Szukasz dla siebie niedrogiego smartwatcha, który zaoferuje przy tym wiele funkcjonalności? Zapraszam na test Amazfit Active Max, czyli najnowszego modelu tego producenta, który to stawia na prostotę w wyglądzie, obszerność funkcji oraz długi czas pracy na baterii. Jak wygląda jego użytkowanie w praktyce?
Spis treści
Miałem okazję jakiś czas temu testować dla Was Amazfit T-Rex 3 Pro, czyli flagową propozycję tego producenta. Tym razem jednak przyszła do mnie inna nowość, która kosztuje mniej niż połowę ceny sztandarowego modelu — jest nią Amazfit Active Max. Zapraszam na jego test, w którym spróbuję jak najlepiej odpowiedzieć na pytanie, czy (i kiedy) warto go kupić.
Amazfit Active Max to niedrogi smartwatch
Jeżeli nie szukasz drogiego smartwatcha, to dobrze trafiłeś. Testowany model kosztuje 729 złotych, co plasuje go w niskiej-średniej półce cenowej, patrząc na inne konstrukcje.
W tej cenie konkurencja jest jednak sroga, dlatego zobaczymy, czy to było dobre uplasowanie tej konstrukcji przez producenta.
Specyfikacja Amazfit Active Max
- Ekran: AMOLED 1,5″, 480 x 480 pikseli, jasność do 3000 nitów, „wzmocnione szkło”
- System: Zepp OS 5, kompatybilność — Android 7, iOS 15
- Wodoodporność: 5 ATM
- Łączność: Bluetooth 5.3 BLE
- Pomiary: tętna, snu, stresu, saturacji krwi, temperatury skóry, oddechu
- Pojemność baterii: 658 mAh, ładowanie magnetyczne
- Czas pracy na baterii: do 25 dni (typowe użytkowanie)
- Waga (bez paska): 39.5 g
- Inne: głośnik i mikrofon, mapy online i offline, płatności NFC
Sprzęt do testów dostarczyła firma Amazfit, za co serdecznie dziękujemy. Nie miało to jednak wpływu na ocenę testowanego urządzenia.
Z czym Amazfit Active Max do nas dociera?
Przede wszystkim zacznijmy, w czym do nas dociera. Mowa o standardowy, prostokątnym i raczej dosyć płaskim opakowaniu, utrzymanym w bieli. Znajdziemy na nim oczywiście informacje o zakupionym wariancie kolorystycznym i tym, jaki to model oraz podstawowe dane techniczne. A co w środku?
Prócz samego smartwatcha, dostajemy jeszcze pasek do niego, a także ładowarkę magnetyczną oraz instrukcję obsługi. Brakuje, chociażby przewodu USB-C, którym można by podłączyć ową ładowarkę. Miłym dodatkiem byłby także materiałowy pasek, ale z drugiej strony, to zegarek za 7 stów, a nie 1,5 tysiąca.
Jak wykonany jest Amazfit Active Max?
Mamy tutaj do czynienia z paroma materiałami. Rama smartwatcha jest wykonana ze stopu aluminium, z kolei dolna część obudowy, to już polimer. Pasek natomiast jest sylikonowy, czyli w zasadzie standardowe połączenie w tej (i nie tylko) cenie. Jak to jednak ze sobą współgra? Dodając „wzmocnione szkło”, które zdecydowanie nie jest szkłem szafirowym, zwyczajnie dobrze. Całość jest wręcz świetnie spasowana ze sobą, nie da się zauważyć niedoróbek w tym zakresie.
Jak widać na załączonych zdjęciach, nie są mu też straszne minusowe temperatury, czy śnieg. Kąpiel w zaspie została zaliczona bez późniejszych problemów. Z pewnością nie będzie tak wytrzymały na ewentualne zarysowania, czy obicia, jak wspominany na początku T-Rex 3 Pro, ale widać, że znosi także gorsze warunki pogodowe, a to ważne, jeżeli chcemy używać go na co dzień, nie zależnie od nich.
Jedynie, na co mógłbym narzekać, to montaż paska, który w dalszym ciągu zastanawia mnie, czy dało się to mimo wszystko zrobić inaczej, prościej, by nie trzeba było wkładać w to nie wiadomo ile siły, a jednocześnie zachować kompatybilność z wieloma modelami naraz.
Przyjrzyjmy się możliwościom Amazfit Active Max w codziennym użytkowaniu
Przez czas moich testów, przypadła tak pogoda z lekko dodatnimi temperaturami, tymi wahającymi się w okolicy zera, jak i mocno minusowych ze śnieżycą włącznie. Nie miałem co prawda w tym okresie żadnej ciekawej trasy do pokonania, czy wzgórza do zdobycia, jednak codziennie korzystałem z jego możliwości śledzenia aktywności z włączonym GPS-em. Jak się w tym czasie około 3 tygodni sprawował?
