,

Konkurs gsmManiaKa: wygraj akcesoria idealne na wakacje!

Konkurs-aukey

Te artykuły także cię zainteresują:

Popularne produkty:

Komentarze: 141

UWAGA: Komentarze nie na temat, personalne, obraźliwe będą kasowane.
Nie karmić trolli - do frustracji i zagłodzenia trolla doprowadzisz nie reagując na jego komentarze.
  1. Magdalena, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Ekstremalna podróż-oczywiście z naszymi dziećmi.Podczas oczekiwania na lot, dla starszy gra na telefonie, mąż załatwia ostatnie sprawy przez komórkę. Wsiadamy na pokład. Młodszy syn jest bardzo „energiczny”, dodatkowo wiadomo lot to ograniczone pole manewrów. Lecimy, więc pospiesznie chwytam za telefon, aby uruchomić kołysanki.Szok! Rozladowany! (STARSZY SYN DOBRZE SIĘ BAWIŁ NA LOTNISKU). chwytam telefon męża-5%. W tej chwili nie wiem, czy to od lotu, czy z nerwów, ale czuję, że ciśnienie mi skacze. Cały lot trzeba spiewac, bo Młody ma ciężko zasnąć.Pasażerowie z przodu też nie mają łatwo,gdy stale ich fotele są kopanie i kolysane przez niespełna 16 miesięcznego Anioleczka. Historia niby banalna, ale w realnym świecie rodziców prawdziwy extreme

  2. nianiunka, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Często podróżuję pociągami, zaskakującą sytuacją w której przydałby mi się powerbank byłaby awaria pociągu podczas podróży. Wtedy zostałaby jedynie możliwość obejrzenia jakiegos fajnego filmu i oczekiwanie na drugi pociag czy tez naprawe zepsutego

  3. Jacek, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Jadąc raz pociągiem w 1,5 godzinną podróż, siedziałem w pierwszym wagonie pociągu. Po trzech stacjach do pociągu weszły 3 osoby w tym jedna zakłopotana dziewczyna, szukająca kontaktu, bo telefon z biletem się jej rozładował, więc ja wyciągając mój super bohaterski powerbank, uratowałem damę w opałach, i poznałem osobę z którą mogłem przegadać cała podróż… i jeszcze kilka miesięcy

  4. Wakacyjnie Rozmarzona ;), :

    Odpowiedź w konkursie:

    Zapewne zgodzi się ze mną część społeczeństwa,
    Że wakacje to czas przygód i drobnego szaleństwa.
    Zakładam więc kostium, a na głowie mam wianek
    I bardzo liczę, że uniknę niemiłych niespodzianek.
    Takie zaś uwielbiają się zdarzać w najmniej odpowiednich momentach
    – gdy zgubisz drogę lub chcesz zrobić sobie zdjęcie przy znanych monumentach.
    Wtedy właśnie zazwyczaj w telefonie bateria
    Patrzy czy miejsce w którym jesteś to środek lasu czy kafeteria
    I w im gorszych warunkach akurat się znajdujesz
    Tym szybciej ona, złośliwie, się rozładowuje!
    Panika wtedy ogarnia podróżnego,
    Który nie ma do Internetu dostępu żadnego,
    Brak GPS’u, mapy, a co najgorsze
    Będąc w restauracji nie zrobię zdjęcia by pokazywać znajomym jak smacznie wyglądały dorsze!
    Wszystkie powyższe problemy da się jakoś pokonać,
    Ale jest jeden bez rozwiązania, i na jego myśl aż chce mi się konać.
    Przypuśćmy że będąc na plaży, na przykład nad Bałtykiem
    Znalazłabym sobie miejsce, gdzieś obok dzieci rysujących na piasku patykiem
    I podszedłby do mnie nagle mężczyzna niczym z Patrolu Słonecznego
    Przystojny, inteligentny, nie mający usposobienia cynicznego
    I rozmawialibyśmy nad morskim brzegiem długie godziny
    Wybierając za temat rozmowy przeróżne dziedziny
    I gdy już bylibyśmy pewni że chcemy wziąć ślub i mieć dzieci gromadkę
    Sięgnęłabym do torebki, w której poza telefonem miałabym pomadkę
    On sięgnąłby także po telefon do kieszeni
    I obydwoje bylibyśmy niepocieszeni
    W czasie gdy my bawilibyśmy się świetnie
    Nasze telefon zapewne rozładowałyby się kompletnie!
    Nie moglibyśmy wpisać swoich numerów do kontaktów
    I tym samym ległoby marzenie o słuchaniu marsza weselnego taktów
    Relacja tak jak te nasze baterie skończyłaby się szybko
    I nie mogłabym mówić do niego „kotku” czy „rybko”
    Wszystko jednak potoczyłoby się inaczej
    I wielka miłość zostałaby uratowana (raczej).
    Gdybym bowiem miała przy sobie ładowarkę AUKEY PA-Y13
    Która przyda się każdemu wakacyjnemu entuzjaście
    Naładowałabym nam telefony, kontakt do niego zapisała
    I martwiła już tylko tym żeby pogoda w dniu ślubu dopisała!

