Garmin Forerunner 55 to mój prywatny smartfon smartwatch od ponad roku. Jako śmiesznie powolny biegacz-amator uważam, że nie ma sensu wydawać więcej. Dokładność GPSu, kapitalna bateria i cudowna prostota czynią z niego idealny wybór dla każdego.
Spis treści
Kiedy ponad rok temu zacząłem choć trochę bardziej poważnie podchodzić do biegowych treningów, Mi Band okazał się niewystarczający. Zachęcony ogólnymi opiniami sięgnąłem po Garmina Forerunner 55, czyli najtańszą możliwą propozycję w ofercie tego producenta. Rok później nie widzę powodu do przesiadki i rozumiem fenomen tego sprzętu. Czy nadal warto go kupić w 2025 roku?
Na początek kwestia ceny. Rok temu kupiłem Garmina Forerunner 55 za 599 złotych. Obecnie trzeba na niego wydać 549 złotych w oficjalnej dystrybucji. Pierwszą zaletą Garminów jest ich długowieczność – tu nie ma się co zestarzeć. Dlatego też warto szukać ich z drugiej ręki, gdzie egzemplarz w idealnym stanie i na gwarancji znajdziesz za 4 stówki.
Specyfikacja Garmin Forerunner 55:
- Ekran: MiP o przekątnej 1.04″ i rozdzielczości 208 na 208 pikseli.
- Bateria: 14 dni pracy (deklaracja producenta)
- Sensory: pulsometr, krokomierz, żyroskop, stres.
- Waga: 37g.
- GPS: jednozakresowy.
Design to czysta prostota i wytrzymałość
Nie zdziwiłbym się, gdyby dla kogoś Garmin Forerunner 55 w ogóle nie był smartwatchem. W końcu nie ma tu dotykowego ekranu, miliarda kolorowych funkcji, możliwości płatności zbliżeniowych, podłączenia słuchawek czy gier. To zegarek do biegania, który ma spelniać swoją funkcję bez żadnych udziwnień. I robi to perfekcyjnie.
Garmin Forerunner 55 / fot. Konrad Bartnik, gsmManiaK.pl
Front jest wypełniony przez ekran w… pewnym stopniu. Nie będę tu próbował dowodzić, że ramka otaczająca tarczę jest cienka, a przez to wyświetlacz jest dość niewielki. Mierzy tylko 1.04 przekątnej i nie posłuży do – chociażby – bycia spustem migawki aparatu po sparowaniu ze smartfonem. Nie jest też dotykowy, do czego wróce później.
Garmin Forerunner 55 / fot. Konrad Bartnik, gsmManiaK.pl
Na tylnym panelu plastikowej koperty mamy sensory chronione szłem, złącze ładowania (nie jest magnetyczne, to wtyczka – kabel znajdziesz w pudełku, trzyma się bardzo pewnie i po roku nic się tu nie obluzowało) oraz informacje o certyfikacjach.
Garmin Forerunner 55 / fot. Konrad Bartnik, gsmManiaK.pl
Jak przystało na zegarek, którego nie obsługuje się za pomocą dotyku, mamy tu kilka przycisków. Na lewym boku znajdują się trzy, podczas gdy prawa krawędź okupowana jest przez dwa. Po kolei mają następujące zastosowanie:
- Górny lewy – włączanie i wyłączanie podświetlenia.
- Środkowy lewy – dostęp do podsumowanai tygodnia, tętna, kroków, pogody i tak dalej.
- Dolny lewy – przesuwanie powyższej listy.
- Prawy górny – rozpoczęcie treningu.
- Prawy dolny – przycisk wstecz.
Pasek jest silikonowy i dosyć długi – ja zapinam go mniej więcej w połowie, a nadgarstek mam z tych szczuplejszych. Zakładam, że mało będzie użytkowników, którzy nie potrafiliby go dostosować do swoich wymiarów – niezależnie od płci. Po roku używania praktycznie codziennie nadal wygląda jak nówka.
Garmin Forerunner 55 / fot. Konrad Bartnik, gsmManiaK.pl
Na koniec tej części recenzji kilka słów na temat długotrwałego używania. Garmin Forerunner 55 po ponad roku wygląda dokładnie tak, jak po wyjęciu z pudełka. Ciorałem go na biegach w lesie, pływałem w nim, byłem na płażach i na drugim końcu świata na Bali. Nie ma na nim jednej rysy, a ekran jest nietknięty. To po prostu wzór solidności dla każdego konkurenta wykonanego z tworzywa sztucznego.
