Meizu Watch M1 / fot. producenta
Meizu Watch M1 wygląda jak produkt Apple (gdyby Apple robiło budżetowce), ma niezłą specyfikację i jest śmiesznie tani. To może wystarczyć, żeby podbić serca mniej wymagającego klienta. Jak na powrót do tworzenia smartwatchy po 5 latach, jest nienajgorzej.
Meizu nie daje o sobie zapomnieć, znienacka wyskakując z premierą nowego zegarka. Model nazywa się Meizu Watch M1, jest tani, nieźle wyposażony, a designem w oczywisty sposób nawiązuje do takiego jednego konkurenta z 20-krotnie wyższą ceną. Sprawdźmy, czy jest się tu czym zainteresować.
Pamiętasz to hobby, który zacząłeś i szybko porzuciłeś, a po 5 latach przypominasz sobie, że takie miałeś? Dokładnie tak było w przypadku Meizu Watch M1, bo chiński producent był nieobecny na rynku smartwatchy przez bite pół dekady. Teraz wracają, ale powrót ten wygląda raczej jak opaska sportowa z dużym wyświetlaczem niż faktyczny smartwatch.
Na plus trzeba na pewno zaliczyć cenę. Meizu Watch M1 kosztuje 299 juanów, co przy obecnym kursie przekłada się na kwotę 165 złotych. Za takie pieniądze ma co najmniej trzy zalety: ekran, baterię oraz design, który w oczywisty sposób kopiuje Apple Watcha Ultra. Nie chce mi się nawet tego czepiać – Amazfit Bip Max, którego niedawno testowałem, robi dokładnie to samo.
To co z tym ekranem? Testuję tyle tanich zegarków, że od razu wyróżnił się dla mnie na plus (głównie rozdzielczością, która 410 na 502 piksele jest jedną z najwyższych w tej półce). Po pierwsze jest duży i otoczony cienkimi ramkami – a mierzy 2,01 cala. To AMOLED, którego jasność wyciąga nawet 1000 nitów, a więc widoczność w jasnym słońcu będzie wzorowa.
Do tego nikt nie będzie mieć prawa narzekać na baterię. Przeciętny użytkownik, który nie katuje go AoD i setkami powiadomień, powinien dociągnąć do dwóch tygodni bez ładowania. Trybów sportowych jest ponad 100, ale przez brak GPS bez telefonu raczej nie pobiegasz.
W specyfikacji znalazłem też IP68, ale wśród trybów sportowych nie ma pływania, więc nie miałbym do niego bezwarunkowego zaufania. Czy widziałbym go w Polsce? Owszem, bo za mniej niż 2 stówki stanowiłby fajną alternatywę dla Zeblaze czy Blitzwolfów, że o tanich Xiaomi i realme nawet nie wspomnę.
Źródło: producenta, via Gizmochina, opracowanie własne
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.
Raptem za kilka miesięcy odbędzie się premiera serii Xiaomi 18, a tym samym znamy już…
Co by nie mówić, ujawnienie tego, że Nothing Phone 4b zostanie zaraz zaprezentowany, mogło zaskoczyć.…
Właśnie zadebiutował nowy vivo X Fold 6, czyli potencjalnie najciekawszy telefon na rynku. Możemy spodziewać…
Do sprzedaży w Polsce trafił najnowszy Samsung Galaxy A27 5G. Myślę, że bez większego problemu…
Jaki telefon do 2000 złotych kupić? W rankingu najlepszych smartfonów do 2000 zł zebrałem tylko…
Od daty polskiej premiery vivo V70 i V70 FE miną niedługo równe 3 miesiące. Czy…