Apple AirPods 5 / fot. Konrad Bartnik
Apple AirPods 5 w wersji z bezprzewodowym ładowaniem trafiły do mnie na testy przy okazji premiery iPhone’a 18 Pro. To bardziej zaawansowany wśród podstawowym modeli słuchawek Apple, ale za co w zasadzie płacimy te 699 złotych? W naszej recenzji sprawdzam, czy ktokolwiek spoza kościoła Apple powinien wydać na nie swoje pieniądze.
Spis treści
Przez bardzo długie lata do każdej kolejnej generacji AirPodsów podchodziłem z rezerwą. Wydawały mi się zbyt ograniczone, zbyt drogie, mało wygodne i nudne. Przy okazji premiery Apple AirPods 5 na testy wybrałem wersję z ładowaniem bezprzewodowym, która niedawno trafiła do Polski. Udało mi się zakochac? Odpowiedź znajdziesz w poniższej recenzji.
Na początek musimy przyjrzeć się cenom nowej generacji słuchawek Apple. AirPods 5 są dostępne w Polsce w dwóch wersjach – z ładowaniem bezprzewodowym oraz bez. Warto mieć jednak na uwadze, że ten pierwszy wariant – czyli ten, który testuję – ma nieco lepszą baterię. I to o dobre 20%. Trzeba za to jednak zapłacić 699 złotych.
Możesz jednak zaoszczędzić i wybrać wariant bez ładowania bezprzewodowego, który kosztuje 599 złotych. Już na tym etapie powiem Ci jednak, że nie warto oszczędzać.
Egzemplarz testowy został mi dostarczony przez Apple, a producent nie miał żadnego wpływu na materiał tej recenzji.
Jeden powie, że dobrze jest mieć zunifikowany design, a słuchawki mają grać, a nie wyglądać. Drugi, że kupowanie niczym nie różniących się od poprzedniego modelu słuchawek jest nudne. Nothing przyjdzie i pokaże coś, co wygląda kilka razy lepiej. A Apple AirPods 5 i tak będą sprzedawać się jak dzikie mimo wysokiej ceny. Oraz faktu, że za taką kasę można kupić duoż lepiej grające audio.
Pamiętam, że z Apple AirPods pierwszej generacji naśmiewano się, że wyglądają jak końcówki szczoteczki elektrycznej. Przez lata zmieniło się tyle, że teraz wszyscy nosimy TWSy, ale… AirPodsy są w zasadzie takie same. Nie zmienia się działającej formuły, ale w sieci znalazłem masę narzekających na to, że słuchawki nie trzymają się w uchu. A akurat z tym prze zlata dało się coś zrobić.
Apple AirPods 5 / fot. Konrad Bartnik
Czy mnie wypadają? Nie. Być może mam najbardziej zestandaryzowane ucho świata, ale nie wymyśliłem treningu, podczas którego wysunęłyby mi się z małżowiny. Zabrałem je na rower. Pobiegałem. Machałem kettlebellem przez godzinę. W przypływie frustracji na ich odporność stawałem na rękach (dosłownie, nadal nie wypadają). I nic. Jakość wykonania tych słuchawek jest pikiem tego, co da się wycisnąć z plastiku.
Pewnie poddałyby się, gdybym zabral je na basen. Ponieważ jednak norma wodoszczelności to IP57 (krótkotrwałe zanurzenie, ale i tak powyżej IP54 z poprzedniej generacji), to Apple raczej nie byłoby zachwycone z mojego sposobu testowania.
Na koniec pozwolę sobie pochwalić etui. To jest o dobrą połowę mniejsze od moich prywatnych słuchawek (czyli tych Xiaomi, które testował Paweł). Teoretycznie Xiaomi oferuje dłuższy czas pracy na ANC (ale o praktyce pogadamy sobie w dalszej części testu).
Od bardzo dawna byłem zdania, że słuchawki douszne nie nadają się do codziennego użytkowania i sukcesywnie odmawiałem nie tylko testowania, ale i kupowania sobie ich na dłuższy użytek. W efekcie AirPodsy 5 to pierwsze douszne słuchawki, których używałem od lat. Prawdopodobnie pierwsze od czasów kabli. I co? I miałem rację, dokanałowe są nadal znacznie przed nimi.
