Kategorie: Gry i aplikacje Testy

Recenzja Onimusha: Way of the Sword. Musimy poważnie porozmawiać

Onimusha: Way of the Sword to produkcja, która potrafi zachwycić, by chwilę później doprowadzić do szewskiej pasji. Im dłużej grałem, tym trudniej było mi jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy bawię się dobrze. Jedno jest pewne – dawno żadna gra nie wzbudziła we mnie tak skrajnych emocji.

Capcom nie próżnował w 2026 roku. Najpierw producent powrócił na salony z Resident Evil – za sprawą udanego Requiem. Niedługo później Japończycy zaskoczyli eksperymentalną Pragmatą. I na tym nie poprzestali. Capcom wskrzesił kolejną ze swoich legendarnych serii – Onimushę, która powróciła po aż 20 latach nieobecności.

Początek jest dość efektowny i na tyle dobrze zrealizowany, że przez pierwsze godziny bawiłem się naprawdę nieźle. Problem w tym, że z każdą kolejną godziną coraz częściej pojawiały się momenty, w których zamiast czerpać frajdę z gry, miałem ochotę podnieść myszkę, przegryźć jej kabel, a następnie rzucić nią w ścianę.

Są rzeczy, za które tę grę uwielbiam, ale nie brakuje też takich, za które szczerze jej nienawidzę.

Dla kogo jest nowa Onimusha?

Jest dla Was, jeśli lubicie:

  • wymagającą walkę opartą na parowaniu,
  • eksplorować i zaglądać w każdy kąt,
  • walki z bossami,
  • luźne podejście do historii,
  • świetną oprawę audiowizualną,
  • uniwersum Onimushy.

Możecie się odbić, jeśli:

  • oczekujecie dużej różnorodności przeciwników,
  • liczycie na otwarty świat,
  • drażni Was sztucznie wydłużona rozgrywka,
  • lubicie dużą liczbę zagadek (w Onimushy jest ich na lekarstwo),
  • na pierwszym miejscu stawiacie sobie rozwój postaci,
  • wkurzają Was mało angażujące aktywności poboczne.

O czym jest Onimusha: Way of the Sword?

Fot. GSMmaniak

Miyamoto Musashiego poznajemy jako wprawionego w boju samuraja, który przemierza Japonię w poszukiwaniu przeciwników godnych jego miecza. Po jednym z wygranych pojedynków natrafia jednak na Genmy – demoniczne istoty. Musashi przegrywa starcie i ginie. Tyle że na tym jego historia się nie kończy. Po śmierci trafia do zaświatów, gdzie tajemniczy mnich wszczepia mu w ramię Rękawicę Oni, przywracając go tym samym do życia.

Protagonista zdecydowanie nie należy do najprzyjemniejszych. Jest arogancki, ma niewyparzony język, kiepskie poczucie humoru i ze wszystkich sił rwie się do walki. W międzyczasie lubi też ponarzekać na sytuację, nie szczędząc przy tym złośliwych komentarzy. Choć taki opis na pierwszy rzut oka nie brzmi zachęcająco, ostatecznie jego postać została całkiem zgrabnie napisana i da się go polubić.

Fot. GSMmaniak

Polubić da się również otaczające go postaci. Widzicie, nie każdy bohater nosi pelerynę, a już na pewno nie każdy musi samotnie ratować świat. Musashiego wspierają potężny Onimusha Takemaru, młoda tancerka Okuni oraz Shizuka związana z rękawicą samuraja. Niektóre z tych postaci bywają momentami przerysowane, aczkolwiek ich charaktery sprawiają, że chce się poznać je bliżej. Niestety z tym rozwiązaniem wiąże się pewien problem. A właściwie kilka problemów.

Capcom nie zna umiaru. Żartów i przerysowanych scen jest tu po prostu za dużo, a twórcy wciskają je nawet wtedy, gdy sytuacja do tego nie pasuje. Zamiast uśmiechu na twarzy niejednokrotnie pojawiało się więc zażenowanie.

Skupienie całej uwagi na protagonistach i antagonistach sprawiło, że twórcy najwyraźniej zapomnieli o postaciach drugoplanowych. Te są nijakie, pozbawione charakteru i jakichkolwiek cech.

Japonia zaprezentowana przez Capcom jest wspaniała

Każda lokacja ma swój własny charakter, a liczba pięknych widoków, jakie przygotowali twórcy, potrafi zachwycić. Nie zliczę, ile razy zatrzymywałem się przy klifie, budynku czy na polanie, by po prostu nacieszyć oczy malowniczymi widokami. Klimatu dodawało świetne udźwiękowienie.

