vivo X300 testowałem przez 2 tygodnie i już wiem, czy to najlepszy mały telefon w Polsce. Sprawdziłem jego aparat, baterię i możliwości gamingowe. Czy warto go kupić w Polsce za 4699 złotych, a może konkurencja ma coś lepszego?
Spis treści
Po testach vivo X300 Pro przyszedł czas na rozprawienie się z jego mniejszym bratem. vivo X300 spędził w mojej kieszeni bite dwa tygodnie i przez ten czas miałem okazję dogłębnie się z nim zapoznać. Przyznam szczerze, że zaczynam rozumieć szał na małe smartfony.
Dla porządku zaznaczę, że vivo X300 testowałem w wersji 16/512 GB, która w Polsce kosztuje 4699 złotych. Póki co telefon jest dostępny tylko w Media Expert.
Specyfikacja vivo X300:
- Ekran: 6.31 cala AMOLED LTPO z odświeżaniem 120 Hz i jasnością do 4500 nitów (wartość producenta).
- Procesor: MediaTek Dimensity 9500 (3nm), gwarancja płynnej pracy przez 5 lat.
- Pamięć i RAM: 16 GB RAM i 512 GB na dane (UFS 4.1).
- Aparat główny: 200 MP z OIS.
- Szeroki kąt: 50 MP, PDAF, pole widzenia 119°.
- Teleobiektyw: 50 MP z PDAF i OIS, 3-krotny zoom.
- Waga: 190g.
- Bateria i ładowanie: 5360 mAh, 90W ładowanie po kablu, 40W bezprzewodowe, 5 lat gwarancji żywotności baterii.
- Długość aktualizacji: 5 aktualizacji Androida.
To jeden z najwygodniejszych telefonów, jakie testowałem
To, że małe telefony są wygodniejsze to trywializm i nikogo nie trzeba o tym przekonywać. Kilka lat temu porzuciliśmy je ze względu na pogoń za większą powierzchnią roboczą. Obecnie – za sprawą chińskich producentów – zaliczają renesans. Jednocześnie dzięki większym bateriom krzemowo-węglowym nie wiążą się już z kompromisem w czasie pracy. Ba, czasami wygrywają. I takim przykładem jest właśnie vivo X300.
Na co dzień korzystam z wielkiego i ciężkiego smartfona o składanej konstrukcji. Przesiadka na ważącego 190g vivo i możliwość obsługiwania go jedną dłonią to wygoda, o której zdążyłem już zapomnieć. Dzięki niemu zdałem sobie też sprawę, że tak dużo przestrzeni czasami bardziej przeszkadza niż pomaga. Miło też jest prawie zapomnieć, że podczas biegania mam cokolwiek w kieszeni.
Trochę zdziwiło mnie, że na lewym boku nie znalazłem przycisku do wyciszania (lub włączania latarki podwójnym wciśnięciem – skądinąd moje ulubione zastosowanie). Na prawym mamy z kolei bardzo solidnie osadzone przyciski głośności i zasilania. Podobnie jak vivo X300 Pro mają bardzo satysfakcjonujący klik i czuć, że mamy do czynienia z flagowcem z prawdziwego zdarzenia. Tutaj też przyczepię się dokładnie do tego samego błędu designerskiego, czyli napisów. Naprawdę nie dało się ich zrobić ciemniejszą czcionką?
vivo X300 / fot. Konrad Bartnik, gsmManiaK.pl
Mimo tego, że vivo X300 ma teoretycznie bardzo dobry aparat z pokaźnymi matrycami, to wyspa jest zdecydowanie mniejsza od modelu Pro. Nie chodzi mi nawet o jej fizyczne rozmiary, bo to oczywiste, ale o stosunek wypełnienia tylnego panelu. Telefon położony na stole nie kołysze się boki, co zawsze zaliczam na plus.
Jeżeli miałbym znaleźć jedną oszczędność, którą producent poczynił w stosunku do wersji Pro, to bez dwóch zdań byłyby nią głośniki. Nie to, że w wersji Pro były jakieś wybitne, ale tu są wyraźnie słabsze. Telefon w zestawieniu z iPhonem 17 czy Xiaomi 15 gra wyraźnie słabiej, brakuje namiastki basu, a przy maksymalnej głośności robi się niewyraźnie.
