, ASUS

Wygraj 2 smartfony na Walentynki: jeden dla siebie, drugi dla ukochanej osoby (wyniki konkursu)

konkurs-asus-24h

Te artykuły także cię zainteresują:

Popularne produkty:

Komentarze: 410

UWAGA: Komentarze nie na temat, personalne, obraźliwe będą kasowane.
Nie karmić trolli - do frustracji i zagłodzenia trolla doprowadzisz nie reagując na jego komentarze.
  1. Gabriela, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Kiedyś spotkałam się z moim chłopakiem i pojechaliśmy na miasto. Miał on ważną sprawę do załatwienia więc wziął samochód i pojechał a ja miałam czekać na niego w parku. Pomyślałam sobie ze nie będę na niego bezczynnie czekać i pójdę do galerii, a później poinformuję go telefonicznie gdzie jestem. Niestety kiedy już byłam na miejscu okazało się że mam rozładowany telefon! Wróciłam do parku i czekałam na niego godzinę ale uznałam że skoro nie ma go tak długo to znaczy, że był tutaj zobaczył, że mnie nie ma i pojechał mnie szukac. Nie mogłam też poprosić nikogo o telefon bo nie znałam jego numeru. Poszłam 40 minut na przystanek i okazało się że najbliższy bus mam dopiero za 2h!! Niestety mieszkam daleko od miasta więc spacer nie wchodził w grę bo to kwestia 15km (to znaczy mieszkam na pobliskiej wsi obok tego miasta). Kiedy wróciłam do domu chłopak powiedział mi, że przyjechał do parku a mnie tam nie było, a że miał rozładowany telefon(!!!) to pojechał do domu zadzwonić do mnie z innego no i oczywiście się nie dodzwonił. A i jeszcze mówił że kiedy nie widział mnie w parku to pojechał do galerii bo pomyślał że tam będę ale mnie nie znalazł więc wyszło na to że się ominelismy bo ja wtedy wróciłam do parku

  2. Katarzyna, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Ballada o miłości

    Wychodzę z domu,
    telefon w kieszeni.
    Dzisiaj mam randkę,
    nic tego nie zmieni!

    Zbiegam po schodach,
    co drugi stopień,
    skokami w dół,
    „Czekaj, mój Chłopie”.

    Powiedział:
    „Bądź tam, gdzie zwykle bywamy”.
    Ja przytaknęłam,
    bo świetnie się znamy!

    Więc biegnę w te pędy,
    o szóstej spotkanie.
    Mijam przecznicę,
    szpital, przystanek.

    Biegnę i biegnę,
    by sie nie spóźnić.
    Wbiegłam do baru.
    Ufff… Czas się rozluźnić.

    Zerkam nieznacznie
    w lustro na ścianie.
    Padnie z wrażenia,
    kiedy w drzwiach stanie…

    Szukam stolika –
    o! ten jest wolny.
    Tutaj nie będzie
    nikt nam namolny.

    Mija 5 minut,
    nie ma Miłego.
    10 też mija…
    „No patrzaj jego!”.

    Spóźni się, myślę,
    zamawiam drina.
    Biorę telefon.
    Zrzedła mi mina…

    2% tylko
    zostało baterii,
    A mi już coraz
    bliżej histerii!

    Wybieram numer,
    modlę się w duchu:
    „nie padnij baterio!”…
    Cisza w mym uchu…

    I nagle: „Biiip bip”,
    bateria umarła.
    Mało mi brakło
    i na głos bym się darła!

    Myślę:
    a może on już jest w drodze:
    korek go złapał,
    albo skurcz w nodze!

    Więc czekam cierpliwie,
    bo pewnie się zjawi…
    Godzinę czekałam.
    „Dziad się mną zabawił!”

    Więc biegnę w te pędy,
    bo olał to spotkanie.
    Mijam przecznicę,
    szpital, przystanek.

    Stanęłam pod oknem,
    drę się wniebogłosy.
    Pokąsam nieszczęśnika,
    jak śmiertelne osy!

    Otworzył okno,
    i krzyknął z przekonaniem:
    „To telefonów już nie ma,
    by odwołać spotkanie?”.

    „Ty nie przyjechałeś!
    Ty chamie i dziadu!
    Czekałam w barze!
    Ciebie ani śladu!”

    „Czekałem na Ciebie
    tam, gdzie zwykle bywamy”
    „No tak, w tym barze.
    Przecież tam pijamy!”

    „Mówiłem o tym parku,
    gdzie się poznaliśmy”.
    „I ty mi tego,
    nie mogłeś uściślić?”.

    „Pewnie uściśliłbym.
    Wszystko byś wiedziała,
    gdybyś tylko telefon
    częściej ładowała…”

    Morał z tego prosty:
    ładuj już od ranka.
    A jak nie ładujesz,
    zabierz powerbanka.

  3. danmiko, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Rozładowany telefon?

    I owszem! To była sytuacja ze… szpilkami w tle! 😉

    Czy to szpilki, czy nie szpilki, wszyscy o tym dobrze wiecie,
    Że Teściowa-„dobra dusza” żyje sobie gdzieś na świecie…
    Jak więc często, gęsto bywa poszliśmy raz na wesele,
    Poprawiny, choć kac ciążył odbywały się w niedzielę…
    Przynieś szpilki, co są w szafce, tak teściowa ładnie prosi,
    Więc, choć słaby, zięć przemyślnie już pudełko oto nosi!
    Z Ukochaną konsultacje w takiej chwili…. pożądane,
    Pech chciał – „cudo” telefonowi miała rozładowane!
    Spontanicznie, sobie myślę, w dychę szpilki sam wybiorę,
    Jak się potem okazało, myśl… nie była jednak w porę!
    Łebki małe, czubki ostre, z dumą misja rozwiązana,
    Więc nagroda, tak myślałem, niekoniecznie z imć szampana!
    Jakież było me zdziwienie, gdy purpurę zobaczyłem,
    Że podobno z mej „Mamuśki” kpić się nawet odważyłem!
    No tak, zamiast butków, przypinkami zabłysnąłem…
    Tak po sutej big imprezie okazałem się… matołem. 😀

    A efekt powyższego? Na kilka dni mieliśmy wyskoczyć w Bieszczady, Teściowa dzieciakiem zaopiekować się miała… Czy została? A skąd, cały rok nie zostawała! 😉

  4. Gosiapanda, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Planowany powrót do Polski pociągiem przez Wiedeń miał przebiegać, jak zwykle bez problemu. Miał… Pamiętacie moment, w którym ponownie zaczęto sprawdzać granice? No właśnie. Nieświadomi tego, że zejdzie nam się o 3h dłużej wybraliśmy kiepską porę. Po kilku godzinach jazdy zorientowaliśmy się, że nie zdążymy na przesiadkę. Jednak myśląc, że w pociągu podładujemy telefony, wcześniej spokojnie surfowaliśmy po internecie. Próby znalezienia innego połączenia pokazały, że zamiast jechać max 8h, możemy jechać 15 lub pozostać na wiedeńskim dworcu. okazało się, że to jedno z najgorętszych miejsc, nawet zimą. W t-shirtach zasiedliśmy w pobliżu jednej z restauracji (zamkniętej, bo już po 23), ochrona kazała nam odejść, bo…przeszkadzamy. Głodni, bo przecież „zjemy, jak dojedziemy”, a tam na dworcu wszystko zamknięte. Postanowiliśmy z dziesięcioma torbami szukać kontaktu, aby podładować telefony i dać wszystkim znać, że nie dotrzemy do kraju. No i poraz kolejny przekonaliśmy się, że to problem. Jedyne miejsce, w którym mogliśmy to zrobić to…łazienka, każde z nas w swojej, ukrywając, że „kradniemy prąd” przy umywalkach. Przez tę godzinę porozumiewaliśmy się wiadomościami na komunikatorze… Jak już naładowaliśmy sprzęt (nie pierwszej młodości), trzeba było oszczędzać baterie – zakaz korzystania, chyba że w nagłym przypadku. W tym czasie, czyli czekając do 6 rano na otwarcie sklepu z kanapkami i nasz pociąg prowadziliśmy rozmowy wszelkiej treści, zapoznaliśmy się z tamtejszą ochroną oraz miejscowym zbieraczem plastiku, jak również kilkoma migrantami, nie mówiącymi w żadnym znanym nam języku. Telefon, z dobrą baterią to czasem skarb, który docenia się w takich sytuacjach. My nie mieliśmy tego szczęścia 😉 Może tym razem nam dopisze, bo telefony mamy nadal te same.

  5. Ad.Sob, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Konkurs jest przeznaczony dla osób pełnoletnich w związku z tym mam nadzieję, że nie będzie „cenzury”!
    (w dzisiejszych czasach nigdy nie wiadomo – w końcu rewolucja seksualna z lat 70-tych nieco Polskę ominęła, i teraz mamy gdzieniegdzie taki mały tzw.”ciemnogród” !).
    Walentynkowego Najlepszego! – czyli NASZ sposób a właściwie to nawet takie nasze małe motto na tzw.”ciche dni” (nie koniecznie ciche noce!) a motto brzmi:Nie musisz się do mnie odzywać, byle potem było małe co nie co czyli fiku miku, bzyku bzyku, bara bara – nie koniecznie do białego rana !.
    Co ma do tego telefon/smartfon ?, ano ma !, ponieważ lubimy różne eksperymenty i jak to się mówi lubimy „iść za duchem czasu !”
    to postanowiliśmy do naszych „erotycznych zabaw” wprowadzić trochę nowych technologi w postaci smartfona tak na próbę, co z tego wyjdzie ?.
    Pewnego razu w czasie godzenia się z techniką w tle po tzw.”cichym dniu !” było oczywiście miło, ale „się skończyło !”
    – bo w pewnym i to tym najlepszym momencie przy”łyżeczce” siadła bateria !- ładowarka była za daleko !, a power banków jeszcze niee byłooo !!!.
    Od tamtego czasu, a właściwie od czasu kiedy na rynku pojawiły się w sprzedaży power banki nasze nowe rodzinne motto brzmi:
    Powerbank miej zawsze przy sobie, bo nigdy nie wiadomo kiedy przyjdzie nam ochota na godzenie się lub „małe co nie co” z telefonem/smartfonem w tle !.
    *Zdjęcie zostało zniekształcone przeze mnie.

