Zapraszam na test Google Pixel 11 Pro. Czy warto go kupić? / fot. Paweł Łaz, techManiaK.pl
Zapraszam na test Google Pixel 11 Pro, najnowszego telefonu tego producenta. Sprawdziłem dla Was jego specyfikację, to jak radzi sobie aparat, jaką oferuje jakość zdjęć i filmów, czy wyświetlacz jest wystarczająco jasny, jak grają głośniki, czy jest wydajny, a także jak radzi sobie bateria i wiele więcej. No i najważniejsze – czy warto go kupić?
Spis treści
Dotarliśmy do momentu, w którym mogę powiedzieć tradycyjne: zapraszam na test Google Pixel 11 Pro. Mam nadzieję, że ta recenzja najnowszego Pixela z dopiskiem Pro pozwoli Wam zdecydować, czy to sprzęt dla Was, czy warto go kupić, a także czy jego zalety i wady są zwyczajnie akceptowalne.
A i zmiany zaszły w kontekście oferowanych wariantów pamięciowych. Zacznijmy od tego, który mi przyszło testować, czyli 16/512 GB. Jego cena to 5799 złotych i jeżeli chcecie 16 GB RAM-u, to niższej kupić nie możecie.
W przypadku jednak wariantu 12/256 GB, zapłacić trzeba 5199 złotych. Czy powiedzenie w tym momencie, że jest on bez sensu jest „zbyt wczesne”?
Moim zdaniem nie, bo dobrze wiem, jak wiele zmieniało na poprzednikach 12 GB RAM-u w podstawowych modelach względem „Prosiaków”. Może lepiej w takim razie zastanowić się nad Google Pixel 10 Pro w 2026 roku? Do tego też wrócimy.
Sprzęt do testów dostarczyła firma Google, za co serdecznie dziękujemy. Nie miało to jednak wpływu na ocenę testowanego urządzenia.
Do tego akurat szło się już przyzwyczaić, bo od lat Google konsekwentnie do swoich smartfonów nie dodaje w zasadzie niczego. Samo opakowanie względem poprzednika się zwyczajnie nie zmieniło, tak samo, jak jego zawartość.
Zestaw akcesoriów dostarczanych z Google Pixel 11 Pro jest… jaki jest / fot. Paweł Łaz, techManiaK.pl
W środku, prócz samego telefonu, dostaniemy bowiem przewód USB-C, a także „papierologię” oraz kluczyk do tacki SIM. Dobrze wspominam czas, w którym w zestawie dostawaliśmy też przejściówkę z USB-C na USB-A.
W zasadzie to wykonanie pozostało w gruncie rzeczy to samo, jeżeli mówimy o materiałach. Zmienił się głównie wygląd i po części proporcje owych materiałów – na pierwszy rzut można przypomnieć o zmianach wokół wyspy aparatów, która została całkowicie przeszklona. Prócz tego, jest ona nieco większa i wyższa. To też powiedziawszy, etui na Pixela 10 Pro nie będą pasować na Pixela 11 Pro – niestety.
W mojej wersji kolorystycznej – obsydianowej – zmieniło się to, że ramka nie jest już wykończona na błysk, a cały telefon jest matowy. Zdecydowanie mi się to podoba, choć oczywiście połączenie matowego tyłu i błyszczącej ramki w poprzedniku też miało swój urok. Czy to odbije się na odporności na rysy? Teraz ciężko to przewidzieć, wyjdzie to raczej po miesiącach, niżeli tygodniach użytkowania smartfonu.
No i oczywiście mamy jeszcze HiLight, czyli „diodę powiadomień”, której funkcjonalność jest poniżej wszelkiej krytyki. To ma taki potencjał, by umożliwić personalizację w zakresie powiadomień itd, ale na razie jest klops. Co na plus to jedynie chyba moc samej „lampy doświetlającej”. Dopowiem jeszcze – spasowanie w moim egzemplarzu jest bez zastrzeżeń.
