Ferrari Luce / fot. ArenaEV
Legendarne Ferrari od zawsze kojarzone jest z czerwonym nadwoziem, świetnymi osiągami, a także mocnymi silnikami V8 i V12 zwykle montowanymi centralnie. Nowe Ferrari Luce zrywa z tymi wieloletnimi tradycjami. Co prawda wciąż ma fantastyczne osiągi, ale nie jest czerwone i jest… EV.
Tak, wiem – Ferrari już od lat 90. XX wieku coraz częściej sięgał po inne kolory nadwozia niż tylko czerwień (zwykle czarny, biały, żółty i srebrny), a nawet w kultowym Miami Vice detektyw Crockett jeździł białą Testarossą. Co prawda była ona przemalowana na potrzebę serialu, ale jednak. Zupełnie nowe z kolei elektryczne Ferrari Luce będzie z pewnością dostępne w błękitnym kolorze, a o widlastych silnikach spalinowych możemy zapomnieć.
Błękit może kojarzyć się z czystą energią, jaką jest – przynajmniej według jej zwolenników – energia elektryczna. Nie dość, że klasyczny czerwony kolor jest zagrożony (choć osobiście uważam, że pewnie będzie można zamówić taki kolor przy konfiguracji swojego egzemplarza), to jeszcze jest to Ferrari EV. W dodatku czterodrzwiowe Ferrari EV!
Co prawda nie jest to pierwsze czterodrzwiowy model Ferrari, gdyż pierwszym był Purosangue. Luce, który jest pierwszym elektrycznym Ferrari, jest od niego jednak nieco dłuższy – mierzy 5,026 m długości, 1,999 m szerokości oraz 1,544 m wysokości. Nawet rozstaw osi jest spory i wynosi 2,961 m. W porównaniu do Ferrari Purosangue jest on dłuższy o 53 mm i zarazem o 45 mm niższy. Przednie koła mają 23 cale, a tylne aż 24″.
Można narzekać na napęd EV, ale przynajmniej to Ferrari nie zapomniało, że jest super samochodem.
Jak już wspomniałem, możemy zapomnieć o kilkulitrowym silniku V8, o V18 nie wspominając. Ferrari Luce oferuje baterię 122 kWh i szybkie ładowanie do 350 kW. Producent z Maranello uważa, że umożliwia ono uzupełnienie 70 kWh z ciągu 20 minut. Jeśli tak, to ogniwo powinno być naładowane w 100% w około 35 minut, a szacowany maksymalny zasięg to 530 km.
Wielu nabywców tego Ferrari i tak będzie zależało głównie na osiągach. Dbają o nie 4 niezależne silniki elektryczne, a więc na każde koło. W sumie generują one łączną moc 830 kW (1036 KM) i 1002 Nm momentu obrotowego. Dzięki temu Ferrari Luce przyspiesza od 0 do 100 km/h w 2,5 s, a pułap 200 km/h osiąga w zaledwie 6,8 s. Maksymalna prędkość wynosi 310 km/h.
Osiągi są więc znakomite, choć w niemal każdym aspekcie i tak nieco gorsze od najnowszego Mercedesa-AMG GT 4-Door Coupe.
Nie da się ukryć, że Luce nie wygląda jak klasyczne Ferrari. Jeśli jesteś wielkim fanem takich legend jak np. Testarossa czy F40, to Luce raczej Ci się nie spodoba. Nie jest to jednak odosobniony przypadek, gdyż Włosi nieraz eksperymentowali, czego owocem było choćby koncepcyjne Ferrari Modulo z przełomu lat 60. i 70.
No właśnie – zwykle na projektach i wystawowych prototypach się skończyło, a tymczasem Ferrari Luce wchodzi do produkcji. Osobiście mocno przypomina mi sylwetką elektryczne Tesle, na szczęście z tyłu zachowano okrągłe LED-y jak na Ferrari przystało (Testarossa jest wyjątkiem od reguły). Nie wiem dlaczego, ale w środku przypomina mi on nieco… Fiata Seicento.
Kosztuje jednak nieporównywalnie więcej od niego. Ceny w kontynentalnej Europie mają wynieść aż 550 000 euro, a więc – po przeliczeniu kursu walut – jakieś 2,33 mln złotych! Gdybyś był multimilionerem, kupiłbyś elektryczne Ferrari Luce w takiej cenie?
Źródło: ArenaEV, opracowanie własne
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.
Jeżeli mielibyśmy wskazać największe różnice w specyfikacji między Samsungiem a urządzeniami z chińskiego rynku, jedną…
OPPO Find X10 Pro Max bez wątpienia jest jednym z najciekawszych urządzeń, które definiują segment…
OnePlus Nord 6 kupisz w promocji. Ten wydajny telefon ze średniej półki ma dużą baterię…
Apple AirPods 5 w wersji z bezprzewodowym ładowaniem trafiły do mnie na testy przy okazji…
Xiaomi 17 Ultra to flagowiec, który łączy potężną wydajność z zaawansowanymi możliwościami fotograficznymi. Smartfon oferuje…
Jeśli chcesz, by Twój smartfon zachwycił aparatem nie tylko Ciebie, ale także Twoich znajomych i…