  6. Benjamin, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Historia z życia wzięta. Spokojny spacer z dziewczyna i pieskiem po lesie. Piękne widoki na pozostałości po bobrach. Dzika sarna i szalony pościg za nią mojego psa. Rozdzielenie się w poszukiwaniu psa nie poszło tak dobrze jak myśleliśmy, ponieważ szukaliśmy się wszyscy prawie 2h. Telefon może nie był rozladowany ale zostawienie go w domu nie był dobrym pomysłem, więc czasami jednak warto brać telefon na spacer 🙂

  7. mefey, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Moja bateria często lubi robić mi niespodzianki. Czasem wychodząc z domu mam świadomość, że nie wrócę z „żywym” telefonem. Jednak jeden dzień, w którym rozładował mi się telefon zapadł mi na długo w pamięci. Jakiś czas temu wyszliśmy ze znajomymi na dwór, pojeździć na rowerze. Postawiliśmy sobie cel, przejechać 30 km w ustalony czas. Oczywiście problemem były warunki atmosferyczne – śnieg. Kiedy moi przyjaciele jechali za mną, ktoś krzyknął, żeby zobaczyć ile kilometrów przejechaliśmy. Zatrzymuję rower, włączam aplikację i z zadowoleniem odkrzykuje, że jeszcze 10km i osiągniemy swój cel. Jednak nikt mi nie odpowiedział, a mój telefon wydał z siebie odgłos, który był mi dobrze znany – rozładowany. Moja pierwsza myśl to to, że robią sobie ze mnie żarty. Rozglądam sie wokół siebie, ale w głowie została świadomość, że nie wytrzymaliby ze śmiechu, bo było ich za dużo, żeby zachować głuchą ciszę. Wtedy w mojej głowie ukazał się niepokój, ale pocieszała mnie myśl, że znam trasę rowerową na tyle dobrze, że wrócę do domu bez problemu. Zbliżała się noc, warunki się pogorszyły, więc rodzice przywitali mnie dopiero późnym wieczorem. Podłączam telefon, mając w głowie wytłumaczenie dla całej grupy znajomych, ale ku mojemu zdziwieniu w moich powiadomieniach nie było żadnego od owych przyjaciół. Dzwonię więc do kumpli na utworzonej wcześniej konwersacji, lecz szokiem dla mnie było zwykłe „siema, co tam? zakwasy są?”. Pytam z zaciekawieniem gdzie oni się podziewali, a ich reakcje pamiętam do dziś. Nawet nie zauważyli mojej nieobecności:)
    Nowy telefon otworzyłby nowe możliwości, usunąłby fobie rozładowanego telefonu, a drugi przydałaby się mojej mamie, która ostatnio swój zepsuła. Pozdrawiam:)

  8. GregOrio, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Kiedyś umówiony byłem na randkę ze swoją dziewczyną a, że mieszkaliśmy w dwóch różnych miastach musiałem do niej dojechać busem z przesiadką na pociąg. Niestety w trakcie jazdy busem natrafiliśmy na wypadek i utknęliśmy w korku. Nie było wiadomo ile to potrwa. Niestety trwało to wystarczająco długo aby padł mi telefon zanim zdążyłem poinformować dziewczynę nie tyle, że się spóźnię co po prostu nie dojadę. Poprosiłem więc o pomoc wspołpasażera jadącego obok a dokładniej współpasażerkę, ktora użyczyła mi swojego telefonu abym mógł zadzwonić do mojej dziewczyny. Gdy się z nią połączyłem ta była wściekła, nie chciała słuchać moich tłumaczeń. Stwierdziła, że to zwykła wymówka i nieprawda a w ogóle tak naprawdę okazało jej się to na rękę bo w rzeczywistości chciała mnie i tak poinformować, że ma kogoś i zamierzała ze mną zerwać, bo związek na odległość to nie dla niej po czym rozłączyła się. Pasażerka z sąsiedniego fotela, z której uprzejmości skorzystałem, oczywiście przysłuchiwała się całej rozmowie, bo wiadomo, emocje były spore i właściwie wszyscy w busie wiedzieli o czym rozmawiałem ze swoją ex. Kiedy oddałem jej telefon zapytała mnie co się stało, więc zacząłem jej opowiadać. Tak dobrze nam się rozmawiało, że gdy w końcu dojechaliśmy na miejsce wymieniliśmy się numerami telefonów. Jakiś czas później odezwała się do mnie i umówiliśmy się na spotkanie. Dzisiaj jesteśmy już prawie 4 lata po ślubie i mamy wspaniałą córeczkę. Jak się okazało rozładowany telefon miał szczęśliwy wpływ na całe mohe życie 🙂

  9. Dorka, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Najdziwniejsza przygoda ze smartfonem jaką słyszeliście… pewnego dnia zostawiłam smartfon na kanapie a gdy wruciłam był stuczony. Stałam jak gupia przez dobre 10 minut gapiąc się w pękniętą szybke. W tamtej chwili uwierzylabym we wszystko : kosmitów, jednorożca ,duchy no we wszystko. Po jakimś czasie uznałam ,że mam strasznego pecha kiedy nagle spostrzegłam leżący na stole na przeciwko kanapy kask rowerowy z kamerką która mrugała. Czy jej nie wyłączyłam ? Nie wiem,ale po odpaleniu filmu nie mogłam w to uwierzyć! Mój pies kiedy wyszłam wbieg do pokoju radosny z wielką kością i wskoczył na kanape uderzając nią z całej siły w ekran! Poczym wziął ją i pobiek do kuchni do swojego legowiska. Ta przygoda na dułgi czas nauczyła mnie żeby nie zostawiać telefonu w miejscach gdzie może na niego napaść mój czworonorzny przyjaciel… 😉

  10. Krzysztof, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Chciałem na wakacjach zarobić sobie na studia. Znajomy akurat potrzebował pomocnika, więc zaproponował mi prace na wakacje. Pracowaliśmy głównie w okolicach mojej rodzinnej miejscowości. Jednak na początku września trafiła nam się praca w „delegacji” w Krakowie. Nie znałem wtedy w ogóle miasta, ani jak działa miejska komunikacja. Mieszkaliśmy w miejscowości Raciborowice (na północny wschód od Krakowa). Jednego dnia zgadałem się z koleżanką, że akurat wraca z Londynu do Krakowa i żeby się spotkać. Postanowiłem, że jak wrócimy z pracy, ogarnę się, podładuję telefon, jeszcze coś zjem i że nie pojadę autem tylko komunikacją miejską spotkać się na starym mieście. Jak miałem wracać było blisko północy, wtedy zadzwonili do mnie współpracownicy z tekstem że mnie nie wpuszczą do pokoju jak nie kupię połówki (w ich przypadku bardzo możliwe). Jak pożegnałem się z koleżanką poszedłem do jakiegoś monopolowego i kupiłem moją wejściówkę do pokoju, która też trochę kosztowała. Później poszedłem na przystanek i zobaczyłem na aplikacji, że właśnie stoi autobus co mogę nim jechać (tylko jedna przesiadka). Jak jechałem to coś mi nie pasowało, bo to nie była trasa taka jak jechałem do Krakowa. Zobaczyłem na aplikacje jeszcze raz i okazało się, że autobus jedzie do Michałowic (na północ od Krakowa) i zapas czasu jaki mam do przesiadki i było tylko 3 min. Uznałem, że lepiej znaleźć coś innego na trasie, co jedzie w kierunku Raciborowic. Znalazłem i wysiadłem na jakimś przystanku i miałem zdążyć na ten autobus. W tym czasie padła mi bateria w telefonie. Do przystanka zostało mi jeszcze tylko przejść przez skrzyżowanie. Patrzę a tu mój autobus jedzie, więc na czerwonym przez środek skrzyżowanie biegnę. Niestety autobus nie zatrzymał się na przystanku, bo akurat kładki nowy asfalt. Zobaczyłem na rozkład kiedy następny autobus i było 2 godziny czekania. Chodziłem po okolicach i szukałem jakiegoś miejsca gdzie mógłbym podładować telefon ale wszędzie nie mieli ładowarek. Zapytałem się jakiegoś przechodnia czy nie wie jak dojechać i polecił mi żebym jechał na centrum Krakowa to może stamtąd będzie coś jechało do Raciborowic ale to też godzina czekania. Chodząc tak zapytałem jeszcze jednej Pani czy wie jak dojechać. Poradziła mi żebym zamówił taksówkę, użyczyła mi telefon i poleciła w miarę tanią taksówkę. Byłem tej Pani tak wdzięczny a miałem tylko telefon, 50 zł i wódkę, że podarowałem jej wódkę, bo nie wiedziałem ile będzie kosztować taksówka. Jak wróciłem to musiałem jeszcze trochę czekać pod drzwiami, bo współpracownicy nie chcieli mnie wpuścić.