Garmin Forerunner 55 pokazał mi, że ekran dotykowy nie ma sensu
Kolejna kwestia to wyświetlacz. Jak już zdążyliśmy ustalić, nie jest dotykowy – jest za to mały. To panel o średnicy zaledwie 1.04″, co w 2025 roku wydaje się bardzo małym rozmiarem smartwatcha. I tak jest w rzeczywistości. Ekran MiP (Memory-in-Pixel) udowodnił mi jednak, że dotyk w zegarku jest potrzebny jak gwoździe w butach – rzadko.
Przy bieganiu, czy może podczas treningu generalnie, dotykowy ekran bardziej przeszkadza, niż pomaga. Przyciski sprawdzają się dużo lepiej – przełączenie pomiędzy tempem biegu, odległością, godziną, powiadomieniami jest bajecznie wygodne, bo wszystko można wymacać bez patrzenia.
Mój ulubiony panel przedstawia sam pomiar pulsu – idealne na długie wybiegania, gdzie mam trzymać się w konkretnej strefie, a nie gonić tempo. Prostota rzeczywiście jest szczytem wyrafinowania. Są miejsca, gdzie ekran dotykowy wygrywa o kilka długości. Są też takie, w których staromodne dla niektórych przyciski są nie do zastąpienia. Ktoś wymieni tu samochód – dla mnie to zegarek do biegania.
Jeżeli chodzi o samą technologię, to z czasem uczymy się ją doceniać. Czytelność w każdych warunkach oświetleniowych jest idealna. W jasnym słońcu widać wszystko, a po ciemku nie wypala oczu. Widać, że kolorystykę interfejsu zaprojektował ktoś, kto biegał o różnych porach dnia i nocy, a nie jego księgowy.
Bateria to absolutne arcydzieło
Nie będzie dla Ciebie zaskoczeniem, że Garmin Forerunner 55 ma dobrą baterię. Nikogo nie zdziwi też obietnica producenta, że przy przeciętnym użytkowaniu wytrzyma dwa tygodnie bez ładowania. Problem polega na tym, że w zasadzie nie wiadomo, co to znaczy. Dlaczego? Już tłumaczę.
Chodzi mi o to, że dla kogoś bieganie oznacza 5 treningów po ponad godzinie w tygodniu, a dla innego – 2 joggingi po 30 minut. W zalezności od częstości i długości czas pracy będzie mocno się różnić, bo przecież to połączenie z GPSem najmocniej drenuje baterię. Jak to wygląda u mnie?
Garmin Forerunner 55 / fot. Konrad Bartnik, gsmManiaK.pl
Ujmę to tak – po roku półtorej godziny biegania kosztuje mnie 7% poziomu naładowania – wynik kapitalny w tej półce cenowej. Nawet Huawei czegoś takiego nie potrafi, o Samsungu czy Apple. Osobiście ładuję go co około 20 dni, ale wszystko zależy od ilości treningu w tygodniu. Zwykle przy 3-4 biegach o długości 5-6 godzin łącznie osiągam taki czas pracy. Nikt mi nie wmówi, że to zły wynik w 2025 roku.
Ile zajmuje ładowanie? Z ręka na sercu powiem, że nie mam pojęcia. Na pewno więcej niż godzinę i na pewno mniej niż dwie. Przy podłączaniu go tak rzadko w ogóle nie zwraca się na to uwagi. Zauważę jedynie, że około 10 minut pod ładowarką pozwoli Ci odbyć cały trening – no chyba, że akurat biegniesz maraton.
Tak naprawdę Garmin Forerunner 55 to tani wstęp do planów treningowych
Zanim dojdę do dokładności pomiarów, chciałbym poświęcić osobną sekcję apliacji i tym, co z niej wynika. Garmin Connect nie jest najwygodniejszą, najładniejszą ani najszybszą aplikacją do sparowania smartwatcha. Niekoniecznie nazwałbym ją też intuicyjną. Przetestowałem w życiu grubo ponad setkę zegarków i mimo tego musiałem się do niej przyzwyczaić. Ma jednak jedną, poważną przewagę nad konkurencją.