W zakresie ergonomii również niewiele się zmieniło. Sama wyspa urosła, jak wspomniałem, więc można znaleźć łatwiej oparcie dla palca wskazującego, co można powiedzieć nieco poprawia użytkowanie tego smartfonu. I tak samo – etui nie poprawia, a pogarsza ergonomię, bo telefon „rośnie” przez nie.
Zobaczmy w takim razie właśnie na teoretyczną część tego ulepszenia. Dalej mamy tutaj panel OLED, o przekątnej 6,3″, rozdzielczości 2856 x 1280 pikseli oraz adaptacyjnym odświeżaniu 1-120 Hz. Jasność szczytowa z kolei wzrosła z 3300 nitów do 3600 nitów. Wszystko to na papierze wygląda naprawdę dobrze, a jak jest w praktyce?
Zacznijmy może od jasności w trybie manualnym, bo ona zawsze jest oczywiście niższa od tej, którą telefon może maksymalnie ustawić w trybie automatycznym. Pixel 11 Pro osiąga tutaj 1350 nitów. Przechodząc do automatu, możemy liczyć nawet na około 2400 nitów. W praktycznym opisie – w moim odczuciu są to już tak wysokie wartości, że nie widać za bardzo różnicy względem Pixela 10 Pro w tym zakresie w pełnym słońcu. „Na papierze” są one jednak widoczne.
To także istotna część sprawdzianu dla wyświetlacza. Przejdźmy więc do suchych danych, ukazujących pokrycie kolejnych gamutów:
Nie zapominajmy jednak również o poziomie błędu ΔE (delta E):
Pozostał jeszcze jeden parametr, jakim jest temperatura barwowa. Moje pomiary wykazały, że jest to 7046 Kelwinów, z ΔE na poziomie 10,01 w stosunku do bieli oraz 12,77 w stosunku do czerni.
Co tu się stało? Ciężko powiedzieć, testy przeprowadzałem parokrotnie i wyniki za każdym razem wychodziły bardzo podobnie. Wygląda na to, że zastosowany wyświetlacz nie jest do końca tak lepszy względem poprzednika, jak mogłoby się wydawać. Z drugiej strony, ciekawy przypadek.
Z zewnątrz, ani też w materiałach producenta, nie ma za bardzo wzmianki o tym, jakoby poprawie miały ulec głośniki. Mimo to dobrze byłoby to sprawdzić i tak też zrobiłem – faktycznie, da się usłyszeć różnicę na plus względem poprzednika. Całość jest trochę bardziej naturalna i pełna – jest to jednak ewolucja, niżeli rewolucja w tym zakresie.
Nadal daleko mu do większych flagowców, jednak jak na taki bardziej kompaktowy smartfon, jest zwyczajnie dobrze. Nada się do posłuchania muzyki od czasu do czasu, czy obejrzenia filmu bądź serialu, ale i też przesłuchania podcastu.
Gigant z Mountain View raczej stroni od wielkich zmian sprzętowych, zwłaszcza w obrębie aparatów, więc tym bardziej jestem ciekaw, jak owe zmiany przełożą się na jakość zdjęć oraz nagrań. Przede wszystkim duże nadzieje można mieć w mocno poprawionym aparacie peryskopowym, chociaż sensory w module ultraszerokokątnym oraz głównym zostały też nieco usprawnione.
Wszystkie zaprezentowane niżej zdjęcia możecie sprawdzić w oryginalnej jakości | tutaj.
Zaczynamy tradycyjnie od omówienia tego, jak radzi sobie główny „agent”. Raczej można było się spodziewać, że w ocenach będę odwoływał się do poprzednika, bo zwyczajnie miał on dobry zestaw aparatów, a do tego można potwierdzić – bądź zaprzeczyć – że z roku na rok jest progres.