  11. Adrianna, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Kocham psy. Od zawsze je kochałam. Pamiętam, że w wieku 9 lat, błagałam rodziców dniami i nocami, byśmy mogli mieć psa. Dali się przekonać i to podwójnie – w naszym domu pojawiły się nie cztery, a osiem łap. 🙂 Psiaki były cudowne – ogromny nowofunland i jeszcze większy mastiff tybetański. Do dziś wspominam je z uśmiechem. Lata mijały, ja się zakochałam, a z miłości mojej i mojego ukochane powstało nasze już 3,5 letnie szczęście – wspaniały syn. Kwestia psa nadal nie dawała mi spokoju … Tak bardzo chciałam, by moje dziecko rozwijało się przy psie… mój luby entuzjazmu nie podzielał. Z niego to kociarz zawsze był. Dwa lata temu ujrzałam małą, białą kulkę – ślicznego kundelka, z oczkami jak paciorkami. W zasadzie nie wiadomo co stałoby się z psem, możliwe, że trafiłby do schroniska gdyby nie znalazł nowych właścicieli. Ja zakochałam się od pierwszego wejrzenia i wiedziałam, że ta biała kuleczka musi zostać nowym członkiem naszej rodziny. Z przyspieszonym biciem serca, mocno zdenerwowana chwyciłam za telefon. Drżącą ręką wybrałam numer do ukochanego. Wiedziałam, że się nie zgodzi ale pozostawała mi jednak nadzieja… Luby odebrał telefon i poinformował, że jest w pracy i nie może długo rozmawiać. Opowiedziałam mu szybko o psie i usłyszałam w telefonie „JASNE” i cisza. Rozłączył się, pomyślałam… ale się ZGODZIŁ ! Skakałam i piszczałam z radości, oczami wyobraźni widziałam już naszą rodzinkę chodzącą z psiakiem na spacery ,te chwile radości i głośny śmiech obijający się o ściany gdy nasz szczeniak będzie robił te wszystkie zabawne psie tricki. Wyściskałam osoby, od których wzięłam psa, wiedziałam, że nie trafi do złych ludzi ani do schroniska. Wiedziałam, że damy mu dom, pełen ciepła. Przyjechałam do domu i tuląc w ramionach białą kulkę weszłam do środku. Na mój widok – albo raczej widok psa – mój ukochany zbladł, serio, myślałam, że zemdleje. Zaczął się wydzierać i nerwowo śmiać, pytał czy zmysły postradałam. Okazało się, że oryginalna wypowiedź, którą miałam usłyszeć w słuchawce było: „JASNE… PO MOIM TRUPIE!” Ale w połowie zdania, telefon ukochanego postanowił się rozładować. Cóż… klamka zapadła, psiak został z nami. To dzięki niemu nasz syn zaczął chodzić. Nie chciał tego robić, a już dawno powinien… gdy zobaczył biegającego po salonie psiaka, wstał i jak gdyby nigdy nic zaczął iść w jego stronę. Spojrzałam na ukochanego i wiedziałam, że w tym momencie los psa został przesądzony. Zostanie już z nami do końca swoich dni. Bogu dziękuję każdego dnia, że w tamtym momencie telefon mojego faceta się rozładował i sprawił, że teraz jest nas w domu nie trzech, a czterech. I wszyscy świetnie się dogadujemy. A mój luby? Nasz psiak to jego oczko w głowie … sam niedawno przyznał, że tak bardzo się cieszy, że bateria w smartfonie odmówiła mu wtedy posłuszeństwa… 🙂

  12. Wojciech, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Rozladowany telefon to najgorsze, co w dzisiejszych czasach moze sie przytrafic. Kazdy od niego jest uzalezniony. Chyba ze jest sie moja mama. Ona telefonu uzywa tylko by dzwonic i robic zdjecia. Ale … Musi byc w ciaglym kontakcie z bliskimi. Niestety podczas jednej wycieczki typu „survive” nie naladowala telefonu przed wyjazdem myslac, ze bedzie tam gdzie naladowac telefon. Niestety nie bylo. W tej sposob wszyscy uczestnicy wycieczki nie dosc ze musieli przezyc w ekstremalnych warunkach przygotowanych przez organizatorow, to musieli przezyc z moja mama narzekajaca na brak trzeciej reki, czyli telefonu.

  13. Lena, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Rozładowany telefon to istny koszmar szczególnie gdy przed tobą pierwsza randka, ty umówiony/na o konkretnej godzinie i konkretnym miejscu, a twój środek transportu troszkę zepsuł sprawe. Wyobraźmy sobie, bardzo zależy ci na chłopaku/dziewczynie. Super uśmiech, wiele mądrych opowieści, szczery i pomocny. Ktoś idealny. Wszystko zaplanowane, ty wystrojona i poddenerwowany i ostatnie co czytasz od chłopaka to wiadomość o treści „ miałem raz przypadek ze dziwczyna przed randka po prostu zwiała i przestała odbierać telefon… a ja głupi stałem i czekałem, gdybym mógł cofnąć czas, od razu bym wyszedł i nawet nie starał się o nią” i w momecie przeczytania pyk!! Bateria rozładowana… Myśle sobie ok, wiem gdzie, wiem kiedy- co może się stać? No może, wypadek na drodze… na szCzescie nie ucierpiałem, i na szczęście chłopak popełnił jeszcze raz taki sam błąd czyli poczekał… wydarzenie miało miejsce 4 lata temu, dokładnie 6 lutego, od tamtej pory każdemu opowiadamy ta historie z uśmiechem na twarzy ;). I to dzięki tej historii nasz związek zaczął się tak a nie inaczej ❤️

  14. Martyna, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Cześć, mam na imię Martyna. Pracuje, zajmuje się dziećmi, domem a czasem też mężem. Nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez dobrego telefonu.
    Jest on moim narzędziem pracy, bazą dowodzenia domem, centrum rozrywki, źródłem informacji i wiadomości, portfelem, notatnikiem, kalendarzem, budzikiem, kalkulatorem, przypominaj-ką, zegarkiem, komputerem, skanerem, radiem, telewizorem, nawigacją, mapą, latarką, aparatem, kamerą, tłumaczem, trenerem, nauczycielem i wiele wiele innych.

    Dzisiejsze smartphony to wielozadaniowe machiny, którym nie dorównuje żadne inne urządzenie – nawet scyzoryk MacGyvera. To sprzęt który daje wiele możliwości, jednocześnie jest elegancki i stylowy.
    W tym cudownym i wszechstronnym cacku jest często jeden mankament – bateria.

    Pytacie czy rozładowany smartphone pokrzyżował mi plany. Tak, robi to codziennie. Odkąd go posiadam nie zdarzyło się aby nie popsuł mojego planu dnia. Bateria rozładowuje się za wcześnie, nie jest w stanie wytrzymać całej doby. Czas na ładowanie zawsze przychodzi w nieodpowiednich momentach i podam nie jeden a kilka przykładów.

    Gdy relaksowałam się słuchając muzyki, lub oglądałam mój ulubiony kabaret przerywał mi to dźwięk rozładowanej baterii.
    Gdy dzwoniła nauczycielka ze szkoły to nie wiedziałam co się stało bo byłam na zakupach a telefon się rozładował. Zamiast kupić wszystko z listy wyszłam bez zakupów.
    Gdy dzwonił szef aby poinformować mnie o nieplanowanym wyjeździe to nie poznałam terminu i powodu bo telefon się rozładował. W tym przypadku czasami się to przydaje ale to jedyny wyjątek.
    Gdy byliśmy na wakacjach, dzieci pływały z delfinami, nie mogłam zrobić zdjęcia bo padła bateria.
    Gdy wybrałam się pociągiem i przyszedł sympatyczny konduktor aby sprawdzić bilety. Jako nowoczesna kobieta bilet miałam w formie elektronicznej w rozładowanym telefonie. Musiałam chodzić po przedziałach w poszukiwaniu ładowarki bo przecież swojej zapomniałam. Dramat.
    Gdy bateria postanowiła rozładować się w nocy a ładowarka niestety nie została podłączona to budzik też nie działa. W takich wypadkach kilka razy spóźniłam się do pracy. Kilka razy dzieci się ucieszyły bo nie poszły już do szkoły. Raz był wielki krzyk bo córka zaspała na ważną klasówkę.
    Mogłabym tak wymieniać jeszcze przez kilka stron ale kto by to czytał dlatego opisze wam jedną z ciekawszych przygód, która dla odmiany dotyczyła również mojego męża.

    Jak co roku w walentynki dostałam kwiaty i zaproszenie na romantyczną kolację do najwspanialszej restauracji. Około godziny 17 zjawił się, przystojny, wysoki brunet. Wszedł do domu z ogromnym bukietem czerwonych róż. Dostałam całusa na przywitanie. Tak to był mój mąż. Czując jego zapach, męski zarost na swojej twarzy, widząc kawałek jego ciała wystającego z lekko rozpiętej koszuli nie myślałam o wychodzeniu z domu. No cóż musiałam się powstrzymać bo plan na najbliższe godziny był inny.Pojechaliśmy do restauracji, czekał już stolik przy przeszklonej ścianie z widokiem na morze. Wie co lubię i za to go kocham.
    Kelner przyniósł butelkę czerwonego wina i przystawki. Jedliśmy, piliśmy, ciągle zakochani wspominając dawne czasy i rozmyślając o przyszłość. Kolacja dobiegała końca i mąż poprosił o rachunek. sięgnął do kieszeni spodni po portfel, którego nie znalazł. Nerwowo zaczął przeszukiwać płaszcz ale niestety okazało się, że zgubił portfel. Nie miał w zwyczaju przy takiej okazji prosić mnie o pieniądze ale w tej sytuacji zrobił wyjątek. W mojej małej wyjściowej torebuni nazbierało się tylko na napiwek. No to stwierdził, że zapłaci zbliżeniowo telefonem.
    Gdy wyjął go z kieszeni, pierwszy raz w życiu, zobaczyłam strach w oczach mojego męża. Poukładany, zorganizowany i przygotowany na wszystko facet spojrzał na mnie jak przerażone dziecko i rzekł “rozładował mi się telefon”!. Na ten widok parsknęłam śmiechem, aż kilka osób spojrzało się na mnie jak na wariatkę. Facet, który wygląda jak milion dolarów nie ma jak zapłacić rachunku w jednej z droższych restauracji. Po kilkuminutowej dyskusji z przerażonym facetem przyszedł kelner z rachunkiem. Ponieważ mąż był na tyle zamurowany w tej sytuacji, że musiałam pierwsza poprosić obsługę o ładowarkę.
    Dalsza część wieczoru była też zaplanowana ale mała ilość energii w telefonie postawiła ją pod znakiem zapytania. Ładowarka przez kilkanaście minut nie naładowała za dużo baterii i mąż miał dylemat. Wracamy do domu czy realizuje zaplanowaną niespodziankę? I tego wieczoru wróciliśmy do domu, gdzie również było miło. Mój kochany był jednak rozczarowany przez niezrealizowany plan. Taksówkarz dzwonił w czasie gdy telefon był rozładowany aby poinformować, że znalazł portfel. Niestety kolejna niespodzianka czekała do następnego wieczoru.