O wypadaniu z ucha już pisałem, ale co mi tam, napiszę jeszcze raz. Chodzi o to, że mocno wiąże się to z wygodą używania na co dzień. Xiaomi grają ładniej, mają lepsze ANC i dłużej działają na baterii, ale łapałem się na tym, że wolałem używać modelu Apple podczas słuchania podcastów przed spaniem. W dokanałówkach położenie się na boku skutkuje bolesnym ukłuciem. Tu można drzemać w dowolnej pozycji i nic nie uciska. Jestem dziwnie spokojny, że ktoś w Cupertino to przetestował.
Apple AirPods 5 / fot. Konrad Bartnik
Słuchawki TWS przyzwyczaiły mnie do tego, że dzielą się na dwie grupy: te, w których gesty nie działają wcale oraz te, w których działa tylko ten do pauzy. Jeżeli twierdzisz, że jesteś w stanie gestem zmienić głośność słuchawek podczas rozmowy bez jej przypadkowego zakończenia, to po prostu Ci nie uwierzę. A jak działa to w kościele Apple?
Otóż tak samo. Czasami udawało mi się zmusić je do wykonania akcji, której od nich wymagałem, bo oprócz naciskania można je też ściskać. Generalnie zaliczyłym je do grupy, w których gesty po prostu nie działają. Jeżeli jesteś w stanie używać ich podczas biegania, to proponuję rozważenie kariery neurochirurga, bo precyzji pozazdrościłby Ci pilot drona wyścigowego.
Generalnie rynek słuchawek dousznych poza AirPodsami jest śmiesznie mały, bo nikt specjalnie nie chce się w to pchać. Rozumiem to, bo modele dokanałowe grają soczyściej, ładniej i z lepszym basem. Do tego oferują znacznie lepsze tłumienie dźwięków z zewnątrz. Możesz więc zrozumieć, że do testów AirPodsów 5 podchodziłem raczej sceptycznie i mogłem zdziwić się jedynie na plus. No i trochę się zdziwiłem.
Na początku zaznaczę tylko, że nie posiadam specjalnie rozbudowanego słuchu muzycznego. Rozróżniam kiedy grają i kiedy nie grają, ale i tak zrobiłem wszystko, by spróbować podejść do sprawy jak najpoważniej. I mam kilka wolnych wniosków.
Biorąc pod uwagę otwartą konstrukcję, dół pasma zaskakuje swoją obecnością i nasyceniem. Zrozumiałe jest jednak, że nie zaoferują one identycznych wrażeń co klasyczne pchełki dokanałowe w zbliżonym budżecie – specyfika budowy robi swoje. Dół nie uderza aż tak głęboko i brakuje mu nieco potęgi, ale w swojej kategorii wypadają pod tym względem bardzo solidnie.
Wokale i instrumenty ze środka pasma złapały nieco cieplejszego barwienia od basu, co nie odbiera im kluczowych dla tego zakresu walorów. Przede wszystkim na pochwałę zasługuje bogactwo detali, które stoją na bardzo wysokim poziomie. Przejrzystość określiłbym jako poprawną, choć po sprzęcie z tej kategorii cenowej spodziewałem się nieco więcej swobody.
Góra również wydaje się delikatnie wygładzona i ocieplona przez niższe pasmo, ale wciąż oferuje cechy, jakich oczekujemy od tego zakresu. Głównym atutem jest tu wysoki poziom szczegółowości oraz niezła rozdzielczość. Sama czystość brzmienia stoi na przyzwoitym poziomie, choć w odniesieniu do kwoty, jaką trzeba za te słuchawki zapłacić, liczyłem na odrobinę bardziej kryształowe wykończenie.
W kwestii synchronizacji dźwięku z obrazem konstrukcja sprawdza się bez zarzutu – brak zauważalnych opóźnień zasługuje na duży plus. Bez przeszkód można więc sięgnąć po nie podczas dynamicznej rozgrywki w tytułach wymagających szybkiego czasu reakcji. Tu jest klasowo.
Jak na otwarte słuchawki, w AirPodsach 5 mamy do czynienia z dobrym trybem transparentnym, który jedynie nieznacznie różni się od tego, co słyszy się w słuchawkach. Tyczy się to głównie poziomu głośności, ale także nieco barwy dźwięków, które nas otaczają.
Jeżeli chodzi o całkowite tłumienie, to nie masz na nie co liczyć. ANC we wspominanych Xiaomi tłumi płaczące na pokładzie samotu dziecko. AirPodsy 5 mają problem z wytłumieniem radia u sąsiadki z dołu.