Na koniec tej części recenzji jak zwykle powiem nieco o wibracjach. Tutaj vivo X300 zalicza odkupienie, bo haptyka jest dokładnie tak samo dobra, co w wariancie Pro. Warto o tym wspomnieć, ponieważ lekkie i małe smartfony rzadko dostarczają w tej kwestii. iPhone 17 jest bez szans, a vivo prawie udało się dorównać Xiaomi.
Wybitny ekran z cienkimi ramkami, a skaner jest cudowny
W swojej recenzji vivo X300 Pro rozpływałem się nad jego ekranem, a mniejszy wariant daje mi dokładnie tyle samo powodów do zachwytu. W zasadzie mógłbym przekleić tutaj fragment tamtego artykułu i wszystko byłoby na miejscu. Na początek nieco technikaliów – vivo X300 jest wyposażony w panel AMOLED LTPO o rozdzielczości 1.5K. Oznacza to, że przy statycznych treściach jest w stanie zejść do 1 Hz i mocno wydłużyć czas pracy, ale o tym powiemy sobie nieco później.
Podobnie wypowiem się o kolorach. Widać tu inspirację w kalibracji rodem z Apple, choć vivo podkreśla, że odpowiadają za to specjaliści ZEISSa. Widać więc, że współpraca rozszerzona jest poza zaplecze fotograficzne. Mnie takie podejście całkiem się podoba, a kolorystyka jest znacznie bliższa naturalnej.
vivo X300 / fot. Konrad Bartnik, gsmManiaK.pl
Producent w vivo X300 zastosował ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych, którym jestem szczerze zachwycony. To samo pisałem zresztą na temat wersji Pro i będę musiał się powtórzyć – jest idealnie. Przez całe dwa tygodnie nawet razu nie zdarzyło mi się ponownie skorzystać ze skanera w celu odblokowania. Jest też rozpoznawanie twarzy, ale przy tak szybkim czytniku w ogóle nie czułem potrzeby korzystania z czegoś takiego.
Na koniec tej części pozwolę sobie zwrócić na coś uwagę. Tym czymś jest czułość panelu przy ekranie pokrytym kroplami deszczu. Podczas testów Pro ze względu na pogodę nie byłem w stanie tego sprawdzić, teraz listopadowa aura dała mi aż nadto okazji. Jestem pewien, że da się to naprawić aktualizacją, ale obecnie vivo wypada tu znacznie poniżej OnePlusa czy Xiaomi.
W przeciwieństwie do Pro, vivo X300 ma naprawdę świetną baterię
Wewnątrz vivo X300 znajdziemy baterię o pojemności 5360 mAh. To o 80 mAh mniej od wyposażonego w zdecydowanie większy ekran Pro i 600 mAh mniej od vivo X300 w wersji chińskiej. W poprzedniej recenzji większego modelu narzekałem na te cięcia, bo czas pracy faktycznie na tym ucierpiał. Tu ze względu na podobne ogniwo i znacznie mniejszy ekran jest lepiej. Dużo lepiej. Co nie zmienia faktu, że mogłoby być doskonale.
Na początek zaznaczę, że nie zdarzył mi się nawet jeden dzień, podczas którego vivo X300 rozładowałby mi się przed wieczorem. 8 godzin SoT jest tu spokojnie do osiągnięcia, czasami widywałem nawet 9 godzin na ekranie. To bardzo dobre wyniki, ale – powtórzę się – mogłoby być jeszcze lepiej.
vivo X300 / fot. Konrad Bartnik, gsmManiaK.pl
Co najbardziej drenuje baterię? Granie, rzecz jasna. To żadna niespodzianka w przypadku kompaktowego telefonu, w którym nie ma miejsca na wielki układ chłodzenia, ale o tym za moment. Pochwalę za to fakt, że po premierowej aktualizacji przestałem zauważać spadki energii przez noc. Teraz są praktycznie niezauważalne.