    Smartphone stał się podstawowym narzędziem każdego z nas. Już czas aby zmienić go na model z wytrzymałą baterią. Ten Asus zapowiada się ciekawie w sam raz na prezent dla męża aby już każde walentynki przebiegły z jego planem.

  15. Filip, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Raz mieliśmy taki przypadek, otóż mieszkamy od siebie ok. 100km więc najszybsza i najwygodniejsza forma transportu to pociągi, pewnego razu wybierałem się do mojej ukochanej i wiadomo jak to facet lubie się droczyć i kiedy pytała o której będę to odpowiadałem wymijająca może o tej może o tej jeszcze wtedy miałem mojego starego Htc który po zużyciu często lubił sie tak o wyłączyć no i stało się telefon rozładował się, a ja zostałem sam jak dotarłem na końcowa stacje zaczęło się kombinowanie jak dotrzeć do dziewczyny mieszka około 20 km od dużego miasta i tak się skończyło, że jakimś busem do najbliższej wioski, a potem na pieszo 3km 🙂 Ale za to stałem się romantykiem, który zaskakuje swoją wybrankę.

  16. Joanna, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Kiedy mam włączony GPS bardzo szybko traci mi się w telefonie bateria. Tak też było, kiedy pojechałam na wycieczkę do Londynu. Parę zdjęć zrobione, Google Maps załadowane żeby trafić do miejsca docelowego. I puf.. Telefon rozładowany, a ja bez GPS. Na szczęście znam angielski, więc jakoś się udało 🙂

  17. karolina27, :

    Odpowiedź w konkursie:

    To było 2 lata temu. Zima, śnieg po kolana, nieprzyjemnie. Nietypowo zostałam zaproszona na rozmowę w sprawie pracy w sobotę. Było to o tyle dla mnie niewygodne, ponieważ popołudniu miałam iść z moim chłopakiem na imieniny do jego babci. Co robić? Zgodziłam się iść, bo praca jest ważna, a że miejscowość, gdzie miała być przeprowadzona rozmowa, była oddalona ok. 5 km. umówiłam się, że po rozmowie, chłopak po mnie przyjedzie, bo w weekendy autobusy jeździły bardzo rzadko. W tamtą stronę pojechałam bez problemu autobusem. Wysiadłam na przystanku i udałam się do budynku, gdzie miałam mieć rozmowę. Drzwi zamknięte, nikt nie otwiera. Zrezygnowana i zła wracałam w stronę przystanku. Sięgnęłam po telefon, żeby zadzwonić do chłopaka, aby po mnie przyjechał. I aż jęknęłam z niedowierzania! Telefon się rozładował, a następny autobus był dopiero za 2,5 h. Nie mogłam uwierzyć w swojego pecha! Na przystanku była tylko wiata, śnieg zaczął padać coraz intensywniej. Nie miałam wyjścia, musiałam iść piechotą. To było okropne. Do domu wróciłam przemarznięta, strasznie zmęczona i okropnie wściekła. Gdy naładowałam telefon, okazało się, że był tam i SMS, że rozmowa zostaje odwołana i setki nieodebranych połączeń od mojego chłopaka. Na imieniny do jego babci nie poszłam, za co miał mi trochę za złe. Nawet się pokłóciliśmy….Ale po paru dniach się pogodziliśmy. I pomyśleć, że zawinił przede wszystkim mój rozładowany telefon…

  18. Norbert, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Pamiętam jak byłem na domówce u kolegi haha świetna zabawa! Gdy wróciłem do domu zorientowałem się że zapomniałem ładowarki a mój telefon pada. Oczywiście mogłem sobie ustawić budzik w moim zegarku ale wpadłem na pomysł że rozładowany telefon i ładowarka zostawiona u kolegi będzie świetnym usprawiedliwieniem żeby zaspać na dwie pierwsze lekcje w szkole 😀

  19. Patryk, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Życie męża, podróżnika i geologa to mieszanka wybuchowa. Telefon dla mnie nie jest tylko urządzeniem do sprawdzania portali społecznościowych, ale przede wszystkim narzędziem pracy i łącznikiem ze światem. Często bywam w miejscach bliższych naturze niż śladowi ludzkiej stopy. Raz uratował mnie zerowy stan baterii. Szef próbując się do mnie dodzwonić chciał,jak się później okazało, żebym został dłużej w pracy w terenie, a tego dnia były urodziny mojej żony. Rozładowany telefon i odizowalnie od elektryczności pozwoliło mi wrócić do domu o czasie.

  20. Paveliks, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Najgorsze co mnie spotkało w życiu przez rozładowany telefon, to utrata kontraktu
    wartego dosyć dużo pieniędzy(ok 860 tys zł) jeszcze kilka dni po tym mnie wszystko denerwowało, nawet myślałem wyrzucić swój telefony. A wszystko przez to, że nie zabrałem tego dnia ładowarki do samochodu. Czasu juz nie cofnę , ale od tamtego momentu zawsze mam w samochodzie ładowarkę.

  21. Humbak, :

    Odpowiedź w konkursie:

    W sumie nie wiem czy dzielić się tą historią, bo jest trochę wstydliwa, żałosna, no na pewno oryginalna. No ale dobrze… lecim z tematem.
    To było jeszcze na studiach, ostatnie laborki tego dnia, wybieraliśmy się z paczką znajomych na piwko. Kumpel poszedł jeszcze „odcedzić kartofelki”, więc powiedzieliśmy, że poczekamy na niego. Jakoś dziwnie długo to trwało, no ale cierpliwie czekaliśmy. Nagle poczułem wibrowanie w kieszeni (nie to nie wibrator;p), miałem jeszcze po zajęciach wyciszony telefon. Odbieram:
    – No co tam? – spytałem. Zadzwonił kumpel, który dość długo nie wychodził z nazwijmy to toalety (nasz wydziałowy WC na pewno mało kto nazwałby toaletą).
    – Wojtek! Chodź mi pomóż! Nie mogę wyjść? Drzwi… – dość emocjonalnie krzyczał do słuchawki Mati, który nagle skończył w początku zdania.
    Chwilę stałem nie wiedząc co począć, no ale kumpel w potrzebie, woła, krzyczy, to trza pomóc. Oznajmiłem, że też na chwilę skoczę do WC, bo nie ma co trzymać.
    – Tak, idź, może znajdziesz Matiego, bo go chyba wessało – usłyszałem za plecami podążając w stronę WC.
    Wszedłem i ogarnąłem wzrokiem pomieszczenie. Ani widu ani słychu kumpla.
    – Ha.. Halo? Is there anybody out there – zawieśniaczyłem z lekka po angielsku niczym z klipu Floydów 😀
    – Wojtek? Wojtek? – usłyszałem posmutniały głos kumpla z jednej z kabin.
    – No Ja! Co tam byku?! – odpowiedziałem.
    – Chodź mi pomóż! Drzwi się zaklinowały i nie mogę wyjść! Dodatkowo telefon mi padł i ledwo do Ciebie zadzwoniłem – tłumaczył zdesperowany, pojmany przez kabinę Mateusz.
    Faktycznie, jakiś geniusz w starej „toalecie” zamontował nowiusieńkie kabiny, które tak zmontował, że w centralnym ciągu napierały na siebie z taką siłą, że zblokowały drzwi i uwięziły biednego Mateusza.
    – Dobra chłopie! Zrobimy tak. Ty napieraj na prawą ściana kibla, a ja będę odciągał lewą i powinny się drzwi odblokować – wymyśliłem misterny plan!
    – Dobra! To ja pcham! – nabrał nieco entuzjazmu Mati
    I tak zaczęliśmy pchać i ciągnąć, przy czym „rzucaliśmy mięsem” na lewo i prawo, przerywając na chwilę słowami: „No ciągnij!”, „Przecież ciągnę!”, „Weź tam lepiej pchaj!.
    Ostatkiem sił oswobodziliśmy drzwi, które Mati „poczęstował” z buta, aby je otworzyć. Huk niemiłosierny, a fala uderzeniowa niemal zdmuchnęła mnie z nóg – no ale udało się! Zmachani ale szczęśliwi wyszliśmy z WC na całą paczkę przyjaciół, którzy dosłownie turlali się po ziemie krzycząc jeden przed drugiego: „Ciągnij”, „Pchaj”, „Łup, łup” itd.
    No co było zrobić? Przyjaciel był w potrzebie 🙂

  22. Angelika, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Kilka lat temu zaczynając studia mieliśmy imprezę integracyjną. Nocować miałam u koleżanki, która miała być w domu cały wieczór/noc. W trakcie imprezy rozładował mi się telefon a koleżanki z którymi byłam miały blokady simlock ! Nie mogłam się z nią skontaktować, ani z chłopakiem, który się dobijał co chwile jak się później okazało. Udało mi się na tyle włączyć tel żeby już w autobusie do koleżanki odsłuchać od niej wiadomość, że jedzie na imprezę! Wysiadłam poszłam jej tam poszukać ale nie znalazłam, kolejny autobus był za 3 godziny, postanowiłam iść i czekać na nią pod drzwiami. Po drodze spotkałam dwóch chłopaków, zapytałam czy mogą użyczyć mi telefon żebym mogła włożyć moją kartę, ale również mieli blokady. Ale szli w tym samym kierunku, zaproponowali mi pomoc. Naładowałam telefon, przespałam się na kanapie i rano zadzwoniłam do koleżanki a jeden z nich mnie do niej podwiózł. Co ja wtedy przeżyłam wolę zapomnieć 😉 ale dobrze,że teraz są już power banki a telefony nie mają simlocków 😉