Chodzi mi o plany treningowe. Do wyboru mamy trzy i każdy – niezależnie od poziomu zaawansowania – znajdzie tu coś dla siebie. Osobiście polecam Amy, ale to chyba nie będzie żadna niespodzianka. Tak naprawdę w jej wydaniu wolne wybiegania na początku potrafią zirytować. Jeżeli jednak utrzymamy konsekwentność i nie będziemy omijać treningów, szybko zrozumiemy, czemu służą. Dla mnie plany treningowe to wystarczający argument za tym, by kupić sobiew Garmina. A tak się składa, że Forerunner 55 jest tym najtańszym.
Dokładność pomiarów w bieganiu
Nie będe nikogo czarował, a już na pewno nie siebie, że planuję bić rekordy w maratonie. Biegam, bo lubię pizzę i kebaby, a tętno chcę trzymać pod kontrolą dlatego, że mam 31 lat i niespecjalnie lubię kontuzje. Fajnie jest mieć na nadgarstku coś z dokładmymi pomiarami i powiem Ci jedno – Garmin Forerunner 55 w tej cenie jest bezkonkurencyjny,
Jak już ustatliliśmy, natestowałem się smartwatchy w życiu. Znam też swój orgaznim i jestem w stanie ocenić, czy pomiar jest dokładny. Napiszę to z pełną odpowiedzialnością – zestaw sensorów mógłby zawstydzić 5-krotnie droższy smartwatch konkurencji. Garmin ściga się w zasadzie sam ze sobą i nie ma tu mowy o przekłamaniach przy żadnym pulsie.
Warto też wspomnieć o GPSie. Ponieważ w zasadzie zawsze biegam tą samą trasą, bardzo łatwo jest mi określić błąd pomiarowy. Na 10 kilometrach nie przekracza on 10 metrów. Dla porówanania Apple Watch SE 2025, którego testowałem kilka mieęcy temu, potrafił pomylić się na niej o prawie 100 metrów. Wnioski pozostawiam każdemu z osobna.
Czego mi tu brakuje?
Niczego. To subiektywne doznanie, ale przecież na tym polegają recenzje. Jestem jednak świadomy, że muszę też odnieść się do podobnie wycenionych urządzeń konkuerncji. I tu oczywiście wspomnieć muszę o braku dotykowego ekranu i płatności zbliżeniowych. Pewnie dla kogoś problemem będzie też nieobecność bezprzewodowego ładowania. Tak naprawdę żadna z tych cech nie ma znaczenia w kontekście zegarka do biegania.
Jest też proste rozwiązanie – zawsze można dopłacić do niego droższego modelu tego samego producenta. Przykładem nie będzie Garmin Forerunner 265, który ma już wszystko. Oczywiście są jeszcze Fenixy, ale ja tak naprawde nie potrafię sobie usprawiedliwić takiej kwoty. Przy samym bieganiu nie zyskałbym na tym nic, a cała reszta jest mi zbędna. Forerunner 55 jest dla amatora biegania tym, czym Xiaomi Band dla większości ludzi – tanim kompromisem.
Czy Garmin Forerunner 55 to najlepszy tani smartwatch do biegania?
Cóz – jeżeli dobrnąłeś do tego momentu mojej recenzji Garmina Forerunner, to znasz odpowiedź – moim zdaniem warto. Powiem więcej – nie ma lepszego zegarka do amatorskiego biegania za 549 złotych, który obecnie byłbym w stanie polecić Ci w Polsce. Zapewnia dokładność pomiarów lepszą od Apple Watcha, dowolnego Samsunga i Huawei, a kosztuje ułamek ich ceny.
Garmin Forerunner 55 / fot. Konrad Bartnik, gsmManiaK.pl
Ktoś może narzekać, że nie ma tu płatności zbliżeniowych, nie ma dotykowego ekranu, nie ma rozpraszaczy. Jeżeli komuś to przeszkadza, to znaczy że nie szuka zegarka do biegania, tylko telefonu na nadgarstku – tu nie o to chodzi. Garmin Forerunner 55 robi to, do czego został stworzony. I za to go uwielbiam.
Ceny Garmin Forerunner 55
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.












