sposób tak dobry smartfon jest w stanie kosztować tak mało. Poza tym jest jednym z wyjątków, które w 2026 roku oferują 16 GB RAM, ma świetne głośniki i kapitalną baterię. Nie będę ściemniać – to najbardziej opłacalny smartfon na rynku.
Spis treści
POCO F9 Ultra to tak naprawdę dobrze poprawiony poprzednik. Oba smartfony mają ten sam procesr, ale to nowy model ma większą baterię, lepszy aparat, ekran 185 Hz i nowy, całkowicie identyczny z nowym iPhonem design. Tak identyczny, że skopiowano jego kolor jeszcze przed premierą telefonu Apple.
Jakiekolwiek powody do narzekania niweluje jednak cena. POCO F9 Ultra na start w wersji 12/256 GB kosztuje 2799 złotych. Testowana przeze mnie wersja 16/512 GB może być Twoja za 2999 złotych. Przypomnę, że mówimy tu o flagowcu z (nadal) najnowszym procesorem. To w 2026 roku po prostu się nie zdarza. Dlatego też POCO F9 Ultra jestem w stanie naprawdę wiele wybaczyć. Choć nie wszystko.
| Nazwa modelu | POCO F9 Ultra |
|---|---|
| Ekran | 6,9 cala, AMOLED, 1.5K, 185 Hz, płaskie wykończenie |
| Procesor | Snapdragon 8 Elite Gen 5 |
| Pamięć RAM | 12 lub 16 GB |
| Pamięć na dane | 256 GB / 512 GB / 1 TB (UFS 4.1) |
| Bateria | 8050 mAh |
| Ładowanie | 100 W (przewodowe), 50 W (bezprzewodowe), 27 W (bezprzewodowe zwrotne), 22.5 W (zwrotne po kablu) |
| Aparat | Jednostka główna 200 MP z OIS + obiektyw ultraszerokokątny 50 MP + 5-krotny teleobiektyw 50 MP z OIS |
| Dodatkowe | Metalowa ramka, ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych, mocne głośniki stereo BOSE, flagowa haptyka |
| Cena | Od 2799 złotych |
POCO F9 Ultra / fot. Konrad Bartnik
Tutaj jak zwykle napiszę kilka zdań na temat zawartości pudełka. POCO F9 Ultra przychodzi do nas w standardowym dla marki opakowaniu w czarno-żółtych barwach. W środku jedyną ponadprogramową dobrocią jest etui. W przeciwieństwie do większości telefonów Xiaomi nie jest to szary, miękki case, ale półprzezroczysty, biały bumper. Podkreśla urodę telefonu, jednocześnie nieźle chroniąc go przed upadkami.
W tej recenzji będe się starać specjalnie nie odnosić się do poprzednika i to pomimo tego, że leży on u mnie na biurku. Na dniach pojawi się u nas bezpośrednie porównanie obu tych telefonów. Kiedy patrzę na leżące obok siebie urządzenia, trochę mi szkoda, że Xiaomi nie zdecydowało się kontynuować przepięknego designu z jeansowym wykończeniem. Poszli za to w stronę Apple i mocno zainspirowali się ich projektem. Widać to po bryle, wyspie i… kolorze.
POCO F9 Ultra / fot. Konrad Bartnik
Jestem jednak w stanie docenić niektóre aspekty tej inspiracji. POCO F9 Ultra jest nieco bardziej obły od poprzednika, dzięki czemu uchtyw jest wygodniejszy. Z drugiej strony tylny panel jest bardziej śliski i chyba nie zaryzykowałbym używanie go bez etui. Przed zakupem musisz jednak wiedzieć o nim dwie rzeczy – jest naprawdę wielki i ciężki. Ma ekran o przekątnej 6,9 cala, a do tego waży bite 235 g. To sporo, ale bateria wynagradza wszystko z nawiązką.
W kontekście POCO F9 Ultra głośniki trzeba potraktować dużo poważniej niż w jakimkolwiek innym telefonie. Producent twierdzi, że subwoofer zmienia doznania podczas grania w FPSy i ma rację, po prostu czuć ten bas. Jeżeli chodzi o wyposażenie, to głośnik jest dokładnie taki sam, jak przed rokiem, choć zmienił sie design grilla. Do tego mamy jeszcze symetryczne głośniki na dole i na górzę. Powiem wprost – to najlepiej grający smartfon na rynku i nie da się z tym dyskutować.
POCO F9 Ultra / fot. Konrad Bartnik
Co z haptyką? Poszła o stopień w góre, co w przypadku Xiaomi jest nie lada wyczynem. Pod względem wibracji chiński producent jest absolutnie najlepszy, wygrywając z Apple o kilka długości. Jeżeli chodzi o haptykę w POCO F9 Ultra, to jest ona jeszcze bardziej soczysta, ale wynika to zapewne z wyższej wagi niż rok temu.
