Kategorie: Gry i aplikacje Testy

Recenzja Valor Mortis. Polacy postanowili rzucić rękawicę FromSoftware

Valor Mortis to pierwszoosobowa propozycja dla miłośników gatunku soulslike. Polskie studio odpowiedzialne za grę zdecydowało się zainspirować gigantami – w tym Sekiro oraz kochanym na całym świecie Bloodborne. Jak to wyszło w praktyce?

Valor Mortis zapowiedziano jako pierwszoosobowego soulslike’a. To dość nietypowe i nowatorskie podejście, zwłaszcza że twórcy od samego początku nie ukrywali silnych inspiracji grami studia FromSoftware. Było to widoczne zarówno podczas pokazów, w udostępnionym demie, jak i w finalnej wersji gry.

Produkcja nie wymyśla koła na nowo. Czerpie za to głównie z Sekiro i Bloodborne’a. Czy to jednak wystarczyło, by nazwać tę grę soulslikiem? Czy twórcom naprawdę udało się wyciągnąć sedno całego gatunku? Choć wiele elementów zostało przez One More Level zrobionych poprawnie, trudno tak po prostu odpowiedzieć na to pytanie.

Dla kogo tak naprawdę jest Valor Mortis?

Jest dla Was, jeśli szukacie:

  • Akcyjniaka z perspektywy pierwszej osoby,
  • Szybkich i dość efektownych starć opartych na parowaniu,
  • Wyrazistej oprawy wizualnej,
  • Mrocznego klimatu,
  • Dużej mobilności i elementów parkouru podczas eksploracji oraz walki,
  • Liniowej, ale urozmaiconej eksploracji + backtrackingu,
  • Sporej liczby aktywności pobocznych,
  • Zadań, które czasami można ukończyć na więcej niż jeden sposób.

Nie spodoba Wam się, jeśli:

  • Oczekujecie rasowego soulslike’a,
  • Czekacie na wymagających i zapadających w pamięć bossów,
  • Nie tolerujecie niedopracowanych hitboxów i problemów z celowaniem,
  • Zwracacie dużą uwagę na naturalne animacje,
  • Szukacie rozbudowanego systemu rozwoju postaci,
  • Oczekujecie angażującej historii pełnej zwrotów akcji,
  • Liczycie na tajemnicze, wyraziste postacie,
  • Przeszkadzają Wam techniczne niedociągnięcia, w tym regularne blokowanie się o obiekty + przeciwników,
  • Nie przekonuje Was pierwszoosobowa formuła soulslike’a.

Valor Mortis ocieka klimatem

Gracze wcielają się w Williama, żołnierza Grande Armee, który zostaje wskrzeszony na polu bitwy. Po przebudzeniu szybko okazuje się, że Europa, za którą oddał życie, nie jest już tym samym miejscem. Na kontynencie pojawiła się tajemnicza, śmiercionośna plaga. Tutaj robi się ciekawie, gdyż wypaczająca moc zarazy zaczyna płynąć w żyłach głównego bohatera.

Fot. GSMmaniak

Fot. GSMmaniak

Fot. GSMmaniak

Alternatywna wersja XIX-wiecznej Europy, połączona z mrocznymi elementami fantasy, daje twórcom sporo możliwości, które ci z chęcią wykorzystują.

Świat jest pełen rozmaitych szczegółów. Wypełniono go licznymi notatkami, komentarzami głównego bohatera, a nawet czymś w rodzaju echa przeszłości, pozwalającego odsłuchiwać fragmenty wydarzeń, które miały już miejsce.

Na plus wypada charakterystyczny design świata i zamieszkujących go przeciwników. W końcu jest to surowy, wyniszczony wojną i zarazą świat, o czym twórcy nie pozwalają zapomnieć ani na chwilę. Wszędzie widać skutki błędnych decyzji dowódców oraz spustoszenie wywołane zarazą.

Fot. GSMmaniak

Fot. GSMmaniak

Fot. GSMmaniak

Fabuła jest poprawna, ale trudno nazwać ją szczególnie porywającą. Brakuje mocniejszych zwrotów akcji, które potrafiłyby wybić historię z dość przewidywalnego rytmu, a także enigmatycznych postaci, które pozostawałyby w pamięci na dłużej.

Minusem są dialogi i sposób, w jaki główny bohater komentuje wydarzenia. William momentami mówi zdecydowanie za dużo, na bieżąco wyjaśniając rzeczy, które mogłyby zostać pozostawione interpretacji graczy.

Co więcej, często dochodzi do wniosków, które wcale nie są tak oczywiste. Wystarczy, że zauważy jakiś szczegół lub połączy ze sobą kilka faktów, a chwilę później podobne spostrzeżenie ląduje już w jego dzienniku.