  5. Mateusz, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Wakacje, 3 lata temu, Warszawa. Od rana miałem dobry dzien. Wylałem kawe na aiebie i mojego kota, przypalilem żelazkiem koszule, ale szedłem na spotkanie z bardzo ładną dziewczyną poznana w Internetach. Spieszyłem sie, wiec dojazd postanowilem ogarnac uberem. Nie zauwazylem, ze nie naladowalem telefonu, o czym przekonalem sie juz u kierowcy. Uberek wyczul, ze bateria sie konczy wiec srogo mnie policzyl, a co najgorsze… dziewczyna nigdy sie nie pojawila…
    Majac naladowany telefon przynajmniej odpaliłbym muzyke, albo jakąs gre. Nie uratowałby mi zycia, ale pomogł zyc

  6. Paweł, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Takie akcesoria na pewno uratowałyby mi skórę podczas moich podróży służbowych, gdy z mojego zaskakująco mobilnego centrum staram się zarządzać światem 😀

  7. Mathilda, :

    Odpowiedź w konkursie:

    To był piękny czerwcowy dzień, kilka lat wstecz- właśnie zadowolona wyszłam z ostatniego w tej sesji egzaminu z zamiarem spokojnego spakowania plecaka przed podróżą kolejnego dnia. Planowałam dołączyć do grupy moich przyjaciół nocujących od tego dnia w domku letniskowym rodziców jednego z nich. Niespodziewanie kolega z roku zaproponował mi podwiezienie prawie na miejsce, gdyż po egzaminie wracał do domu, na co ja- biedna studentka – przystałam z radością (ach, te ok.20 zł zaoszczędzone na bilecie wydawało mi się wtedy majątkiem!). Pobiegłam zatem do akademika i w dosłownie 5 minut spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy (tak mi się wtedy przynajmniej wydawało) i chwilę później już czułam wiatr we włosach podczas podróży jego wysłużonym Punto (ten wiatr przy otwartym oknie oczywiście). Gdy po dwóch godzinach opuszczałam pojazd wysiadając po środku niczego, pozostało mi do przejścia około 7 kilometrów i do głowy mi nie przyszło żeby szukać jakiegoś autobusu (na koniec świata i tak nie dojeżdżają), ani tym bardziej wzywać taksówki (nie po to zaoszczędziłam dwie dychy!). Znajomym chciałam zrobić niespodziankę, więc również nie dałam im znać o moim wcześniejszym przyjeździe (no ok, umówmy się, że może trochę też chciałam nakryć ich na jakichś pijackich wygłupach) i tak oto z ogromnym plecakiem wyruszyłam pieszo przez łąki i lasy do tajemniczej chatki, opisywanej niczym Shangri-La. Przez jakieś pierwsze cztery kilometry szło mi całkiem dobrze, bo choć nigdy nie byłam w tych rejonach to znajomi uraczyli mnie tysiącami opowieści o dotarciu tutaj, więc byłam przekonana, że trafię tam z zamkniętymi oczami. Po czasie jednak, gdy zaczynało się już ściemniać, mój entuzjazm przygasł, a gdy na kolejnym z rzędu skrzyżowaniu nie byłam do końca pewna, którą drogę wybrać zaczęłam trochę się stresować. Latarka w telefonie niespodziewanie się wyłączyła, gdy ten zakomunikował ostatnie 15% baterii. Lekko spanikowana wysypałam wszystkie rzeczy z plecaka na leśny dukt, by po kilku minutach gorączkowych poszukiwań (prawie po omacku) odkryć położenie mojego powerbanka. I nie był on bynajmniej w moim plecaku, a 150 km dalej, podłączony do gniazdka przy moim łóżku… Teraz dopiero dotarła do mnie powaga sytuacji. Konkretnie spanikowana zaczęłam biegać w kółko i szukać zasięgu, by zadzwonić do kogokolwiek ze znajomych i poprosić o pomoc. Czy muszę wspominać, że pośrodku lasu prawie nigdy (albo przynajmniej wtedy, gdy go potrzebujesz) nie ma zasięgu? Krótkie piknięcie oznajmiło mi rozładowaną baterię, a ja byłam już bliska płaczu. Zebrałam w pośpiechu swoje rzeczy z powrotem do plecaka: batony razem z ciuchami, buty razem z kosmetykami (niestety tego wieczora na zawsze na leśnej drodze pozostał mój ulubiony T-shirt) i w tempie ślimaka w praktycznie totalnej ciemności (jak dobrze, że była prawie pełnia) posuwałam się na przód. Po kolejnej pół godzinie, gdy według moich obliczeń powinnam być już przy domku poddałam się. Nie miałam nawet pojęcia, czy idę w dobrym kierunku. Przerażały mnie leśne  odgłosy nocy, ale nie mając wyjścia wiedziałam, że muszę