,

Konkurs gsmManiaKa: wygraj akcesoria idealne na wakacje!

Konkurs-aukey

Te artykuły także cię zainteresują:

Popularne produkty:

Komentarze: 141

UWAGA: Komentarze nie na temat, personalne, obraźliwe będą kasowane.
Nie karmić trolli - do frustracji i zagłodzenia trolla doprowadzisz nie reagując na jego komentarze.
  1. Memciak, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Dużo podróżuje, teraz wybieram się na festiwal Polandrock, nie potrafię wyobrazić sobie jak mocno zamartwiali by się rodzice i bliscy o mnie gdyby nie mogli się ze mną skontaktować bo nie posiadałbym zapasowej energii przy sobie. Taki powerbank zapobiegnie nie tylko przed brakiem energii w Smartfonie jak i również uniknie zbędnego stresu mojej rodzinie.

  2. KamilOP, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Wracam z wycieczki szkolnej. Przede mną 8 godzin jazdy pociągiem. Wsiadam, odkładam bagaż, patrzę… I nie mogę uwierzyć. W pociągu nie ma ani jednego gniazdka… Cóż,w tamtej chwili powerbank z 26800mAh BARDZO by się przydał a nikt nawet najmniejszego nie miał. I były 3 godziny zabawy na telefonie a później

  3. maks02, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Powerbank na pewno uratował by mnie podczas wyjazdu na finałowy wyścig sezonu Formuły 1 w Abu Zabi – tysiące kilometrów od domu i nie można zabrać pudełka z ładowarką do samolotu 🙁 A cel życia jest jeden – zobaczyć najbardziej prestiżowy sport świata!

  4. Paweł, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Podróż motorowerem na szczyt wulkanu w Indonezji gdzie z każdą chwilą powietrze staje się chłodniejsze, a dookoła trudno znaleźć miejsce na naładowanie baterii w telefonie, która jest niezbędna w nawigowaniu drogi na szczyt

  5. ola12szafa, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Najdziwniejsza sytuacją którą może uratować powerbank to chyba naładowanie głośnika bluetooth który uratuje sytuację młodej parze. Szkoda przecież nie zatańczyć pierwszego tańca na własnym weselu przez awarię prądu. I tak można uratować sytuację na weselu parze młodych zakochanych osób.

  6. Kamil, :

    Odpowiedź w konkursie:

    XXI wiek – era nowoczesności, modernizacji i ułatwionego życia. Choć dla wielu wydawać by się to mogło ogromnie dziwne, a wręcz śmieszne, to mimo niewyobrażalnie intensywnego postępu technologii w kwestii podróży nie różnimy się za bardzo od zdobywających niegdysiejszą Amerykę podróżnika. Podróże są małe i duże, a ja nigdy nie zapomnę swojej – wycieczki rowerowej po mieście. Sportowy płomień rozniecił w moim duchu ognisko motywacji, tak że prędko miasto przekroczyłem i zapędziłem się do dotąd mi nieznanego lasu. Pędząc przed siebie i całkowicie nie zwracając uwagę na tyły, przez co północ, południe, wschód i zachód były dla mnie wówczas kompletnie obce. Niestety, narzędzie XXI wieku nie ułatwiło mi sprawy – telefony mają to do siebie, że szybko się rozładowują, a mój zrobił to o wiele wcześniej niż sam to zauważyłem. Moje drgające dłonie szybko wsunęły się w kieszeń plecaka, w którym znajdowało się prostokątne urządzenie. Był to należycie naładowany przed wycieczką powerbank. Stanowił on dla nich lekarstwo – w mgnieniu oka przestały się trząść. Szybko naładowawszy telefon mogłem uruchomić internetową mapę, a tym samym wydostać się z pięknego, acz przyprawiającego o strach samotnego wędrowca. A morał z tego taki, że technologia nigdy nie zastąpi własnego rozumu i rozsądku.

  7. humbak, :

    Odpowiedź w konkursie:

    To było na ostatnich wakacjach. Poszliśmy, ja i moja dziewczyna, na nocny spacer po plaży, oświetlałem sobie droga latarką z telefonu, do którego miałem podpięty power bank. Nagle zaczepiło nas kilku facetów, nie imigrantów, raczej szkotów/brytoli, podpici, albo na haju. Zaczęli się dostawiać do Justyny, jeden blokował mnie ręką. Czterech na jednego – wiedziałem, że nie mam szans. Dość rosłe byczki były, a jeden w dodatku był jakiś pobudzony. Więc odczepiłem power bank od telefonu i z całej siły walnąłem tego blokującego mnie ręką typka w potylice – upadł jak długi! Dobra nasza pomyślałem! Reszta pewnie spęka i sobie pójdą. Nic bardziej mylnego – jak mawia Radek Kotarski. Dwóch się faktycznie cofnęło, ale ten pobudzony do mnie doskoczył, zamachnąłem się, ale nie trafiłem. On też walił rekami na oślep. Cofnąłem się parę kroków i cisnąłem w niego power bankiem. Chyba dostał w łuk brwiowy, bo zalał się krwią i coś tam wykrzykiwał pod nosem. Nie upadł, ale na tę chwilę go powstrzymałem.
    Nie czekając na to jak się pozbiera, wziąłem Justynę za rękę i po prostu zmyliśmy się stamtąd. Z oddali widziałem jak podnoszą z piachu tego jednego co dostał w potylice, a zakrwawiony robił sobie opaskę na oko z własnej koszulki.
    Bądź co bądź wyratowałem nas z opresji, ale straciłem power bank. Dobrze, że Justynie się nic nie stało.

  8. Pawelop, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Telefon od szefa z pytaniem czy chcę awans i dużą podwyżkę.