Sam zabieg nie jest oczywiście zły i dobrze sprawdza się w bardziej bezpośrednio prowadzonych grach akcji. Sęk w tym, że cały czas mowa o soulslike’u.

Fot. GSMmaniak

Jedną z przyjemności tego gatunku jest przecież samodzielne składanie historii z porozrzucanych po świecie elementów – opisów przedmiotów, rozmów, otoczenia czy pozornie nieistotnych szczegółów. Valor Mortis często odbiera część tej satysfakcji, podając odpowiedzi zdecydowanie zbyt szybko.

Zamiast pozwolić graczom samemu wyciągnąć wnioski, William robi to za nich. Usunięcie kilku segmentów monologów protagonisty rozwiązałoby ten problem, podobnie jak zapewnienie większej swobody podczas wykonywania poszczególnych zadań.

Rozgrywka łączy w sobie elementy Sekiro i Bloodborne

Z pierwszego tytułu zapożyczono przede wszystkim parowanie oraz możliwość przełamywania postawy przeciwników, z drugiego natomiast agresywniejsze tempo starć, nacisk na ciągłe pozostawanie w ruchu oraz obecność broni palnych. Wszystko to zaprezentowano z perspektywy pierwszoosobowej.

Fot. GSMmaniak

William jest bardzo mobilny. Może szybko unikać ataków, skakać, wspinać się i w określonych, zaplanowanych przez twórców miejscach korzystać z parkouru. Ma to znaczenie nie tylko podczas eksploracji. Mobilność przydaje się przede wszystkim w walce. Do tego dochodzą spory arsenał broni i zdolności nadnaturalne.

Walka daje dwie główne możliwości. Pierwszą są uniki. Pozwalają szybko wyjść poza zasięg ataku, a ich poprawne wykonanie spowalnia na moment czas, dając okazję do kontrataku.

Drugą opcją jest parowanie. Tutaj wszystko opiera się na wyczuciu odpowiedniego momentu. Idealne odbicie wypełnia pasek wytrzymałości przeciwnikowi, a seria udanych parowań może wyprowadzić go z równowagi, co pozwala zadać obrażenia krytyczne. Złe wyczucie oznacza natomiast utratę własnej wytrzymałości.

Fot. GSMmaniak

Żadne z tych rozwiązań nie jest jedynym słusznym. Możliwości nie ma może szczególnie dużo, ale pozwalają dopasować sposób walki do własnych preferencji. Mocniejsza broń dobrze sprawdza się przy atakowaniu głów przeciwników, podczas gdy słabsze uzbrojenie pozwala skuteczniej celować we wrażliwe części ciała.

Widać, że każda z broni została zaprojektowana z myślą o konkretnym zastosowaniu i warto mieć to na uwadze podczas walki. Całość urozmaicają zdolności pozwalające podpalać przeciwników, spowalniać ich czy absorbować zadawane przez nich obrażenia.

Szkoda tylko, że niekiedy oponenci nie należą do najbardziej inteligentnych. Zdarza się, że blokują się na obiektach, wykrywają graczy z nierealnej odległości czy wręcz przeciwnie – zdają się ich nienaturalnie ignorować.

To jednak nie koniec. Otoczenie często można wykorzystać, by szybko i łatwo pozbyć się przeciwników. Gra niejednokrotnie pozwala przekraść się między wrogami i eliminować ich po cichu.

Fot. GSMmaniak

Nie zabrakło również dodatkowego wyposażenia. Granaty pomagają w walce z grupami przeciwników, osełki tymczasowo wzmacniają broń, a specjalne pociski nakładają na amunicję dodatkowe efekty. Zarówno worki z amunicją, jak i osełki mają ograniczoną liczbę użyć – bazowo jest ich 10.

W przypadku większych przeciwników, a szczególnie grup oponentów, największym problemem okazują się hitboxy. Łatwo zablokować się na teksturze albo samym przeciwniku i stracić możliwość szybkiego wycofania się. Przy kilku przeciwnikach naraz potrafi to szybko zakończyć się śmiercią.

Smutne jest to, że twórcy, zamiast zwiastować obrażenia krytyczne przeciwników charakterystycznymi animacjami, postawili na proste i mało kreatywne czerwone podświetlanie ich ciał.

No a jak mają się sprawy z rozwojem postaci?

Nie ma tutaj klasycznego drzewka umiejętności. Zamiast tego są pojedyncze ikonki, które można ulepszać. Po rozwinięciu danej umiejętności odblokowuje się kolejny, pionowy pasek, w który można dalej inwestować.

