TEST CMF Clip Pro - co oferują "tanie" słuchawki otwarte? / fot. Paweł Łaz, techManiaK.pl
Kolejne, bezprzewodowe słuchawki otwarte witają się z polskim rynkiem. Zapraszam na test CMF Clip Pro, czyli dosyć tanich słuchawek OWS, które są najnowszym dodatkiem na naszym poletku. Jak wypada w nich jakość dźwięku, komfort użytkowania, czy rzeczywiście „kontakt ze światem”?
Spis treści
Kolejna recenzja i kolejne słuchawki otwarte na warsztacie. Ostatnio to maraton mam z nimi, dlatego też zapraszam na test CMF Clip Pro, najnowszego dodatku na naszym polskim rynku w zakresie słuchawek OWS. Ile kosztują, co oferują i czy warto je kupić?
Długo trzeba było czekać na dostępność w Polsce, ale już są, w cenie 349 złotych. To niewiele mniej od – chociażby – soundcore AeroClip, które dla Was testowałem.
Czy nowość w niewygórowanej cenie sprosta wyzwaniu taniejącej „starszyzny”?
Sprzęt do testów dostarczyła firma CMF, za co serdecznie dziękujemy. Nie miało to jednak wpływu na ocenę testowanego urządzenia.
Tradycyjnie zacznijmy od przyjrzenia się temu, jak wygląda pakunek, w którym dostajemy nasze nowe słuchawki. W zasadzie jest… zwyczajny, taki w stylu CMF / Nothinga właśnie. Znajdziemy na nim podstawowe informacje o słuchawkach oraz ich wizualizację.
W środku z kolei prócz samych słuchawek znajdziemy jedynie instrukcję noszenia oraz użytkowania – nic ponadto. W tej cenie da się to jednak wybaczyć.
W omawianym modelu królują tworzywa sztuczne, co jednak jest dosyć… normalne w przypadku słuchawek.
Zaczynając od etui o niecodziennej budowie, jest ono wykończone matowo, a równocześnie jego faktura nie jest „śliska”. Można odnieść wrażenie, jakby było pokryte „warstwą gumy”, dzięki czemu trudniej o „wyślizgnięcie się” z rąk. Zastosowany zawias jest raczej lekki, „dzięki czemu” da się te słuchawki otworzyć jak „zapalniczkę”.
Oczywiście, środek jest błyszczący, natomiast istotnym elementem jest jeszcze pokrętło z potencjometrem. Ma ono dosyć wyraźne skoki, ale pomiędzy nimi znajdziemy sporo luzu. Działa także jako przycisk oraz jest zintegrowane jako część systemu sterowania słuchawkami. Same słuchawki z kolei mają ciekawą budowę, z raczej giętkim łącznikiem oraz balanserem, w którym znajdziemy przycisk sterujący.
Spasowanie poszczególnych elementów słuchawek jest na dobrym poziomie, a użyte materiały zwyczajnie nie budzą zastrzeżeń. Nie ma też miejsc, które miałyby jakieś nieprzyjemne krawędzie, mogące drażnić ucho.
A nie są najlżejsze, bo każda ze słuchawek waży około 6 gramów, co przy pchełkach potrafiących schodzić poniżej 4 gramów jest… zauważalnie wyższą wartością. Czy to jednak mocno wpływa na użytkowanie na co dzień? Niekoniecznie, jak już się je dobrze ułoży, to są w stanie zaoferować dobry komfort użytkowania i do tego nie powodują żadnych „reakcji bólowych”, jak to miało miejsce w przypadku Shokz OpenDots Air.
Minusem jest to, że dosyć łatwo o ich „przesunięcie”, nie są optymalnie osadzone w uchu, przez co czasem potrafią zmienić swoje położenie. To z kolei oczywiście ma duży wpływ na ich brzmienie, które jest mocno uzależnione od odpowiedniego osadzenia ich w uchu.