  9. Mathias, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Bateria telefonu jak powszechnie wiadomo zawsze rozładowuje się w najmniej odpowiedniej chwili. Nie ważne czy robisz właśnie zakupy w internecie lub licytujesz w ostatniej chwili na aukcji czy jesteś w trakcie ważnej rozmowy zgodnie z Prawem Murphy’ego jeśli ma paść bateria to będzie to właśnie wtedy. Mnie jednak przydarzyły się dwie sytuacje w których rozładowana bateria okazała się szczególnie uciążliwym problemem.
    Pewnego razu postanowiłem się wybrać na piesza wycieczkę po mieście nową nie znaną mi trasą wytyczając ją na bierząco. Niestety bateria telefonu obciążonego korzystaniem z mapy i gps szybko się rozładowywała a jesienne słońce szybko chowali się za horyzontem. Pech chciał że gdy znikła ostatnia kreseczka baterii i zgasł ekran słońca nie było już wcale a ja byłem po środku luźno zabudowanej i kompletnie nie oświetlonej dzielnicy domków jednorodzinnych, jedynym światłem jakie chwilami ledwo docierało do ulicy były światła włączone w domach. Na szczęście udało mi się odnaleźć właściwą drogę dzięki temu że tuż przed wyłączeniem się telefonu zapamiętałem z grubsza wytyczona przezeń trasę.
    Innym razem gdy potrzebowałem pilnie zadzwonić okazało się że okazało się mając dwa telefony nie mogłem użyć żadnego z nich gdyż oba były rozładowane. Nie myśląc dużo postanowiłem wykorzystać fakt ze oba miały wyjmowane baterie i spróbować je zamienić miejscami ale niestety okazało się że nie da się ich zamienić. Finalnie nie udało mi się uruchomić żadnego z nich a dodatkowo jeden z nich został uszkodzony przez niewłaściwą baterię i wylądował w serwisie który na szczęście wykonał naprawę w ramach gwarancji.
    Żadne z powyższych nie miałoby miejsca gdybym miał powerbanka i mógł podładować telefon.

  10. Adrian, :

    Odpowiedź w konkursie:

    No to coś na faktach.
    Spotykam dziewczynę, cud miód malinka, och, ach, co za styl. Chwila rozmowy i proszę o numer. No i zaczyna się komedia. Ona mówi to podaj swój numer, puszczę strzałkę. O.k. spoko tylko nie pamiętam swojego numeru, ale dobra zapiszemy. Wyciągam telefon a on zdechł, znaczy bateria. Dobra spoko to nie problem zapamiętam Twój numer, ona podaje. No to pa.
    Przychodzę do domu i jak to k…wa było? 85 czy 58?, 76 czy 67. Niech to cholera 15 czy 51. No i osiwiałem w jeden wieczór. Analiza kombinacji cyfr, które zapamiętałem dała astronomiczną ilość możliwości. Gdybym miał tego, powerbank-a to możliwe, że dzisiaj miał bym inne życie. Chociaż ta ładowarka też uratowałaby mi skórę, nawet jak bym miał lecieć do pobliskiego rolno-spożywczego. Znam firmę AUKEY, testowałem ją kiedyś. To dobra i technicznie dopracowana ładowarka z wieloma zabezpieczeniami. Nie jakieś tam chińskie byle, co. Wiem, że swoje kosztuje, ale w tamtym momencie oddałbym majątek, cielaka, pole i traktor za te dwa gramy prądu.
    No i tak zakończyła się ta przygoda. Smuteczek:(
    Jak nie wygram to na złość wszystkim kupię i ładowarkę i powerbank-a, a co.
    No to właściwie można mnie wyeliminować z konkursu, bo tak czy siak posiądę te cuda techniki.
    A jak wygram to biorę się jeszcze raz za analizę kombinacji cyfr. Może to jeszcze zmieni moje, życie;) Hej.

  11. Wibo68, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Idąc rano na plażę mam reguły rozładowanego smartfona bo do późna ofladam filmy i padając na pysk zapominam o naładowaniu go.

  12. Damian, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Pisałem wpis na portal na lapku. Jednocześnie udostępniałem internet z telefonu. Oczywiście lapek służył nie tylko do pisania, ale ładował i telefon. Przynajmniej w teorii. W praktyce okazało się, że najprawdopodobniej kontakt w przedziale w pociągu padł. Nie zauważyłem tego i najpierw rozładował się lapek, a niedługo później telefon. Były połączone kabelkiem, a więc może jakaś symbioza?
    W takim wypadku taki powerbank by się przydał. Aczkolwiek lapek nie wspiera łądowania z USB. Ale może gdzieś tak jest jakaś przejściówka? Z tym, że 45W to mało. Ładowarka do niego ma 130….
    Ale zawsze telefon by przetrwał. A na nim też da się coś napisać 🙂

  13. Jakub, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Przedłuża Ci się biznesowe spotkanie w innym mieście. Pędzisz na samolot jak na złamanie karku. Na odprawie zauważasz, że nieubłaganie bateria dobiła do 1%, a kolejka przed Tobą jeszcze długa. Na Twoje nieszczęście bilet i pozostałe rzeczy (blik) masz zgrane tylko na smartfonie. Padnie do zera, biletu nie okażesz i pożegnasz się z lotem. Jeśli jednak się uda, to wersja gdzie przylatujesz do miejsca docelowego bez możliwości skontaktowania się z kimkolwiek, zamówienia transportu czy zapłacenia za byle co wcale nie jest optymistyczna, czyż nie? Zwłaszcza kiedy i tego dnia waży się Twoja przyszłość, a grafik jest napięty 😉

  14. Barbul72, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Powerbank uratował mi ”skórę” podczas trekkingu do Malinowskiej Skały (1152 m n.p.m.) , a dobry humor miał zapewne związek z przepiękną pogodą, jaka się trafiła.Wejście na Malinowską Skałę, to bardzo fajna opcja szybkiej i atrakcyjnej wycieczki czyli rzecz nietypowa jak na Beskidy, ale ponoć charakterystyczna dla Beskidu Śląskiego. Malinowska wychodnia skalna to najbardziej rozpoznawalny symbol tych gór.