Fot. GSMmaniak

Fot. GSMmaniak

Fot. GSMmaniak

Większość akcji toczy się w Kioto, które oczywiście zmaga się z plagą demonów. Mieszkańcy są terroryzowani, a Musashi w ramach zadań głównych i kontraktów przemierza miasto, oczyszczając je ze skazy. Plansza jest całkiem spora i składa się z mniejszych liniowych, korytarzowych lokacji.

Fot. GSMmaniak

Twórcy urozmaicili miasto licznymi zadaniami pobocznymi i kontraktami, czyli mniejszymi, znacznie prostszymi aktywnościami. Niestety, Capcom postawił tutaj bardziej na ilość niż jakość. Zdecydowana większość tych zadań nie jest wystarczająco angażująca, by na dłużej zapaść w pamięć. Ich wykonywanie nie jest jednak pozbawione sensu – za realizację otrzymujemy surowce służące do rozwijania postaci, ale o tym za chwilę.

Fot. GSMmaniak

Pojawiły się drobne, losowe wydarzenia, podczas których możemy ratować wieśniaków przed atakującymi ich Genmami. Tutaj, podobnie jak w przypadku kontraktów, czekają na nas pomniejsze nagrody, ale także powtarzające się do znudzenia kwestie dialogowe. Całość urozmaicają znajdźki rozsiane niemal po każdym zakątku Kioto.

Jak sprawa wygląda z rozwojem postaci?

Można podzielić go na trzy mało skomplikowane segmenty. Pierwszy dotyczy ulepszania pancerza, miecza oraz rękawicy. Do ich wzmacniania wykorzystuje się wspomniane wcześniej surowce. Naturalnie za każdą wykonaną aktywność otrzymuje się ograniczoną liczbę i typ zasobów, dlatego trzeba nimi rozważnie dysponować. Tym sposobem przez większość gry zwiększamy swoje punkty zdrowia i obrażenia.

Fot. GSMmaniak

Drugim segmentem jest odblokowywanie dodatkowych umiejętności w trakcie potyczek czy zdolności upraszczających eksplorację. Nie jest to jednak drzewko, a po prostu umiejętności podstawowe. Gra jest na tyle długa, że w trakcie jednego podejścia z łatwością można odblokować je wszystkie. Czy to problem? Jeden rabin powie tak, drugi nie.

Fot. GSMmaniak

Ostatnią rzeczą są amulety. Te podobnie jak surowce możemy zdobyć w trakcie eksploracji lub wykonywania misji. Ich celem jest częściowe wzmocnienie postaci. Jedne wpływają na regenerację wytrzymałości podczas starć, inne zwiększają leczenie, czy zadawane obrażenia.

Na styl rozgrywki wpływają również specjalne bronie, z których możemy korzystać po napełnieniu dedykowanego paska. Jest ich kilka, a każda oferuje zupełnie inne możliwości, dzięki czemu dodatkowo urozmaicają one starcia – niektóre lepiej sprawdzają się w walce z opancerzonymi rywalami, podczas gdy inne pozwalają skuteczniej radzić sobie z większymi grupami przeciwników.

Fot. GSMmaniak

Onimusha: Way of the Sword walką słynie

Onimusha nie jest typowym RPG ani tym bardziej souls likiem, bliżej jej do Sekiro. Gra kładzie duży nacisk na walkę, a konkretnie na parowanie, robienie uników i przeprowadzanie kontrataków. Całość uzupełniają świetnie zaprojektowane animacje, które wręcz ociekają precyzją – widać, że przy tworzeniu ciosów kataną współpracowano z kimś, kto ma pojęcie o samurajach.

Fot. GSMmaniak

Starcia wzbogacają specjalne bronie oraz moce Oni – za wiele o nich nie wspomnę ze względu na spoilery. Nie brakuje też różnego rodzaju wspomagaczy, które możemy wykorzystywać do zwiększenia swojej obrony lub uzupełnienia leczenia.

Przeciwnicy wymagają odmiennego podejście zależnie od typu, choć już teraz podkreślę, że zbyt wielu ich nie ma. Niemniej każdy z nich charakteryzuje się sposobem poruszania się i przeprowadzania ataków. Głównym celem jest zbicie wytrzymałości przeciwnikowi, by przeprowadzić atak krytyczny lub klasyczne zbicie paska życia.