  23. Dawid Z, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Rozładowany telefon był moim wielkim problemem w podróży.
    Umówiłem sie pewnego dnia na obejrzenie paru mieszkań w miescie oddalonym od mojego miejsca zamieszkania o Ok 100km. To był dzien totalnego pecha. Szukałem mieszkania na wynajem , wyjazd w celach edukacyjnych. Aby nie jeździć pare razy umówiłem sie od razu z paroma osobami… Wieczorem dnia poprzedniego zapomniałem naładować telefon. Rano z kolei troche zaspałem. Jedyne co wzielem prysznic i szybkie śniadanie i na autobus. Za ten czas myslalem ze telefon nieco mi sie podładowal ale jak na złość za słabo docisnalem kabel od ładowarki. W podróży o swoim niskim naładowaniu przypomniał mi telefon. I niestety w połowie drogi telefon mi padł. Godzinę przed pierwszym spotkaniem miałem uprzedzić właściciela , ze bede. Nie mieszkał na miejscu, musiał dojechać. Podobnie miałem upredzic innych właścicieli. Dodatkowo nie znałem miasta dobrze miałem korzystać z nawigacji. I oczywiście zapomniałem w tym pędzie zabrać ładowarki- nie pomyślałem do przodu, ze moge gdzieś nawet na dworcu podładować telefon. I co? Musiałem sie wrocic do domu.
    Bez naładowanego telefonu to tak jak bez ręki, brak komunikacji, brak pewności bez nawigacji( oczywiście wystraczającą jest mapa – ale przecież mapę ma sie w telefonie) , – wszystko załatwiamy w dzisiejszych czasach w telefonie. Smartfon z pojemna bateria byłby idealny do codziennych spraw i dla rozkojarzonych osób rowniez – czyli dla mnie

  24. Ryszard, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Takie sytuacje nie zdarzają się często i nie chodzi mi wcale o uczucie, jakie łączyło mnie i Luizę. Poznaliśmy się w wieku 19 lat i nasze uczucie rozkwitało, aż do mojego poboru do wojska. Utrudnione kontakty nie stanowiły takiego problemu jak decyzja podjęta przez rodzinę mojej miłej. Otóż postanowili oni czasowo wyemigrować do Holandii, w której to zamieszkiwała już jakaś dalsza ich krewna. Korespondowaliśmy ze sobą listownie, bo połączenia telefoniczne były wówczas drogie i rezerwowaliśmy je na sytuacje awaryjne. Taka rzeczywistość trwała kilka lat, aż pewnego dnia sam postanowiłem poznać, co znaczy życie na obczyźnie. Rodzina załatwiła mi pracę w Szkocji i dziwne połączenie lotnicze, bo zamiast bezpośredniego lotu na wyspy bilet wystawiony był na lot do Amsterdamu, a potem do Londynu. Pomyślałem: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło i wziąwszy pod uwagę prawie dwugodzinny okres oczekiwania na lotnisku w Amsterdamie zacząłem planować moje z Luizą spotkanie. Trafiła się wyjątkowa okazja dla odświeżenia naszego związku na odległość i należało całości nadać realny kształt. Byliśmy wstępnie umówieni, co do spotkania, ale jak to bywa często los miał całkowicie odmienne plany w stosunku do nas obojga. Wpierw samolot złapał kilkuminutowe opóźnienie okradając mnie na wstępie z kilku szczęśliwych chwil, a następnie mój telefon, którego marki nie wspomnę, choć powodowany złością powinienem okazał się być rozładowany i to mimo tego, że go na czas lotu wyłączyłem, zgodnie z zasadami. Na lotnisku były telefony stacjonarne, ale wymagały karty kredytowej, której oczywiście nie posiadałem, a gniazdka do ładowania były zajęte. Latałem wściekły po lotnisku i na zewnątrz niego, bo nie przewidziawszy takich perturbacji nie ustaliłem wstępnego miejsca naszego tu spotkania. Ten błąd okazał się znamienny i po godzinie bezowocnych poszukiwań dałem sobie spokój naglony czasem kolejnego połączenia i koniecznością przejścia ponownej odprawy. Wszystko przez telefon i moją jego słabą znajomość. Marna bateria, która pokazując kilka kresek naładowania potrafiła nagle tracić cały swój „power” to był znak szczególny tego modelu i prawdę mówiąc powinienem to przewidzieć. Co ma wisieć nie utonie jednak. Ta prawda, mimo że brzmi okropnie i raczej nie powinna być łączona z uczuciami okazała się trafna. Nasz związek przetrwał trudne chwile (lata) i po roku od pamiętnego fatalnego zdarzenia połączyliśmy nasze byty w kraju ojców powracając w miejsce, w którym wystarczy zawołać by usłyszeć miły sercu głos, a rozłąka(obowiązki zawodowe) trwa co najwyżej kilka godzin i jako taka jest do strawienia.

  25. Artiem, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Ponieważ jestem akwizytorem, często przemieszczam się samochodem i używam standardowej mapy Google. W czerwcu tego roku przeżyłem jak dla mnie niesamowitą przygodę, historię. Będąc pod Opolem w Chrząstowicach wykonywałem swoje standardowe obowiązki, był ze mną kumpel z pracy. Ponieważ dość często przyjeżdżam do tej miejscowości jakiś czas temu poznałem tam niezwykle piękną i rubaszną blondynkę – Maję. Obiecałem Mai, że kiedy kolejny raz przyjadę do tej miejscowość to ją odwiedzę i porozmawiamy dłużej przy kawie. Tak też się stało. Spotkaliśmy się i rozmawialiśmy prawie godzinkę. Po wyjściu z firmy, w której pracuje Maja rozmawialiśmy jeszcze przez kilka minut przed samochodem i Maja podała mi swój nr telefonu, byłem szczęśliwy:) Następnie odjechałem w kierunku Opola, to jakieś 15 km. Po przejechaniu około 1 km we wstecznym lusterku samochodowym kątem oka zauważyłem jakiś cień spadający za szybą. Pomyślałem, że jakaś gałązka, lub coś odpadło z maski. Zatrzymałem się i sprawdziłem czy antena jest na miejscu. Bo zdarzały mi się już podobne historie. Okazało się, że wszystko jest ok. Pojechaliśmy więc na obiad. Po obiedzie chciałem zadzwonić. I wówczas rozpoczęły się poszukiwania telefony HTC DisareX. Kieszenie, torbę, plecak. Co tam pewnie został w aucie. Wróciliśmy do auta, przeszukałem wszelkie skrytki, pod siedzeniem i nic. Kumpel w końcu zadzwonił do mnie. Nasłuchiwaliśmy jak echo sonda, na dźwięk, muzyczkę HTC-ka. Niestety nic się nie działo, a powinno, ponieważ pamiętałem, ze smartfon był włączony. Kumpel usłyszał w słuchawce info, iż telefon jest wyłączony, zajęty. W jednej chwili w mojej głowie zapaliła się lampa! Zkumałem, że będąc w Chrząstowicach u klienta stojąc z nim przy samochodzie miałem HTC-ka w ręce, w trakcie rozmowy położyłem dłoń na dachu samochodu. Po rozmowie wsiadając do auta smartfon pozostał na górze. Odpaliłem silnik i pojechałem do Opola. Po drodze w lusterku widziałem spadającą rzecz, gałązkę we wstecznym lusterku. To był mój HTC:) Mija już 1,5 godziny od momentu zgubienia smartfona. Wsiedliśmy do auta i rura ile się tylko dało, palenie gum, do Chrząstowic, pamiętałem dokładnie miejsce, gdzie mógł leżeć. Po drodze mijałem dwóch chłopaków na rowerach. Pomyślałem pewnie go znaleźli, a tam są wszystkie moje ważne kontakty, fotki, pot mnie oblał zimny. Dojechałem w rejon zguby, powoli badałem drogę z okna samochodu, niestety niczego po mojej stronie nie znalazłem. Byłem załamany psychicznie, nagle kumpel krzyczy z drogi, bo wysiadał wcześniej, że coś leży po drugiej stronie jezdni. Dobiegłem do kumpla, faktycznie na jezdni leżał pokrowiec z magnetycznym zapięciem a na nim ślad przez całą długość opony samochodowej:) Obok w trawie leżała bateria, ciut dalej tył obudowy i wyświetlacz. Ucieszyłem się, że są wszystkie części łącznie z kartą pamięci. Wyczyściłem wszystko na miejscu, włożyłem baterię i ODPALIŁ:) Jednak to co się z nim działo, co robił, przeraziło mnie. Smartfon zaczął żyć swoim życiem, jakbym nim sterował myślami. Zaczął sam wybierać numery telefonu i dzwonić, wchodził w galerię i próbował udostępniać moje fotki na Facebooka. Śmiech i przerażenie miałem wymalowane na twarzy. Cieszyłem się, że odnalazłem kartę pamięci z kontaktami, zdjęciami i najważniejszym kontaktem do Mai. Niestety, dziś boję się go używać. Korzystam z innego telefonu. Podczas połączeń grzeje się jak piec i zawiesza system. Dziś jestem z Mają i śmiejemy się z tej historii.