  15. Mateusz, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Powerbank byłby z pewnością ratunkiem podczas ostatniej wakacyjnej przygody z moją ukochaną. Zwiedzając jedną z greckich wysp na własną rękę, wypożyczonym jeepem objeżdżaliśmy rozmaite górskie zakątki, kręte i niesamowicie wyboiste drogi, niekoniecznie wiedząc co nas czeka na końcu tej drogi, szukając przygód. Celem był dojazd na zbocza szczytu wyspy oraz podziwianie widoków, wykonanie zapierających w piersiach zdjęć. W momencie gdy druga, po której nie mając jeepa, nie mielibyśmy szans przejechać, prowadziła nas w górę odkrywając przepiękne widoki i szansę na dojechanie do szczytu – oczywiście zaczęliśmy przygodę z fotografowaniem wszystkich pięknych miejsc. Niestety, po całodziennej przygodzie, wielu wykonanych zdjęciach, zarówno nasz aparat, jak i telefon rozładowały się, co sprawiło, że najpiękniejsze widoki ze szczytu, rozciągające się na całą wyspę, linię brzegową i przepiękne kolory lazurowej wody – pozostaną tylko w naszych wspomnieniach. Powerbank w tej sytuacji uratowałby nas, pozwoliłby zachować wspomnienia. Niesamowicie kręta i ciężka droga w tamto miejsce sprawia, że prawdopodobnie już okazji na zdjęcie w tamtym miejscu nie będziemy mieli.

  16. Agata, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Stało się to w pociągu nad Polskie Bałtyckie Morze,
    do tej pory się głowię jak takie coś zdarzyć się może,
    na telefonie zapisane były na pociąg bilety
    Sam wyjazd na spontanie stanowił dla nas podniety
    Ale okazało się że nocą telefon się nie naładował,
    Nie wiem jak to możliwe ze tak się zachował,
    Bo pamiętam że dwa razy sprawdzałam
    i na 100 go do ładowarki podpinałam!
    Na szczęście przytomny partner w podróży,
    którego najszybciej w pociągu sen znuży
    Power bank miał w plecaku:
    Mówi mi ” Nie martw się kociaku”
    telefon podładowany,
    nawet konduktor był roześmiany!

  17. Aleksandra, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Najbardziej nietypowymi wakacjami były dla mnie te które z pozoru od samego początku były skazane na klęskę. Ale od początku. Równe dwa lata temu postanowiłam wraz z moim chłopakiem wybrać się autem na Ukrainę, szlakiem dawnych polskich zamków. Przejazd przez granicę szedł stosunkowo gładko, ale tuż po przekroczeniu granicy złapaliśmy gumę. No dobra zdarza się, mieliśmy w obwodzie zapasową. W godzinach wieczornych dojechaliśmy do naszego hostelu, który miał być naszą bazą wypadową… no właśnie miał. Okazało się, że jakimś cudem naszą rezerwację przejął ktoś inny i musieliśmy błąkać się parę godzin i szukać nowego noclegu. Następnego dnia nie zrażając się na niedogodności wczorajszego dnia pojechaliśmy do rodzinnego miasta Juliusza Słowackiego, czyli Krzemieńca. Po całkiem miło spędzonym dniu w okolicach zamku coś się stało. Nie zgadniecie. Znów złapaliśmy gumę w oponie i musieliśmy stanąć na totalnym odludziu. Dodatkowo rozładował nam się GPS i telefony. Na początku byliśmy załamani, ale po pewnym czasie zaczęliśmy podziwiać gwiazdy. Nigdy w życiu tylu ich nie widziałam. Tego też wieczora mój chłopak mi się oświadczył.
    I co Wszechświecie 1:0 dla mnie:)

  18. kathrina180, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Ja jestem tzw. „boi dupą”, ponieważ mimo tego, że prawo jazdy posiadam ponad 10 lat to nie ruszam się w trasę nigdzie dalej niż w obrębie 40 km. Ostatnio miałam nagłą sytuację i musiałam wypuścić się w trasę az 90 km od miejsca mojego zamieszkania. Nie miałam więc wyjścia. Sprawa życia i śmierci – dosłownie! W trasie powrotnej oczywiście z nawigacją w telefonie, która zżera baterię, mój mały powerbank nie dał rady, wylądował się, a bateria w telefonie sięgała ku dnu, gdyż na wyświetlaczu widnialy 2% baterii :/ O zgrozo, nie chcielibyście widzieć mojej miny gdy telefon pokazał swoje logo! W rej sytuacji zdecydowanie przydałby się powerbank, który nie zawiodlby mnie swoim zasilaniem :

  19. Gosia, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Do nieznanego miasta się wybrałam
    Bo wizytę lekarską tam miałam
    Nie miałam mapy,ani kompasu
    A coraz mniej było czasu.
    Taka to była sytuacja że pomóc mogła tylko nawigacja.
    Niestety telefon padł
    A ładowarki pod ręką brak
    Na szczęście powerbank miałam
    Telefon szybko naładowałam i na czas na miejsce dojechałam.

  20. luckyL, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Mówi się, że już dawno z naszego krajobrazu zniknęły cygańskie tabory. Z tego względu byłoby dla mnie zaskakujące, gdybym w czasie wakacyjnej włóczęgi czekając „na stopa” załapał się jednak na jakiś wóz jadący na Festiwal Piosenki i Kultury Romów. Jak bez powerbanka mógłbym utrzymać kontakt z rodziną w czasie mojej kilkudniowej podroży wozem do Ciechocinka?