Na zakończenie wypadałoby napisać co nieco o szybkości ładowania. Przy użyciu 120W ładowarki Xiaomi vivo X300 do pełna naładował się w 38 minut. To niemal dokładnie taki sam wynik, co w przypadku vivo X300 Pro i nic w tym dziwnego, skoro pojemność jest tożsama. Oczywiście ładowarki nie uświadczysz w pudełku – choć była dodawana w zestawie na start sprzedaży w Polsce.
W vivo X300 throttling zniknął, a mimo tego trudno go zagotować
Od strony wydajności vivo X300 jest w zasadzie tym samy telefonem, co vivo X300 Pro. Choć nie jestem w stanie wyrazić jego liczbami, bo nigdzie ich nie znalazłem, to ma mniejszy układ chłodzenia. Reszta jest bliźniacza – MediaTek Dimensity 9500, 16 GB RAM i UFS 4.1 pozwalają śmigać mu na najwyższym możliwym poziomie. Jak działa to na co dzień?
vivo X300 / fot. Konrad Bartnik, gsmManiaK.pl
Mimo tej samej specyfikacji, widzę tu dwie główne różnice. Pierwsza jest taka, że po aktualizacjach throttling procesora w zasadzie zniknął. Druga – że smartfon nie jest już tak przyjemnie chłodny, co wersja Pro. Ma to oczywiście związek z rozmiarami i do tego – nie zrozum mnie źle. iPhone 17 potrafi zagrzać się dużo mocniej, co nikogo nie dziwi, bo tam w ogóle nie ma chłodzenia.
Czy na vivo X300 da się grać? Jeżeli tylko nie uważasz, że 6.3 cala to trochę za mało do wygodnej rozgrywki, to ja nie widzę przeciwwskazań. Ja grałem na nim przez bite dwa tygodnie i generalnie rzecz biorąc, to nie zauważyłem żadnych problemów. Wspomnę też o gwarancji płynnej pracy przez 5 lat, której producent udziela na ten smartfon. Ciekawi mnie, w jaki sposób użytkownik będzie w stanie ją wyegzekwować, ale to pokaże czas.
Na koniec pozwolę sobie pochwalić mniejszy bloatware. O tym też pisałem przy okazji vivo X300 Pro i ponownie jestem zmuszony się powtórzyć. Naliczyłem ich łącznie 7 i to co najmniej o połowę mniej w stosunku do ostatniej okazji, kiedy testowałem vivo przez serią X300. Protesty przeciwko niektórym działaniom producentów po prostu działają i trzeba je kontynuować.
Fotograficznie nie mam się do czego przyczepić
vivo X300 nie jest może takim fotograficznym dzikiem co model Pro, ale w swoim skromnych rozmiarów ciele i tak skrywa matryce, których nie powstydziłby się niejeden większy flagowiec. Od strony sprzętowej wygląda to następująco:
- Aparat główny to Samsung ISOCELL HPB o rozdzielczości 200 MP z obiektywem z OIS.
- Szeroki kąt to ISOCELL JN1 o rozdzielczości 50 MP, oferujący pole widzenia 119 stopni.
- Za teleobiektyw 3x odpowiada 50 MP matryca Sony IMX602 z obiektywem z OIS.
vivo X300 / fot. Konrad Bartnik, gsmManiaK.pl
Podobnie jak wersją Pro, vivo X300 to świetny telefon do mobilnej fotografii. Mamy tu do czynienia z przejrzystą i wygodną aplikacją aparatu, w której najważniejsze tryby są wygodnie wyciągnięte na wierzch. Sęk w tym, że poza przeskakiwaniem pomiędzy szerokim kątem, teleobiektywem i głównym aparatem w zasadzie nie miałem potrzeby korzystania z czegokolwiek innego. Tryb automatyczny jest tak dobry, że poza portretem nie ma sensu sięgać po inne.
Zdjęcia za dnia z vivo X300
Nie będzie chyba dla nikogo zaskoczeniem, że vivo X300 za dnia robi kapitalne zdjęcia. 12 MP zrobione z 200 MP matrycy głównej działa cuda i – co za zaskoczenie – muszę się powtórzyć. Tym smarfonem aż chce się robić zdjęcia, a przez mniejsze rozmiary i wygodę obsługi jedną dłonią wyciągałem go z kieszeni jeszcze częściej. Podobają mi się naturalne kolory, podoba ilość detali, a poprawić da się co najwyżej szeroki kąt.
