Z okazji 10 rocznicy mojej działalności na łamach gsmManiaKa przedstawiam wszystkie telefony, z których korzystałem prywatnie przez ostatnią dekadę w okresach między testami nowych smartfonów dla Twojego ulubionego serwisu technologicznego.
Spis treści
W 2015 roku zostałem redaktorem na gsmManiaKu, więc moja „kariera” w branży technologicznej trwa już 10 lat. W tym czasie przez moje ręce przewinęło się wiele niezwykłych telefonów, które miałem okazję dla Ciebie testować.
Nie będę jednak udawał, że w tym czasie nie miałem swoich prywatnych smartfonów, z których korzystałem poza okresami testowymi. Poza tym zawsze lubiłem mieć przy sobie swój główny telefon, który asystował mi w różnego rodzaju zadaniach. Przykładowo, już od wielu lat większość zdjęć sampli nie wykonuję już prawdziwym aparatem.
Nie będzie to historia dosłownie wszystkich moich telefonów, a tylko tych, które miałem jako redaktor gsmManiaKa. Liczę na to, że w komentarzach pod moim artykułem podzielisz się historią swoich smartfonów.
Pierwszy był LG G2 mini
Gdy trafiłem do gsmManiaKa, moim prywatnym telefonem był LG G2 mini. Pamiętam, że kupiłem go na niezbyt korzystne raty, co sporo mnie nauczyło. Wybierałem wtedy między nim a LG L9 II, LG L90 oraz Sony Xperia M2. Uznałem, że LG G2 mini to model najbardziej w moim stylu i przede wszystkim najbardziej przyszłościowy.
W tamtych czasach ceniłem sobie dostęp do baterii, a już wtedy producenci coraz rzadziej oferowali taką możliwość. Doceniłem też dość wąskie ramki wokół ekranu (jak na stan rynku sprzed dekady), wynikające z podobieństwa do LG G2. Można powidzieć, że ten miał wąskie ramki zanim to było modne.
O LG G2 mini napisałem już obszerny artykuł, więc nie będę się tutaj powtarzał.
Potem był Honor 4X
LG G2 mini w mojej kieszeni został zastąpiony przez model Honor 4X. To była naturalna przesiadka, wynikająca z odnowienia mojej umowy u operatora. Mojemu Tacie udało się wynegocjować naprawdę fajne warunki, z telefonem za symboliczną opłatą.
Honor 4X debiutował, gdy Honor był jeszcze pod skrzydłami Huawei. Przypominam, że w tamtym czasie chińska firma wypuściła na polski rynek Huawei P8 Lite, czyli najlepiej sprzedający się telefon w historii naszego kraju. Blisko 1,55 mln sprzedanych sztuk robi wrażenie nawet dziś.
Dlaczego wybrałem więc Honora 4X zamiast popularniejszego Huawei P8 Lite? Cóż, nigdy nie lubiłem rzeczy, które kupowali wszyscy. Poza tym Honor był dużo tańszy, a miał podobną specyfikację. Co prawda dwa razy mniej pamięci, ale za to znacznie lepszą baterię.
Poza tym Honor 4X także musiał mieć branie u polskich klientów, bo moje artykuły na jego temat zawsze czytały się zdecydowanie ponadprzeciętnie. Czy to opinia po kilku miesiącach, czy to wpis o aktualizacji do nowej wersji systemu, zawsze w komentarzach pojawiały się długie i piękne dyskusje.
Niestety, Honor 4X obecnie ledwie już zipie. Prawdziwą przeszkodą na drodze do jakiejkolwiek długowieczności okazała się pamięć. Na początku nie wyglądało to źle, ale po naturalnym spuchnięciu aplikacji trzeba było odinstalować wszystkie, by ten telefon jakkolwiek działał.
Taniego średniaka zmieniłem na taniego flagowca
Xiaomi Mi 6 to jedna z najlepszych definicji taniego i dobrego Xiaomi / fot. Damian Kucharski dla gsmManiaK.pl
Dużo lepiej w tej materii poradził sobie mój kolejny telefon. Zrobiłem prawdziwy krok milowy, bo przesiadłem się ze średniaka na flagowca. Był nim Xiaomi Mi 6, czyli telefon z czasów Xiaomi, które było dobre, bo tanie.
Sam w sobie Xiaomi Mi 6 nie przetrwał do dziś fizycznie. Oddałem mu mojemu Tacie, który korzystał z niego jak z pilota do telewizora dzięki czujnikowi podczerwieni. Pewnego razu telefon nieszczęśliwie upadł, co z czasem doprowadziło do dalszej degradacji obudowy i ostatecznego odpadnięcia plecków.
