XTORM XRF101 / fot. Paweł Gajkowski, gsmManiaK.pl
Xtorm XRF101 to hybryda potężnej latarki (1000 lumenów) i powerbanku 10500 mAh. Sprawdziłem, czy to narzędzie faktycznie zastępuje dwa osobne urządzenia i jak radzi sobie z szybkim ładowaniem smartfona w terenie.
Spis treści
XTORM XRF101 nie jest zwykłą latarką. Ten nietuzinkowy sprzęt oferuje nie tylko funkcję oświetlenia, ale też magazynu energii 10500 mAh. Nie jest to więc produkt dla każdego i też nie udaje, że taki ma być.
Także cena na poziomie około 310 zł jasno pokazuje, że celujemy w wyższą półkę użytkową, a nie w przypadkowy gadżet wrzucony do koszyka przy okazji zakupów.
Czy połączenie latarki i powerbanka ma sens? Czas to sprawdzić!
Pierwsze, co rzuca się w oczy to bezkompromisowa wręcz konstrukcja. To nie jest gadżet, który udaje sprzęt outdoorowy, tylko faktycznie nim jest.
Obudowa z czarnego aluminium robi robotę – jest sztywna, odporna na codzienne traktowanie i zwyczajnie dobrze leży w dłoni. To właśnie materiał wykonania buduje tutaj poczucie jakości i trwałości. Nie mam wątpliwości, że to sprzęt projektowany z myślą o realnym użytkowaniu.
Jeśli chodzi o odporność, mamy certyfikat IP44 i to trzeba uczciwie interpretować. Latarka bez problemu zniesie kurz czy zachlapanie, więc deszcz czy wilgotny las nie zrobią na niej wrażenia. Nie jest to jednak poziom pełnej pancernej ochrony, więc przy większym upadku trzeba już uważać. Z mojego doświadczenia wynika, że w typowych warunkach terenowych sprawdzi się bez zarzutu, ale nie jest to sprzęt do ekstremalnych testów wytrzymałościowych.
Ciekawie rozwiązano mobilność i funkcjonalność. XTORM XRF101 nie jest najlżejszym urządzeniem, bo waży ponad pół kilograma, co czuć w ręce. Z drugiej strony, coś za coś – ta masa daje stabilność i poczucie solidności.
Kompaktowa forma łącząca latarkę z powerbankiem to bardzo praktyczne podejście. Do tego dochodzi smyczka z plecionego sznurka, którą naprawdę doceniłem – szczególnie podczas dłuższych spacerów, kiedy nie chcesz co chwilę przekładać sprzętu z ręki do ręki.
Pod względem ergonomii projekt jest przemyślany. Wszelkie wypustki i zagłębienia nie są tu przypadkowe – poprawiają chwyt i realnie zwiększają bezpieczeństwo użytkowania. Dodatkowo chronią szybkę latarki przy ewentualnym upadku, co jest małym, ale bardzo sensownym detalem.
Do tego dochodzi wysuwana głowica, która pozwala przełączać się między światłem rozproszonym a skupionym. W praktyce robi to różnicę, bo nie zawsze potrzebujesz tego samego rodzaju wiązki.
Na koniec detale, które często są pomijane, a tutaj mają znaczenie. Gumowy, wciskany przycisk działa pewnie i jest dobrze wyczuwalny nawet w rękawicach. Porty USB zostały ukryte pod gumową zaślepką, co zwiększa ich ochronę przed wilgocią.
Także obsługę szybkiego ładowania przez USB-C (20 W) i USB-A (18 W) trzeba zapisać po stronie zalet.
Producent zastosował diodę 15 W SMD LED i to czuć od razu po włączeniu. Strumień światła jest mocny, czysty i przede wszystkim użyteczny w terenie. Maksymalna jasność na poziomie 1000 lumenów to prytna rzecz, szczególnie kiedy jesteś poza miastem i nie masz żadnego dodatkowego źródła światła.
Duże wrażenie zrobił na mnie zasięg. W teorii mówimy o ponad 600 metrach i faktycznie, przy skupionej wiązce można oświetlić bardzo odległe punkty. W trybie bardziej oszczędnym ten dystans spada, ale nadal jest w pełni wystarczający do normalnego poruszania się po lesie czy nieoświetlonej drodze.
Regulacja szerokości wiązki przez zoom daje dużą elastyczność w różnych scenariuszach. Raz potrzebujesz szerokiego pola, żeby widzieć wszystko wokół, a za chwilę punktowego światła, żeby sprawdzić coś w oddali.
Jeśli chodzi o czas pracy, to jak zwykle teoria rozmija się trochę z praktyką. Producent deklaruje ponad 10 godzin przy maksymalnej jasności, ale w realnych warunkach wygląda to inaczej. U mnie przy intensywnym użytkowaniu udało się uzyskać około 8 godzin i uważam to za bardzo dobry wynik.