Algorytmy, które wpływają na finalny wygląd zdjęć, nie do końca są stałe w tym, jak to robią. Da się dostrzec takie, gdzie szczegóły są mocno poprawione względem Pixela 10 Pro, ale znajdziemy też takie, które są na tym samym, bądź lekko gorszym poziomie.
Prócz tego, pojawiają się problemy przy napisach, gdzie po przybliżeniu widać, że AI zrobiło z nich jeszcze gorsza papkę, niżeli jakby nie robiło z nimi nic. Od czasu do czasu pojawiają się małe flary, ale to wiadomo – zależy od dnia i warunków oraz tego, gdzie mamy słońce / źródło światła w kadrze.
Całościowo to raczej dobre zdjęcia, jednak można mieć wrażenie, że są nierówne. Niezawodnym jest HDR, czy odszumianie, do którego raczej nie można mieć zarzutów. Kontrast i kolorystyka też raczej są na dobrym poziomie, choć widać zmiany względem poprzednika – zwłaszcza w kontekście ustalania balansu bieli. Jest często cieplej bądź bardziej „magentowo”.
Przechodzimy do zdjęć w gorszych warunkach oświetleniowych i co tutaj znajdujemy? Przede wszystkim można odnieść wrażenie, że flary na zdjęciach są większe, niżeli u rocznego już poprzednika. Prócz tego, ustawianie balansu bieli jest nierówne, czasem skręci w jedną, czasem w drugą stronę.
Tutaj znowu trzeba więc wspomnieć o algorytmach, które zdają się… „uczyć” dopiero? Bo czasem są w stanie zrobić dobrą robotę, a czasem sprawią, że szczegółowość zdjęć z Pixela 11 Pro będzie gorsza od Pixela 10 Pro.
Gorzej też smartfon ten radzi sobie z wyciąganiem szczegółów z jasnych miejsc i jakbym chciał ogólnie pochwalić ten model w zakresie zdjęć w nocy, tak mam wrażenie, że nie zrobiono nawet pół kroku w przód, a bardziej krok w tył w tym zakresie.
Przechodzimy do kolejnego oczka, zaczynając oczywiście od zdjęć za dnia. Na pierwszy rzut oka zmian jest naprawdę niewiele, jednak jedną z pierwszych, którą można dostrzec, jest balans bieli.
Skręca on bardziej w ciepłe rejony, a do tego zdjęcia mają więcej „czerwieni” finalnie. Czasem dzięki działaniom algorytmów, uda się wyciągnąć więcej szczegółów, co tutaj oczywiście należy zaliczyć jako plus.
Czasem jednak zbyt mocny processing wchodzi do gry, przez co po przybliżeniu całość wygląda nienaturalnie, albo zbyt ostro, albo bardziej jak farby olejne, niżeli zdjęcie.
Co dzieje się z „wydajnością” aparatu ultraszerokokątnego, gdy zajdzie słońce? Jest… kiepsko. Względem poprzednika nawet jestem w stanie powiedzieć, że jest gorzej, bo – przykładowo – ilość szczegółów jest niższa.
Prócz tego, flary dalej są na miejscu, a balans bieli jak skręcał w „czerwień” za dnia, tak i robi to w nocy.
Żeby nie było jednak tak tylko źle, to można powiedzieć, że niekiedy lepiej radzi sobie z wyciąganiem detali z cieni, co w takich warunkach jest na plus.
Największe nadzieje można było mieć właśnie w kontekście aparatu z optycznym zbliżeniem, z uwagi na zupełnie nową, zauważalnie większą matrycę. Jak jest w praktyce? Za dnia widać tę mocną poprawę w ilości szczegółów na zdjęciach.
Prócz tego, całość zdaje się też oferować lepszy balans bieli, bardziej trafny, zależnie od sytuacji oczywiście. Co do stabilności zdjęć, zdarzyć może się – nawet za dnia – że któreś wyjdzie poruszone. Nie jest to jednak wielki problem.
Poprawiły się także algorytmy związane z działaniem HDR-u w tym „oczku”, jest lepszy kontrast i – co tu dużo mówić – całość nie ma wad względem poprzednika.
