W 2018 roku do życia powołana została submarka Xiaomi, jaką jest POCO. Pierwszym jej modelem był Xiaomi Pocophone F1, który urósł do miana legendy rynku smartfonów. Był bowiem tak opłacalny, że obecnie ciężko o znalezienie jego „duchowego” następcy. Oto jego historia.
Cofnijmy się 7 lat wstecz, kiedy to na rynek weszła marka POCO, wraz ze swoim pierwszym telefonem — Xiaomi Pocophone F1. W czasie swojej premiery była to definicja jak najwydajniejszego telefonu w jak najniższej cenie. Przypomnijmy, co oferował, ile kosztował oraz przyjrzyjmy się, z kim konkurował.
Premiera Xiaomi Pocophone F1 zatrzęsła rynkiem. Jaka była jego specyfikacja i cena?
Zacznijmy w takim razie od tego, ile kosztował – 1499 złotych. Dla porównania, w tamtym czasie Xiaomi Mi 8 wchodził na rynek za 2299 złotych. Z kolei taki iPhone XS, to był już koszt 4979 PLN, czyli ponad 3-krotnie większy, niż bohatera tego tekstu. Flagowce były wtedy drogie w zasadzie podobnie, jak teraz. A teraz pasuje w takim razie powiedzieć sobie co nieco o jego specyfikacji.
Pod kątem wydajności było zwyczajnie sztandarowo — Snapdragon 845, do tego 6 GB RAM-u oraz 128 GB pamięci wewnętrznej. Takie podzespoły potrafił oferować modele będące 2/3-krotnie droższe. W połączeniu z odpowiednim chłodzeniem wychodził nam smartfon w cenie średniaka, który oferował wydajność flagowców na Androidzie. Oczywiście, odbyło się to kosztem wielu innych podzespołów.
Przede wszystkim można tutaj powiedzieć o aparatach, gdzie względem takiego Mi 8, zabrakło drugiego oczka, czy stabilizacji optycznej w głównym aparacie. Były też jednak rozwiązania, których pomału zaczynało brakować w różnych telefonach, jak gniazdu jack 3,5 mm. Nie był to jednak najlepszy telefon pod kątem multimediów, czy jakości wykonania, jeżeli przypomnimy sobie o plastikowych pleckach i ramce.
Konkurencja Xiaomi Pocophone F1 była… nie była
Mimo wszystko, we wspomnianej cenie, nie miał szczególnie mocnej konkurencji. Jeżeli ktoś szukał jak najbardziej wydajnego telefonu, który — przy okazji — będzie miał dużą (jak na tamten czas) baterię, to zdecydowanie był to najlepszy wybór. Skoro zastanawiamy się nad konkurencją, to ją zwyczajnie przywołajmy. W tamtym czasie na rynku dostępny, w podobnej cenie, był m.in. Samsung Galaxy A7 (2018).
Xiaomi Pocophone F1 nie miał konkurencji pod kątem wydajności w swojej półce cenowej / fot. gsmManiaK
Jego wydajność sięgała jednak tylko połowy tej oferowanej przez Pocophone F1. Prócz tego, posiadał jeszcze złącze microUSB, nie nagrywał w 4K, miał mniejszą baterię, a jedynej przewagi można było upatrywać w ekranie Super AMOLED. Mimo tego, że ten Xiaomi nie był nastawiony na multimedia, to także w nich był w stanie oferować więcej, niżeli bezpośrednia konkurencja. Popularnym wyborem w Polsce był także Huawei P20 Lite, znajdujący się w tej samej półce cenowej.
On z kolei miał jedną przewagę — był mniejszy, co wielu osobom mogło odpowiadać. Pod jakimkolwiek jednak innym kątem, był… gorszy. Jego wydajność była jeszcze gorsza, niżeli ta prezentowana przez średniaka Samsunga. By zaoferować podobną co Pocophone F1, potrzebowalibyśmy… trzech telefonów Huaweia, spiętych jako „jedno urządzenie”. Tak prezentował się debiutancki POCO.
Czy POCO F8 Ultra to jego duchowy spadkobierca?
Cóż… okaże się zapewne dopiero po czasie, ale obecnie można powiedzieć, że zdecydowanie ma ku temu możliwości. Pierwsza sprawa — wyróżnia się nie tylko wyglądem, ale też funkcjonalności, posiadając system nagłośnienia 2.1 z subwooferem. Czy to obecnie najlepsze głośniki w telefonie? Bardzo prawdopodobne. Wyróżnia się także — jak to POCO — wydajnością, oferując czysto-flagowe doznania za połowę (a nawet mniej) ceny konkurencji.
W swojej cenie posiada także naprawdę ciekawy zestaw aparatów, którego w Pocophone F1 zwyczajnie nie było, jak „równaliśmy” do flagowców. Dodajmy do tego topowy ekran, dużą baterię i szybkie ładowanie i voila, mamy kandydata do miana najbardziej opłacalnego telefonu tego roku. Przypominając cenę – 2699 złotych obecnie, to kwota, w której możemy rozglądać się za innymi, mocnymi propozycjami, ale głównie ex-flagowymi, bądź… „semi-flagowymi”.
Pierwszy „prawdziwy” flagowiec POCO ma szansę zabłysnąć tak, jak jego pierwowzór. Zapewne ktoś kiedyś wróci do tego tematu, wspominając, czy ta sztuka mu się udała, a tymczasem do zobaczenia w kolejnym, luźnym rozważaniu ode mnie, cya!
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.