Walutą służącą do ulepszania są katalizatory – coś w rodzaju dusz znanych z soulslike’ów. Zdobywa się je za pokonywanie przeciwników, a po śmierci można je, podobnie jak w grach FromSoftware, stracić.

Fot. GSMmaniak

Większość ulepszeń zwiększa podstawowe statystyki Williama, przede wszystkim maksymalny poziom zdrowia, staminy, mocy czy obrażeń. Stamina odpowiada za wykonywanie uników i ataków. Moc służy natomiast do korzystania ze specjalnych umiejętności.

Wszystko kręci się wokół rozwijania podstawowych parametrów postaci.

Powyższe rozwiązania nie brzmią ani innowacyjnie, ani szczególnie ciekawie. Nieco więcej możliwości daje jednak rozwój oparty na znajdowanych podczas rozgrywki kamieniach, czyli bursztynach.

Wyposażenie ich daje stałe benefity do postaci. Wraz ze wzrostem poziomu bohatera odblokowywane są na nie kolejne sloty.

Fot. GSMmaniak

Bursztyny mogą zwiększać zadawane obrażenia kosztem otrzymywanych obrażeń, zmieniać reakcję postaci na ogień lub zatrucie, ułatwiać skradanie czy przyspieszać leczenie. W przeciwieństwie do podstawowych ulepszeń są więc znacznie mocniej nastawione na konkretny styl rozgrywki.

Jest ich na tyle dużo, że bez większego problemu każdy znajdzie wśród nich coś dla siebie.

Valor Mortis zachęca do eksploracji

Lokacje w Valor Mortis są liniowe, ale pełne odnóg. Można w nich znaleźć dodatkowe zasoby, sekrety, opcjonalnych przeciwników czy zadania poboczne. Nie brakuje również backtrackingu.

Do niektórych miejsc wraca się po zdobyciu odpowiednich umiejętności lub wykonaniu konkretnych zadań. Za punkt kontrolny i sposób na szybką podróż służy specjalna lampa, działająca na podobnej zasadzie co ogniska w grach FromSoftware.

Fot. GSMmaniak

Fot. GSMmaniak

Mimo liniowej konstrukcji lokacje nie sprawiają wrażenia pustych. Twórcy rozsądnie rozmieszczają w nich dodatkową zawartość, dzięki czemu często pojawia się pytanie, czy przed ruszeniem dalej nie warto jeszcze sprawdzić którejś z odnóg.

Żeby tego było mało, eksplorację urozmaicają proste “zagadki”. Najczęściej polegają na odnalezieniu i zniszczeniu rdzeni, które odblokowują przejścia.

Poziomy są przy tym znacznie bardziej korytarzowe niż lokacje znane z gier FromSoftware. Nie oferują takiej swobody poruszania się ani rozbudowanej sieci połączeń. Nie przeszkadza to szczególnie, bo twórcy dobrze wykorzystali dostępną przestrzeń i wypełnili ją dodatkową zawartością, niemniej warto mieć to na uwadze.

Te dwie rzeczy nie wyszły najlepiej

Gry z gatunku soulslike charakteryzują się wysokim poziomem trudności. Narzucają szybkie tempo i nieraz zmuszają graczy do radzenia sobie w pozornie beznadziejnych sytuacjach. Trudna droga często prowadzi do starcia z potężnym, zjawiskowym bossem, który stanowi jej zwieńczenie.

Bossowie to zdecydowanie jeden z najsłabszych elementów Valor Mortis. Przede wszystkim brakuje im różnorodności. Jest ich stosunkowo niewielu. Poza tym, jeśli już do starć dochodzi, to nie oferują niczego specjalnego.

Ataki szału nie robią, drugie fazy oponentów rzadko komplikują sytuację. Bossowie są, umierają i szybko się o nich zapomina. Ot dodatkowa przeszkoda do pokonania.

Fot. GSMmaniak

Przy odpowiednim wykorzystaniu parowania i dostępnych umiejętności większość starć można przejść bez większych problemów, za pierwszym razem. Brakuje tutaj pojedynków, które wymuszałyby jakąś większą zmianę w graczach.

Znacznie bardziej irytujące jest zachowanie przeciwników podczas szarży. Wielu z nich potrafi w ułamku sekundy pokonać spory dystans, nienaturalnie ślizgając się po podłożu.

Animacja jest na tyle szybka i nienaturalna, że trudno wyczuć, czy przeciwnik doskoczy do Williama, czy zatrzyma się przed nim. Nie zawsze da się też ocenić, czy nadchodzący atak faktycznie trafi.