Wygoda
Zacznijmy sobie tradycyjnie, od kwestii komfortu noszenia omawianego smartwatcha. Nie wiem, z czego to wynikało, ale względem droższego brata, to właśnie tutaj częściej zdarzały mi się sytuacje, w których musiałem na parędziesiąt minut rozstać się z tym zegarkiem, bo zwyczajnie zaczynała mnie nieprzyjemnie swędzieć skóra w miejscu styku. Może nieco inna mieszanka tworzyw sztucznych miała na to wpływ, a może design paska oparty o „dziurki”. Niestety nie wiem, ale myślę, że mimo wszystko warto o tym wspomnieć.
Na pewno na plus zasługuje waga, która pomimo tego, że to stosunkowo „gruby” zegarek (a bardziej wysoki), jest zwyczajnie niska. Wiele bym dał, żeby w zestawie z tym (i nie tylko tym) smartwatchem dodawano materiałowe paski, jeżeli standardowy jest sylikonowy.
Responsywność systemu
Mimo tego, że mamy do czynienia z ponad 2-krotnie tańszym smartwatchem, niżeli flagowa propozycja tego producenta, to nie zauważyłem większych różnic w kontekście płynności jego działania. Na wszelkie akcje reaguje zwyczajnie szybko i bez przycięć animacji. Mimo tego, jakie były też temperatury, to nie wpłynęło to jakkolwiek na zachowanie Active Max-a i to się zwyczajnie ceni — stabilność działania jest ważna, wolę końcowo nieco wolniejsze urządzenie, które stabilnie działa niezależnie od sytuacji, od nieco szybszego, które może przykładowo się wykrzaczać w niskich temperaturach.
Nie ma tutaj w moich oczach pola na to, by narzekać na cokolwiek w obszarze responsywności. Oczywiście, kwestia tego, czy Zepp OS jest dobrym systemem, może być dyskusyjna, ale to, że jest dobrze zoptymalizowanym systemem, to już zwyczajnie fakt.
Pomiary
Jak wyglądają możliwości tego modelu w kontekście pomiarów? Cóż, mamy parametry życiowe, prędkość, wysokość, śledzenie trasy, jeżeli wykonujemy ćwiczenie na zewnątrz… trochę tego jest. Łącząc to wszystko w aplikacji, mamy dostęp do masy informacji o tym, jak nasze ciało zachowuje się na co dzień, tak podczas aktywności, spoczynku, jak i snu. Mamy możliwość odpalenia śledzenia naszego treningu tak manualnie, jak i pozostawić to w gestii automatu.
W pierwszym przypadku nie mam się do czego przyczepić, w drugim z kolei nadal można spotkać z problemem błędnego wykrywania ćwiczeń. Przykładowo, jedziecie autem, a nagle dostajecie powiadomienie, że wykryto wysiłek i właśnie zegarek śledzi waszą jazdę na… rowerze. Mimo wszystko było to o niebo rzadsze zjawisko, niżeli w przypadku T-Rexa 3 Pro. Prawdopodobnie na samym flagowcu także zostało to poprawione, bo zapewne można było to zrobić aktualizacją oprogramowania. Dokładność monitorowania snu także pozostawia trochę do życzenia, gdzie często przekłamywana jest godzina pobudki, która jeżeli zostaniecie w łóżku po przebudzeniu jeszcze przez 5-10 minut, dopiero zareaguje, kiedy rzeczywiście wstaniecie i zegarek zauważy, że wzrosło wasze tętno etc.
Bateria i dodatkowe funkcjonalności
Producent gwarantuje tutaj 24 dni użytkowania w przypadku „typowego scenariusza”, a że ten zegarek jest skierowany raczej do osób zaczynających swoją przygodę z regularnymi ćwiczeniami, to też owy scenariusz zapewne zakłada lżejsze obciążenie akumualatora. Czy jest to jednak do osiągnięcia? Myślę, że tak, ale jedynie w jeszcze lżejszym założeniu, z rzadkim odpalaniem śledzenia ćwiczeń, bo w moim przypadku było to maksymalnie 2,5 tygodnia na jednym ładowaniu.
