OnePlus Nord 5 to mój prywatny telefon od 3 miesięcy, a od jego premiery minęło tych miesięcy dziewięć. To idealny wręcz moment na długoterminową recenzję, która pomoże Ci w podjęciu deyczji zakupowej. Spróbujmy więc odpowiedzieć na pytanie – czy warto go kupić w 2026 roku?
Spis treści
W życiu każdego mężczyzny przychodzi taki moment, w którym chce sobie kupić OnePlusa. Przychodzi też taki moment, w którym zdajemy sobie sprawę, że flagowce zwykle są bez sensu, a 4 razy mniejsza kasa daje tylko nieco gorszy sprzęt.
Wiedziony tym atawistycznym instynktem 3 miesiące temu skończyłem z OnePlusem Nord 5 – w zasadzie to z dwoma. Chciałem tu podzielić się swoimi wrażeniami na temat tego, dla kogo ten telefon jest w 2026 roku.
Dla porządku zaznaczę, że ja swojego Norda 5 kupiłem w Proshopie, ale w żadnym wypadku nie jest to reklama tego sklepu. Po prostu tam było najtaniej, w gratisie dostałem OnePlusa Watch 2, a dostawa trwała prawie 5 dni, bo magazyn jest za granicą.
Według Ceneo posiadana przeze mnie wersja 12/512 GB kosztuje teraz co najmniej 1749 złotych, a więc spada wyraźnie wolniej niż w przypadku poprzednika.
Specyfikacja OnePlus Nord 5:
- Ekran: AMOLED 6.83 cala LTPS, rozdzielczość 1.5K, 144 Hz, 1800 nitów w piku.
- Procesor: Snapdragon 8s Gen 3 (4 nm).
- Pamięć: 8 lub 12 GB RAM, 256 lub 512 GB na dane (UFS 3.1).
- Bateria: 5200 mAh.
- Ładowanie: 80 W, bezprzewodowego brak.
- Aparat główny: 50 MP, f/1.8, 24mm, 1/1.56″, 1.0µm, PDAF, OIS.
- Teleobiektyw: brak.
- Szeroki kąt: 8 MP, f/2.2, 15mm, 116˚, 1/4.0″, 1.12µm, AF, pole widzenia 117º.
- Selfie: 50 MP.
- Długość aktualizacji: 4 lata aktualizacji Androida i 6 lat poprawek bezpieczeństwa.
- WiFi i Bluetooth: WiFi 7, Bluetooth 5.4.
Na tym etapie zwykle piszę coś o zawartości pudełka, ale tutaj pisać specjalnie nie mam o czym. Pudełko jest niebieskie (w przeciwieństwie do głównej linii producenta, w której króluje czerwień) i jest w nim… kabel. Serio, to jeden z najbiedniejszych zestawów, jakie dostaniesz w średniej półce cenowej.
OnePlus Nord 5 po swoim poprzedniku to absolutny brak polotu
Zanim jednak zacznę cokolwiek chwalić w przypadku tego modelu, to zacznie się festiwal marudzenia. I winy nie ponosi nawet bohater naszej recenzji, ale raczej jego poprzednik. OnePlus Nord 4 był telefonem na wskroś zjawiskowym, po prostu najładniejszym średniakiem swojej generacji. Powrót metalowej obudowy, atrakcyjne wersje kolorystyczne, no po prostu cudo. W przypadku nowszego modelu wystarczy zmrużyć oczy, by pomylić go z Samsugniem z serii A.
Jest więc nudno, ale na pewno nie powiem, że jest źle. Do tego każdy posiadany przeze mnie prywatnie OnePlus oznacza etui Sandstone, bo zwyczajnie mam sentyment do pierwszego smartfona tego producenta i nie wyobrażam sobie korzystanie z niego bez takiego case’a. Po wsadzeniu w ochronne (i gwarantujące kapitalny chwyt) etui tak nudny już nie jest, ale do polutu poprzednika wiele brakuje.
OnePlus Nord 5 / fot. Konrad Bartnik
Nie mogę powiedzieć, żeby front wyglądał jakoś specjalnie archaicznie na tle nowszych modeli (może poza POCO, gdzie grubość ramek stoi na imponującym poziomie). Dużym krokiem wstecz jest za to ramka obudowy – wcześniej wszystko było metalowe, teraz boki są plastikowe, a tył – szklany. Poza tym czarna wersja nawet nie próbuje udawać interesującej, niebieska trochę ratuje sytuację, a marmurowej w Polsce nie dostaniesz w wariancie 12/512 GB.
Co z haptyką? Nie mogę powiedzieć, żeby była zła, ale nie mogę też napisać, żeby była wybitna. Każdy Xiaomi jest o lata świetlne przed OnePlusem, Nothing też prezentuje się lepiej pod tym względem. Zakładam, że bardziej skoncetrowany na graniu Nord 6 będzie pod tym względem wyraźnie lepszy.