Fot. GSMmaniak

Wszystkie lokacje, do których trafia Musashi pełne są demonicznych maszkar – zarówno tych mniejszych, jak i większych, stawiających na duże obrażenia i szybkość. Niestety nie ma ich zbyt wielu. A nawet jeśli Capcom wprowadza nowych oponentów, to przeważnie są to znane już warianty, co widać po sposobie ich ataków i wyglądzie.

Warto wspomnieć o opancerzeniu niektórych przeciwników. Sprawia ono, że przez pewien czas stają się oni odporni na zadawane obrażenia. Wpierw więc trzeba im ten pancerz uszkodzić. Nie jest to jednak jedna płytka, a cała zbroja. Przeciwnicy posiadają zakute w stal torsy, plecy, hełmy, naramienniki i nagolenniki. Jest to duża zaleta, która dodaje taktycznego aspektu. Dochodzi do tego także możliwość wykorzystania w walce elementów otoczenia. Atrakcji dokładają efekty niszczenia obiektów przez większych przeciwników.

Coś, co jednak mocno zaburza walkę to sztuczna inteligencja. Przeciwnicy nie atakują razem, nie flankują. W trakcie pojedynku zastygają w miejscu, obserwując starcie jeden na jeden, dołączając dopiero wtedy, gdy ich sojusznik polegnie lub nieco się od nich oddalimy. Skoro już wspomniałem o odległości, to jest z nią pewien problem. Oddalenie się od punktu respa przeciwnika sprawia, że ten doszczętnie głupieje. Krąży, odwraca się, powoli wraca do punktu, z którego przyszedł, stając się podatnym na ataki, często nawet nie reagując na zadawane obrażenia.

Fot. GSMmaniak

Kolejnym minusem jest kamera, której zdarza się gubić przy ścianach. W trakcie potyczek postać staje się wolniejsza niż podczas zwykłego biegania po mieście. Potrafi być to problematyczne zwłaszcza w starciu z szybkim oponentem.

Głównych bossów jest sporo i niemal wszyscy się od siebie różnią, za sprawą ciekawego, wyrazistego designu oraz sposobu walki. Nie są to prości oponenci, wszyscy wymagają dostosowania się do parowania i wyprowadzania kontrataków. Byłoby świetnie, gdyby nie jeden sporych rozmiarów szkopuł. Ktoś w Capcomie nie miał bowiem pomysłu na minibossów, więc postanowił sięgnąć po rozwiązanie stare jak świat – recykling. W końcu każdy człowiek uwielbia walczyć z tym samym bossem po kilka razy, prawda? Prawda?

Może za pierwszym, czy drugim razem tragedii nie ma, ale po kilku razach robi się to już nudne i frustrujące. Zwłaszcza że twórcy każą walczyć z tymi samymi oponentami fabularnie – w ramach zadań. Tylko po to, by za chwilę wprowadzić kolejnego bossa, tym razem głównego.

Z dwiema rzeczami Capcom grubo przesadził

Mówi się, że jeśli człowiek za życia popełni straszne czyny, po śmierci czeka go piekło. Nie wiem, co takiego przeskrobałem ani kiedy umarłem, ale momentami granie w Onimushę przypominało wizytę w odmętach piekła. Było w niej wszystko: gorycz, bluzgi, szaleństwo i ból. I nie, nie chodziło o to, że umierałem. Chodziło o to, w jaki sposób to robiłem.

Zacznę od największego absurdu, którego nie potrafię zrozumieć. W trakcie walk z bossami zdarzają się momenty, w których aktywują oni tymczasową moc specjalną. Towarzyszy temu specjalnie przygotowana animacja, której nie sposób przegapić. Niemniej z jakiegoś powodu moment wzmacniania się został przedstawiony na arenie w formie krótkiej cutscenki. Kamera odrywa się od postaci i skupia na przeciwniku. W tym czasie nie możemy wykonać absolutnie żadnego ruchu. Postać po prostu zastyga. Jeśli chwilę wcześniej została powalona na ziemię, również nie wstanie, dopóki animacja się nie skończy.

Dynamiczna walka. Emocje sięgają zenitu. Nagle… pauza. Po co wytrącać gracza z rytmu? Po co odbierać mu możliwość wykonania jakiegokolwiek ruchu? Próbowałem znaleźć na to odpowiedź, ale bezskutecznie.