Czy w nocy jest to samo? I tak i nie, bo z minusów, na pewno widać bardziej agresywne algorytmy odszumiania zdjęć, co przekłada się na to, że niby tych szczegółów powinno być więcej, ale w niektórych miejscach są one… jak z plasteliny.
Nawet jednak pomimo tego, widać poprawę w ilości szczegółów na większej części zdjęć, tak samo, jak wyciągania detali z jasnych punktów.
Dostajemy też lepszy kontrast, tak na dokładkę. Generalnie z teleobiektywu peryskopowego korzystało mi się najlepiej. Dawał zwyczajnie najwięcej frajdy.
A jak wypadają selfiaczki? Za dnia można liczyć m.in. na lepsze szczegóły i ogólnie przyjemny ich wygląd, a w nocy… w sumie, to samo.
Nie ma co się tutaj rozwodzić, jest zwyczajnie poprawa w praktycznie każdym aspekcie względem poprzednika, selfiaczki na plus.
O fotograficznej stronie testowanego telefonu powiedzieliśmy już sobie wszystko. Przyszedł więc czas przyjrzeć się temu, jak Pixel 11 Pro radzi sobie z nagrywaniem filmów – i tutaj tak, jak ostatnio, postanowiłem podać całość w bardziej skompensowanej formie, bardziej przystępnej. Przejdźmy zatem do obejrzenia konkretnych nagrań.
Zacznijmy oczywiście od tego, jak to wygląda za dnia. Aparat główny jest w stanie nagrywać w maksymalnie 8K@30 FPS, ale ja skupiłem się na 4K@60 FPS HDR z włączoną funkcją Video Boost. Z jednej strony szczegóły się zgadzają, jednak można odnieść wrażenie, jakby było ich… nieco mniej względem poprzednika.
Prócz tego, z minusów ogólnych – audio zwykle jest przeciętne. Na plus jednak wypada stabilizacja oraz działanie rzeczonego HDR-u, odpowiednio wyciągającego szczegóły na „nierównie oświetlonym kadrze”.
Aparat ultraszerokokątny także rejestruje obraz w 4K@60 FPS HDR z funkcją Video Boost. Tutaj już można w zasadzie pochwalić wszystko, bo poprawiły się nieco detale, a stabilizacja oraz HDR radzą sobie zwyczajnie dobrze. Pojawia się oczywiście lekki szum w ciemniejszych miejscach kadru, ale nie ma go za wiele.
Wyspa aparatów w Google Pixel 11 Pro (po lewej) i Pixelu 10 Pro (po prawej) / fot. Paweł Łaz, techManiaK.pl
Jest jeszcze teleobiektyw peryskopowy, który – zero zdziwienia – też nagrywa w 4K@60 FPS HDR przy pomocy funkcji Video Boost. Tutaj największym problemem może być stabilizacja, bo z jednej strony – jak na takie przybliżenie i warunki – nie jest źle, ale z drugiej, we flagowcu chciałoby się zwyczajnie więcej. Prócz tego ilość szczegółów na nagraniach oraz działanie HDR-u można ocenić pozytywnie.
Nie zapominajmy o przedniej kamerce, której nagrania zostały uwiecznione również w 4K@60 FPS. Tutaj jednak nie uświadczymy już HDR-u, czy funkcji Video Boost. Mimo to widać poprawę względem poprzednika, głównie w zakresie szczegółowości nagrań. Jakość audio, czy stabilizacja, pozostały na niezmienionym, wysokim poziomie.
Kiedy zachodzi słońce, opowieść jest głównie pozytywna w porównaniu do prekursora. Praktycznie każdy z aparatów dostarcza bardziej szczegółowy obrazek, ale każdy też męczy się nie tylko z flarami, ale i momentami ze stabilizacją – najbardziej oczywiście teleobiektyw, który notuje najwięcej różnego rodzaju artefaktów związanych z działaniem EIS. Na minus wypada też nagrywane audio, ale tylko w przypadku właśnie tylnych „oczek”.
