Nothing Phone 4a / fot. producenta
Nothing Phone 4a i Nothing Phone 4a Pro oficjalnie zadebiutowały w Polsce. Poznaliśmy polskie ceny i znamy już odpowiedź na pytanie, czy to najlepsze telefony w swojej klasie. Spojler – owszem.
Polska premiera Nothing Phone 4a i Nothing Phone 4a Pro to duże wydarzenie. To w końcu następcy telefonów, których poprzednicy miesiącami utrzymywali się na szczycie listy najbardziej opłacalnych. Czy nowe modele są równie dobrze wycenione?
Zacznijmy od tańszego modelu, bo przecież Nothing Phone 4a będzie stanowił trzon oferty sprzedażowej. Testowałem poprzednika, testuję następcę i mogę już otwarcie powiedzieć, że kilka rzeczy tutaj poprawiono. Nie przejdzie mi jednak przez usta, że Phone 4a jest tak dobry, jak być mógłby. Choćby ze względu na baterię 5080 mAh, której daleko do krzemowo-węglowych behemotów od chińskiej konkurencji.
Na froncie znajduje się ekran, który też niespecjalnie zmienił się w stosunku do poprzednika. Ma przekątną 6.78 cala, jest odświeżany w 120 Hz i wykonano go w technologii LTPS, co oznacza, że częstotliwość może zejść do 30 Hz. Plusik za 1.5K.
Wydajnościowo mamy do czynienia z małym krokiem w przód, ale to raczej iteracyjny postęp. Mowa tu o Snapdragonie 7s Gen 4, którego sparowano z 8 lub 12 GB RAM. Na dane użytkownika przeznaczono 256 GB i to jest największa zmiana – nie w wielkości, ale w standardzie, bo teraz to UFS 3.1.
Aparat główny też niespecjalnie się zmienił, nadal ma 50 MP i OIS. Największą zmianą jest teleobiektyw, bo 50 MP matryca jest teraz uzupełniona o obiektyw z OIS. 8 MP to szeroki kąt i takie trio znajduje się na częściowo przezroczystej wyspie.
Jak pewnie się spodziewasz – designem i możliwościami aparatu. Dokładnie tak samo było przed rokiem, a teraz Nothing Phone 4a Pro nie odbiega od poprzednika. Na początek warto chyba wspomnieć o nieco większym ekranie (6.83 cala) z odświeżaniem 144 Hz zamiast 120 Hz. Wydajność pozostaje taka sama, a więc mamy Snapdragona 7s Gen 4. Aparat na papierze nieco się różni, ale tak naprawdę sprowadza się to do zoomu. Wspomnę jednak o metalowej ramce.
Tak naprawdę jedyną poważną różnicą jest design i jest to coś… kontrowersyjnego. Szczerze mówiąc, to jestem po tej stronie barykady, której Phone 4a Pro się podoba jako coś ciekawego. Nie wykluczam jednak, że po końcu testów kompletnie go znienawidzę. I chyba o to chodzi, żeby polaryzować użytkowników designem, a nie bezpiecznie grać do tej samej bramki. Jest tu też Glyph Matrix, którego znamy z Nothing Phone 3.
Na koniec ceny, które odpowiedzą nam na najważniejsze pytanie – czy nadal są to najbardziej opłacalne telefony w swoim segmencie? Przyznam szczerze, że sądziłem, że będzie znacznie gorzej:
Moim zdaniem to kapitalna wycena, a weźmy jeszcze pod uwagę, jak często Nothingi brylują w promocjach w kilka miesięcy po premierze. Dobra robota – znowu.
Źródło: producenta, opracowanie własne
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.
Raptem za kilka miesięcy odbędzie się premiera serii Xiaomi 18, a tym samym znamy już…
Co by nie mówić, ujawnienie tego, że Nothing Phone 4b zostanie zaraz zaprezentowany, mogło zaskoczyć.…
Właśnie zadebiutował nowy vivo X Fold 6, czyli potencjalnie najciekawszy telefon na rynku. Możemy spodziewać…
Do sprzedaży w Polsce trafił najnowszy Samsung Galaxy A27 5G. Myślę, że bez większego problemu…
Jaki telefon do 2000 złotych kupić? W rankingu najlepszych smartfonów do 2000 zł zebrałem tylko…
Od daty polskiej premiery vivo V70 i V70 FE miną niedługo równe 3 miesiące. Czy…