Apple AirPods 5 / fot. Konrad Bartnik
W tej sekcji postanowiłem też odnieść się do tego, co AirPodsy od lat robią lepiej od swoich rywali – rozmów. Przez żadne słuchawki TWS do tej pory nie rozmawiało mi się lepiej. W swojej recenzji AirPodsów 4 Paweł twierdził, że mikrofony są słabe.
Być może bardzo je poprawiono (w sieci naprawdę trudno znaleźć o tym informacje), a być może ja po prostu mam niższe standardy. Do tego muszę wspomnieć o trybie rozmowy, który w teorii ma załączać się przy wykryciu głosu podczas słuchania muzyki. Działa to kapitalnie i nie trzeba wyjmować słuchawki z ucha, by na ulicy pogadać z przypadkowym przechodniem, albo pokazać konduktorowi bilet do kontroli w pociągu. Tego na pewno będzie mi brakować.
W sekcji o jakości wykonania napisałem, że AirPods 5 są cudownie kompaktowe. Problem polega na tym, że przez takie rozmiary zarówno w słuchawkach, jak i w etui nie zmieściło się zbyt duże ogniwo.
Według producenta przekłada się to na 5 godzin odtwarzania muzyki z ANC i 22 godziny (czyli nieco ponad 4 takie sesje) z etui. To o 20% dłużej od AirPodsów bez ładowania bezprzewodowego. Dlaczego, przecież wyglądają tak samo? Ja na to pytanie nie mam żadnej odpowiedzi.
No dobra, co z praktyką? Praktyka jest taka, że faktycznie byłem w stanie dobić do tych 4 sesji po 5 godzin, o których mówi producent. Możliwości grania bez ANC nie testowałem, bo nie widzę pół powodu, by nie korzystać z tego dobrodziejstwa współczesnego świata. Jeżeli uważasz, że znajdujesz się w sytuacji, w której chcesz słyszeć otoczenie, to może… nie zakładaj słuchawek?
Na koniec słowo na temat ładowania bezprzewodowego. Długo, naprawdę długo zastanawiałem się nad tym, po co to wprowadzono. Uświadomiła mnie dopiero żona, która po wzięciu ich od ręki od razu spróbowała podpiąć je do ładowarki od Apple Watcha. Owszem, zadziałała. Czym rózni się to od podpięcia USB-C? To tajemnica, której ktoś z tak wypłaszczonym mózgiem jak ja nigdy nie rozwikła.
Tak naprawdę największym wrogiem Apple AirPods 5 z ładowaniem bezprzewodowym są. Apple AirPods 3 Pro. Te kosztują 999 złotych, a w promocjach widziałem je już za mniej niż 800 złotych. To po prostu dużo lepszy sprzęt pod każdym względem.
Apple AirPods 5 / fot. Konrad Bartnik
Załóżmy jednak, że nie lubisz słuchawek dokanałowych. Trzeba wtedy uczciwie przyznać, że Apple AirPods 5 mają najlepsze ANC z dousznych modeli, jakie kiedykolwiek testowałem. Jakość dźwięku jest taka sobie, ale tryb transparentny to klasa sama dla siebie. Czy jest to warte 699 złotych?
Moim zdaniem nie, ale na pewno wybrałbym je zamiast wersji bez bezprzewodowego ładowania. Nie dlatego, że Qi w słuchawkach jest mi do czegokolwiek potrzebne, ale dlatego, że działają o 20% dłużej od modelu za 599 złotych. Poluj na promocję, bo za około 5 stówek łatwo je polecić.
|
ZALETY
|
WADY
|
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.
OPPO Find X10 Pro Max bez wątpienia jest jednym z najciekawszych urządzeń, które definiują segment…
OnePlus Nord 6 kupisz w promocji. Ten wydajny telefon ze średniej półki ma dużą baterię…
Xiaomi 17 Ultra to flagowiec, który łączy potężną wydajność z zaawansowanymi możliwościami fotograficznymi. Smartfon oferuje…
Jeśli chcesz, by Twój smartfon zachwycił aparatem nie tylko Ciebie, ale także Twoich znajomych i…
Najnowszy ranking AnTuTu przyniósł zaskakujące rozstrzygnięcie. Xiaomi 18 Fold pokonał najmocniejsze smartfony wyposażone w procesory…
Xiaomi potwierdziło termin rozpoczęcia wdrażania stabilnej wersji HyperOS 4. Aktualizacja ruszy 15 października 2026 roku…