Idea smartfona zawijanego na nadgarstek nie jest niczym nowym. Kto pamięta Nokię Morph, czyli – wtedy – najbardziej odjechaną wizję telefonu w historii, ten wie, o czym mówię. Teraz Motorola ma faktyczny patent, jak to zrobić. Choć uważam, że będzie to sztuka dla sztuki, to trudno jest mi nie kibicować tak imponującym projektom. Wszystko, by technologia znowu przywoływała uśmiech na twarz.
- Motorola opatentowała unikalne urządzenie, które pełni funkcję smartwatcha, a po zdjęciu z nadgarstka rozkłada się w pełnoprawny smartfon.
- Konstrukcja bazuje na elastycznym ekranie oraz obrotowym pasku magnetycznym, budząc bezpośrednie skojarzenia z kultową koncepcją Nokia Morph.
- Interfejs urządzenia automatycznie dostosowuje układ treści w zależności od tego, czy nosimy je na ręce, czy używamy w formie płaskiego ekranu.
Smartfony są nudne – to nie jest w żaden sposób kontrowersyjna teza. Mało który producent stara się wprowadzić coś nowego, a ci, którzy naprawdę próbują, dostają po tyłku wynikami sprzedaży i szybko muszą wycofać się do nudy. Dlatego przyjemnie jest patrzeć na takie pomysły, jak patent telefonu Motoroli, który będziemy nosić na ndagarstku.
Motorola ma smartfon jak Nokia Morph, zakochałem się od pierwszego renderu
xleaks7 na Twitterze podzielił się patentem Motoroli, który przedstawia składany lub nawet zwijany smartfon. Idea jest taka, że będzie go można założyć na nadgarstek i nosić jak zwykły smartwatch. Zauważ, że smartfon jest zwijany podwójnie, dlatego mam poważne obawy co do jego praktyczności. Dlaczego? Ano dlatego, że ludzkość nie wprowadziła jeszcze elastycznych baterii do szerokiej produkcji – o ile tego typu rozwiązanie kiedykolwiek będzie na tyle bezpieczne, by to zrobić. Kilka małych ogniw? To z całą pewnością jest jakieś rozwiązanie.
Czy to się sprzeda? Pewnie tak, bo patrząc na kolosalny sukces Huawei Pura X w Chinach, użytkownicy są złaknieni nowości. Czy na siebie zarobi? Na pewno nie. Trzeba jednak próbować, bo koncepcja smartfona, jakiego znamy, ma już dobre 25 lat. Czas na coś nowego.
To najciekawszy telefon, jaki widziałem w 2026 roku
Nie zmienia to faktu, że w takiej Motoroli jestem zakochany po uszy. W czasach, w których iPhone 18 będzie dokładnie jak iPhone 17, a Samsung Galaxy S27 niczym nie odróżni się od Galaxy S26, a jakakolwiek innowacja dzieje się tylko w Chinach, przyjemnie patrzeć na tego typu próby. I to nawet wtedy, jeżeli osobiście szanse na oficjalną premierę takiego modelu oceniam jak 1 do 99.
Jest jeszcze kwestia wytrzymałości. Trudno oczekiwać, żeby tego typu konstrukcja nadawała sięnawet do biegania. Poza tym wątpię, by w tak małej obudowie znalazło się miejsce choćby dla podstawowych sensorów. Sęk w tym, że trzeba próbować. Pierwsza generacja niemal na pewno będzie diabelnie droga i diabelnie wadliwa. I za to kocha się takie próby, bo podejmują je wizjonerzy w pogiętych okularach i szalonym błyskiem w oku, a nie księgowi z hemoroidami od siedzenia przed tabelkami w Excelu.
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.







