Nothing Phone (4b) wyróżnia się nie tylko charakterystycznym wyglądem, ale również bardzo dobrą kulturą pracy, świetnym ekranem AMOLED i długim czasem działania. Sprawdziłem, jak radzi sobie na co dzień i z jakimi kompromisami trzeba się liczyć przed zakupem.
Spis treści
Półtora tysiąca złotych za średniaka – w takiej cenie można kupić na polskim rynku Nothing Phone (4b). Telefon jest dostępny w sprzedaży w trzech kolorach: białym, czarnym oraz niebieskim.
Ten ostatni to edycja ekskluzywna, którą można zgarnąć wyłącznie w oficjalnym sklepie producenta. Cena wygląda w miarę uczciwie, ale w tej półce cenowej konkurencja po prostu nie bierze jeńców. Nasuwa się więc proste pytanie: czy warto?
Marka Nothing zdążyła już przyzwyczaić nas do przeźroczystych plecków, świecących pasków LED i charakterystycznego interfejsu. W najnowszym modelu chodzi jednak o coś więcej niż tylko o wygląd. Liczy się to, jak ten sprzęt działa na co dzień, czy nie zacina się przy prozaicznych zadaniach i czy akumulator wytrzymuje od rana do wieczora bez biegania do gniazdka.
Z jednej strony dostajemy unikalny design i niesamowicie czysty, lekki system, który pod względem płynności zawstydza wielu konkurentów. Z drugiej – ograniczenie do 128 GB pamięci w podstawowej wersji bez możliwości rozbudowy kartą microSD potrafi zaboleć już po kilku miesiącach robienia zdjęć i pobierania aplikacji.
Sprawdziłem, jak Nothing Phone (4b) leży w dłoni, co potrafią jego aparaty i czy przeźroczysta obudowa broni się czymś więcej niż tylko efektem wow.
Design, który trudno pomylić z czymś innym
Industrialna stylistyka Nothing Phone (4b) z wyraźnymi liniami, geometrycznymi elementami i dużym modułem aparatów sprawia, że trudno pomylić ten model z czymkolwiek innym. Co ciekawe, mimo tej surowości telefon nie wygląda przesadnie agresywnie, szczególnie w jasnoniebieskiej wersji kolorystycznej, która dodaje mu nieco lekkości.
Największą uwagę przyciąga oczywiście tylny panel. Szeroka wyspa aparatów rozciągnięta niemal przez całą szerokość obudowy nadaje bardzo charakterystyczny wygląd, a dekoracyjne elementy przypominające śruby tylko podkreślają klimat.
Nie każdemu taki projekt przypadnie do gustu, ale właśnie o to tutaj chodzi. Mam wrażenie, że Nothing nie próbuje zadowolić wszystkich, tylko tworzy telefon dla osób, które chcą nosić w kieszeni coś z własnym stylem.
Pod względem wykonania również trudno mieć większe zastrzeżenia. Obudowa dobrze radzi sobie z odciskami palców i nie sprawia wrażenia śliskiej, dzięki czemu telefon pewnie leży w dłoni. Płaskie, wyraźnie zarysowane krawędzie nadają konstrukcji solidności, choć osoby przyzwyczajone do mocno zaokrąglonych boków mogą potrzebować chwili, aby się do nich przyzwyczaić.
Nothing Phone (4b) posiada podstawową odporność na kurz i zachlapania z certyfikatem IP64 daje pewien komfort podczas codziennego użytkowania. Nie jest to jednak poziom ochrony, który pozwala całkowicie zapomnieć o ostrożności. Na wyposażeniu mamy oczywiście charakterystyczny Essential Key, który prowadzi do funkcji opartych na sztucznej inteligencji.
Osobnym elementem pozostaje Glyph Bar umieszczony na tylnej części obudowy. To detal, który buduje tożsamość Nothing Phone (4b), choć nie nazwałbym go funkcją niezbędną. Sam traktuję go bardziej jako efektowny dodatek niż narzędzie, bez którego trudno byłoby korzystać ze smartfona. Jednocześnie podoba mi się, że można przypisać mu konkretne powiadomienia czy informacje o ładowaniu.