  26. Marta, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Z moim ówczesnym chłopakiem pojechałam w góry. Nie chciałam. Wkurzał mnie już po 10 minutach podróży pociągiem, gdy wywalił kopyta na moje siedzenie, a aromatem swoich skarpet doprowadził mnie niemal do zaczadzenia. Gdy wyjął plastikową butlę po napoju energetycznym, w którym miał piwo (taki trick na przechytrzenie konduktora – nie próbujcie) ,, a potem komórę i zaczął obdzwaniać swoich przygłupich koleżków – zaczęłam snuć plany, by go w tych górach zepchnąć ze skały. Albo rozebrać, polać miodem, przywiązać do drzewa i dać do zabawy niedźwiedziom. Gdy dojechaliśmy na miejsce po 12 godzinach mój książę był uwalony jak meserszmit. Poszliśmy na kwaterę. Książę ciemności niczym śpiąca królewna zasnął na łóżku, a ja, wciąż na haju po jego skarpetach, siedziałam, siedziałam, siedziałam… Gdy nastał wieczór, a moje kiszki zaczęły pokazowy koncert marsza głodowego – wyszłam sama na miasto, by zjeść. Zostawiłam jedynie kartkę księciu, żeby zadzwonił, jak już się wyśpi. Nie dzwonił. Najpierw krążyłam po zakopiańskich uliczkach, ale gdy poziom mojego wkurzenia urósł do gigantycznych rozmiarów – wykonałam 1283000005985 połączeń do księcia. Odebrał po godzinie. Ziewnął i zamiast obwieścić, że do mnie dotrze – zażądał bym mu coś do jedzenia kupiła i przyniosła. Wtedy kupić i przynieść chciałam dubeltówkę, ale nie mogłam nabyć. Zrobiłam coś innego. Rzuciłam telefonem na kocie łby. Wiem. Głupie. Ale jeśli w jury jest kobieta lub jeśli w jury jest mężczyzna obcujący z kobietą, to wie, że niewiasta rzuca w stanach gniewu tym, co ma pod ręką – talerzem, butem złym słowem lub telefonem. Rzuciłam. Telefon pękł, zgasł i przestał działać. Czerń zalała jego ekran. No przeszedł na ciemną stronę mocy. 😉 Na kolację poszłam sama. Wróciłam do pokoju. Położyłam się spać. Rankiem zabrałam swoje rzeczy, napisałam kartkę, że wracam bez niego i pojechałam. Brak telefonu to był w tamtym momencie prezent od losu. Nie miałam okazji, by znów dać się przekabacić i wrócić. Bo my kobiety najpierw wpadamy w furię, a potem jeden smsik, jedno połączenie od delikwenta i lodowe serduszko zaczyna topnieć. Ja, dzięki braku telefonu, nie miałam okazji, by okazać łaskę, a bardziej utwierdzać się w przekonaniu, że to koniec. Dziś mam inny, telefon, inny numer, telefonu i innego chłopaka.

  27. Damian, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Witam Państwa serdecznie i mile,
    Już Wam opisuje moje życiowe chwile.
    Poznałem kiedyś dziewczynę, ojj ładna to ona była,
    W mieście tym co ja – ona właśnie żyła.
    Zanim do niej napisałem – rok bity minął,
    Ach, jak ten czas wtedy szybko płynął.
    Nieśmiałość mnie przez rok straszna ogarniała,
    Dobrze, że wreszcie odwaga wygrała.
    Na portalu do niej napisałem zestresowany,
    Jak mi odpisała – ohh jak byłem uradowany!
    Pisaliśmy jakiś czas, aż randkę zaproponowałem,
    No nie powiem – ale się mega stresowałem.
    Telefon stary wtedy miałem, bateria wiec słaba była,
    Ale myślałem, że do spotkania będzie jeszcze żyła.
    Miałem jechać po Dziewczynę do jej domu,
    Oczywiście nie chwaląc się nikomu.
    W smsie mi adres napisała
    I pewnie mega długo czekała…
    Bo telefon mi się rozładował i nr domu nie pamiętałem,
    Aż prawie wtedy ze złości oszalałem!
    Do domu musiałem wrócić – telefon naładować,
    Ojj musiałem się nieźle wtedy wystresować…
    Dobrze, że Dziewczyna zrozumiała moje spóźnienie,
    No i oczywiście godzinne milczenie.
    Dziś jest moją Żoną i dla niej w konkursie gram,
    Mam Ją, czyli szczęście w końcu mam.
    Dawno nic jej nie dawałem, bo remont na mieszkaniu,
    Może mi pomożecie w prezencie obdarowywaniu 😉
    Pozdrowienia ze Śląska ślę ogromne.
    Ps. Telefony to macie wyborne! 😉

  28. Joanna P., :

    Odpowiedź w konkursie:

    Technologia potrafi pokrzyżować szyki! Parę lat temu byłam na walentynkowej kolacji i wracając z toalety, zagapiona w smartfon, pomyliłam stoliki. Niby nic nadzwyczajnego, ale pech chciał, że chłopak z mojego „nowego” stolika właśnie wtedy postanowił się oświadczyć – rzucił się więc na kolana i zapytał czy zostanę jego żoną. W tym czasie jego prawdziwa dziewczyna wróciła już z toalety i stała metr od nas śmiejąc się jak dziecko – trzeba przyznać chłopakowi, że wyglądałyśmy dość podobnie – na szczęście była wyrozumiała i przyjęła oświadczyny z drugiej ręki

  29. Remo77, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Było to kilka lat temu. Trzeba było pójść na imprezę sylwestrową a z racjii tego że byłem bez pary jako że wszyscy byli razem, parami, poprosiłem matkę by zaraz po 24 zadzwoniła do mnie i nakazała natychmiastowe przyjście do domu kłamiąc wymyślną historyjkę o awanturującym się pijanym ojcu. Nie chciałem uczestniczyć sam, bez pary, do samego końca imprezy sylwestrowej tym bardziej ze zapowiadało sie jeszcze kilka dobrych godzin imprezki. Gdy wybiła północ oczywiście wszyscy sobie życzyliśmy życzenia, mnie było troszkę przykro że byłem sam, bez pary, ale co tam. Gdy już troszkę nieźle podpity chwyciłem za telefon, (zapominawszy o tym ze matka miała przedzwonić jako pierwsza) chciałem złożyć życzenia noworoczne. Okazało się że telefon się rozładował więc ani ja ani matka nie mieliśmy ze sobą kontaktu. Oczywiście złożyłem życzenia pożyczając telefon od kolegi no i z racii tego że zabawa była przednia „przetrwałem” do końca imprezy sylwestrowej. Pozdrawiam.

  30. Mariusz Krzyżanowski, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Moja dziewczyna ma 26 lutego urodziny, a że akurat myślała nad wymianą smartfona, to postanowiłem to wykorzystać i podarować jej najbardziej wypasioną komórkę jaką widział świat! Na moim smartfonie odpaliłem facebooka, patrzę a tam jest konkurs u gsmManiaka, gdzie można wygrać telefon Asusa, i to nawet dwa! Patrzę w regulamin, a konkurs trwa do 17 lutego do 24.00. Super! Jest akurat 20:00! Więc spokojnie zdążę! Mam nawet świetną historię, w której brak energii w telefonie pokrzyżował mi plany! Czuję, że moja odpowiedź spodoba się zacnemu jury i wygram te telefony! Ale dziewczyna się ucieszy! Będzie niespodzianka! Zrobię świetne przygotowanie do zaręczyn! Wprawdzie bateria w telefonie zaraz mi się rozładuje, ale i tak zdą

  31. Sirpap, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Lipiec 2016 rok
    Piekny słoneczny dzień nad naszym piaszczystym morzem Bałtyckim. Dokładnie bylem w miejscowości Stegna. Umówiony byłem z piękną dziewczyną o imieniu Aleksandra o godzinie ok 21 na spacer o zachodzie Słońca przy wejściu na plaże o numerze 69 (proszę sprawdzić na mapie :D).
    Postanowiłem, że kupie kwiaty po drodze dla dodania szczypty romantyczności. Po drodze na plaże przypomniało mi się, że zapomniałem telefonu z domku, który wynająłem nad Morskim Miasteczkiem wiec biegiem wracałem po telefon z myślą, że za dosłownie pare minut muszę być na plazy. Biegnąc już spóźniony z telefonem na plaże chcialem zadzwonić do Oli aby przeprosić za spóźnienie, ale oczywiście telefon był padnięty. Będąc już przy wejściu 69 rozglądając się postanowiłem wbiec na plaże, wejść na ambonę i pożyczając od ratownika lornetkę ujrzałem Aleksandrę idącą samotnie w blasku zachodzącego Słońca. Biegnąc w jej stronę i krzycząc jej imię wiedziałem, że to będzie ta jedyna. Od tamtego momentu jesteśmy razem i każdą rocznicę spędzamy razem nad Polskim Morzem.

  32. Michał, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Byłem umówiony z koleżanką na pierwsza randkę. I rozładował mi się telefon. A porwały mi się spóźnię. I nie moglem napisać że się spóźnie. Ostatecznie spóźniłem się 18 min dziewczyny ale spotkałem zato. Swoją obecną dziewczynę walnalem ja Nie chcący drzawimi wramach przeprosin zaprosiłem na kawe i tak się ZACZĘŁO. A druga sytuacja mieliśmy jechać do opery we Wrocławiu (jesteśmy z Bydgoszczy) a jej rozładował się telefon i nie spojrzała na zegarek ja czekałem na dworcu i pociąg nam odjechał. I romantyczny wypad stracony.

  33. Barbul72, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Korzystając z telefonu podczas jazdy rowerem otrzymałem mandat i nic w tm nadzwyczajnego, w trakcie rozmowy rozładował się. Powód dla którego rozmowa była na tyle ważna, że policjant uwzględnił moje zachowanie, tłumacząc mu się, że małżonka była na porodówce i lekarz odbierający poród potwierdził policjantowi, że urodziły się bliźniaki.