Można też dodać, że teleobiektyw oraz aparat ultraszerokokątny mają widoczne szumy. Tryb nocny w tych nagraniach daje nieco jaśniejszy, bardziej wyciągnięty w tym zakresie obraz, ale nie zmienia nic ponadto w porównaniu z funkcją Video Boost.
No i na koniec krótko o kamerce selfie, która z pozytywów również jest bardziej szczegółowa, ale z minusów dalej mocno szumi oraz notuje flary. Prócz tego, na plus jednak w dalszym ciągu wypada stabilizacja oraz jakość nagrywanego audio.
Od lat telefony Google są ganione za to, że mimo wszystko ta wydajność „raw” jest… średnia i kompletnie nie przypomina tej, którą oferuje flagowa konkurencja. W tym roku dostaliśmy Tensora G6, który ma to zmienić, przynajmniej w jakimś stopniu. Przyjrzyjmy się, co się w takim razie poprawiło.
Muszę tutaj jeszcze raz jednak zaznaczyć, żebyście brali pod uwagę to, że testuję wariant 16/512 GB, a nie podstawowy 12/256 GB. Ten drugi może „wypluwać” w niektórych aspektach znacznie gorsze wyniki, szczególnie w testach praktycznych.
Na początek lecimy ze sprawdzeniem, czy nowy Tensor G6 rzeczywiście jest chłodniejszy od poprzednika i… niestety, ale nie do końca. Wystarczyło mniej niż 2 minuty, żeby jego wydajność spadła do poziomu ~55% tej początkowej, a idąc dalej, było niestety gorzej.
Po całym 15-minutowym przebiegu, dostajemy informację, że średnio procesor działał na 47% swoich możliwości. Minimalnie natomiast, spadł do 40%. To są wartości zauważalnie gorsze od poprzednika.
Idziemy dalej, do sprawdzianu pod tytułem Geekbench 6, w którym to najnowszy Pixel 11 Pro wykręcił 2680 punktów dla najmocniejszego rdzenia oraz 7364 punkty dla całego CPU. Prócz tego, dostajemy jeszcze AnTuTu, w którym to smartfon ten osiągnął wynik 1 843 124 punktów. Tak, to lepsze liczby od poprzednika. Największym motorem napędowym jest nowy układ graficzny, co jest całkiem ciekawe.
Sprawdziłem dla Was także oczywiście to, jakie prędkości oferuje zastosowana pamięć wewnętrzna. Mówimy tutaj o kolejnych wzrostach, ale pamiętajmy, że testowałem dla Was Pixela 10 Pro w wariancie 16/256 GB, a w przypadku Pixela 11 Pro, sprawdzam wariant 16/512 GB. Nie można się przyczepić do poniższych wartości.
Skoro wzmocniony został układ graficzny, to może będzie to widoczne także w innym benchmarku? I tutaj do akcji wkracza 3DMark Wild Life Stress Test, który przy okazji sprawdza, jak mocno spada wydajność wraz z kolejnymi przebiegami testowymi. Innymi słowy- jak smartfon radzi sobie z chłodzeniem układu SoC. Mimo lepszej wydajności to throttling jest na podobnym poziomie do poprzednika.
Zmierzyłem także temperatury samego telefonu pod koniec trwania tego testu. Nie było miejsca, które nie miałoby przynajmniej 35°C, natomiast reszta smartfonu wyglądała tak:
Daje to lekko niższe wartości względem poprzednika – wygląda więc na to, że Google zastosowało jeszcze bardziej agresywny throttling, by utrzymać temperatury w niższych ryzach.
Tradycyjnie wydajność oraz responsywność sprawdziłem nie tylko w benchmarkach, czy codziennym użytkowaniu, ale też w teście szybkości. Standardowo – pierwszy przebieg „na czysto”, a drugi wczytując aplikacje z RAM-u.
