Jest rok 2019, a swoją premierę właśnie zalicza Huawei P30 Pro, który był w tamtym czasie jednym z najlepszych — o ile nie najlepszym — fotosmartfonem na rynku. Huawei świętuje kolejne sukcesy, będąc o krok od fotela lidera rynku telefonów i wtedy otrzymuje cios, który zmieni jego historię na zawsze. Zostaje odcięty od usług Google. Pojawia się więc pytanie, co by było, gdyby się to nie stało?
Huawei obecnie, przynajmniej w kontekście rynku telefonów, jest cieniem samego siebie. Oczywiście, głównie tyczy się to zachodnich rynków. Brak oficjalnego wsparcia dla usług Google był ciosem, który zmienił historię tej marki. Przypomnijmy zatem model Huawei P30 Pro, ostatniego flagowca z pełnoprawnymi usługami Google. Przyjrzyjmy się, jak w tamtym czasie wyglądały możliwości tego producenta.
Huawei w 2018 i 2019 roku był na fali wznoszącej po premierach serii Huawei P20 i Mate 20
Cofnijmy się jednak nieco, do 2018 roku, kiedy to Huawei był na fali sukcesów, które odniosły jego poprzednie telefony. Przez połowę tamtego roku, był na drugim miejscu w kontekście producentów, którzy sprzedali najwięcej telefonów w danym okresie. Mowa o Q2 i Q3 2018 roku. Przed nim był tylko Samsung, natomiast za nim, wypadało Apple, z którym bardzo często prześcigał się o fotel vicelidera. Wspomniane modele w tamtym czasie bardzo mocno stawiały na możliwości fotograficzne.
Huawei P20 (Pro) to były pierwsze telefony, które oferowały „tryb nocny”, umożliwiający robienie jeszcze lepszych zdjęć w słabych warunkach oświetleniowych. Chiński gigant bowiem nie szedł drogą podobną do Google, gdzie prawie nie ma zmian w sprzętowej części zaplecza fotograficznego, lecz drogą rozwoju, gdzie rozwijano zarówno oprogramowanie, jak i sprzęt. Mate 20 Pro nie był w tym zakresie gorszy, oferując ten sam zestaw aparatów, z wyjątkiem obecności aparatu ultraszerokokątnego.
P20 Pro posiadał co prawda 3-aparaty na tyle, aczkolwiek jeden z nich służył tylko i wyłącznie do robienia czarnobiałych ujęć. To także było ciekawe podejście do zaoferowania „czegoś nowego”. Wspomnieć można też o współpracy z firmą Leica, czy obecności laserowego autofokusa, który nawet obecnie nie jest pewnikiem we flagowcach.
Huawei P30 Pro był świetny, a Mate 30 Pro mógł przypieczętować wyczekiwany fotel lidera rynku
Przeszedł więc rok 2019, w którym to wydano Huawei P30 Pro, który przez kolejne lata będzie uznawany za jeden z najlepszych, jak nie najlepszy fotosmartfon dostępny na rynku, także tym wtórnym. Stawiał na zestaw z Mate-a 20 Pro, lecz zamiast 3-krotnego zoomu optycznego, oferował aż 5-krotny. Prócz tego, ulepszono kamerkę selfie, a względem bezpośredniego poprzednika — także ładowanie, które przyśpieszyło do 40 W. To był „peak” telefonów Huawei, który mogliśmy obserwować.
Wyniki rynkowe? Wspominany przez wielu bardzo dobrze model zadebiutował końcem marca 2019 roku, więc popatrzmy, co się stało w Q2 i Q3 2019. W pierwszym z tych kwartałów przewaga nad trzecim Apple wyniosła 6 punktów procentowych i utrzymała się także w Q3. W drugim z nich z kolei odnotować warto zmniejszenie odległości do lidera, jakim był Samsung, do ledwie 3 punktów procentowych. Widać było, jak dobrze przyjmowały się kolejne telefony spod znaku tego chińskiego giganta. Na tej fali popłynięto jeszcze do Q2 2020, kiedy to Huawei dzielił fotel lidera z Samsungiem.
I to pomimo tego, co stało się jakiś czas wcześniej, czyli premiery Huawei Mate 30 Pro — pierwszego modelu tej marki bez usług Google. Była to bomba z opóźnionym zapłonem, która wybuchła dopiero w drugiej połowie 2020 roku, kiedy to oczywiście zaczęto zastępować oferowane na półkach sklepowych modele z GMS. Co do samego telefonu, znowu widzieliśmy ulepszenie zestawu aparatów, a także możliwości rejestrowania obrazu, ale też ładowania indukcyjnego.
Odcięcie od usług Google zmieniło wszystko… a do gdyby się to nie stało?
Jak już wspomniałem, odcięcie nastąpiło w takim momencie, że premiera Mate 30 Pro, która odbyła się we wrześniu 2019 roku, była już tym dotknięta. W Q4 2020 roku Huawei zanotowało taki spadem udziału w rynku, że wyniósł on zaledwie 8%, ustawiając tę markę za rosnącym Xiaomi, Oppo, czy na równi z vivo. „Upadek” był bardzo bolesny, ale też pozwala na zastanowienie się, co gdyby się to nie wydarzyło?
Jak wyglądałaby alternatywna rzeczywistość, w której Huawei nigdy nie jest odcięty od GMS? Zdecydowanie wydaje się, że lepiej, bo konkurencja to zawsze bardzo dobry czynnik, który wymaga od producentów innowacyjności oraz postępu. „Wyrzucając” gracza, który poważnie zagrażał Apple-owi oraz Samsungowi, moim zdaniem dało tym markom „oddech”, który jednak nie przełożył się na nic dobrego dla nas, czyli konsumentów. Opłacał się tylko im.
Bardzo chciałbym zobaczyć przyszłość, w której Huawei mógłby odzyskać oficjalny dostęp do GMS, bo wszyscy wiemy, że to nie jest tak, że jest on „odcięty na amen” od nich. Da się z takowych korzystać, jednak w nie tak wygodny sposób, jak natywnie.
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.