Zdjęcia nocne i przy słabym świetle
W nocy i przy słabym świetle też nie mam się specjalnie do czego przyczepić. Zwróć uwagę na zdjęcia w mglisty wieczór, który stanowi chyba najbardziej wymagające warunki dla mobilnego aparatu, jakie można sobie wyobrazić w mieście. Mimo tego efekt halo praktycznie nie występuje. Bardzo podoba mi się to, co vivo X300 jest w stanie zrobić przy użyciu potrójnego zoomu optycznego. Moim zdaniem obecnie nie ma lepszego teleobkiektywu we flagowej półce, co u vivo.
Czy vivo X300 ma jakieś wady?
Cóż, nie ma róży bez kolców, ale przy używaniu vivo X300 nie miałem okazji skaleczyć się żadną poważną wadą. Jest jednak parę niedociągnięć, które przydałoby się poprawić przy okazji kolejnego modelu. Moim zdaniem najłatwiej ponarzekać na głośniki, które nie dowożą we flagowej półce cenowej. Znam co najmniej kilka telefonów o podobnych rozmiarach, które grają dużo lepiej.
Przy okazji właściwie każdego chińskiego flagowca jak bumerang wraca temat bloatware, czyli aplikacji instalowanych na start. W vivo X300 jest ich zaledwie kilka, ale na pewno nie mogę powiedzieć, że nie ma ich wcale. W ogóle nie da się nie zauważyć, że system jest dość mocno inspirowany przez iOS. Moim zdaniem jednak Liquid Glass w chińskim wydaniu jest ładniejszy od tego, co wymyślili w Cupertino. Co wcale nie znaczy, że jestem jego szczególnym fanem.
Na koniec jeszcze jedna mała uwaga, która dotyczy korzystania z ekranu podczas deszczu. Nie jestem pewien, czy da się to wyeliminować aktualizacją, czy nie, ale czułość wyświetlacza pozostawia wtedy wiele do życzenia. Reakcje na dotyk są wtedy tak przypadkowe, jak już dawno nie widziałem.
Czy warto kupić vivo X300 za 4699 złotych?
Jeżeli dotarłeś do tego momentu mojego testu vivo X300, to pewnie wiesz, że uważam go za bardzo udany smartfon. Poza kilkoma wadami wymienionymi powyżej korzystało mi się z niego bardzo przyjemnie. Mogę polecić go każdemu, kto szuka małego smartfona do grania, fotografowania czy z dobrą baterią. Problemem jest tylko cena na poziomie 4699 złotych, bo konkurencja nie śpi.
- Xiaomi 15 to bardzo podobny telefon do vivo X300. Ma nieco słabszy aparat, ale dobrą baterię, podobny poziom blotware i równie udaną haptykę. Kosztuje około 3000 złotych.
- Jest też Samsung Galaxy S25, który przegrywa z vivo na dosłownie każdym polu, ale za to da się go kupić za 2700 złotych.
- Od Apple można liczyć na iPhone’a 17. Ten ma gorszy aparat, gorszą baterię, wolniejsze ładowanie, ale i tak jest najlepszym „podstawowyn” iPhonem w historii. No i kosztuje 3999 złotych.
- Możesz też poszukać kompaktowej alternatywy u tego samego producenta. Mam tu na myśli vivo X200 FE, który staniał już do 3299 złotych i znacznie mniej w promocjach.
vivo X300 / fot. Konrad Bartnik, gsmManiaK.pl
Moim zdaniem za około 3500 złotych ten smartfon za kilka miesięcy będzie kapitalną alternatywą dla kolejnej generacji flagowców, która ma podobno być znacznie droższa od obecnej. To po prostu bardzo dobry telefon, któremu bardzo mało brakuje do ideału.
- Aparat9
- Bateria9
- Ekran9
- Jakość10
- Wydajność w grach8
|
ZALETY
|
WADY
|
Ceny vivo X300
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.