Czy Pixel 11 Pro w tym zakresie jest jak „amerykański sen”? Wykonanie pierwszego przebiegu zajęło mu 1 minutę 16 sekund i 62 setne. Z drugim przebiegiem uwinął się w czasie 24 sekund i 24 setnych. To wartości lekko poprawione względem poprzednika, jednak dalej daleko jest do obecnych flagowców, a nawet ex-flagowców.
Co tu dużo mówić w kontekście samego systemu, pod jakiego kontrolą działa Pixel 11 Pro. To „czysty” Android 17, który oferuje obecnie niezłe opcje personalizacji, a do tego raczej nie sprawiał kłopotów w trakcie użytkowania przeze mnie tego smartfonu. Interfejs jest przejrzysty, (prawie) wszystkie opcje są łatwo dostępne, a jak to wygląda, to możecie ocenić poniżej sami.
Jest też trochę zmieniona aplikacja aparatu, gdzie dostaliśmy nowe opcje, więcej możliwości personalizacji, ale też i większy zakres kontroli nad zdjęciami w kontekście ich parametrów. To jak najbardziej można wymienić, jaki plus względem poprzednika.
Jest też większy zakres „poradników” jak korzystać z danych funkcjonalności – całość jest jeszcze bardziej przyjazna użytkownikom, niż była.
To jeszcze nieco inna kwestia, jednak bardzo istotna. Czy podczas mojego użytkowania zdarzyło się, żeby Pixel 11 Pro zwyczajnie zawodził w jakiś sposób? W zasadzie było parę przypadków, które wydają się problemami software-owymi właśnie.
Pierwszy – artefakty na ekranie. Zdarzyło się to 2 razy na początku użytkowania, inne? Raz zwyczajnie się zaciął i potrzebował „chwili” do tego, by znowu reagować. Prócz tego jednak nie było nic, co mogłoby zostać „podciągnięte” pod problemy ze stabilnością działania.
Można było mieć nadzieję, że zarówno nowy Tensor G6, jak i modem łączności od MediaTeka sprawią, że najnowszy Pixel będzie miał lepszą baterię od poprzedników. Czy tak się stało? Cóż… działając jako nawigacja przez praktycznie cały dzień, byłem w stanie dobić do prawie 8 godzin SoT. Korzystając z niego w sposób nieco „normalniejszy”, dało się obrobić 1,5-2 dni bez doładowywania w trybie mieszanym.
W przypadku korzystania głównie z 5G to raczej jeden cały dzień, dosyć intensywny, w okolicach 6 godzin SoT. Czy to wyniki złe, czy dobre? W zasadzie „obrobienie” całego dnia korzystając głównie z danych komórkowych uznawałbym raczej za dobry wynik w przypadku kompaktowego telefonu. Co do ładowania, to jest mizernie – 1 godzina 45 minut do 100% oraz jakieś 53 minuty do 50%.
W trakcie użytkowania testowanego smartfonu nie miałem problemów z funkcjami takimi, jak łączność 5G, VoLTE, czy VoWiFi. Wszystko zwyczajnie działało tak, jak powinno, nowy modem zdaje się też sprawować zwyczajnie dobrze.
Uf, przydługawa recenzja, jednak chciałem przekazać Wam wszystko, co najważniejsze odnośnie działania Google Pixel 11 Pro w codziennym użytkowaniu.
Przypomnijmy sobie jeszcze raz cenę wariantu 16/512 GB, który dla Was testowałem – 5799 złotych. To… sporo – jasne, można za 5199 złotych kupić wersję 12/256 GB, ale to będzie zupełnie inaczej działający telefon, zwłaszcza w obrębie korzystania z wielu aplikacji jednocześnie.
Inna sprawa to Google Pixel 10 Pro, którego można kupić już za nieco ponad 3000 złotych. Podsumujmy w takim razie plusy i minusy najnowszej propozycji tego producenta.