POCO F9 Ultra / fot. Konrad Bartnik
Na koniec zaznaczę tylko jedno, bo pewnie dla kogoś jest to istotne. Mimo wyglądu tylny panel nie jest szklany, ale wykonany z tworzywa sztucznego. Ramka jest za to aluminiowa, podobnie jak atrapa chroniąca podzespoły na wyspie.
Na początek powiem coś o „wadzie”, która oddziela bardzo dobre ekrany od wybitnych. Chodzi o technologię LTPO (czyli taką, która pozwala na płynną zmianę częstotliwości w zakresie od 1 do 120, 144 czy nawet 185 Hz). Tutaj mamy 6,9-calowy panel LTPS o rozdzielczości 1200 na 2608 pikseli. Do tego mamy odświeżanie na poziomie do 185 Hz. Na papierze jest to najlepszy panel w tej cenie. A w rzeczywistości?
POCO F9 Ultra / fot. Konrad Bartnik
Pierwsza sprawa jest taka, że wyświetlacz w POCO F9 Ultra jest gigantyczny. 6,9 cala to przekątna porównywalna jedynie z Galaxy S26 Ultra i iPhonem 18 Pro Max. Na szczeście producent otoczył go bardzo cienkimi ramkami, dzięki czemu osoby z łopatami zamiast dłoni obsłużą go tylko jedną z nich. Ja nie miałem z tym problemu. Do tego panel jest bardzo jasny i w żadnych warunkach oświetleniowych nie ma problemów z czytelnością. W nocy nie razi w oczy, bo spada do 1 nita.
Teraz rozprawmy sie z mitem 185 Hz. Czy faktycznie jest w stanie osiągać takie wartości? Owszem, jeżeli nie natywnie, to przez interpolację. Wspieranych jest 20 gier (nie znalazłem oficjalnych danych, ale PUBG na pewno na niej jest). Jest to możliwe dzięki obecności dedykowanego czipu do kontroli ekranu. Z drugiej strony nie udało mi się zmusić panelu do zejścia poniżej 60 Hz. Nawet przy wideo, które ma 24 klatki na sekundę, panel odświeża się w 60 Hz. I pewnie narzekałbym na fakt, że zużywa to energię, gdyby nie to, jak długo POCO działa bez ładowania.
POCO F9 Ultra został wyposażony w ogniwo o pojemności 8050 mAh, czyli o ponad 1500 więcej niż rok temu. W mojej recenzji F8 Ultra po roku pisałem, że praktycznie nie jestem w stanie rozładować go w jeden dzień. Tutaj autentycznie nie byłem w stanie. 12-13 godzin SoT jest tu czymś normalnym, osiąganym bez wysiłku. Jeżeli nie grasz od rana do wieczora, to ładowanie co dwa-trzy dni powinno być codziennością.
POCO F9 Ultra / fot. Konrad Bartnik
Poza tym takie molocha można naprawdę szybko naładować. Producent co prawda nie załącza w pudełku ładowarki, natomiast zdecydowanie polecam się z nią zaopatrzeć. 120 W adapter Xiaomi kosztuje w Polsce raptem 58 złotych. Sam taki mam i za jego pomocą POCO F9 Ultra ładuje się do pełna w 55 minut. Po 30 minutach od pełnego rozładowania widzimy 50% na wskaźniku baterii. Przypomnę – mówimy o ogniwie 8050 mAh. Pogrom to za mało powiedziane.
W stosunku do poprzednika przyspieszyło ładowanie bezprzewodowe przy użyciu standardowych ładowarek. Do tego możemy bezprzewodowo ładować zwrotnie, co akurat może się przydać do podratowania zegarka czy słuchawek. Zasadniczo powiem tak: bateria, ładowanie i czas pracy są wystarczającym powodem, żeby kupić sobie ten telefon.
Za wydajność POCO F9 Ultra odpowiada Snapdragon 8 Elite Gen 5, czyli dokładnie ten sam SoC, co w poprzedniku. Jednocześnie jest to nadal najwydajniejszy procesor mobilny na rynku i zmieni się to dopiero podczas wrześniowych premier Qualcomma i MediaTeka. Do tego mamy 12 lub 16 GB RAM oraz od 256 GB do 1 TB na dane. Nie ma możliwości, żeby telefon o takiej specyfikacji łapał zadyszkę – ani dzisiaj, ani za 3 lata.
Wydajność w czasie w POCO F9 Ultra / fot. Konrad Bartnik
Znacznie ważniejsza od benchmarkowej wydajności jest kultura pracy. Tu dzięki nieco grubszej obudowie (8,7 mm vs 8,3 mm w POCO F8 Ultra) mamy też nieco lepsze chłodzenie. Procesor nadal potrafi spaść wydajnością do 56%, ale są to spadki sporadyczne. Do tego obudowa nigdy nie robi się nawet mocno ciepła, przy dłuższych sesjach grania spokojnie można trzymać go w dłoniach, przez większość czasu ciesząc się przyjemnym chłodem aluminiowej ramki obudowy.