  21. Ewa, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Power bank! Uratował mi życie gdy jechałam sama z 2 letnim synkiem do jego prababci (200km od domu). Samochód stanął na środku jakiegoś pola (padł akumulator), a bateria w telefonie 3%.. Już prawie płakałam z braku pomysłu co mam zrobić (jak to blondynka). Wtedy przypomniałam sobie o cudownym Power banku pożyczonym od siostry 🙂 dosłownie uratował Nas 🙂

  22. ulajot, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Lubię jeździć bla-blacarem. Fajnych ludzi w nim spotykam, ale czasem , ostrzeżenie we mnie tyka: co się stanie, gdy kierowca power banka zechce z nagła, bo telefon rozładował i mu GPS nie działa? Ja się spieszę, on się spieszy, droga obca, nie ma znaków, a bez GPSa nie wie, jak bezpiecznie uniknąć obciachu. Jeszcze zdjęcia chciałby zrobić, widząc lawendowe pola (dla dziewczyny, która czeka…)- ciężka dola! Power bank nas uratuje, więc mnie w polu nie zostawi, jeszcze miło podziękuje i kawę na stacji postawi.

  23. Dawid, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Najbardziej zaskakująca sytuacja w której byłem to wycieczka do Grecji. Niestety, pomiędzy kolejnymi dniami wycieczki zapomniałem naładować baterię w moim aparacie i ta bardzo szybko się rozładowała podczas kolejnego dnia pełnego zwiedzania ciekawych zabytków. Jakość zdjęć wykonywanych moim ówczesnym telefonem była bardzo słaba. Na szczęście miałem przy sobie powerbanka, podpiąłem go na kablu do aparatu i biegałem z nim po kolejnych ciekawych miejscach. Dzięki temu trikowi udało mi się ustrzelić wiele pięknych zdjęć i dzisiaj mogę wspominać te piękne chwile oglądając wykonane przeze mnie zdjęcia 🙂

  24. Paulina, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Posiadam dość wiekowe i awaryjne auto. Pływak w zbiorniku paliwa, nie zawsze wskazuje rzeczywisty poziom. Powerbank byłby nieoceniony, gdybym zatrzymała się nagle na polnej drodze, z pustym bakiem.

  25. adamK, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Dzień dziecka, dwunastolatek od najlepszego taty na świecie dostaje drona. Pierwsze próby opanowania nowego nabytku trochę kwadratowe 🙂 zakończone niespodziewanym lądowaniem w koronie brzozy…na szczęście niezbyt wysokiej, jakieś osiem metrów. Udało się zdjąć, uff. Po tygodniu ćwiczeń wybraliśmy się w teren bardziej wymagający. Tylko synu pamiętaj, daleko od drzew. Na początku wszystko było super. Do momentu kiedy zabrakło mocy i dron opadając zatrzymał się na gałęziach..tym razem nie mieliśmy tyle szczęścia.Tak na oko jakieś dwadzieścia metrów nad ziemią :(. Wisi do dzisiaj w parku henrykowskim.. Żebyśmy tylko mieli ze sobą power bank i doładowali baterię przed ostatnim lotem…

  26. Katarzyna, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Jestem pilotem wycieczek więc nowe technologie ułatwiają moją pracę np. gdy jesteśmy w dżungli w Meksyku i eksplorujmy sobie pozostałości wielkich prekolumbijskich cywilizacji. Wspinamy się po piramidach za przewodnikiem, żeby zakończyć naszą całodzienną wędrówkę zachodem słońca. I nagle buum Twój telefon potrzebuje szybkiego doładowania! inaczej nici z uwiecznienia pięknego momentu….ewentualnie kontakt z kimkolwiek….na ratunek power bank!

  27. Karolina, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Safari, Afryka dzika, jeep rozbity, reszta wycieczki w zarośla zmyka, zwierz dziki stadnie podejść próbuje i znienacka atakuje, a ja wtedy – powerbanku szybko używając – pstrykam mu taką fotkę, że… oślepiony czmycha, niczym zając.

  28. atodobre, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Ładowarka sieciowa AUKEY PA-Y13 uratowałaby mi skórę w samochodzie, gdyby okazało się, co jest dla mnie dość częstą przypadłością, że mój smartfon ledwo zipie, laptop pracuje na resztkach baterii, a nawigacja była ostatnio ładowana…no, właśnie, kiedy? Gdybym nagle dostała od szefa zlecenie, które wywrzaskiwąłby mi co chwilę przez telefon, opowiadając o strategicznym kliencie, a ja musiałabym znaleźć jednocześnie siedzibę owego klienta i dopracować ofertę na swoim dysku, to faktycznie, mogłabym uratować skórę, a pracę już na pewno.

