Do premiery Galaxy S26 Ultra jest jeszcze chwila, jednak zapomnijcie o nim. Prawdziwą rewolucją powoli staje się w przeciekach Samsung Galaxy S27 Ultra, który ma w końcu doczekać się mocnego przearanżowania specyfikacji. Czego można się po nim spodziewać?
Nie da się ukryć, że telefony Samsunga w ostatnim czasie są… bardzo do siebie podobne. W zasadzie identyczne, bez większych zmian w specyfikacjach. Samsung Galaxy S27 Ultra może to zmienić, patrząc na pierwsze, konkretne przecieki. Przyjrzyjmy się, co takiego może on zaoferować.
Samsung Galaxy S27 Ultra w końcu z poważnymi zmianami w aparacie
Owe przecieki przede wszystkim wspominają o aparatach, które w „ultrasach” koreańskiego producenta nie zmieniały się zbyt mocno na przestrzeni lat. W zasadzie to Galaxy S20 Ultra, w porównaniu do obecnego flagowca z Korei Południowej, dalej ma mocny zestaw fotograficzny. Tym razem zmianie mają ulec w zasadzie wszystkie aparaty względem S26 Ultra.
Niestety, informator w postaci Ice Universe nie wymienia żadnych specyfikacji nowych aparatów, jednak w zasadzie każdy z nich — główny, ultraszerokokątny, teleobiektyw oraz kamerka selfie — będą inne. Czy lepsze? Cóż… mam nadzieję, bo już różne rzeczy widział rynek telefonów, ale raczej można założyć, że będzie sprzętowa poprawa.
Czy była już taka sytuacja wcześniej? Patrzę w specyfikację kolejnych „ultrasów” koreańskiego giganta i… jestem w stanie stwierdzić, że nie. Nigdy wcześniej nie było tak, że zdecydowano się na zmianę sprzętową we większości aparatów. Wyjątkiem zdaje się być jedynie moduł peryskopowy, którego tutaj nie wymieniono. Patrząc na konkurencję obecną, w postaci Xiaomi 17 Ultra, vivo X300 Ultra, Honora Magic 8 Ultra, Oppo Find X9 Ultra, to zdecydowanie jest to potrzebne.
Kto by się spodziewał, że tyle lat zajmą poważne zmiany
Bo w zasadzie to powinniśmy przyjrzeć się paru elementom wyposażenia foto-wideo wszystkich „ultrasów” tego producenta. Kamerka selfie, która debiutowała w S20 Ultra, była używana także w S22 Ultra. Później w zasadzie — pod kątem technicznym — zdecydowano się użyć… gorszego sensora, który jest obecny do tej pory. W przypadku aparatu głównego podobna historia, z tym że ten rzeczywiście jest także technicznie lepszy względem swojego poprzednika.
Aparat ultraszerokokątny przetrwał jeszcze dłużej, bo pojawił się w Galaxy S20 Ultra i został zastąpiony dopiero w… S25 Ultra. Był więc obecny w 5-generacjach najlepszego telefonu oferowanego przez Koreańczyków. Teleobiektyw w 25 Ultra pamięta jeszcze S22 Ultra, przynajmniej jeżeli mówimy o tym mającym przybliżenie 3-krotne. Najświeższym nabytkiem jest 50 MP aparat peryskopowy, który pojawił się w modelu S24 Ultra.
Jak więc widać, zmian w kontekście aparatów w tych telefonach przez tyle lat, nie było zbyt wiele. Nadchodzący Galaxy S26 Ultra także nie zmieni w tej materii zbyt wiele. Oczywiście, nie znaczy to, że będzie złym fotosmartfonem, jednak mimo wszystko odstającym technicznie od konkurencji z Państwa Środka.
Mam nadzieję, że Samsung Galaxy S27 Ultra rzeczywiście będzie rewolucją
Żeby tak jednak było, to nie wystarczy przebudowa zaplecza fotograficznego. Ten telefon potrzebuje w końcu większej baterii, bo te 5000 mAh jest nam serwowane od pierwszego „Ultrasa” i staje się zwyczajnie trochę niedorzeczne, patrząc na rozwój akumulatorów. Prócz tego, zdecydowanie przyjemnie byłoby zobaczyć też szybsze ładowanie (chociaż tutaj już nadchodzący S26 Ultra ma zaprezentować w końcu „coś więcej” od poprzedników).
To, że na pokładzie chętnie zobaczymy Snapdragona, to raczej nie jest nic kontrowersyjnego. Czy jednak tej serii brakuje czegoś jeszcze, prócz rewolucji w aparatach i zasilaniu? W zasadzie… chyba nie. To by czyniło z przyszłorocznego Samsunga prawdziwego ultraflagowca. Można by jeszcze dodać wyższe odświeżanie, typu 144/165 Hz, bo to także zaczyna coraz mocniej wchodzić do chińskiej konkurencji. Tutaj jednak pojawia się pytanie, czy jest to aż tak ważny „ficzer”, żeby go implementować.
Nie wiem, choć się domyślam. Na koniec w zasadzie można wspomnieć o wyglądzie, ale to już jest bardzo mocno rzecz personalna. Jednemu będzie podobało się to, co robi Nothing, innemu zaplusują Pixele, a jeszcze ktoś inny będzie zakochany w designie… vivo. Mimo wszystko fajnie byłoby zobaczyć też zmiany w tym obszarze, jednak ich spodziewam się najmniej.
Źródło: Gizmochina, opracowanie własne
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.









