Lava Agni 4N to pierwszy telefon indyjskiego producenta w Europie. Za jego pomocą marka chce ambitnie podebrać oddanych fanów Samsungowi, która na wyspach sprzedaje się najlepiej. Smartfon ma niezłą cenę, dobrą specyfikację, a jego przewagą nad chińską konkurencją ma być brak reklam i preinstalownych aplikacji-śmieci. To może się udać – a jak się uda, to telefon trafi na kolejne rynki.
- W Wielkiej Brytanii zadebiutowała nowa marka smartfonów, czyli Lava.
- Jej pierwszym modelem jest wyceniona na 499 funtów (2500 złotych) Lava Agni 4N.
- Smartfon pracuje na MediaTeku Dimensity 8350, ma 8 GB RAM, UFS 4.0, aparat 50 MP i baterię 5000 mAh.
Przy szalejącym na rynku smartfonów kryzysie pamięci debiut nowej marki w Europie to ewenement. Do tego indyjska Lava ma ambitny plan przejęcia chociaż części fanów Samsunga w Wielkiej Brytanii. Jeżeli później zamierzają robić to przy pomocy premier pokroju Lava Agni 4N, to może się to udać. Cena jest okej, specyfikacja też, a sam smartfon ma nie mieć reklam i preinstalowanych aplikacji.
Lava Agni 4N debiutuje w Wielkiej Brytanii za 499 funtów – bez reklam
Na początek kilka słów na temat ceny, którą za chwilę zestawimy z konkurencją w Polsce. Lava Agni 4N jest dostępna tylko w jednym wariancie, czyli 8/256 GB, Ten został wyceniony na 499 funtów, czyli nieco ponad 2500 złotych. Sporo, biorąc pod uwagę, że to średniak – bardzo ładny, ale tylko średnia.
Poszperałem trochę i w Polsce mam dla niego kilka alternatyw, które są również dostepne w UK. Są to na przykład:
- Samsung Galaxy S25 za 2269 złotych. Jest mniejszy, a siła marki w Wielkiej Brytanii zrobi swoje.
- Xiaomi 17T za 2100 złotych. Jest lepszy od Agni pod każdym względem, do tego wygrywa ceną i pamięcią.
- realme GT 7 Pro za 2499 złotych. Ma olbrzymią baterię, jest flagowcem z dużo lepszym aparatem i pamięcią.
Takie przykłady mógłbym mnożyć, ale nie ma to sensu. Chodziło mi o pokazanie, w jak trudnej sytuacji jest obecnie każda nowa marka, która wchodzi na tak wysycony rynek, jak Europa. Przewagą nad chińskimi markami ma być czysty Android 16, przez co producent rozumie brak reklam i preinstalowanych aplikacji-śmieci. Do mnie to nawet przemawia.
Specyfikacja jest niezła, ale trochę brakuje tu ciekawych nowości
Przejdźmy do wyposażenia, bo tu jest o czym pogadać. Na początek trzeba uczciwie przyznać, że Lava Agni 4N to naprawdę ładny telefon z poziomą wyspą aparatów rodem z Nothinga. Smartfon ma również cienkie ramki dookoła ekranu oraz dedykowany, programowalny przycisk do obsługi latarki, włączenia dowolnej aplikacji, zrobienia zrzutu ekranu i tak dalej.
Jeżeli chodzi o wydajność, to patrzymy na niezbyt nowego MediaTeka Dimensity 8350 (przywołany wcześniej Xiaomi ma nowszy SoC w tej samej linii i więcej pamięci). Kryzys na rynku RAM zebrał swoje żniwo i Lava Agni 4N jest dostępna tylko w jednej wersji 8/256 GB.
Na tylnym panelu znalazł się podwójny aparat fotograficzny, ale nie ma tu teleobiektywu, którego obecność sugerowałaby cena. 50 MP jednostka główna z OIS oraz 8 MP szeroki kąt z polem widzenia 112 stopni to wszystko, na co możemy liczyć. Z drugiej strony, podobnie wyceniony w UK Samsung Galaxy A57 (w Polsce za 1900 złotych) wcale nie ma lepszego aparatu.
Moim największym zarzutem skierowanym w stronę Lava Agni 4N jest jednak bateria. W czasach krzemowo-węglowej rewolucji telefon z ogniwem 5000 mAh wypada po prostu niepoważnie. To byłaby zresztą jego największa przewaga nad Samsungami. Na szczęście szybsze jest ładowanie, osiągające moc 66 W.
Nie zamierzam jednak skreślać Lava w Europie, a to z prostego powodu. Uważam, że każda konkurencja jest dobra dla użytkownika, bo wpływa na konkurencyjność cen. Jeżeli Agni 4N trafi kiedyś na kontynent, a ostatecznie również do Polski, spodziewam się niższych kwot. Za 2000 złotych to nie byłby zły smartfon, który może przekonać do siebie fanów czystego Androida.
Paradoksalnie największym problemem dla indyjskiego Lava jest… londyński Nothing. Lokalny producent (choć oczywiście z fabrykami w Chinach) ma większa siłę przebicia, lepszy system, lepsze smartfony i lepszą markę. Zobaczymy, czy uda się też utrzymać lepszą sprzedaż, bo społeczność indyjska w Wielkiej Brytanii jest olbrzymia. Być może będą chcieli wspierać rodzimą markę.
Nowa marka telefonów wchodzi do Europy. Chcą zezłomować Samsunga, więc im kibicuję
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe. Jesteśmy Partnerem Amazon i otrzymujemy wynagrodzenie z tytułu określonych zakupów dokonywanych za pośrednictwem linków.