Poza tym jednak nie mam tutaj nic, do czego mógłbym się przyczepić w tym zakresie. Może przydałaby się tu nakładka typu tej, którą oferowały słuchawki soundcore AeroClip.
Przechodzimy w takim razie do sterowania, które realizowane jest na dwa sposoby – pierwszym są przyciski na balanserach, a drugim potencjometr i przycisk na etui. Na początek zacznijmy od tego, co można z ich pomocą zdziałać:
Jak sami widzicie, możliwości personalizacji jest od groma, co zwyczajnie się chwali. Samo sterowanie działa zwyczajnie dobrze, chociaż – jak wspomniałem – pokrętło ma lekki luz. Same przyciski z kolei nie mają wad, prócz tego, że jak się z nich korzysta, to można nieco zmienić ustawienie słuchawki w uchu i trzeba ją potem poprawić.
Przechodzimy dalej, do w zasadzie najważniejszej części całej recenzji, bo tutaj skupimy się na tym, jak w ogóle „grają” testowane słuchawki otwarte.
Zadanie przed nimi w takiej, a nie innej cenie, jest zwyczajnie trudne – bo za rywala mają model soundcore AeroClip, który dla Was testowałem już dłuższy czas temu. No ale dobra, przejdźmy do szczegółów.
Jeżeli chciałbym wyciągnąć jakieś pozytywy z brzmienia słuchawek CMF Clip Pro, to szukałbym ich właśnie w dolnych rejestrach. Nie są one złe, całkiem ciepłe, trochę ciemne, w miarę mocne – takie po prostu „okej” jak na słuchawki otwarte.
Tam jednak zostają plusy, bo idąc dalej, dostajemy ciemną, mało szczegółową i trochę zamuloną średnicę, która nijak ma się do tej z konkurencyjnej konstrukcji.
Jak na słuchawki otwarte raczej oczekiwałoby się właśnie jaśniejszego brzmienia, dobrej średnicy i sopranu, to tego tutaj nie znajdziecie.
A propos wysokich tonów – one także tutaj cierpią z uwagi na ogólnie basową, ciemną charakterystykę brzmienia testowanych słuchawek. No i czystość brzmienia momentami jest średnia.
Czy jesteśmy w stanie tutaj nieco na plus zadziałać equalizerem? A i owszem, na plus można wymienić tutaj tryb „Rock”, który dodaje trochę „jasności” tym słuchawkom, której im zwyczajnie standardowo brakuje. Prócz niego, reszta raczej do pominięcia, można ewentualnie pobawić się „Standardowym”, ale to tyle.
Znajdziemy tutaj też funkcję wzmocnienia basów, która standardowo jest ustawiona na drugim poziomie z dwóch. Można ewentualnie spróbować poziomu nr. jeden, ale na zero nie ma co schodzić. Bez niego prawdopodobnie słuchawki w całym paśmie byłyby co najwyżej przeciętne.
Jeżeli chcecie zakosztować trochę więcej prywatności, to możecie włączyć ten tryb – liczcie się jednak ze spadkiem jakości odtwarzanych multimediów, a także z przyciszeniem słuchawek. Ja bym pominął.
Z jednej strony mamy tutaj do czynienia z niezłą pod kątem szczegółowości sceną, a z drugiej jest ona zwyczajnie węższa, niżeli można byłoby tego oczekiwać.
Jest więc… średnio, mogło być zdecydowanie lepiej.
Podczas mojego użytkowania nie natknąłem się z kolei na problemy z opóźnieniami – jednakże… W kontekście stabilności połączenia są to słuchawki, które mają raczej krótszy niż dłuższy zasięg działania. Prócz tego, mogą zwyczajnie „nie działać”, jak to było przy moim komputerze.