Nie jest to przypadłość jednego konkretnego typu oponenta. Podobne zachowanie można zaobserwować przy większości przeciwników.

Problem najbardziej rzuca się w oczy podczas prób utrzymania dystansu. Przeciwnik może znajdować się kilka metrów dalej, by chwilę później niemal natychmiast znaleźć się tuż przed graczami.

Czy warto dać szansę Valor Mortis?

Fot. GSMmaniak

Tak. I nie dlatego, że jest to gra polskiego studia. Koniec końców Valor Mortis ma własny pomysł na siebie, choć czasem nie widać tego w mechanice walki mieczem. Starcia z podstawowymi przeciwnikami potrafią być wymagające, arsenał jest całkiem spory i istnieje co najmniej kilka możliwości podejścia do zabawy.

Problem pojawia się wtedy, gdy na Valor Mortis patrzy się przez pryzmat największych soulslike’ów. Wówczas wcale tak kolorowo nie jest. Historia momentami jest zbyt prosta, za mało tajemnicza. Walki z bossami rozczarowują, podobnie jak rozwój postaci pozbawiony standardowego drzewka umiejętności.

W wersji recenzenckiej czasem dochodziło do spadków FPS, mimo to twórcy deklarują, że finalna wersja pozbędzie się tych błędów.

Przedpremierowy dostęp do gry otrzymałem od wydawcy.

Ocena końcowa testu [1-10]: 6.5

ZALETY
  • Ciekawy, oryginalny setting,
  • Design przeciwników,
  • Starcia oparte na unikach i parowaniu,
  • Duża mobilność postaci,
  • Specjalne umiejętności urozmaicające walkę,
  • Możliwość wykorzystywania otoczenia i elementów skradankowych,
  • Sporo aktywności pobocznych, znajdziek i sekretów,
  • Duża liczba różnorodnych przeciwników,
  • Cena – 149,99 zł za taki tytuł to naprawdę niezły deal.
WADY
  • Fabuła jest mało porywająca,
  • Główny bohater zbyt często komentuje wydarzenia i momentami zdradza zbyt wiele,
  • Brakuje enigmatycznych postaci,
  • Prosty i mało rozbudowany system rozwoju postaci,
  • Bossowie są mało różnorodni i niezbyt wymagający,
  • Problemy z celowaniem w konkretne części ciała przeciwników,
  • Przeciwnicy podczas szarży potrafią nienaturalnie pokonywać duże odległości,
  • Łatwo zablokować się na przeciwnikach lub elementach otoczenia,
  • Czerwone oznaczenia ataków przeciwników są mało oryginalne,
  • Słabe elementy logiczne,
  • Kiepskie AI przeciwników,
  • Spadki FPS,
  • Średni soulslike.

Ostatnio pisałem recenzje:

Piotr Kaniewski

Najnowsze artykuły

  • Newsy
  • Pojazdy elektryczne

Nowy BYD w Europie. Technologia jutra, 1604 KM, 2,25 s do „setki” i 9 minut ładowania do 97%

Grupa BYD informuje o wielkich nowościach, jakie zostaną zaprezentowane na europejskich targach motoryzacyjnych Mondial de…

12 października 2026
  • Newsy
  • OnePlus
  • Telefony
  • Wiadomość dnia

9000 mAh, ekran 185 Hz i aparat 200 MP. Tego flagowca sam bym sobie kupił, bezapelacyjnie

Oficjalnej premiery doczekał się OnePlus 16 - moja definicja telefonu idealnego. Ma imponującą baterię 9000…

12 października 2026
  • Honor
  • Newsy
  • Telefony

Producent twierdzi, że jest to najlepsza pozycja gamingowa – trudno się z tym nie zgodzić

Już za parę dni zadebiutują Honor Win 2 wraz z tabletem Win Pad. Jak sugeruje…

12 października 2026
  • Promocje

Rozdają vouchery na smartfony. Ceny niższe nawet o 500 złotych

Sieć Orange Polska oferuje od dziś vouchery na wybrane smartfony. Wysokość zniżki wynosi od 100…

12 października 2026
  • Samsung
  • Telefony

Niech ma i 10 000 mAh nowy Galaxy S27. Cóż z tego, skoro musieliby poprawić coś jeszcze

Wiemy coraz więcej na temat nowego flagowca Samsung Galaxy S27 Ultra. Prawdopodobnie dostanie on rekordową…

12 października 2026
  • Promocje

Flagowy tablet Galaxy w potężnej promocji. Do 4999 zł korzyści

Nowy tablet Samsung Galaxy Tab S12 Ultra jest teraz dostępny w ciekawie prezentującej się promocji…

12 października 2026