  29. Olga, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Pracuję od roku w restauracji McDonalds. Tego dnia kończyłam pracę o 24ej. Wykończona, nie patrząc w telefon poszłam tylko się przebrać i wsiadłam do autka. Przede mną było 35 km do domku, a ja nie marzyłam o niczym innym tylko gorącej kąpieli…. Moje marzenia przerwał jednak jakiś dziwny dźwięk silnika i blask czerwonych kontrolek, samochód stanął pośrodku rozciągającego się mniej więcej na 10 km lasu… Gdy dotarło do mnie że jestem sama samiusieńka w ciernym ponurym lesie natychmiast sięgnęłam po telefon, by zadzwonić do kogoś kto po mnie przyjedzie, jakież było moje zdziwienie gdy okazało się, że telefon jest całkowicie rozładowany…. przestraszona i spanikowana zupełnie nie wiedziałam co robić….sparaliżowana strachem siedziałam bezczynnie kilkanaście minut i właśnie wtedy ujrzałam zbliżające się światła samochodu….Ponieważ moje auto stało prawie na środku drogi (bałam się jechać poboczem ze względu na zwierzątka leśne, a ja kruszynka przepchnąć nie miałam go siły) wiedziałam, że nie zostanę niezauważona….. Nadjeżdżające auto bardzo szybko stanęło tuż za mną….okazało się być ono busem z którego nagle wyłoniło się 8 mężczyzn…. takiego strachu nie czułam nigdy w życiu do tej pory nie wiem co do mnie mówili…. zakodowałam tylko że auto trzeba zepchnąć a oni mogą mnie podrzucić do najbliższej stacji benzynowej…. pomyślałam…w sumie jak mają zrobić mi coś tu na 8 stopniowym mrozie to niech mi chociaż zrobią w autku….przynajmniej nie zmarzne :/ a tak serio to z przerażenia nawet nie wiem czy im odpowiedziałam czy sami wsadzili mnie do busa….na szczęście to historia ze szczęśliwym zakończeniem, panowie okazali się bardzo życzliwymi pracownikami pobliskiej firmy budowlanej, dowieźli mnie bezpiecznie do stacji benzynowej gdy byłam już w stanie rozmawiać użyczyli mi swojego telefonu i poczekali ze mną dopóki ktoś po mnie nie przyjechał. Choć wszystko skończyło się pomyślnie i historię tą opowiadam teraz z przymrużeniem oka to wiem, że wtedy powerbank uratowałby mnie przed ogromnym strachem, który pamiętam do dziś

  30. Tomek, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Jechałem kiedyś kilka godzin pociągiem. Żeby mieć co robić wziąłem ze sobą bezprzewodowe słuchawki i naładowany telefon, do oglądania filmów. Wszystko było super, ale nie minęło 15 minut, a słuchawki zaczęły się przypominać o braku baterii. „Świetnie” pomyślałem. Telefon naładowany, ale o słuchawkach zupełnie zapomniałem. W tej sytuacji na pewno przydał by mi się power bank. Niestety go nie miałem i musiałem zadowolić się czytaniem artykułów lub mobilnymi grami.

  31. Dominik, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Oczywiście jest to wypad z przyjaciółmi na plażę, jak wiadomo dzieją się tam epickie wydarzenia! A telefon potrafi się rozładować w najmniej oczekiwanym momencie. Power bank to jedyny wybawca z tej sytuacji. Takie chwile są niezapomniane i szkoda było by ich nie uwiecznić na filmie lub zdjęciu 🙂

  32. Weronika, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Uwaga! Historia autentyczna, przeżyta rok temu. Lipcowy wypad do Cieszyna. Wybraliśmy się w 4 osoby(Jaworzno+Sławków), tak o, na jeden dzień. Wszystko zaplanowane, rano wyruszamy, stajemy jeszcze na rynku. Mój mężczyzna gasi samochód i idzie jeszcze do sklepu. Nagle kumpel siedzący za fotelem kierowcy zauważa, że coś dymi. Mówię z przedniego fotela pasażera: spokojnie, to mój papieros! Jednak okazało się, że nie o to chodziło – z lewych drzwi zaczynało się gęsto dymić… Zwarcie w głośniku, widać płomień, szybko gasimy. Luby wraca, a my już zgrzani z wrażenia jak ten głośnik. Przesiadamy się do mojego auta, bo tyle co podbiłam przegląd pół godziny temu, przecież lepiej będzie w tej sytuacji moim pojechać (tak nam się wydawało). Po drodze do Cieszyna przystanek w Pszczynie. Wszystko ładnie, pięknie. Jedziemy dalej i tu kontynuacja „imprezy” samochodowej. Lekki korek niedaleko Skoczowa – mój peżot zgrzany, spod maski kipi wściekłością. Staję na poboczu, bo nie wiem, co się podziało. A tam już cały płyn chłodniczy wyciekł! Szybko uzupełniliśmy, droga ze Skoczowa do Cieszyna zamiast 15min trwała jakieś półtorej godziny, auto non stop się grzało. W Cieszynie zrobiliśmy zakupy, zjedliśmy kolację, wracamy na Sławków, o dziwo w drodze powrotnej wszystko z autem w porządku. Odstawiam wszystkich w Sławkowie i wracam do domu na Jaworzno. O pierwszej w nocy w środku lasu na ulicy pomiędzy Bukownem a Jaworznem, która posiada dziesięciokilometrowy odcinek nieoświetlony totalnie niczym, znów wywala cały płyn i nie mam nic do dolania. Zerkam w telefon – 2% baterii. Nigdy w życiu nie czułam tak wielkiej potrzeby posiadania przy sobie powerbanka. Napisałam do mamy czy da radę przyjechać i mnie holować do domu, ale nie odpisywała. Dodałam, na jakiej jestem ulicy, jednak nie podałam konkretnego położenia, bo domów tam nie ma wcale, z powodu niskiej energii bałam się włączyć Mapy w celu sprawdzenia. Wszystko było na ryzyk-fizyk. Nagle światła awaryjne zaczęły mi szybciej migać, wyłączyłam je, bo się wystraszyłam. Włożyłam do gniazda samochodowego moduł zapalniczki, nie odskoczył – nie ładowało się. Nie miałam jak odpalić papierosa z nerwów. Zasunęłam szyby, bo okolica pełna leśnej zwierzyny i czułam się jak w parku dinozaurów (miałam tylko nadzieję, że nie wyłonią się dziki). Auto nie chciało odpalić. Kolejny procent baterii uciekł, a ja czekałam w napięciu. Puściłam mamie krótki sygnał na telefon. Bałam się tak pierwszy raz w życiu, sceny jak z horroru – tylko że to ja w nim grałam. Nagle odezwał się dźwięk wiadomości, odblokowałam telefon i zdążyłam tylko zobaczyć wiadomość od mamy „ok jadę”, bo w tym momencie telefon padł. Oczekiwanie było długie, mama jechała powoli całą drogę w lesie i badała pobocze oraz boczne ścieżki od ulicy. Finalnie podjechała z pomocą, ale mogłoby to rozwiązać się szybciej i bezstresowo, gdybym posiadała coś do podładowania telefonu. W końcu dzięki mamie dotarłam do domu, tak samo zgorączkowana, jak te samochody. Głównym winowajcą awarii auta była uszczelka pod głowicą, a potem jeszcze akumulator się wyładował. Morał tej historii jest taki – bateria jest bardzo ważna, zarówno w telefonie, jak i akumulator samochodowy – więc trzeba trzymać je na wysokim poziomie. Mam nadzieję, że pomożecie mi zapobiec tak nerwowym sytuacjom!