  34. Iwona, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Z mężem poznałam się właśnie za pomocą starego telefonu komórkowego i zanim doszło do pierwszego spotkania przegadaliśmy chyba milion godzin i wysłaliśmy do siebie chyba tysiące smsów 🙂 Zdarzyło się takich kilkanaście sytuacji, w których telefon pokrzyżował nam plany, a jedną i najbardziej zapamiętaną była to historia z naszymi pierwszymi zdjęciami. Był to czas kiedy jeszcze nie były popularne smartfony i mega, wypasione aparaty gdzie można było sobie strzelać selfie co minutę 😉 Były to zwykłe klawiaturowe telefony z aparatem 3.2 Mpx XD więc zdjęcia nie były powalające.
    Tego dnia mieliśmy sobie na wzajem o określonej porze wysłać swoje zdjęcia aby „zobaczyć” się tak naprawdę pierwszy raz.
    Tego dnia nie było chyba nam to pisane bo o określonej porze, czekając jak na szpilkach, umierając z ekscytacji, na zobaczenie drugiej, być może, swojej wymarzonej połówki, chwyciliśmy telefony w dłoń, zrobiliśmy sobie zdjęcia i……
    mój telefon się zawiesił….a jego jak się potem okazało, przestał robić zdjęcia i tak naprawdę nie mógł mi o tym powiedzieć bo mój telefon zawisł w czasoprzestrzeni 😀
    Tak się skończyło, a tak naprawdę zaczęło się nasze poznawanie się dzięki tym naszym felernym telefonom.
    Historia ta kończy się dużym happy endem gdyż potem udało nam się wymienić zdjęciami, spotkać się, mój przyszły mąż się do mojego miasta przeprowadził, po pół roku oświadczył mi się, pobraliśmy się i już na zawsze będziemy razem, a historię tą wspominamy do dziś z uśmiechem 🙂
    Ps. mój telefon zachował się do dzisiaj chociaż już wiele funkcji w nim nie działa 😉

  35. Petro, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Napisałem kiedyś do ukochanej sms-a z pytaniem, czy ma jakieś marzenie odnośnie spędzenia walentynkowego dnia. Ania napisała: „Amfiteatr – będzie cudowny koncert”. Niestety była to końcówka baterii w telefonie, więc zdążyłem tylko spojrzeć na początek jej smsa. „Amfibia ” – co człowiek nie doczyta, to sobie dopowie. Zarezerwowałem więc przejażdżkę wojskową amfibią na gąsienicach po poligonowych bagnach. Mina Ani była bezcenna, kiedy dojechaliśmy na miejsce! Teraz staram się pilnować stanu baterii w smartfonie 🙂

  36. ewelkap91, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Rok 2016 szansa jakich mało: pracodawca chce wykorzystać budżet przeznaczony na imprezę integracyjną więc organizujemy wycieczkę. Znajdujemy promocję na wyjazd weekendowy do Lwowa. Nikt nie był we Lwowie więc decydujemy, że jest to najlepsza okazja. Z dofinansowaniem pracodawcy wychodziła na prawdę atrakcyjna cena. Wszyscy szczęśliwi szukają paszportów, większość musiała wyrobić. Mieliśmy półtorej miesiąca żeby wszystko załatwić. Mi się udało dostać paszport wręcz na styk. Na szybko się spakowałam i cieszyłam się pierwszą wycieczką za granicę. Obiecałam rodzicom, że dam znać jak będziemy na miejscu.Wszystko ładnie, pięknie. Zwiedzaliśmy co się dało, na drugi dzień również i na koniec oczywiście nie mogło zabraknąć małej imprezy. Kolejnego dnia powrót więc szybkie pakowanie i jedziemy. Ja do telefonu a tam 5% baterii. O zgrozo. W moim telefonie góra jeden SMS, więc chciałam to zrobić jak przekroczymy granicę. Pech chciał, że po tym jak opuściliśmy Ukrainę zaczęły się nieporozumienia na granicy. W tv puścili filmik z zamieszkami więc rodzice zaczęli do mnie dzwonić. Telefon padł zanim wysłałam SMSa. Nie znałam żadnego numeru na pamięć.. Jakież było moje zdziwienie kiedy weszłam do domu a wszyscy panikowali i oczywiście przywitali mnie „z uśmiechem na ustach”. W życiu nie widziałam tak zdenerwowanych rodziców i nie sądziłam, że moja blada z natury mama może złapać takich kolorów… Nigdy więcej rozładowanego telefonu;d

  37. Jolanta, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Mojego obecnego męża spotkałam przypadkiem na ulicy- jedno spojrzenie a jednak coś zaiskrzyło- poprosił o mój numer ale los chciał że zarówno jego jak i mój telefon były rozładowane- obiecał ze zapamięta i się udało 🙂 telefony mamy do dziś ale przydałyby się nowe 🙂 🙂

  38. Paulisia2001, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Hm.. dużo było takich akcji! Aż nawet wyłączył mi się jak mama do mnie z pretensjami zadzwoniła! Życie mi wtedy uratował! <3

  39. Kazimierz, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Bateria i broń masowego rażenia

    Miejsce akcji: Liceum. II A, Ostania ławka
    Bohater główny: Kazimierz
    Statyści: Koledzy i koleżanki z klasy
    Rekwizyty: Telefon, rozładowana bateria, długopis, kartka.
    Czas: 13.04.2007

    Liceum, II A. Ja w akcji. Jeeeeeeeeeeest! Hurra! Ostatnia ławka zdobyta! Miejsce przy parapecie, o takiej miejscówce można marzyć. Udało się. Idealne miejsce do napisania klasówki z przysposobienia obronnego. Po co komu definicje, co to jest broń masowego rażenia. Rozumiem, żyjemy w czasach, w którym zdarzają się zamachy, o terroryzmie słyszymy na każdym kroku. Tylko komu pomogą wyuczone regułki? Liczy się praktyka. Terrorysta pukając do naszych drzwi nie będzie pytał o definicje.

    Wziąłem te argumenty pod uwagę i pomyślałem, że skorzystam z telefonu. To moja skarbnica wiedzy. Zadowolony zabieram się do pisania testu. Wyciągam swoją dotychczas niezawodną pomoc naukową. Pierwsze pytanie: Co to jest broń masowego rażenia. Sięgam do kieszeni….Nie! Bateria się rozładowała, a koleżanka siedząca obok zasłania szczelnie kartkę. Przepadłem. Z klasówki 1+ (plus na zachętę). Ocena mnie poraziła. Potem musiałam biegać w zielonej masce po szkole, żeby poprawić ocenę.

    PS. Najlepsze jest to, że koleżanka, która zasłaniała przede mną odpowiedzi została moją żoną…

  40. Aneta, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Telefon rozładował się przed kolokwium zaliczeniowym na uczelni. Nie miałam wówczas możliwości przepisać z niego odpowiedzi, tylko bazować na wlasnej wiedzy.

  41. Misiek, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Kiedyś wybrałem się z kumplami z klubu motocyklowego na wyprawę życia do Rumunii. Był już pòźny wieczòr, dokoła las, do hotelu niedaleko-przynajmniej tak mòwiła nawigacja. A że w każdej drodze musi być przystanek, ja też sobie taki zrobiłem i zjechałem z trasy za potrzebą. Kiedy wracałem do mojego żelaznego rumaka, zauważyłem wielkiego brązowego misia gmerającego przy moim kufrze. Pewnie wyczuł kanapki ktòre tam schowałem na drogę. Odruchowo chwycilem za telefon żeby zadzwonić do kolegòw i poprosić o pomoc w tych tarapatach, ale telefon oczywiście był rozładowany:). W czasie kiedy pròbowałem wykrzesać z niego odrobinę baterii i probowałem go wlączyć, misio zdążył przewròcić mòj motor i zostawić ślady swoich wielgachnych pazuròw na kufrze. Chyba mnie zauważył bo zaczął powoli iść w stronę krzakòw gdzie się schowałem. Rzuciłem z całej siły telefonem w strone niedźwiadka i chyba to uratowało mi życie bo miś na moment się nim zainteresował.Na szczęście koledzy zorientowali się że się odłączyłem i w ostatniej chwili pojawili się na tej leśnej ścieżce płosząc misiaka. Malo brakowało a zostałbym kolacją pana misia:) Czasem rozładowany telefon ratuje życie, wbrew temu do czego został stworzony.

  42. Przemysław, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Od jakiegos czasu mam problemy z wyekspoloatowaną baterią w moim starym telefonie…
    Pewnego dnia po mocnym rozladowaniu, telefon nie przyjmował prądu.
    Czekając na postępy w ładowaniu… zasnąłem (była godzina 20)
    W związku z czym nie mieliśmy ze sobą kontaktu aż do rana…
    A bylismy umowieni, ze będę u Niej o 21… Na kolacji!!! Mozecie sobie wyobrazic jej wizje wyłączonego męskiego telefonu i awanture:D oraz brak kontaktu przez następny tydzień 😉
    Nie mogę do twgo dopuścić ponownie!

