HUAWEI MatePad Pro Max to najbardziej zaawansowany tablet w historii marki, a MatePad Air ma aspiracje, by stać się sprzedażowym hitem w Polsce. Oba oferują ekrany 3:2 PaperMatte, ale różnią się charakterem i przeznaczeniem.
Spis treści
18 sierpnia w Polsce zadebiutują HUAWEI MatePad Pro Max i MatePad Air. Pierwszy imponuje obudową o grubości zaledwie 4,7 mm, która wygląda niemal nierealnie przy tak dużym ekranie. Drugi nie goni za rekordami, lecz próbuje połączyć niewielką masę z wygodą pracy, nauki i codziennego noszenia.
Po kilku dniach widać, że efekt nie kończy się na smukłej konstrukcji. Matowe ekrany PaperMatte skutecznie ograniczają odbicia, biometria działa bez zbędnego czekania, a głośniki potrafią zagrać z siłą niespodziewaną w tak cienkich urządzeniach.
Oba MatePady szybko pokazują zalety, które czuć podczas zwykłego używania, a nie tylko przy pierwszym wyjęciu z pudełka.
Z tego tekstu dowiecie się, jak oba modele radzą sobie z dokumentami, filmami, rysowaniem i pracą na kilku aplikacjach. Będzie też o decyzjach, które po paru dniach zaczynają irytować, nawet jeśli na zdjęciach produktowych trudno je dostrzec. To przede wszystkim pierwsze wrażenia na gorąco. Na recenzje przyjdzie jeszcze pora.
MatePad Pro Max ma 4,7 mm. Nadal trudno mi w to uwierzyć
Grubość 4,7 mm nie jest czymś, o czym zapomina się chwilę po zamknięciu strony producenta. Za każdym razem, gdy biorę MatePada Pro Max do ręki, zwracam uwagę na jego krawędź. Tablet wygląda, jakby składał się niemal z samego ekranu i aluminiowej pokrywy.
Przy takiej konstrukcji od razu pojawia się obawa o sztywność, ale obudowa nie uginała się podczas zwykłego chwytania i przenoszenia. Nie próbowałem oczywiście sprawdzać jej wytrzymałości na siłę. To nadal duży kawałek elektroniki, a nie deska do krojenia.
Ekran OLED PaperMatte szybko pokazał swoją przewagę przy oknie i na zewnątrz. Na błyszczącym panelu wystarczy jedna lampa ustawiona pod złym kątem, żeby ciemna scena w filmie zamieniła się w odbicie pokoju. Tutaj refleksy są mocno stłumione. Co istotne, matowa powierzchnia nie zabija czerni charakterystycznej dla OLED-a. Obraz nie wygląda na wypłowiały ani przykryty szarą folią.
Podoba mi się również sam przód tabletu. Kamera nie wycina kawałka obrazu, bo zmieściła się w wąskiej ramce. Nie ma otworu, wyspy ani wcięcia, które później trzeba omijać elementami interfejsu. Przy filmach to detal, lecz podczas rysowania lub pracy na dwóch aplikacjach czysta powierzchnia ekranu ma już większe znaczenie.
Biometria działała na tyle szybko, że po kilku odblokowaniach przestałem zwracać na nią uwagę. Twarz jest rozpoznawana bez czekania, a czytnik linii papilarnych nie wymaga ponownego przykładania palca. Tak właśnie powinno to wyglądać.
Sześć głośników zastosowanych w HUAWEI MatePad Pro Max robią robotę. Grają nie tylko głośno, ale też z wyraźnym basem, który przechodzi na cienką obudowę. Przy muzyce i efektach filmowych można poczuć drgania pod palcami. Pod względem dźwięku Pro Max nie zachowuje się jak sprzęt, w którym każdy milimetr wymusił bolesny kompromis.
Matowy ekran ma jeszcze jedną zaletę, którą najlepiej czuć po uruchomieniu GoPaint. M-Pencil Pro porusza się po powierzchni z lekkim oporem, dzięki czemu końcówka nie ucieka tak łatwo, jak na zwykłym szkle. Nie będę udawał, że tablet nagle zmienia się w szkicownik. Nadal czuć, że rysujemy po ekranie. Ruch jest jednak spokojniejszy i łatwiejszy do kontrolowania.
Łączność NearLink pomaga utrzymać wrażenie bezpośredniego kontaktu z linią. Kreska pojawia się tam, gdzie jej oczekuję, bez irytującego opóźnienia za końcówką rysika. Połączenie M-Pencil Pro z PaperMatte ma więc sens nie tylko na liście wyposażenia. Różnicę można wychwycić po narysowaniu kilku pierwszych linii.
MatePad Air nie szokuje. Po prostu dobrze się na nim pracuje
Obok Pro Maxa MatePad Air może początkowo wyglądać jak ten mniej ekscytujący model. Nie ma obudowy o grubości 4,7 mm ani tak wybitnego ekranu OLED. Oferuje również proporcje 3:2 i szybko przypomina, że tablet nie zawsze musi udawać przenośny telewizor.
Na ekranie mieści się więcej tekstu w pionie. Strony internetowe, dokumenty oraz pliki PDF nie wymagają ciągłego przesuwania, a klawiatura ekranowa nie zabiera większości dostępnej przestrzeni. Różnica nie wygląda spektakularnie na zdjęciach, ale podczas czytania kolejnego długiego tekstu zaczyna być bardzo konkretna.