Oprócz odtwarzania, mamy oczywiście też funkcje „nagrywania” dźwięków, a konkretnie naszego głosu. Jak tutaj w takim razie sprawują się zastosowane mikrofony? Na początek próbka w cichym otoczeniu:
Następnie w głośnym:
I jak oceniacie? Niby nienajgorzej, jednak w testach live względem konkurencji, wypada – co najwyżej – przeciętnie.
Nie ma za bardzo w niej zmian, ale może to i lepiej, bo zwyczajnie jest ona dobrze przygotowana. Mamy wiele funkcjonalności, do których dostęp nie jest w żadnym wypadku trudny. Całość jest przejrzysta i działa dobrze, nie przypominam sobie, by mi się zdarzyło, żeby owa aplikacja się „zbugowała”.
Nie brakuje tutaj niczego, ani z zakresu funkcjonalności, ani z zakresu niezawodności oraz przejrzystości.
Na (prawie)koniec przyjrzyjmy się baterii, bo to oczywiście ważna rzecz w słuchawkach bezprzewodowych. Producent obiecywał do 10 godzin na jednym ładowaniu i do 32,5 godziny w przypadku doładowywania w etui. Nie jest jednak wiadome, czy to w przypadku używania kodeku AAC/SBC, czy LDAC (raczej tego pierwszego). Czy te liczby pokrywają się z rzeczywistością?
To zależy, bo w przypadku tych pierwszych kodeków, mniej drenujących baterię, jak najbardziej. Jeżeli jednak będziemy chcieli korzystać z LDAC-a, to sprawa ma się gorzej, choć nadal dobrze – powiedziałbym takie 2/4 godziny mniej odpowiednio.
No bo zobaczmy, cena się zgadza, wyglądają nieźle i ogólnie rzecz biorąc mają swoje plusy.
Zacznijmy właśnie podsumowanie od ceny – 349 złotych to nie jest specjalnie dużo jak za słuchawki o takiej konstrukcji. Z drugiej strony, konkurencja, która startowała parę stów wyżej, zdążyła zejść do bardzo bliskiego poziomu. CMF Clip Pro to słuchawki, które mogły wykorzystać lukę, ale średnio im to wyszło.
Przejdźmy do plusów, gdzie można wymienić kodek LDAC, czy dobrą jakość wykonania testowanych słuchawek. Pozytywnie wypada także ogólny komfort użytkowania, czy wygodne i rozbudowane sterowanie. Brzmieniowo jakoś można szukać plusów w basie, czy funkcji wzmocnienia basu, ale to niestety tyle.
Prócz tego, wspomnieć można o braku problemów z opóźnieniami, pochwalić aplikację Nothing X, czy raczej wytrzymałą baterię.
Mimo tego, że sterowanie wygodne i rozbudowane, to wymaga wciskania przycisków, a to z kolei może wpływać na komfort noszenia słuchawek w kontekście ich lekkiego osadzenia w uchu.
Prócz tego, brzmieniowo ani średnia ani sopran nie zachwycają, tak samo, jak tryb redukcji dźwięków. Wymienić tutaj trzeba także przeciętną scenę i słabe mikrofony.
|
ZALETY
|
WADY
|
https://www.gsmmaniak.pl/1664592/sluchawki-bezprzewodowe-tws-top/
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.
CMF Watch Pro 2 już w premierowej cenie był urządzeniem wybitnym. Każda kolejna promocja tylko…
Casio G-Shock DW-GH5600 ma monitor pracy serca, pulsoksymetr i krokomierz, akcelerometr, może połączyć się ze…
Xiaomi ze swoim procesorem XRing O3 pozamiatało całą konkurencję w najnowszym rankingu AnTuTu. Prowadzą zarówno…
vivo X500 E to smutny pokaz tego, co dzieje się obecnie na rynku smartfonów. Zamiast…
Motorola Moto Watch Fit już na premierę była dobrze wycenionym smartwatchem. Obecnie możesz ją kupić…
Przez wzrost cen i coraz gorsze telefony spadek na rynku smartfonów sięgnął już 20%. Można…