Nie zmienia to jednak tego, że Xiaomi Mi 6 w moich rękach świetnie działał długo po premierze. Pisałem o tym po kilku latach użytkowania. Myślę, że to właśnie generacja flagowców z procesorem Qualcomm Snapdragon 835 oraz pamięcią UFS zapoczątkowała telefony z Androidem działająca świetnie na długo po wyjęciu ich z pudełka.
Samsung Galaxy Note 9 był dla mnie telefonem kompletnym
Moja przygoda z tanim flagowcem Xiaomi trwała do połowy 2018 roku, kiedy to moim prywatnym telefonem stał się Samsung Galaxy Note 9. Przyczynił się do tego Darek Stefaniak, czyli CEO & założyciel TechManiaK.pl. Uznał on, że redaktor prowadzący gsmManiaK.pl powinien mieć telefon premium i trafiło właśnie na Samsunga.
Przyznam szczerze, że zawsze chciałem mieć najlepszego Samsunga, a już zwłaszcza z rodziny Note. Kiedyś prawie sprawiłem sobie niezapomnianego Samsunga Galaxy Note 4, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło.
Samsung Galaxy Note 9 był w dniu swojej premiery telefonem najbliższym perfekcji na całym rynku. Przy okazji był też dość nudny, gdyż nie wprowadzał żadnego nowego rozwiązania o przełomowym charakterze. Raczej był podsumowaniem tego, co Samsung do tamtej pory osiągnął.
Galaxy Note 9 przed długi czas trzymał świetną formę. Czasami biorę go do ręki, choćby by sprawdzić promocje w Samsung Members. Wiele rzeczy ciągle w nim gra: ekran nadal jest bajeczny, a rysik wspaniały. Niestety, bateria zdegradowała się kompletnie. Gdy telefon zacznie się choćby lekko grzać, procenty lecą szybciej niż mój kot po usłyszeniu dźwięku otwieranej szynki.
LG Velvet to moja najciekawsza przygoda z LG
LG Velvet i LG Dual Screen to był niezwykle ciekawy eksperyment / fot. Damian Kucharski dla gsmManiaK.pl
Następcą ostatniego prawdziwego Galaxy Note był LG Velvet. Przez jakiś czas korzystałem z tych dwóch telefonów równolegle. Velvet uzupełniał jednak wszystkie braki Galaxy Note 9, dokładając LG Dual Screen (i lepsze zaplecze muzyczne).
W tamtym czasie nie byłem zbytnio przekonany do składanych telefonów na ówczesnym etapie rozwoju. Dałem się więc przekonać LG, że dodatkowy, opcjonalny ekran to świetny pomysł na okres przejściowy.
OnePlus Nord 2 to początek mojej długiej przygody z OnePlus
OnePlus Nord 2 uświadomił mi, czego oczekuję od każdego mojego kolejnego telefonu / fot. Damian Kucharski dla gsmManiaK.pl
Następcą LG Velvet został OnePlus Nord 2. Ta przesiadka uświadomiła mi, że już nigdy więcej nie kupię sobie telefonu z wolnym ładowaniem. Pierwszy z modeli miał baterię mniejszą o 200 mAh, a mimo to ładował się niemal 4 razy dłużej!
Niemałe znaczenie miało też to, że LG Velvet miał tylko 6 GB RAM, a bateria zapewniała coraz słabsze osiągi. Właśnie dlatego postawiłem na Norda, który w tym wszystkim górował nad średniakiem LG.
To właśnie od przesiadki na OnePlus Nord 2 odkryłem, że czego chcę od każdego mojego kolejnego telefonu: wspomnianego wcześniej szybkiego ładowania, dużej pamięci operacyjnej, ekranu z podkręconym odświeżaniem, innej wersji kolorystycznej niż czarna i praktycznej nakładki systemowej.
Okazało się, że telefony OnePlus idealnie wpasowują się w moje oczekiwania. Dlatego też później przesiadłem się na OnePlus 11, a teraz moim prywatnym smartfonem jest OnePlus 13. Proces zmiany opisałem już w obszernym artykule na łamach gsmManiaKa, więc ponownie pozwolę sobie na odesłanie Cię do odpowiedniego artykułu:
Po dwóch latach wymieniłem telefon na mój nowy ideał. Nie musiałem, ale niczego nie żałuję
Chętnie poznam Twoją historię z telefonami, więc sekcja komentarzy jest do Twojej dyspozycji 🙂
Źródło: opracowanie własne
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.