  33. Magdalena, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Jedziesz na wczasy, zepsuł się samochód stoisz w miejscu gdzie do najbliższej stacji 6km,telefony rozładowane wtedy powerbank na pewno uratowalby sytuację i można byłoby zadzwonić po pomoc

  34. Przemysław, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Wybraliśmy się w październiku z kolegą na Ślężę…nocą. Wyjechaliśmy samochodem z Wrocławia o 22. Miała to być przygoda, zabraliśmy ze sobą małą latarkę, ponieważ uznaliśmy, że obaj mamy latarki również w telefonach i to niesłabe. W ciemności pomoeszalismy dwa szlaki i wejście zajęło nam ponad 2 godziny. W czasie schodzenia latarka padła, więc odpaliliśmy telefony. Zejście zajęło nam nie mniej czasu, a że korzystając przy okazji z GPS i nawigacji po drodze bateria stopniała bardzo szybko. Wtedy do akcji wszedł powerbank, który zasilając telefon pozwolił na kolejne 40 minut świecenia i po dojściu do samochodu pozostało 17% baterii. Dla testów gasiliśmy latarki, aby zobaczyć, czy sobie poradzimy z zejściem bez nich w sytuacji awaryjnej. Niestety bez światła nie widziałem swojego kolegi stojącego 10cm koło mnie,, ani ziemi pod moimi stopami, więc o zejściu nie było mowy. Zapas energii to podstawa…

  35. Karol, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Pracuję w wojsku na stanowisku operatora PTS-M (poradziecka gąsienicowa amfibia).
    Przy ostatnich upałach siedzenie w takiej blaszanej puszce było ciężką przeprawą- mundur plus kamizelka ratunkowa obowiązkowe.
    W skrzynce narzędziowej, w której mam zawsze trochę podzespołów komputerowych ( coś tam zawsze się kleci w wolnym czasie) znalazłem wentylator fo obudowy PC. Na szybko przerobiłem kable aby cooler zasilał się z portu USB, a ten podpiąłem pod wysłużony już powerbank.
    Wytchnienie przyszło natychmiastowo, a na drugi dzień już połowa plutonu pts-ów zaopatrzana była w taką „klimatyzację”.

  36. Robe, :

    Odpowiedź w konkursie:

    5 lat temu złożyłem do pewnej firmy podanie o pracę. Po kilku miesiącach zapomniałem o tym. W czasie podróży na wakacje zadzwonili do mnie z tej firmy i chcieli chwilę porozmawiać a bateria w telefonie pokazywała 2 %. Gdyby nie szybkie podpięcie powerbanka… Teraz jestem kierownikiem w tej firmie i mam się dobrze

  37. Rafał, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Kiedy podczas reanimacji padła bateria w aod i trzeba się jakoś ratować 🙂

  38. Leszek Mizgała, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Gdy pojechałem na koncert AC/DC do Warszawy, przypadkiem spotkałem Angusa Younga z zespołu przed hotelem, ale jak mówią „Pics or it didn’t happen”, ale bateria w telefonie mi padła, bo całą drogę w pociągu oglądałem serial, który od tamtej pory darzę niechęcią