Podobnie jest z podzielonym ekranem. Przeglądarka może działać obok notatek, a dokument obok komunikatora, bez zamieniania obu aplikacji w dwa wąskie paski. Na tabletach 16:10 taki układ często przypomina telefony ustawione obok siebie. Tutaj każde okno ma trochę więcej miejsca na treść.
Masa około 555 g pozwala wygodnie przenosić tablet między biurkiem, kanapą i torbą. Po dłuższym trzymaniu ciężar oczywiście nie znika, ale Air nie męczy dłoni tak szybko, jak większe konstrukcje.
Matowe plecki pomagają w utrzymaniu pewnego chwytu i nie zbierają odcisków palców po każdym dotknięciu. Może nie wyglądają tak efektownie, jak błyszczące szkło, za to nie trzeba ciągle sięgać po ściereczkę. Jestem akurat zdania, że projektanci Huawei dobrze to przemyśleli.
PaperMatte pasuje do tego modelu jeszcze lepiej niż do Pro Maxa. Air jest sprzętem, przy którym można spędzić kilka godzin nad dokumentami, więc ograniczenie refleksów ma praktyczne znaczenie. Podczas pracy przy lampce i blisko okna nie musiałem co chwilę poprawiać kąta nachylenia ekranu. Oczy mniej walczą ze światłem odbijającym się od powierzchni, szczególnie przy ciemnym interfejsie.
Tablet obsługuje szybkie ładowanie, a te przydaje się po zapomnianej nocy bez zasilacza. Kilkadziesiąt minut przy gniazdku daje zapas na dalszą część dnia. Tym samym MatePad Air po prostu pozwala pracować poza domem bez ciągłego patrzenia na ikonę akumulatora.
Google na tablecie Huawei? Ten problem został w przeszłości
Jeszcze kilka lat temu brak usług Google rzeczywiście utrudniał korzystanie z tabletów Huawei. Trzeba było szukać obejść, korzystać z wersji przeglądarkowych albo pogodzić się z tym, że część aplikacji nie zadziała. Nic dziwnego, że temat do dziś wraca przy każdej premierze, choć opiera się już na mocno nieaktualnych doświadczeniach.
AppGallery jest znacznie bardziej rozwinięte, a MicroG i GBox przestały przypominać rozwiązania awaryjne. YouTube, Mapy Google, Dysk i pozostałe popularne programy można zainstalować bez przekopywania forów oraz ręcznego poprawiania systemu.
Logowanie, synchronizacja i powiadomienia działają normalnie. Cały proces został dopracowany na tyle, że nie trzeba nawet wiedzieć, które narzędzie odpowiada za uruchomienie konkretnej aplikacji.
Nie jest to fabryczny pakiet Google znany z innych urządzeń z Androidem, ale dla użytkownika ta różnica stała się w dużej mierze techniczna. Dotykamy ikony i korzystamy z programu. Brak usług Google nie jest już problemem, przez który należałoby skreślać tablety Huawei.
Klawiatury wyglądają świetnie, ale nieco ograniczają swobodę
Do samego pisania trudno mi się przyczepić. W obu klawiaturach klawisze mają przyjemny skok i odpowiednie odstępy, więc po krótkiej chwili można pracować niemal tak swobodnie, jak na niewielkim laptopie. Zestawy korzystają z NearLink, ale fizyczne połączenie nadal odbywa się przez piny. Całość wygląda przy tym nowocześnie i spójnie.
Pamiętam jednak wcześniejsze etui z odłączanym panelem klawiatury i tamto rozwiązanie bardziej mi odpowiadało. Mogłem zostawić tablet w osłonie, odsunąć klawisze albo ustawić ekran w wygodniejszej odległości. Teraz oba elementy pozostają ze sobą ściśle związane.
Zakres regulacji kąta jest mniejszy, a pozycji tabletu nie można dopasować tak swobodnie do wysokości biurka, fotela czy własnej sylwetki.
Problem wraca również wtedy, gdy klawiatura przestaje być potrzebna. Chcąc poczytać na kanapie albo skorzystać z samego ekranu, trzeba wyjąć tablet z całego etui. Otrzymujemy z pewnością ładną konstrukcję, ale tracimy część praktyczności, którą Huawei oferował niegdyś.
Największym zarzutem wobec klawiatur nie jest sposób pisania, lecz ograniczona regulacja i brak odłączanego panelu.
Chcesz kupić nowego MatePada? Najpierw odbierz kod
Przed premierą nie trzeba składać zamówienia. Wystarczy do 17 sierpnia, do godziny 10:00, zostawić adres mailowy na stronie producenta. Dzień później Huawei wyśle kod obniżający cenę MatePada Pro Max o 500 zł. Przy MatePadzie Air rabat wyniesie 300 zł.
Z zakupem nie trzeba spieszyć się. Kod zachowa ważność do 5 października 2026 roku. Oba tablety pojawią się w sklepie Huawei oraz w Media Expert, gdzie dostępne będą osobne kupony. Przed wrzuceniem sprzętu do koszyka sprawdziłbym więc oba miejsca, bo ostateczna różnica może zależeć również od dodatków dołączonych do zestawu.
Na razie to tyle, bo oba tablety wracają na biurko i czeka je jeszcze sporo testów. Pełne recenzje HUAWEI MatePad Pro Max i MatePad Air pojawią się już niebawem.
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.