Na czas działania wpływ mają nie tylko ustawienia, ale też temperatura otoczenia i sposób korzystania. W chłodzie latarka szybciej traci energię i to warto mieć z tyłu głowy.
Sterowanie jest proste, choć wymaga chwili przyzwyczajenia. Jasność regulujesz przyciskiem, zmieniając poziomy pojedynczym i podwójnym kliknięciem. Największą moc uzyskasz przy skupionej wiązce światła, co ma sens i dobrze pokazuje, jak działa optyka w tym modelu. Nie jest to rozwiązanie skomplikowane, ale trzeba je po prostu wyczuć.
XTORM XRF101 to nie tylko źródło światła, ale też pełnoprawny powerbank. Producent zastosował ogniwo o pojemności 10500 mAh, co jest już wartością pozwalającą traktować ten model jako faktyczne narzędzie, a nie tylko gadżet.
W moim wypadku iPhone Air udało się naładować dwa razy do pełna i jeszcze dorzucić około połowy trzeciego cyklu. Jasne, są pewne straty energii po drodze, ale to absolutnie normalne. Efektywność ładowania mieści się tutaj w zdrowym standardzie i nie ma poczucia, że energia gdzieś „ucieka” bez kontroli.
Porty to kolejna rzecz, która została dobrze przemyślana. Do dyspozycji mamy USB-C z mocą do 20 W oraz klasyczne USB-A oferujące 18 W. Szybkie ładowanie działa bez kombinowania i obsługuje większość współczesnych urządzeń. Podłączasz smartfon, kamerę sportową czy czołówkę i wszystko działa tak, jak powinno.
Ciekawą opcją jest możliwość ładowania dwóch urządzeń jednocześnie. Wtedy całkowita moc spada do 10 W na port, co trzeba mieć na uwadze. To rozwiązanie bardziej awaryjne niż do codziennego intensywnego ładowania, ale w praktyce i tak bywa przydatne.
Na koniec zostaje kwestia kontroli energii i samego ładowania latarki. Pełne uzupełnienie akumulatora zajmuje około czterech godzin, więc warto to zaplanować wcześniej. Cztery diody nad przyciskiem jasno pokazują poziom naładowania. Jedno kliknięcie i wszystko wiadomo, bez zgadywania i bez niespodzianek w najmniej odpowiednim momencie.
Jedną z rzeczy, które szybko zaczynasz zauważać, jest sposób zabezpieczenia przed przypadkowym włączeniem. Pierwsze naciśnięcie przycisku nie uruchamia latarki, tylko pokazuje stan akumulatora, dopiero kolejne aktywuje światło. To sprytne podejście skutecznie eliminuje problem samoczynnego włączenia w plecaku. Kilka razy złapałem się na tym, że właśnie tego brakowało mi w innych modelach.
Druga sprawa to multizadaniowość. Możesz korzystać z latarki i jednocześnie ładować inne urządzenia, co w terenie okazuje się naprawdę przydatne. Nie trzeba wybierać między światłem a energią dla telefonu czy kamery.
Po dłuższym czasie spędzonym z XTORM XRF101 mam już klarowną opinię. To nie jest latarka dla każdego i od razu warto to sobie powiedzieć. To sprzęt cięższy i droższy w porównaniu do standardowej „miejskiej” latarki.
Z drugiej strony, kiedy faktycznie potrzebujesz czegoś więcej, XTORM XRF101 staje się atrakcyjnym wyborem. Mocne światło, duży zasięg i możliwość regulacji wiązki robią robotę w terenie. Do tego dochodzi powerbank, który nie jest tylko dodatkiem, ale realnie pozwala naładować telefon czy inne urządzenia.
Nie wszystko jest jednak idealne. Czas pracy w maksymalnej jasności jest trochę krótszy niż deklaruje producent, a masa ponad pół kilograma daje się odczuć przy dłuższym noszeniu. Do tego dochodzi brak pełnej odporności na upadki z większej wysokości. To nadal sprzęt terenowy, ale nie pancerny w ekstremalnym rozumieniu tego słowa.
Latarkę XTORM XRF101 warto kupić wtedy, gdy naprawdę wykorzystasz jej możliwości, bo inaczej ten potencjał po prostu się zmarnuje.
|
ZALETY
|
WADY
|
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.
Honor Win Turbo oficjalnie zapowiedziany przez producenta na 29 maja. Dzięki przeciekowi z Chin znamy…
Samsung Galaxy S27 Pro otrzyma ekran o przekątnej zaledwie 6,47 cala, ale mimo tego ma…
Już niedługo odbędzie się premiera najnowszej serii OPPO Reno 16. Niemniej wiemy, czego możemy się…
HMD Vibe 2 zgodnie z zapowiedziami zadebiutował, ale w Europie nie ma dla niego miejsca.…
Mega petardy pojawiły się Epic Games. Cotygodniowe rozdawnictwo jest jeszcze lepsze niż ostatnio. Chętni przez…
Wiedziałem, że tak będzie. vivo V70 5G staniał w Polsce brawurowo: aż o 22,5% i…