Ekran to jedna z kluczowych zalet
Producent zastosował 6,77-calowy panel Super AMOLED o rozdzielczości 2344 × 1080 pikseli, który przekonuje żywymi kolorami i wysokim kontrastem. To ekran, na którym równie dobrze ogląda się filmy, przegląda zdjęcia czy po prostu czyta wiadomości.
Spodobało mi się również to, że Nothing pomyślał o funkcji mikroprzesunięcia pikseli. To rozwiązanie działa w tle i ma ograniczać ryzyko wypalania matrycy.
W codziennym użytkowaniu trudno narzekać na komfort. Maksymalna jasność sięgająca 2000 nitów sprawia, że ekran pozostaje czytelny nawet podczas słonecznego dnia.
Do tego dochodzi adaptacyjne odświeżanie 120 Hz, dzięki któremu przewijanie stron czy korzystanie z aplikacji jest po prostu przyjemniejsze.
Patrząc na konkurencję, Nothing Phone (4b) wypada naprawdę solidnie. Choć droższy Nothing Phone (4a) Pro oferuje wyższą rozdzielczość, większą jasność i odświeżanie 144 Hz, różnice nie zawsze są odczuwalne podczas zwykłego korzystania z telefonu.
Z kolei w bezpośrednim porównaniu z Galaxy A37 ekran Nothinga potrafi zyskać przewagę właśnie dzięki wyższej jasności. Moim zdaniem to właśnie takie detale mają największe znaczenie, bo przekładają się na komfort korzystania z urządzenia każdego dnia.
Na pochwałę zasługuje także optyczny czytnik linii papilarnych umieszczony pod ekranem. Działa pewnie i bez niepotrzebnych pomyłek. Odblokowanie telefonu staje się naturalnym elementem codziennego użytkowania i nie wymaga powtarzania tej samej czynności kilka razy.
Wydajność to sensowne minimum
Nothing Phone (4b) został wyposażony w układ Qualcomm Snapdragon 6 Gen 4 oraz 8 GB pamięci RAM, co już na starcie pozwala oczekiwać sprawnej pracy na co dzień. To przekłada się na płynne działanie podczas korzystania z komunikatorów, przeglądarki, mediów społecznościowych czy kilku aplikacji jednocześnie.
Patrząc wyłącznie na wyniki testów syntetycznych, Nothing Phone (4b) ustępuje zarówno droższemu Nothing Phone (4a) Pro, jak i Samsungowi Galaxy A37. Nie oznacza to jednak, że telefon sprawia wrażenie wolnego.
W praktyce różnice pomiędzy tymi urządzeniami trudno zauważyć podczas zwykłego korzystania. Oczywiście osoby często montujące filmy czy uruchamiające najbardziej wymagające gry dostrzegą przewagę mocniejszych układów, ale dla większości użytkowników wydajność oferowana przez ten model będzie w pełni wystarczająca.
Podczas grania Nothing Phone (4b) również pozostawia po sobie pozytywne wrażenie. W wymagających tytułach potrafi utrzymać płynną rozgrywkę, nawet jeśli odbywa się to kosztem nieco niższej jakości tekstur.
Obudowa wyraźnie się nagrzewa podczas dłuższej zabawy, jednak temperatura nigdy nie osiąga poziomu, który powodowałby dyskomfort. Mam wrażenie, że producent dobrze dobrał możliwości układu do możliwości całej konstrukcji i nie obiecuje więcej, niż telefon rzeczywiście jest w stanie zaoferować.
Dużą rolę odgrywa tutaj również oprogramowanie. Nothing Phone (4b) pracuje pod kontrolą Nothing OS 4.1 bazującego na Androidzie 16. Już podczas pierwszej konfiguracji można zdecydować, czy korzystać z charakterystycznego stylu Nothing, czy pozostać przy klasycznym wyglądzie Androida.
Sam doceniam to, że producent daje użytkownikowi wybór. Monochromatyczny motyw wygląda efektownie, ale nie każdemu przypadnie do gustu, szczególnie jeśli zależy nam na szybkim rozpoznawaniu ikon aplikacji.
Znacznie bardziej przekonują mnie funkcje, które rzeczywiście ułatwiają codzienne korzystanie z telefonu. Essential Space wykorzystuje sztuczną inteligencję do porządkowania notatek, nagrań i zrzutów ekranu, automatycznie tworząc przypomnienia czy krótkie podsumowania.