Ekran jest dobry, ale po ostatniej aktualizacji czytnik lubii sobie zwariować
Nie wiem za bardzo, co mogę napisać o ekranie w OnePlusie Nord 5. Przez 3 miesiące pod względem wrażeń wizualnych nie znalazłem w nim żadnej wady, poza czytnikiem, ale to trochę osobny temat. Front szczelnie wypełnia panel 6.83 cala, Nord jest więc zdecydowanie po stronie tych większych telefonów. Ramki – jak wspomniałem – są dość cienkie i nie ma na co narzekać. A jak jest na co dzień?
OnePlus Nord 5 / fot. Konrad Bartnik
Na co dzień jest tak, że 144 Hz odświeżanie robi różnicę, ale raczej dla mnie. Tak naprawdę przeciętny użytkownik nie jest w stanie tego zauważyć. Nie chcę brzmieć jakoś dziwnie, ale jeżeli nie zmieniasz smartfonów co dwa tygodnie i nie testujesz ich zawodowo, to szansa, że wychwycisz różnicę pomiędzy 144 i 120 Hz jest prawie żadna. Zwłaszcza, że każdy producent nieco inaczej podchodzi do kwestii tego, w których miejscach interfejsu konkretne wartości są adaptowane.
No dobra, pora rozprawić się ze skanerem. Ten jest wyjątkowo zawodny jak na 2026 rok, ale ponownie – wynika to z tego, ile telefonów przechodzi przez moje ręce. Ultradźwiękowe skanery, które Xiaomi zaczęło ostatnio stosować w średniej półce, są po prostu za dobre. Ten w Nordzie 5 średnio raz dziennie wymaga ode mnie ponownego przyłożenia palca do czytnika. Ty prawdopodobnie nawet tego nie zauważysz.
Wydajnościowo jest mocarny, jeżeli weźmiemy pod uwagę konkurencję za tysiaka
Sercem OnePlusa Nord 5 jest Snapdragon 8s Gen 3, czyli układ mocą odpowiadający flagowcom sprzed dwóch-trzech lat. Żeby być dokładnym, pod względem architektury jest to raczej podkręcony Snapdragon 7+ Gen 4, niż skręcony Snapdragon 8 Gen 3. Ma to swoje zalety – na przykład zużycie energii. I już na tym etapie mogę napisać, że na co dzień Nord 5 to rakieta, której nie zdarzają się potknięcia.
OnePlus Nord 5 / fot. Konrad Bartnik
Mam tylko jedno, poważne zastrzeżenie. Ponieważ Nord 5 ma pamięć UFS 3.1, a nie 4.1, wirtualizacja pamięci na co dzień przynos – cóż – wirtualne zyski. Dlatego moim zdaniem istotne jest, żeby wyposażyć się w wariant 12/512 GB. Oczywiście byłoby idealnie, gdyby było to 16 GB pamięci operacyjnej (jak w poprzedniku), ale cóż, czasmy mamy, jakie mamy.
OnePlus Nord 5 / fot. Konrad Bartnik
Czy OnePlus Nord 5 to dobry telefon do gier? W sumie, to tak. Potrafi zrobić się ciepły, ale niespecjalnie się grzeje. Spadki animacji nie wchodzą w grę poza czymś w rodzaju Genshim Impact, ale nie wiem, czy w Polsce baza graczy jest aż tak potężna. Próbowałem Diablo Immortal (nie powtarzajcie moich błędów, to studnia bez dna – w moim przypadku czasowa, choć zamiast tego kasy można wydać pod kurek) i problemów nie było wcale.
Bateria w OnePlusie Nord 5 jest niezła, ale tylko niezła
Jedną z największych zbrodni, jaką OnePlus popełniał w swoich smartfonach w 2025 roku, było zmniejszanie pojemności baterii w europejskich wariantach. Trudno jest mi ich za to nie lubić, skoro w 2026 odkupili się kapitalnymi ogniwami (zobaczymy, czy Nord 6 utrzyma to tempo). Uważam jednak, że z pojemnością 6800 mAh (Indie) Nord 5 byłby kapitalny. Z europejskim 5200 mAh jest tylko dobry.
OnePlus Nord 5 / fot. Konrad Bartnik
OnePlusowi muszę jednak oddać, co OnePlusowe. Optymalizacja oprogramowania sprawia, że nawet 8 godzin SoT czasami było do osiągnięcia. Z drugiej strony, przetrwanie 3-godzinnego Community Day w Pokemon Go, czyli test oddzielający telefony z dobrą baterią od świetnej był czasami zagwozdką. W tej cenie da się kupić smartfony z lepszym czasem pracy, to nie ulega kwestii.
Jeżeli chodzi o ładowanie, to jest świetnie. Przy pomocy oryginalego adaptera możemy naładować OnePlusa Nord 5 od 0 do 100% w 40 minut. Po pół godzinie na liczniku mamy ponad 80% i to jest zaleta, którą w tej cenie po prostu trzeba docenić.
Czy OnePlus Nord 5 ma dobry aparat?
