Zdaniem analityków tylko Apple, Samsung i Huawei są w stanie bez większego szwanku wyjść z kryzysu na rynku pamięci operacyjnej bez znacznego podnoszenia cen swoich smartfonów. Czy to oznacza, że w 2027 roku użytkownicy znowu chętniej zaczną spoglądać w stronę telefonów chińskiej marki? To byłby zwrot akcji, od którego w USA pękłyby… gule.
Wczoraj pisałem o tym, że Huawei jest jedynym chińskim producentem smartfonów, któremu rok do roku udało się zaliczyć wzrost w ostatnim okresie. Teraz w sieci pojawiły się kolejne informacje, według których chiński gigant maj jeszcze mniej powodów do niepokoju. Zdaniem analityków tylko Apple, Samsung i Huawei są w stanie poradzić sobie z kryzysem na rynku pamięci operacyjnej. Dlaczego?
Podobno jest tylko jeden producent telefonów z Androidem, który poradzi sobie z kryzysem RAM
Muszę przyznać, że Huawei jako projekt mocno mi imponuje. Jednocześnie daleko mi od bycia fanem ich nastawionych niemal wyłącznie na mobilną fotografię smartfonów. Chińskie analizy oraz raporty Counterpoint wskazują jednak, że jako jedyny gracz w Chinach bez większego szwanku poradzą sobie z brakami na rynku RAM. Coś mi się wydaje, że to dlatego, że to nie jest ich pierwszy kryzys na rynku w ostatnich latach.
Huawei nova 14 Pro / fot. producenta
Obok Huawei bez szwanku wyjść mają też Samsung i Apple, ale z zupełnie innych powodów. Ze względu na rozmiary sprzedaży dwóch największych producentów telefonów na świecie jest w stanie inaczej negocjować ceny z fabrykami odpowiadającymi za podzespoły RAM i pamięci na dane. Trochę mi się to nie klei, bo Xiaomi w globalnym wolumienie sprzedaży nie jest aż tak bardzo za nimi. Cóż – może mają kiepskich negocjatorów, do takich informacji dostępu już nie mam.
Zdaniem Counterpointu Huawei ma poradzić sobie dzięki konsekwentnej strategii cenowej, dzięki czemu nie muszą podnosić cen, opierając się na wielkości sprzedaży. Ma to sens, bo od dawna są najwięksi w Chinach, a przecież to ten rynek głównie ich interesuje.
Niektórzy twierdzą, że ceny flagowców sięgną 10 tysięcy złotych
To nie jest dobra wiadomość dla tych, którzy lubią korzystać z chińskich smartfonów, ze szczególnym naciskiem na flagowce. Już wcześnie dochodziły do nas słuchy o tym, że topowe modele mogą przekroczyć kwoty 10000 juanów. Wtedy wydawało się to przesadą, ale polskie ceny najwyższych wersji vivo czy Oppo tylko to potwierdzają.
Przez to kwota niemal 10 tysięcy złotych na premierę flagowca nie wydaje się aż tak wyjęta z czapy. W takiej sytuacji wcale się nie dziwię, że globalny Xiaomi 18 Ultra raczej nigdy nie trafi do Europy, o ile w ogóle będzie mieć premierę.
Źródło: via Huawei Central, opracowanie własne
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.