Na uwagę zasługuje także Przestrzeń Prywatna, która pozwala oddzielić poufne pliki od reszty danych. To rozwiązanie zwiększa poczucie bezpieczeństwa i daje większą kontrolę nad przechowywanymi materiałami.
Jeszcze bardziej spodobała mi się możliwość swobodnego zmieniania rozmiaru okien aplikacji. To drobiazg, ale po kilku dniach korzystania trudno z niego zrezygnować. Takie funkcje pokazują, że Nothing szuka własnych pomysłów zamiast kopiować rozwiązania konkurencji.
Nie można pominąć również kwestii wsparcia producenta. Nothing Phone (4b) otrzyma trzy lata aktualizacji systemu oraz sześć lat poprawek zabezpieczeń, co w tej klasie urządzeń wygląda rozsądnie. Samsung oferuje wprawdzie jeszcze dłuższe wsparcie systemowe, jednak w praktyce wiele osób wymienia telefon wcześniej.
Dobrze zoptymalizowane zużycie energii robi robotę
Jednym z elementów, który szybko doceniłem podczas korzystania z Nothing Phone (4b) jest akumulator o pojemności 5200 mAh. Przy typowym użytkowaniu bez problemu pozwala zapomnieć o poziomie energii przez wiele godzin.
Wynik blisko 17 godzin w teście ciągłego odtwarzania wideo tylko potwierdza, że producent dobrze zoptymalizował zużycie energii. Co ciekawe, rezultat jest praktycznie identyczny jak w droższym Nothing Phone (4a) Pro.
Ładowanie przewodowe o mocy 33 W nie należy do najszybszych w swojej klasie, ale trudno nazwać je rozczarowaniem. Pełne uzupełnienie energii zajmuje około 80 minut, co w codziennym użytkowaniu okazuje się całkowicie wystarczające. Oczywiście konkurenci oferują wyższą moc ładowania, jednak nie odniosłem wrażenia, aby różnica była na tyle duża, by realnie zmieniała komfort korzystania z telefonu.
Pod względem łączności Nothing Phone (4b) nie pozostawia większych powodów do narzekania. Na pokładzie znalazły się WiFi 6, Bluetooth 6.0, NFC oraz obsługa dwóch kart nanoSIM. Producent nie ograniczył możliwości względem droższego modelu, co uważam za bardzo dobrą decyzję.
Jedynym zaskoczeniem może być fakt, że obsługa eSIM została przewidziana wyłącznie dla rynku japońskiego. Dla większości użytkowników w Polsce nie będzie to jednak element decydujący o zakupie.
Pozytywnie zaskoczyła mnie jakość połączeń. Największe wrażenie robi skuteczna redukcja hałasu z otoczenia, dzięki której rozmówca bez problemu słyszy głos nawet w głośniejszym miejscu. Sam dźwięk jest wprawdzie lekko stłumiony, ale pozostaje wyraźny i naturalny.
Równie dobrze wypadają głośniki. Nothing Phone (4b) oferuje czyste, zaskakująco pełne brzmienie jak na urządzenie z tej półki cenowej. Słuchanie muzyki bez słuchawek nie jest tutaj wyłącznie rozwiązaniem awaryjnym.
Oczywiście słuchawki nadal gwarancją lepszą jakość, ale podczas oglądania filmów czy słuchania playlist telefon radzi sobie naprawdę przyjemnie. Bas nie dominuje, a dźwięk pozostaje czytelny nawet przy wyższym poziomie głośności.
Standardowe obiektywy i przyjemne kolory
Nothing Phone (4b) otrzymał zestaw aparatów, który został dobrze dopasowany do swojej klasy cenowej. Główny sensor 50 MP z optyczną stabilizacją obrazu odpowiada za większość zdjęć, wspiera go 8-megapikselowy aparat ultraszerokokątny oraz 16-megapikselowa kamera do selfie.
Już po kilku dniach fotografowania doszedłem do wniosku, że producent postawił przede wszystkim na przewidywalność.
Domyślne zdjęcia (12.5 MP) oferują przyjemne kolory, dobry kontrast i odpowiednią ilość szczegółów. Co ciekawe, po przełączeniu na pełne 50 MP można zauważyć większą ilość drobnych detali oraz nieco ostrzejszy obraz.