Jeżeli planujecie ćwiczyć co 2-3 dni, a do tego sporo spacerujecie (automatyczne wykrywanie ćwiczeń), to raczej dawałbym tutaj przedział 1-2 tygodnie, zależnie od rodzaju ćwiczeń oraz ich częstotliwości. Mimo to, to zdecydowanie wyższe wyniki od wielu smartwatchy działających na WearOS. Z kolei jak chodzi o dodatkowe funkcje, to mamy głośnik, mikrofon, czy mapy offline, które zdecydowanie przydadzą się na wszelakich wyprawach w las, czy góry. Możemy oczywiście dzięki temu też rozmawiać przy użyciu smartwatcha, ale tylko jeśli mamy przy sobie oczywiście telefon połączony przez Bluetooth.
Osobiste wrażenia z użytkowania
Jak zapewne możecie wiedzieć, albo właśnie się dowiadujecie, fanem noszenia zegarków jako takim nie jestem, jednak duża część modeli, jaką testowałem, miała wiele, by móc zostać moim smartwatchem na co dzień. Czy tak jest z bohaterem tej recenzji? Zdecydowanie ma parę niezaprzeczalnych zalet w kontekście wrażeń z jego użytkowania, takich, jak rozbudowane możliwości śledzenia naszej aktywności, które często nie ustępują droższym propozycjom. Połączenie szerokiej funkcjonalności ze świetną baterią to zawsze coś, co się miło potem wspomina.
Aplikacja Zepp także wlicza się w plusy tego urządzenia. Daje mnóstwo informacji zwrotnych ze wszystkich sensorów zegarka i przedstawia je w przyjemny sposób. Daje też dostęp oczywiście do ustawień, czy aktualizacji smartwatcha. Zresztą, sami możecie poniżej zobaczyć, jak to wszystko wygląda w praktyce.
Połączenie dobrego sprzętu z dobrym oprogramowaniem daje bardzo dobre, a czasem świetne wyniki. Lepsze to nawet chyba niżeli posiadać świetny sprzęt z kijowym softem, albo odwrotnie — słaby hardware ze super softwar-em. Wracając do aplikacji – dostajemy naprawdę wiele możliwości personalizacji naszych doświadczeń z jej pomocą. Możemy ustawić, jak mają odbywać się pomiary, o czym powiadamiać, które notyfikacje mają przychodzić, a które nie… jest tego masa, nie mówiąc właśnie o działaniu Amazfit Active Max pod kątem sprzętowym.
Korzystało mi się z niego przyjemnie, z wyłączeniem tych chwil, kiedy do głosu dochodziła podrażniona skóra. Mimo wszystko, gdybym szukał smartwatcha w tej cenie, to zdecydowanie po tych paru tygodniach rozważyłbym go jako mocnego kandydata, także z uwagi na prostotę, którą zwyczajnie lubię i doceniam.
Amazfit Active Max to bardzo uniwersalny smartwatch. Podsumowanie testu
I dotarliśmy do końca tej recenzji kolejnego już smartwatcha Amazfita. Przypomnijmy zatem, że mówimy cały czas o modelu, którego cena zamyka się w 729 złotych — to nie jest dużo, patrząc na to, co otrzymujemy w zamian. No ale właśnie, skoro już jesteśmy na końcu tej podróży, to pasuje sobie wszystko ładnie i zgrabnie podsumować.
Zalety
Na początek wspomnieć należy o wysokiej jakości wykonania, która także przekłada się na to, że testowany smartwatch jest odporny na nieprzyjemne warunki atmosferyczne. Nie straszny mu też śnieg, czy woda. Pod kątem wygody wypada całkiem dobrze, a ogólne działanie systemu powinno zadowolić praktycznie każdego. Dodać trzeba oczywiście podstawę, jaką są szerokie możliwości śledzenia aktywności, a zakończymy na świetnej baterii oraz dodatkach, jak mapy offline, głośnik, czy mikrofon.
Wady
Ma też jednak pewne minusy, ale w zasadzie, to u jednego może on wystąpić, a u drugiego nie. Chodzi o to, że sylikonowy pasek w moim przypadku trochę podrażniał skórę, więc warto o tym pamiętać. Inna sprawa to mikropłatności w aplikacji – chyba mimo wszystko lepiej byłoby, gdyby zakup produktu oznaczał zakup jego wszystkich możliwości.
Mimo wielu zalet, trzeba też pamiętać o tym, że konkurencja w tej cenie jest… naprawdę duża, także z obozu tego samego producenta. Taniej kupimy bowiem dalej model Balance 2, który jest na kierunkowany bardziej na „styl”, a konkurencja zaoferuje chociażby OnePlus Watch 2(R), Xiaomi Watch S4. czy Huawei Watch GT 5 Active. Dlatego też polecam zaznajomić się z testami także innych modeli na naszej stronie, gdyby ten konkretny z jakiegoś powodu Wam nie przypadł go gustu.
Cya!
|
ZALETY
|
WADY
|
Ceny Amazfit Active Max
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.