  39. Rafał, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Ciekawa, zaskakująca historia? Jedziemy.
    Są wakacje. Z babcią postanawiam pojechać w nasze pięlne polskie góry-Tatry. Oprócz standardowego wyposażenia biorę pewnego powerbanka o pojemności 26800 mAh. Każde z nas ma telefon. Ja jadę z Galaxy A70, babcia z Lg Spiritem 4G. O ile moja słuchawka ma dużą baterię i jakoś trzyma, to 2000mAh na czteroletnim telefonie może się łatwo rozładować przy byle kilku fotkach. Do tego 2 kable – USB-C i micro USB. Z takim sprzętem wiemy, że nic nam nie grozi, a w razie czego mój smartfon zrobi dobre zdjęcia. W planach mamy dwie duże wycieczki – Dolina Kościeliska i Dolina Pięciu Stawów. Pierwsza wycieczka wyszła super, ciężko zaczęło się robić przy drugiej. Początek idzie bardzo gładko, docieramy nad wodospad, tam robimy sobie przerwę. Idziemy dalej, aż tutaj – nagle – słyszymy bardzo szybko lecące samoloty w rosyjskich barwach, z oddali widzimy rosyjskich żołnierzy. Wszyscy zaczynają panikować, ale wydaje się, że nie ma jak przed nimi uciec. Większość osób poddaje im się, jednak nieliczni (w tym my) staramy się im uciec. Wbiegamy w górę wodospadu, obok znajdujemy wąski most prowadzący na drugą stronę. Ja, babcia i jeszcze jakiś gość przebiegamy przez niego. Goni nas tylko dwóch Rosjan – większość biegnie za resztą. Kiedy przebiegliśmy, facet biegnący z nami wpadł na genialny pomysł. Powiedział że korzysta z Galaxy Note’a 7, którego może użyć jako bomby. Bierze go więc, nagrzewa palnikiem i rzuca na most. Telefon wybucha, most się zawala i obaj Rosjanie spadają na dno przepaści. Nasz współuciekinier przedstawił się nam – nazywa się Karol. Jest surwiwalistą, zajmuje się udzielaniem kursów przetrwania. Mówi, że jak najszybciej musimy biec do lasu, żeby Rosjanie nas nie znaleźli. Mieliśmy niesamowite szczęście. Kiedy przeszukiwaliśmy teren, trafiliśmy na ukrytą jaskinię. Postanowiliśmy tam zamieszkać, dopóki wszystko się nie wyjaśni. Najgorzej było z jedzeniem, ognisko szybko zostałoby zauważone przez rosyjskie samoloty, które cały czas latały nam nad głowami. W końcu postanowiliśmy jeść jakieś zioła i inne rośliny. Problem był jeden – w Tatrach nie ma takich roślin. Musieliśmy coś upolować i znaleźć osłonięte miejsce, z którego noe wydostanie się dym. Zrobiliśmy sobie broń – nożem naostrzyliśmy jakieś patyki i mieliśmy dzidy. Zaczęliśmy też robić pułapki na zające.
    Po niecałym dniu zając wpadł w pułapkę. Ognisko zrobiliśmy w głębokiej jaskini nieopodal. Wyszedł świetny, idealnie chrupiący. W końcu, po dwóch dniach uznaliśmy, że trzeba skontaktować się z kimś z zewnątrz. I tu był problem. Mój telefon miał 10% baterii, babci 0, a Karol przecież już swojego nie miał. Nagle przypomniałem sobie, że w plecaku mam niesamowity powerbank, który naładuje nasze telefony 4 razy. Przy oszczędzaniu baterii da nam to nawet 2 tygodnie kontaktu ze światem. Karol skontaktował się z wojskiem – miałem słuchawki i można było użyć radia. Dowiedzieliśmy się, że nie jesteśmy tu bezpieczni – musimy wydostać się z gór w bezpieczne miejsce przed nimi, skąd będą mogli nas ewakuować. Mieliśmy więc do przejścia ok. 100 kilometrów. Spakowaliśmy się i wyruszyliśmy.
    Następnego dnia chcieliśmy skontaktować się znowu z tamtym gościem. Kazał nazywać się bazą1, nas nazwał cywil6, powiedział, że mamy się kontaktować codziennie o 17.45.
    Szliśmy więc przez cztery kolejne dni, nic ciekawego się nie działo, aż nagle trafiliśmy na rosyjski patrol. Schowaliśmy się w krzakach i przeczekaliśmy godzinę, by upewnić się, że nie wrócą. O wszystkim opowiedzieliśmy bazie, na co on powiedział, że teraz pełno ich może się ty kręcić i mamy uważać. Powiedział też, że jak nas złapią i każą się skontaktować, to na początku rozmowy mamy mówić, że jest wspaniale. Jeśli nas nie złapią, to mówimy, że jest beznadziejnie.
    Idziemy więc dalej. Znajdujemy porzucony plecak, a w nim podstawowe racje żywnościowe i pistolet. Nie mieliśmy pojęcia, czemu jakiś żołnież trzymał broń w plecaku ale dobra – mieliśmy broń.
    Po kilku dniach prawie dotarliśmy na miejsce. Powoli też kończyła się energia w powerbanku. Byliśmy też dość głodni. Postanowiliśmy mocno zaryzykować – znaleźliśmy opuszczony domek. W środku było jedzenie, ubrania i okazało się, że chatka miała panele solarne – mogliśmy naładować telefony i powerbanka. Szybko to zrobiliśmy i jak najszybciej uciekliśmy z tamtego miejsca.
    Potem poszło bardzo łatwo – dotarliśmy na wyznaczone miejsce i zostaliśmy ewakuowani helikopterem. Żołnierze nam powiedzieli, że Rosja nas zaatakowała, a przy wschodniej granicy toczy się wojna, podobno zaatakowali też od strony Słowacji – co by się zgadzało, nas tam prawie dorwali. Żołnierze też zastanawiali się, skąd tyle czasu udało nam się utrzymać kontakt, skoro mieliśmy zwykłem telefony. Nie uwierzyli też, że jakiś powerbank byłby w stanie tak długo się utrzymać, ale kiedy pokazaliśmy go im i naładowaliśmy też laptopa jednego z nich, to zmienili zdanie.
    Ewakuowali nas do Warszawy, gdzie jeszcze wojna nas nie sięgnęła. Poprosili nas też o jedną rzecz, ale to opowieść na zupełnie kiedy indziej…

  40. Piotr, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Najbardziej zaskakująca sytuacja, w której jest przydatny powerbank, jest zwiedzanie nowego miasta. Przez upały panujące w Europie nasze telefony się nagrzewają i chcą więcej soczku z naszej baterii. Zwiedzanie samemu jakiegoś nowego miasta bez smartfona z mapą jest niewiarygodnie trudne. Zawsze ten powerbank uratuje nas w nieznanym dla nas mieście.

  41. Gracjan, :

    Odpowiedź w konkursie:

    W obecnych czasach telefon sluzy nie tylko do dzwonienia i smsowania. Jako, że jestem maniakiem technologicznym, od jakiegoś czasu staram się płacić gdziekolwiek to możliwe przez łączność nfc, czyli telefonem. Bateria w moim smartfonie jest o niskiej pojemności i nie wytrzymuje dnia pracy. Aby zapobiec sytuacji, w której nie mógłbym zapłacić za zakupy, zabieram ze sobą powerbanka. Daje mi on poczucie bezpieczeństwa, że telefon nie odmówi mi posłuszeństwa w momencie kiedy będę go potrzebował.