Zaczynamy od 7-letniego wsparcia aktualizacjami, czy bonusu w postaci pół-rocznego planu Gemini AI Pro, który dodawany jest do tego smartfonu. Prócz tego, na pochwałą zasługuje jakość wykonania, matowe wykończenie, czy świetny czytnik linii papilarnych. Nadal to mały telefon, dzięki czemu „rynek kompaktów” się nie kurczy, a do tego ma bardzo jasny wyświetlacz. Pozytywnie wypadają też głośniki stereo, ale i aparaty za dnia.
Wśród nich, szczególnie poprawił się teleobiektyw, ale zauważyć dobre zmiany można także w kamerce selfie. W nagraniach plusuje w większości przypadków dobra stabilizacja, a ogólna jakość nagrań jest na wysokim poziomie. Można też wspomnieć o wielu ciekawych i przydatnych funkcjach zdjęciowo-nagraniowych. Poprawiono również wydajność i zastosowano naprawdę szybką pamięć wewnętrzną. Nie może w tej wyliczance zabraknąć czystego Androida, obecności Gemini, czy braku problemów z funkcjami jak 5G, VoLTE, czy VoWiFi.
Tutaj zestawienie otwiera nic innego, jak fakt 12 GB RAM-u w podstawowym wariancie. Do tego z telefonem nie dostajemy prawie nic, a wyświetlacz jest problematyczny pod kątem kolorystyki oraz zgodności z rzeczywistością wyświetlanych treści pod tym kątem. Aparaty z kolei mają swoje minusy, jak flary, czy fakt nierównej pracy algorytmów. Zdjęcia w nocy potrafią być gorsze od poprzednika, a stabilizacja powodować artefakty.
Pod kątem wydajności, na minus dalej jest kultura pracy – throttling jest bardzo duży. Prócz tego, w praktycznym teście szybkości, dalej jest to poziom, któremu daleko do flagowców. Podczas mojego korzystania z niego zdarzały się błędy software-owe, co nie sprzyja stabilności działania. Na minus jest też wolne ładowanie i wysoka cena.
Decyzja o obcięciu podstawowemu wariantowi RAM-u z 16 do 12 GB jest kuriozalna. Nie jestem Wam dokładnie w stanie powiedzieć, o ile jest ona wolniejsza od tej „pełnoprawnej”, jednak może być to taka różnica, jaka była między Pixelem 10, a 10 Pro. Prócz tego to naprawdę bardzo podobny telefon do swojego poprzednika. Niekiedy lepszy, a niekiedy gorszy – raczej z uwagi na niedopracowane oprogramowanie, niżeli na „wady sprzętowe”.
Czy warto więc go kupić? Nie w tej cenie – to nie jest zły telefon, jest w stanie dostarczyć naprawdę dobre zdjęcia, ogólnie przyjemny feeling użytkowania, jednak kiedy ceny Pixela 10 Pro są na takim, a nie innym poziomie… zdecydowanie wybieram poprzednika. Może jak tutaj wejdą aktualizacje naprawiające „błędy”, a cena spadnie, to będzie o czym rozmawiać.
|
ZALETY
|
WADY
|
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.
Jeżeli mielibyśmy wskazać największe różnice w specyfikacji między Samsungiem a urządzeniami z chińskiego rynku, jedną…
OPPO Find X10 Pro Max bez wątpienia jest jednym z najciekawszych urządzeń, które definiują segment…
OnePlus Nord 6 kupisz w promocji. Ten wydajny telefon ze średniej półki ma dużą baterię…
Apple AirPods 5 w wersji z bezprzewodowym ładowaniem trafiły do mnie na testy przy okazji…
Xiaomi 17 Ultra to flagowiec, który łączy potężną wydajność z zaawansowanymi możliwościami fotograficznymi. Smartfon oferuje…
Jeśli chcesz, by Twój smartfon zachwycił aparatem nie tylko Ciebie, ale także Twoich znajomych i…