tu przenocować. W takich okolicznościach każde drzewo, każdy krzak, czy każdy kamień wygląda złowrogo. I lepiej nie sprawdzać czy to prawda. Ubrałam się w dwie bluzy, z gałęzi złożyłam bardzo prowizoryczny daszek i wsunęłam się pod niego w śpiworze (dziękuję dziś sobie, że chociaż jego nie zapomniałam). To była chyba najgorsza noc w moim życiu. Budził mnie każdy szelest, a racjonalne myślenie, że w tym lesie nie ma wilków, ani tym bardziej niedźwiedzi ustąpiło miejsca po prostu strachowi. Jakiś czas później obudziły mnie pierwsze przebijające się przez gałęzie drzew promienie słońca. Gdy powróciła mi świadomość mojej kiepskiej sytuacji wygramoliłam się ze śpiwora i rozejrzałam. To co zobaczyłam sprawiło, że przez moment nie wiedziałam, czy bardziej się cieszę czy złoszczę. Jakieś 200 metrów dalej, na końcu drogi widać było domek. Domek, do którego tak usilnie próbowałam wczoraj dotrzeć. Poznałam to że zdjęć. Ulga wzięła jednak górę nad wściekłością i pospiesznie poszłam w tamtym kierunku. Jeśli myślicie, że to koniec mojej przygody to niestety się mylicie. Drzwi i okna były zamknięte, a w pobliżu żywej duszy. Dlatego nie słyszałam wczoraj żadnych odgłosów, ani nie widziałam żadnych świateł. Po prostu nikogo tam nie było. Kolejne trzy godziny przespałam na werandzie, czekając na znajomych. Okazało się, że oni natomiast stwierdzili, że skoro zapowiedziałam swoje przybycie na dzisiaj to oni też nie będą przyjeżdżać wcześniej… I tak oto od nocy w lesie mogłoby mnie uratować odłączenie od ładowania na czas i zabranie ze sobą małej cudownej kostki zwanej powerbankiem…

  8. Patrykkk, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Było to zeszłego lata – o tak pamiętam doskonale! Pierwszy wspólny wyjazd z teściami nad morze. Do ich ulubionego (od lat 80′) kurortu w jednym z przepełnionym turystami zakątku ziemi zachodniopomorskiej. I tak oto wylądowaliśmy na weekend w domku – zbudowanym niczym z kart – gdzie każdy większy podmuch bryzy niby porywał nas nas plażę. Każdy dzień był przepełniony rozrywką w tłumie obcych ludzi – czy to na plaży, tudzież w lokalu gastronomicznym. Natomiast wieczory, o tak coś niezapomnianego – wspólne wieczory… Akurat tak los chciał, iż zaplanowany wyjazd odbywał się podczas powtórki końcówki jakiegoś bardzo istotnego finału polskiego serialu. I tak przez dwa dni z rzędu co wieczór zalegała cisza w naszym domku przerywana jedynie odgłosami wydobywającymi się z telewizora. Drugiego dnia nastąpiło niesłychane załamanie pogody i cały dzień spędziliśmy w domu. Na domiar złego – jakby brak pogody to mało – miały miejsce przerwy w dostawie prądu. Wieczorem teściowa dotarła do połowy odcinku, gdy nagle prąd przepadł na dobre… Początkowo w naszym domku letniskowym zapanowała panika, przerywana jedynie pokrzykiwaniem starszej kobiety… Szybko złapałem za telefon i pobrałem aplikację VOD stacji, która emitowała owy serial. Szybko założyłem konto, zgadzając się bez namysłu na wszystkie zgody marketingowe i dokonałem płatności – aby tylko zapewnić sobie (oraz pozostałej części rodziny) ciąg dalszy spokojnego wieczoru. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, iż… moja bateria podczas uruchomienia seansu wskazywała 10%, a już po kilkunastu minutach smartfon przełączył się w tryb wysokiej oszczędności baterii wyłączając tym samym dostęp do transmisji danych… Teściowa wpadła w szał. Jak to na wakacjach nie można oglądać ulubionego serialu?! – pokrzykiwała, wydawać się mogło jednocześnie w kierunku wszystkich pozostałych, pochowanych po kątach domku członkach rodziny – Toż to nie do pomyślenia. Od tamtego wyjazdu nie dostałem żadnego zaproszenia na wspólny wyjazd, żona również – cóż, może to i lepiej? Teściowa za to zdążyła zakupić sobie telefon z obsługą wspomnianej aplikacji (czyli po prostu smartfon – przyp. autora) i powerbank w jednym z lokalnych dyskontów. Żałuję jednego – tej wypiekanej na grillu domowej roboty karkówki teściowej… Może kiedyś jej przejdzie i ponownie skosztuję tego smakołyku 🙂