  43. Natalia, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Było lato, słońce moco grzalo, leżałam na hamaku i przeglądałam Facebooka chłopaka, który mi się podobał. Coś mnie naszło i zdecydowałam napisać do niego, że go kocham, że mi się podoba itp. Ale nie chciałam tego wysyłać, bo było mi zwyczajnie wstyd i nie miałam tyle odwagi. Ale mój telefon zrobił to za mnie! Momentalnie się zaciął, zaczął wariowac, wyłączył się i włączył. Wtedy odpaliłam messenger i dostałam palpitacji serca, okazało się że moje wiadomości zostały wysłane. Ale nie ma tego złego.. Minęło kilka lat, a my jesteśmy razem po dzisiejszy dzień 🙂

  44. Natalia, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Kiedyś jako mała dziewczynka chodziłam do szkoły muzycznej, dostałam od rodziców mały telefonik, który miał posłużyć kontakowaniu się z nimi. Niestety ja, jak to dziecko wpisałam źle 3 razy hasło, wtedy telefon zawołał kod puk, który oczywiście również wpisałam błędny. Na dole ekranu wyświetlil się napis SOS, jako że wiedziałam co to znaczne kliknelam z nadzieja, że płaczę się z operatorem sieci który poprostu odblokuje mój telefon. Ale nie uwierzycie co się stało.. Zamiast do Orange dodzwoniłam się na policję i uparcie prosiłam dystrybutora o pomoc w odblokowaniu mojego telefonu… W końcu policjant się zdenerwował i poprosił mnie o moje dane i adres domowy, wtedy uświadomiłam sobie, że będę miała niemałe kłopoty, a rodzice zabiorą mi telefon juz chyba na zawsze 😀

  45. Dawidd, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Tak telefon pokrzyżował mi plany.Będąc na dyskotece walentynkowej poznałem fajną dziewczynę.Była to piękna wysoka blondynka.Zagadałem ją i po imprezie dała mi swój numer telefonu.Miałem wtedy 5% BATERII.A mój stary telefon to jest taki złom,że ustawiłem auto reset na 2 dni po dyskotece.A on mi się włączył wtedy jak BATERIA się rozładowała.I już zapewne nigdy nie odzyskam tego numeru od pięknej blondynki.Poważnie się zastanawiam nad zmianą telefonu

  46. Agnieszka, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Witam. Podzielę się z Wami moją przygodą. Dziś wydaje się ona zabawna, ale wtedy nie było mi do śmiechu. Wybrałam się z mężem do lasu na grzyby. Świetnie nam się zbierało, grzybów było dużo i tak szliśmy dalej i dalej. Zorientowałam się po pewnym czasie, że miejsca i górki są jakoś do siebie podobne. Mąż niewzruszony sprawdza naszą lokalizację i okazuje się, że telefon zrobił nam psikusa. Rozładował się! A wtedy naprawdę był nam potrzebny! Zdani na własną intuicję próbowaliśmy znaleźć odpowiedni kierunek wyjścia. Nie było łatwo! Uwieżcie! Dodatkowo co nas niepokoiło to zbliżająca się noc!!! Nie mogliśmy długo wybrnąć z tego grzybobrania. Te chwile niezapomnimy! Gdy już się udało obiecaliśmy sobie, że nigdy nie wybierzemy się na grzyby po południu. Na dodatek z jednym, w dodatku rozładowanym telefonem. Jedyne co było miłe to to, że byliśmy RAZEM:-) Pozdrawiam

  47. Rafał, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Pewnego razu pojechaliśmy na wycieczkę w góry z paczką przyjaciół. Miał być krótki wypad i wieczorem przyjęcie urodzinowe u mojego szefa. Szef jaki był każdy wiedział ale nie wypadało odmówić. Kiedy doszliśmy na szczyt wszystko było pieknie ale po kilku godzinach zerwała sie straszna burza. Nie było jak wrócić, nie chcieliśmy ryzykować. Byłem mocno zestresowany co powie szef jak mnie nie będzie i chciałem zadzwonic z jakas wymówka o bólu brzucha lub innym nagłym zdarzeniu. Miałem przy sobie ładowarkę i nie było by problemu gdyby nie odcięte przez pogode zasilanie w schronisku. No po prostu wstyd na maxa! Szef robi impreze a ja nie mam jak sie usprawiedliwić. W myślach szukałem juz nowej pracy… Ale nic nie dało sie zrobić numeru nie znam na pamięć więc w poniedziałek okaże sie czy mam gdzie wracać. W schronisku było jeszcze kilka innych osób i było całkiem miło przy swieczkach grillu i małej lampce z zasilacza awaryjnego. Ale ten szef… Nie mogłem sie przestać martwić. Do czasu…
    Byla tam grupa kilku osób z którymi widzieliśmy sie na.szlaku. A wśród nich ONA. Przemoczona, zmarznięta ale jej oczy cały czas sie śmiały. Śmiały sie do mnie. Od czasu jak je zobaczyłem o pracy nie pomyślałem ani razu. To był najlepszy wieczór w moim życiu.
    Rano gdy wszystko wróciło do normy zapomniałem o Bożym świecie. Okazało sie ze ta dziewczyna mieszka nie daleko mojego miasta więc razem zeszlismy na dół i wróciliśmy jednym pociagiem. Wszystko było jak z bajki.
    W pracy szef wziął mnie na rozmowę i powiedział ze byłem jedynym którego nie było na imprezie i nie był zadowolona ale pochwala ze nie „poświęcam swiata dla niego”. Okazało sie ze.calkiem równy z niego gość.
    Było to kilka lat temu, dalej pracuje w tej firmie a z moim Aniołkiem z gór tworzymy cudowną rodzinę.
    Dzięki rozladowonanemu telefonowi znalazłem Panią swego życia i nie wyszedłem na lizusa u szefa.

  48. Jottete, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Mój stary, przedpotopowy telefon wielokrotnie krzyżują mi plany, ponieważ często zdarza się, że bateria nie wytrzymuje nawet pół dnia. W dzisiejszych czasach jestem od niego niestety tak uzależniona, że taka rozładowania bateria stanowi dla mnie mega problem. Nie wiem, która jest godzina, nie wiem, ile już jestem spóźniona, nie wiem, ile jeszcze się spóźnię, nie wiem, jak mam dojechać na miejsce,a na domiar wszystkiego nie mam jak skontaktować się z moim ukochanym, żeby dać mu znać, że spóźnię się nie wiadomo ile. Taka jest moja codzienność z moim staruszkiem.

  49. Patka233, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Rozładowany telefon kiedyś popsuł nam romantyczna podróż do Zakopanego. Wtedy telefon służył nam jako nawigacja samochodowa i nie mogliśmy trafić dow wyznaczone miejsce,gdzie był nasz pensjonat.W związku z tym podróż trwała dłużej niż powinna i wylądowaliśmy w Murzasichlu;( po przesłaniu tam 1 nocy i naładowaniu telefonu w pensjonacie pojechaliśmy do Zakopanego

  50. Paulina89, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Moja mrożąca krew w żyłach historia zaczęła się bardzo niewinnie i słodko – od małych szczeniaczków. Suczka koleżanki oszczeniła się. Gdy pieski trochę podrosły postanowiła je rozdać, ponieważ nie mogła wszystkich zatrzymać. Pomyślałam, że jednego z nich przygarnę. Po wielodniowych namowach mama w końcu się zgodziła. Zdecydowałam, że pojadę po niego samochodem. Okazało się jednak, że nikt nie miał czasu jechać ze mną, więc wybrałam się w samotną podróż. Nigdy nie byłam u Asi w domu rodzinnym, wiec miałam pewne obawy. Pocieszałam się faktem, że podobnie jak ja mieszka w maleńkiej miejscowości i trasa będzie przebiegała przez mało uczęszczane drogi. Oczywiście cały dzień zbierałam się jak sójka za morze. Wyjechałam dopiero po obiedzie. Internet pokazywał mi jednak, że przed zmrokiem będę w domu z powrotem. Nie przewidziałam pewnego, nieoczekiwanego wydarzenia, które, jak się później okazało miało niemały wpływ na moje życie 😉 Tu właśnie zaczyna się prawdziwy dreszczowiec. Otóż w czasie jazdy poziom baterii w telefonie zaczął gwałtownie spadać. Nerwowe sprawdzanie mapy Google nie pomogło. Kiedy już byłam w okolicy kompletnie mi nieznajomej bateria umarła a wraz z nią moje nadzieje na dotarcie do celu. Okolica piękna, wokół same pola i lasy. Ni żywej duszy. Postanowiłam jechać „na czuja”, przecież w końcu dotrę do jakiejś cywilizacji, do kogoś kto mnie uratuje. Niestety plan nie do końca wypalił. Zgubiły mnie złe decyzje, podejmowane na skrzyżowaniach oraz niedawne obfite deszcze – ugrzęzłam w bagnie na polnej drodze. Ze łzami w oczach rozglądałam się po okolicy. Na domiar złego zaczynało się ściemniać. Byłam przerażona. Przed oczami pojawiła się wizja śmierci gdzieś, nie wiadomo gdzie, w miejscu zapomnianym przez Boga i ludzi. Thiller zmienił się w horror. Zdawało mi się, że słyszę dobiegające z oddali wycie wygłodniałych wilków. Postanowiłam zostawić samochód i iść dalej pieszo. Nerwowym krokiem zmierzałam w kierunku zachodzącego słońca, przeklinając mój stary, wysłużony telefon oraz piekielną okolicę. Zdawało mi się, że wśród gęstwiny krzaków widzę złowrogie ślepia śledzące każdy mój ruch. Nagle usłyszałam dźwięk, oznaczający ratunek. Zza zakrętu wyłonił się traktor a w nim mój rycerz w lśniącej zbroi. Pan okazał się bardzo miłym człowiekiem. Pomógł mi wyciągnąć samochód. Na swoim supernowoczesnym smartfonie wyszukał moją destynację i powiedział jak tam dojechać w najprostszy możliwy sposób. Ba! Nawet kawałek mnie asekurował, chyba nie do końca mi ufał 😉 Jestem pewna, że do tej pory opowiada o mnie znajomym zaśmiewając się przy tym do rozpuku. W końcu dotarłam do koleżanki, wycieńczona jak po Dakarze. Okazało się, że byłam bardzo blisko celu. W zasadzie kręciłam się po okolicy. Był już wieczór więc za namową Asi przenocowałam u niej. Pewnie podejrzewała, że zgubię się znów w drodze powrotnej. Następnego dnia zapakowałam mój drogocenny skarb, który, jak się okazało, wymagał ode mnie nie lada poświęceń. Bogatsza o nowego przyjaciela i towarzysza podróży oraz o nie do końca radosne wspomnienia wróciłam do domu. Dziś, ilekroć spojrzę na Albiego, śmieję się z moich nieoczekiwanych przygód. A telefon? Do dziś mi służy, choć nie ufam mu już i noszę ze sobą powerbanka.


reklama