Nothing Phone 4a Pro / fot. Konrad Bartnik
Carla Pei można nie lubić, ale nie można mu odmówić trzeźwego spojrzenia na branżę. Niecałe pół roku temu zapowiadał podwyżki cen smartfonów, a obecnie mamy tego apogeum. Myślę jednak, że paradoksalnie w Polsce odczujemy to mniej od użytkowników w innych krajach.
Jakiś czas temu pisałem o wzrostach cen smartfonów, które Carl Pei zapowiadał w styczniu. W niecałe pół roku później koszty pamięci potrafią stanowić już połowę całości ceny podzespołów do smartfona. Lepiej szybko nie będzie, ale wydaje mi się, że kryzys dotknie Polskę w znacznie mniejszym stopniu niż Indie, Chiny czy USA.
Na początek nieco suchych danych. Zdaniem Carla Pei – a trudno mi z tym dyskutować, skoro sam projektuje telefony przy praktycznie zerowej marży – pamięć stanowi już połowę ceny smartfona. Oczywiście chodzi tu o koszty podzespołów, a nie to, co widzimy na półce w sklepie. RAM i przestrzeń na dane są drożśze od procesora czy ekranu. Przypomnę – najnowszy Snapdragon ma kosztować około 280 dolarów.
Żeby pokazać chore tempo wzrostu cen, za przykład podaje koszty pamięci dla Nothing Phone 4a. Od momentu zaprojektowania urządzenia do jego premiery koszty pamięci wzrosły dwukrotnie. Od premiery dnia dzisiejszego – jeszcze raz podwoiły swoją wartość.
Być może to, co tutaj napiszę, bardzo źle się zestarzeje. Wydaje mi się jednak, że krach na rynku pamięci RAM nastąpi w dokładnie tym samym czasie, w którym zakończy się boom na AI. Nie jest to specjalnie odkrywcze – ale moim zdaniem jesteśmy już bardzo blisko tego punktu. Nie dlatego, że ludziom znudzi się korzystanie z LLMów. Raczej dlatego, że modele językowe staną się koszmarnie drogie, a płatność od tokenu po to, żeby napisać maila czy przerobić zdjęcie, stanie się absurdem. Szczerze mówiąc, to nie mogę sie doczekać.
Możemy więc założyć, że gdy producenci nie będą mogli dłużej przekonywać nas, że AI jest przyszłością w codziennym użytkowaniu, a stanie się jedynie drogim narzędziem dla korporacji i centrów badawczych, sytuacja wróci do normy. Do tego dochodzi jeszcze kwestia podwyżek cen tych samych urządzeń po ich premierze. Kiedy ostatnio widziałeś to w Polsce?
Podpowiem Ci – Samsung zrobił taki ekseryment przy okazji swoich średniaków. Nikt inny się na to nie zdecydował, bo Polska jest za małym rynkiem z i tak drogimi telefonami, by to ryzykować. Podwyżki będą dotyczyć Indii, Chin oraz USA – czyli krajów, w których elektronika jest dużo tańsza, a teraz tańszą już być nie może. Przynajmniej raz nie dostaniemy po dupie.
Źródło: Carl Pei, opracowanie własne
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.
Jeżeli mielibyśmy wskazać największe różnice w specyfikacji między Samsungiem a urządzeniami z chińskiego rynku, jedną…
OPPO Find X10 Pro Max bez wątpienia jest jednym z najciekawszych urządzeń, które definiują segment…
OnePlus Nord 6 kupisz w promocji. Ten wydajny telefon ze średniej półki ma dużą baterię…
Apple AirPods 5 w wersji z bezprzewodowym ładowaniem trafiły do mnie na testy przy okazji…
Xiaomi 17 Ultra to flagowiec, który łączy potężną wydajność z zaawansowanymi możliwościami fotograficznymi. Smartfon oferuje…
Jeśli chcesz, by Twój smartfon zachwycił aparatem nie tylko Ciebie, ale także Twoich znajomych i…