  9. Stanisław, :

    Odpowiedź w konkursie:

    jestem na jakimś wygwizdowie i bateria w tel z mapą padł

  10. Golden Flower, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Wakacje za granicą, duże miasto i piękna pogoda, która aż zachęciła Cię do spaceru. Jako,że jesteś tam turystą to ciągle korzystasz z nawigacji w telefonie, z internetu i aparatu, aby zrobić cudne fotki na media społecznościowe,a bateria w telefonie niknie jak szalona! Zanim się spostrzeżesz masz już tylko 2% baterii. I jak Ty później wrócisz do hotelu?! I jak myślisz,że już gorzej być nie może, to spostrzegasz swojego idola, z którym chciałbyś zrobić sobie zdjęcie, ale w tej najważniejszej chwili padła Ci bateria. [*] I jedyne o czym marzysz to powerbank lub chociażby ładowarka,która w tym momencie uratowałaby Ci życie.

  11. Jakub Daniluk, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Kilka lat temu, gdy wracaliśmy już z Hip-Hop Kempa samochodem przyjaciela, zostaliśmy zatrzymani przez policję. Po kontroli, na kierowcę została nałożona grzywna, a na auto blokada koła – miała ona zostać usunięta po zapłaceniu kary przez kierowcę (5 tysięcy złotych po przeliczeniu).
    Kierowca nie miał pełnej kwoty na koncie, a była to niedziela – przelew międzybankowy doszedłby dopiero następnego dnia, a jeślibyśmy nie zapłacili kary tego dnia, auto zostałoby odholowane na parking policyjny, co wiązało się z dodatkowymi kosztami.
    Miałem potrzebną kwotę na koncie, jednak bateria mojego telefonu była na wyczerpaniu, a żeby wypłacić pieniądze musiałem zmienić w internecie limit dzienny mojej karty. Na szczęście ocalił nas powerbank mojego przyjaciela, który resztkami zmagazynowanej energii dał radę zasilić mój telefon dostatecznie długo, abym zmienił limity na moim koncie bankowym.
    Po wypłaceniu pieniędzy i zapłaceniu grzywny, z bólem serca i pustką na koncie wróciliśmy do Polski.
    PS. Koniec końców i tak było warto.

  12. Martyna, :

    Odpowiedź w konkursie:

    To było rok temu,kiedy pojechałam na wakacyjną wymianę do Barcelony. Mieszkanie u hiszpańskiej rodziny,całkowicie obce osoby oraz miasto. Razem z moją partnerką z wymiany,Martą,poszłyśmy zwiedzać miasto. Tak się złożyło,że akurat tego dnia Marta miała zajęcia z baletu,które trwały dwie godziny. Postanowiłam, że przez ten czas sama pozwiedzam miasto. Umówiłyśmy się więc,że o godzinie 12 spotkamy się przed szkołą baletu w której odbywały się jej zajęcia. Gdy się rozdzieliłyśmy,poszłam w głąb miasta,co nie było najlepszym pomysłem gdyż już po kilkunastu minutach całkowicie się zgubiłam,a w moim telefonie padła bateria. Niestety moja znajomość języka nie była na tyle dobra aby wytłumaczyć przechodniom o którą szkołę baletu mi chodzi. Całe szczęście,przypomniałam sobie że w torebce mam powerbanka,przy pomocy którego naładowałam baterię w telefonie i mogłam spokojnie trafić na umówione wcześniej miejsce.
    Ten powerbank uratował mi skórę.