Na koniec tej sekcji czas na standardowy dla POCO kącik czepiania się preinstalowanych aplikacji, czyli tak zwanego bloatware. Tym razem naliczyłem ich 13, nie wliczając w to duplikatów kontaktów, alarmów i kalendarza. Jest więc lepiej, bo nie ma tu demonstracyjnych wersji gier. Nadal są jednak socjalki, aplikacje do zakupów i tak dalej. Jest miejsce na poprawę.
Na początek coś o „papierowej” specyfikacji aparatu w POCO F9 Ultra. Na naprawdę sporej wyspie znajdziemy:
POCO F9 Ultra / fot. Konrad Bartnik
Jeżeli chodzi o samą aplikację, to jest to dokładnie to samo oprogramowanie Xiaomi, które znam dobrze z ich flagowców (Xiaomi 17, Xiaomi 17 Ultra, Xiaomi 17T Pro), ale pozbawione współpracy z marką Leica. Czy jest mi z tego powodu przykro? Ani trochę, bo tak naprawdę uważam wszystkie te współprace z markami fotograficznymi za pic na wodę.
Przejdźmy do jakości zdjęć, ale zanim o tym, to dwa słowa na temat matrycy 200 MP. Ma ona wyższą rozdzielczość niż przed rokiem, ale za to jest fizycznie mniejsza. W związku z tym spodziewałem się nieco gorszych zdjęć po zmroku. Jaka jest rzeczywistość?
Na początek słowo na temat zdjęć w dzień, czyli najnudniejszej części testu aparatu. Tu jest wybitnie, a podczas tak zwanej złotej godziny duża rozdzielczość robi swoje. Detali jest mnóstwo, a kolory podkręcone przez soft cieszą oczy. Poza tym 200 MP oznacza, że nawet na telewizorze nie dostrzeżesz obszarów o niższej ostrości. Na plus zaznaczę podobną kolorystykę pomiędzy obiektywami – włączając w to szeroki kąt, co ciekawe.
Przyznam szczerze, że zdjęcia w nocy z 200 MP aparatu głównego pozytywnie mnie zaskoczyły. Obiektyw ze światłem f/1.68 nie jest rekordowo jasny, a mniejszy sensor nie zapowiadał dużo. Gdzie nie domaga specyfikacja, domaga soft.
Dzięki temu POCO F9 Ultra robi udane zdjęcia w nocy. Unikałbym jedynie cyfrowego cropu 2x, bo to najsłabszy element fotograficzny tego modelu. 5-krotny zoom (za który odpowiada peryskopowy teleobiektyw z OIS) dla odmiany jest bardzo dobry. W szerokim kącie przyczepię się do miękkiego finiszu na fotkach, ale za mniej niż 3000 złotych nie będę się tego czepiać.
Nie będę tu nawet silić się na odpowiedź na pytanie, czy warto kupić ten telefon. Oczywiście, że warto. Z całej mojej recenzji może płynąć tylko jeden przekaz – to obecnie najbardziej opłacalny telefon na rynku i nie da się z tym dyskutować. Tu zgadza się po prostu wszystko, a za 2799 złotych nie da się kupić nic lepszego.
Za takie pieniądze nie jestem w stanie zaklasyfikować żadnej cechy tego telefonu jako wady. Czepianie się kiepskiego w nocy szerokiego kąta przy cenie, w której konkurencja sprzedaje średniaki, byłoby niepoważne.
Poza tym mamy tu najlepszą baterię we flagowcu, wszystkie standardy szybkiego ładowania, ekran 185 Hz (który faktycznie osiąga taką częstotliwość), wydajność lepszą niż w poprzedniku i bardzo dobry aparat 200 MP i teleobiektyw. Nie mam innego wyjścia – po prostu muszę przyznać mu nagrodę „Dobry zakup”. Właśnie dla takich produktów powstał.
|
ZALETY
|
WADY
|
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.
Jeżeli mielibyśmy wskazać największe różnice w specyfikacji między Samsungiem a urządzeniami z chińskiego rynku, jedną…
OPPO Find X10 Pro Max bez wątpienia jest jednym z najciekawszych urządzeń, które definiują segment…
OnePlus Nord 6 kupisz w promocji. Ten wydajny telefon ze średniej półki ma dużą baterię…
Apple AirPods 5 w wersji z bezprzewodowym ładowaniem trafiły do mnie na testy przy okazji…
Xiaomi 17 Ultra to flagowiec, który łączy potężną wydajność z zaawansowanymi możliwościami fotograficznymi. Smartfon oferuje…
Jeśli chcesz, by Twój smartfon zachwycił aparatem nie tylko Ciebie, ale także Twoich znajomych i…