Drugą rzeczą jest leczenie. Dawno nie widziałem w grze tak topornej mechaniki. Raz działa płynnie, innym razem – mimo wielokrotnego wciskania przycisku leczenia – nic się nie dzieje albo animacja uruchamia się z wyraźnym opóźnieniem. W przypadku tak dynamicznych starć ma to ogromne znaczenie. Zdarzało mi się stworzyć dystans między przeciwnikiem, wcisnąć przycisk leczenia, a mimo to nic się nie działo i umierałem.

Warto w ogóle zapoznać się z nową Onimushą?

Fot. GSMmaniak

To gra pełna sprzeczności. W jednym momencie potrafi zachwycić świetną walką, efektowną oprawą, by chwilę później zirytować rozwiązaniami, które trudno wytłumaczyć. Im więcej czasu z nią spędzałem, tym częściej świetne pierwsze wrażenie ustępowało miejsca irytacji – ze względu na wspomniane sytuacje z leczeniem, powtarzalne potyczki, czy sztuczne wydłużenie rozgrywki. Mimo wszystko nie uważam tego czasu za stracony.

Jeśli jesteście w stanie przymknąć oko na nierówne zadania poboczne, powtarzalność i kilka naprawdę kuriozalnych decyzji projektowych, Onimusha zapewni Wam kilkanaście/kilkadziesiąt godzin przyzwoitej zabawy.

Klucz do gry otrzymałem od Capcomu.

Ocena końcowa testu [1-10]: 6.5

ZALETY
  • Walka stawiająca na parowanie,
  • Spory arsenał broni dodatkowych,
  • Szeroki wybór umiejętności,
  • Spory wybór talizmanów,
  • Główny bohater i postaci wokół niego,
  • Świetny projekt bossów,
  • Animacje,
  • Oprawa audiowizualna,
  • Eksploracja,
  • Bardzo dobra optymalizacja (jak na dzisiejsze standardy to rzadkość).
WADY
  • Recykling bossów,
  • Krótkie przerywniki w trakcie walk z bossami blokujące ruch postaci,
  • Sztuczne wydłużanie rozgrywki,
  • Mało różnorodni przeciwnicy,
  • Mało mobilna postać w trakcie walk,
  • Fatalne AI,
  • Nieprecyzyjne leczenie,
  • Problematyczna kamera,
  • Słabe drzewko umiejętności (wszystkie skille i tak się odblokuje),
  • Mało angażująca fabuła,
  • Nudne zadania poboczne,
  • Pozbawione życia Kioto (to bardziej makieta niż żywe miasto),
  • Bardzo wysoka cena (300 zł za taką grę to przesada).

Ostatnio pisałem również recenzje:

Piotr Kaniewski

Najnowsze artykuły

  • Promocje

Ex-flagowy Honor z tele 200 MP 3x, topowym Snapdragonem i LTPO tańszy o 41%. Nic więcej dodawać nie muszę

Bez wątpienia Honor Magic 7 Pro to jeden z najlepszych smartfonów z przełomu 2024 i…

13 października 2026
  • Promowane
  • Telefony
  • TOP-10
  • Wiadomość dnia

Jaki telefon do zdjęć kupić w 2026 roku? Ranking smartfonów z najlepszymi aparatami

Jaki telefon do zdjęć kupić? Nasz ranking smartfonów z najlepszymi aparatami wskaże Ci najlepszy wybór…

13 października 2026
  • Bankowość
  • Newsy

ING ułatwia życie klientom. Tak wygodnie jeszcze nie było

ING rozszerza możliwości aplikacji Moje ING. Klienci mogą teraz dodawać do niej konta i karty…

13 października 2026
  • Motorola
  • Telefony

To najtańszy telefon z 12 GB RAM. Nie zabrakło 6000 mAh, OIS, 120 Hz i FHD+

Szukasz niedrogiego smartfona 5G z jak największą pamięcią operacyjną? Rosnące ceny RAM-u oznaczają podwyżki cen…

13 października 2026
  • Motorola
  • Telefony

Ta Motorola to wizualne cudo. Albo się ją kocha, albo nienawidzi

Miałem już nie pisać o zeszłorocznym modelu Motorola Edge 70, ale zaszły pewne nowe okoliczności.…

13 października 2026
  • Promocje

Legendarna strategia doczekała się dużej 75% obniżki. W pakiecie zawiera spory dodatek

Kultowa strategia Total War: MEDIEVAL II – Definitive Edition doczekała się dużej obniżki na Steam.…

13 października 2026