Z drugiej strony fotografie wykonane w niższej rozdzielczości często prezentują bardziej naturalne kolory i lepiej radzą sobie z odbiciami światła. Mam wrażenie, że oba tryby mają swoje zastosowanie i warto korzystać z nich zależnie od fotografowanej sceny.
Po zmroku Nothing Phone (4b) również potrafi pozytywnie zaskoczyć. Główna matryca dobrze oddaje klimat nocnych ujęć i zachowuje atrakcyjne kolory świateł. Zdjęcia mają przyjemny, lekko filmowy charakter, dzięki czemu nie wyglądają sztucznie rozjaśnione.
Oczywiście nie wszystko jest idealne. W ciemniejszych partiach kadru część detali znika, a niektóre elementy zamieniają się w sylwetki. Mimo tego efekt końcowy pozostaje bardzo satysfakcjonujący.
Brak teleobiektywu oznacza, że za przybliżenie odpowiada wyłącznie zoom cyfrowy. Przy niewielkim powiększeniu zdjęcia nadal wyglądają poprawnie, ale wraz ze wzrostem skali wyraźnie spada ilość detali. W codziennych sytuacjach dwukrotne zbliżenie jeszcze się sprawdza, jednak bardziej wymagający użytkownicy szybko zauważą ograniczenia takiego rozwiązania.
Aparat ultraszerokokątny pozostawił u mnie mieszane odczucia. Największym atutem są naturalnie odwzorowane kolory nieba i szeroka perspektywa, która świetnie sprawdza się podczas fotografowania krajobrazów czy architektury. Jednocześnie ostrość przy krawędziach kadru nie jest już tak dobra jak w jego centralnej części.
Możliwości wideo są nieco bardziej zachowawcze. Nothing Phone (4b) nagrywa w rozdzielczości 4K przy 30 kl./s oraz Full HD do 60 kl./s. Kolory prezentują się poprawnie, ale ilość szczegółów mogłaby być większa. W praktyce do nagrywania codziennych ujęć czy rodzinnych pamiątek w zupełności to wystarcza.
Czy warto kupić Nothing Phone (4b)?
Czy warto wyciągnąć z kieszeni 1449 zł i kupić Nothing Phone (4b)? Jeśli szukasz telefonu, który wyróżnia się z bezbarwnego tłumu średniaków, odpowiedź brzmi: jak najbardziej tak.
Zostawiając na boku sam efektowny wyglądu i kultowy już pasek Glyph Bar, dostajemy całkiem sporo i to w sensownym wykonaniu. Rewelacyjny ekran Super AMOLED o jasności 3000 nitów, genialna kultura pracy czystego systemu Nothing OS 4.1 oraz kapitalny czas pracy sprawiają, że korzystanie z tego modelu jest po prostu czystą przyjemnością.
Nie jest to jednak sprzęt pozbawiony kompromisów, a decyzja o zakupie zależy od tego, na co jesteś w stanie przymknąć oko. Największym ograniczeniem jest zaledwie 128 GB pamięci wbudowanej. Ładowanie o mocy 33 W również nie bije rekordów szybkości, a obiektyw ultraszerokokątny i możliwości wideo wypadają po prostu przeciętnie na tle konkurencji.
W ogólnym rozrachunku Nothing Phone (4b) broni się jednak świetnym stosunkiem ceny do jakości. Oferuje unikalny styl, bardzo dobrą ergonomię i sprawność działania, której próżno szukać u wielu przeładowanych i ciężkich nakładek konkurencji.
Jeśli 128 GB przestrzeni na dane nie jest dla Ciebie barierą nie do przejścia, a od smartfona oczekujesz świetnego ekranu, dobrego akumulatora i charakteru, ten model będzie jednym z najciekawszych i najbardziej opłacalnych wyborów w tej półce cenowej.
- Aparat7,9
- Bateria8,2
- Ekran8,2
- Jakość8,0
- Wydajność w grach7,8
|
ZALETY
|
WADY
|
Szukasz innego telefonu?
Jeśli szukasz dobrego smartfona, warto zacząć od lektury naszego TOP-10 najlepszych telefonów.
Jeśli natomiast potrzebujesz fotosmartfona, mamy dedykowane zestawienie najlepszych smartfonów do zdjęć.
Warto też zerknąć na inne wpisy w sekcji smartfonów polecanych przez GSMmaniak.pl.
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.