Aparat w OnePlusie Nord 5 to jedno z moich ulubionych „może nie zauważą” w historii. Otóż pochodzi on z flagowca, ale składanego – czyli Oppo Find N5. Po drodze zgubił się jednak teleobiektyw, a to, co zostało, na papierze wygląda następująco:
- Aparat główny: 50 MP, f/1.8, 24mm, 1/1.56″, 1.0µm, PDAF, OIS.
- Teleobiektyw: brak.
- Szeroki kąt: 8 MP, f/2.2, 15mm, 116˚, 1/4.0″, 1.12µm, AF, pole widzenia 117º.
- Selfie: 50 MP.
Dawno w moje ręce nie wpadł telefon, którego papierowa specyfikacja aparatu tak mocno korespondowałaby z faktycznym stanem fotografii. OnePlus Nord 5 robi dokładnie takie zdjęcia, jakich oczekujesz – doskonałe za dnia, bardzo dobre wieczorem (główny aparat), dobre (2-krotny crop z głównej matrycy, zarówno za dnia, jak i w nocy) oraz nudne (szeroki kąt). Muszę mu jednak oddać, że te 50 MP na froncie naprawdę potrafi zaskoczyć. Dla mnie to najlepszy telefon do selfie i rozmów wideo w tych widełkach cenowych.
OnePlus Nord 5 / fot. Konrad Bartnik
W 2026 roku rzadko zdarza mi się pisać, że aplikacja aparatu jakoś wyróżnia się na tle konkurencji. Osobiście lubię tę od OnePlusa – zwłaszcza za szybkość działania, nawet w przypadku zdjęć nocnych. Jest naprawdę szybko.
OnePlus Nord 5: zdjęcia w dzień
Czy znam lepsz telefon do zdjęć w tej półce cenowej? Znam, nawet kilka, ale chyba najbardziej rażącym przykładem jest Honor Magic 200, a nawet 200 Pro, jak dobrze poszukasz w promocjach. Nie znaczy to jednak, że Nord 5 jest zły, podoba mi się zwłaszcza kolorystyka w szary, ponury dzień. Być może dlatego, że jestem Polakiem i mocno nasycone barwy mnie szokują.
OnePlus Nord 5: zdjęcia w nocy
Jak już wspomniałem, OnePlus Nord 5 robi bardzo solidne zdjęcia w nocy. Crop też jest użyteczny, choć jak na mój gust, to cienie są nieco zbyt mocno rozjaśniane. Teoretycznie wygląda to na HDR, w praktyce – na błędy w sofcie. Aktualizacje do tej pory nic z tym nie zrobiły i nie mam złudzeń, że kolejne sobie z tym poradzą.
OnePlusem Nord 5 zrobiłem ponad 1500 zdjęć, a to ze względu na ilość wyjazdów, które przytrafiły mi się przez ostatnie 3 miesiące. I przyznam, że choć nie jest to najlepszy telefon do zdjęć w tej cenie, to jednak jest na tyle solidny, że fotografia na pewno go nie dyskwalifikuje.
Czy warto kupić OnePlus Nord 5 w 2026 roku?
Powiem tak – jeżeli pod uwagę weźmiemy obecną cenę na poziomie 1749 złotych, to po prostu nie. Ja jednak zapłaciłem 1500 złotych, dostałem w gratisie wart co najmiej 6 stówek zegarek OnePlus Watch 2, więc o OnePlusie Nord 5 myślę jak o smartfonie za 900-1000 złotych. I w tym przypadku rozmowa zmienia styl o 180 stopni.
Jeżeli popatrzymy na OnePlusa w kategorii telefonu za mniej niż tysiaka, to konkurencja zaczyna znikać jak sen jaki złoty. Tak naprawdę, to nie znam nawet jednego modelu, który dorównałby mu opłacalnością. Zaznaczę jednak jeszcze raz – trzeba bardzo dokładnie śledzić promocje i ustrzelić dobry moment. Za regularną cenę na pewno bym go nie kupił, a powodów mam co najmniej kilka.
OnePlus Nord 5 / fot. Konrad Bartnik
Zacznę od baterii, bo za podobną kasę kupisz POCO X8 Pro Max. OnePlus ma tylko jedną przewagę – lepszy soft. Poza tym POCO masakruje go baterią – w zasadzie to baterią masakruje też każdy inny telefon na rynku, ma też lepszy aparat, ekran, procesor i ładowanie.
Gdybym miał wydać prawie 2 tysiące i zależałoby mi na aparacie, to wziąłbym z kolei Nothinga Phone 4a Pro. Ma podobną baterię, ekran, soft, Nord wygrywa w zasadzie tylko wydajnością. Uczciwie przyznam też, że Phone 4a Pro jest dużo ładniejszy.
Czy zatem odradzam ten zakup? Absolutnie nie. Po prostu zrób to w okolicach tysiąca złotych, a mogę Ci obiecać, że przez kolejne 3 lata będziesz z niego zadowolony.
- Aparat7
- Bateria8
- Ekran8
- Jakość7
- Wydajność w grach7
|
ZALETY
|
WADY
|
Ceny OnePlus Nord 5
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.