  42. Jacek, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Długa wspinaczka. Dużo zdjęć po drodze, nawigacja w telefonie. Szczyt. Wyciągam pierścionek aby się oświadczyć. Telefon, selfie. Padł. I co, nie mogę uwiecznić takiej chwili? O nie, AUKEY PB-XD26 ratuje mi życie. I jeszcze pozwoli romantyczną muzykę włączyć! Na długie godziny.

  43. Piotr, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Często podróżuję z dziewczyną po górach i w nocy używam kamery termowizyjnej w smartfonie aby nie zaskoczył nas np. niedźwiedź lub dzik 🙂 Niestety bateria szybko znika a trzeba bezpiecznie wrócić do schroniska – taki powerbank rozwiązał by ten problem! 🙂

  44. Janek, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Wyobraźcie sobie ten cudowny moment, kiedy leżakujecie we dwoje na pięknej polanie, klimat doskonały 15 stopni w cieniu, koc, zapach kwiatów ani pół żywej osoby w promieniu 1000m, i kiedy już emocje przybierają na sile słyszysz że ona kocha się tylko przy beatlesach, wyciągasz smartphone myśląc że dopełni to doskonałości wieczoru bo głośnik bluetooth leży obok, i w tym momencie okazuje się że oba sprzęty padły chociaż masz do nich kable do ładowania. W tym momencie powerbank byłby spełnieniem marzeń

  45. Mateusz, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Sytuacja ta miała miejsce dobrych parę lat temu.
    Wraz z kolegą byliśmy fanami wycieczek rowerowych. Były wakacje. Planowaliśmy wycieczkę rowerową z Warszawy do Lublina, dlatego, aby dobrze się przygotować fizycznie, jeździliśmy w dalekie trasy nawet codziennie.
    Zawsze wszystko szło sprawnie i na wieczór byliśmy w domach.
    Tego dnia, było jednak inaczej.
    Część trasy pokonaliśmy bez problemu. Gdy zaczynało już zmierzchać postanowiliśmy wracać. Byliśmy ok. 30km od domu, kiedy mój rower odmówił współpracy. Pech chciał, że kolega nie wziął ze sobą telefonu, a ja zapomniałem naładować swojego przed podróżą, choć w tamtym momencie jeszcze nie podejrzewałem, że się wyładuje.
    Usterki rowerów na trasie się zdarzają, więc zabrałem się do naprawy i po pół godzinie ruszyliśmy. Udało nam się dotrzeć do drogi biegnącej przez las i wtedy stało się. Mój łańcuch pękł i poleciał gdzieś dalej. Tylne koło zablokowane – zatarta piasta. Telefon rozładowany, powerbanka brak, wokół jedynie las. Nie było jak wezwać kogoś by nas stąd zabrał. Byłem skazany na powrót pieszo, prowadząc rower… na jednym kole. Kolega solidarnie towarzyszył mi całą tę nieoczekiwaną pieszą wycieczkę, aż nad ranem wróciliśmy do domu i mogliśmy oznajmić swoim rodzinom, że żyjemy.
    Zdecydowanie w tej sytuacji powerbank uratowałby mi(nam) skórę.

  46. ANDRZEJ, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Sytuacja sprzed 2 lat. Wsiadam do tramwaju , odpalam programik na telefonie aby kupic bilet online i ….. telefon gasnie. A w kazdej chwili moze byc kontrola mpk. Na szczescie mialem powerbank i moglem bez problemu bilet kupic:) Pozdrawiam Andrzej Fałek

  47. Maciej, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Najbardziej zaskakującą sytuacją, kiedy power bank, bądź też szybka ładowarka mogłaby uratować mi skórę jest taka, kiedy moja żona dzwoniłaby w sytuacji, kiedy zaczęłaby rodzić i musiałbym bardzo szybko ustalić jej położenie, telefonicznie podtrzymywać na duchu, uspokajać, by koniec końców do niej dojechać, by cała sytuacja zakończyła się szczęśliwie.

  48. Kamil, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Byłem na festiwalu Woodstock, na który pojechałem z lekkim przeziębieniem. Od miejsca zamieszkania do Kostrzyna mam ponad 600 km, czyli cały dzień w pociągu. Nazajutrz po przyjeździe telefon mi padł, a ja czułem się coraz gorzej i zaczęło mnie boleć gardło w dość nietypowy sposób. Na drugi dzień festiwalu nie mogłem przełykać i byłem tak osłabiony, że ledwo dotarłem do punktu sanitarnego. Jak się okazało miałem anginę ropną w bardzo zaawansowanym stadium i groziło mi nawet uduszenie, bo oddychałem z coraz większym trudem. Karetką na sygnale zabrano mnie do szpitala w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie przeprowadzono mi szereg zabiegów.

    Okazało się, że szybko podany antybiotyk uchroniłby mnie od wizyty w szpitalu, nie wspominając o potwornym bólu, osłabieniu i zmarnowanym festiwalu.

    Gdybym miał powerbank mój smartfon nie straciłbym prądu i poszukał pomocy w Internecie, zanim było już za późno. Wiedziałbym, czym grożą moje objawy i szybciej bym zareagował.

    Na zdjęciu ja wysmarowany preparatami, którymi musiałem po operacji płukać gardło. Zaklejało to zęby i ciężko było się pozbyć. Tak spędziłem Przystanek Woodstock 🙂

  49. Mirosław, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Gdy po złym podłączeniu klona arduino na Bałutach już drugą dobę nie ma prądu, mój telefon ma 5% baterii a na gsmmaniak pojawia się post z konkursem.

  50. Jakub, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Kiedy okazało się, że licznik Garmin Edge na rowerze nie dotrzymał do końca trasy z przejechanym dużym dystansem, co nie wystarczyło do pochwalenia się na Stravie wspaniałym dystansem, bo zabrakłoby kilku kilometrów do okrągłych 200 kilmetrów.


reklama