  13. Daro, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Odprawa przed lotem. Karta pokładowa w aplikacji i bateria na wyczerpaniu!!!

  14. Adam, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Będąc z wycieczka w Tunezji mieliśmy do spędzenia wieczór na pustyni okazało się jednak zamiast jedna noc zostaliśmy na pustynię 3 dni, ponieważ kierowca i obsługa wycieczki o nas 15 osobach zapomniała 🙂 power bank nie tylko uratował nam zdrowie ale niektórzy stwierdzili ze i życie bo bez telefonu w takich warunkach nie mogli być spokojni uczestnicy

  15. Anna, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Powerbank byłby bardzo pomocny podczas wyjazdu zagranicznego do Anglii. Czasami można zapomnieć, że tam jednak gniazdka są nieco inne, a ładowarka musi mieć przejściówkę… Oczywiście tam zawsze można ją dokupić, tylko co w sytuacji gdy jesteśmy w miejscu oddalonym od „cywilizacji” i w pobliżu nie ma sklepu? Wtedy właśnie powerbak uratowałby mi skórę, a raczej mój telefon 🙂

  16. JaH4, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Najbardziej zaskakujaca sytuacja w ktorej przydal sie powerbank i ratowal mi tylek to sytuajca zwiazan z obsluga systemu pompy insulinowej. Juz przezylem kilka takich chwil, ktore byly graniczne jesli chodzi deficyt energi i juz od jakiegos czasu mysle ze powervank spisalby sie na medal.

  17. Beniamin, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Miałem taką dość dziwną sytuację w samolocie z USA do Niemiec. Z różnych przyczyn musiałem usiąść na pierwszym lepszym wolnym miejscu. Jakoś tak się złożyło, że usiadłem pomiędzy dwoma Panami pokaźnych rozmiarów. W dodatku to były tanie linie lotnicze, przez co miejsca na chociażby oparcie łokci próżno było szukać. Jedyna rzecz, którą mogłem umilić sobie 13 godzinny lot była moja komórka wraz z słuchawkami. A ładowarki brak. Powerbanka brak. Żadnych znajomych wokół, z którymi mógłbym porozmawiać, bo zostaliśmy wszyscy „rozsiani” po samolocie. Wolę nie opisywać co się działo po rozładowaniu mojego telefonu. Kilka godzin tępego wpatrywania się w pustkę, bo zasnąć w tak dyskomfortowej pozycji nawet nie brałem pod uwagę. Gdybym tylko miał ten powerbank lub ładowarkę… Mógłbym lecieć nawet 48 godzin i nie musiałbym się bać żadnej ewentualności.

  18. Paweł, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Po prostu chcę taki gadżet pracuję w delegacji to by mi się naprawdę przydał.

  19. Rafał R, :

    Odpowiedź w konkursie:

    …podczas wakacyjnego objazdu Podlasia, w trakcie postoju na leśnym poboczu, po burzliwej kłótni z narzeczoną, trzasnąłem drzwiami i poszedłem w przeciwnym kierunku (wina była bezsprzecznie moja – mądry Polak po szkodzie)
    …ona niewiele myśląc odjechała
    …po kilkunastu minutach, kiedy wzburzenie ustąpiło miejsca zdrowemu rozsądkowi, postanowiłem zadzwonić do niej, przeprosić i razem ruszyć w dalszą drogę
    …jakże głupkowatą musiałem mieć minę, kiedy zauważyłem, że padł mi właśnie telefon, w którym zapisany miałem tymczasowy numer narzeczonej (traf chciał, że była w trakcie przenoszenia numeru)

    …musiałem bez zwłoki reanimować telefon i odnaleźć ten numer jednak ładowarka odjechała wraz z narzeczoną pozostawiając za sobą wspomnienie opadłego dawno tumanu kurzu
    …zgroza
    …co gorsza, mój telefon ładowany jest przez USB-C (swoją drogą rozwiązanie z uwagi na małą jeszcze „powszechność ludową” upierdliwe i kłopotliwe nawet w biurze)

    …narzeczona należy do kobiet upartych i impulsywnych – nie łudziłem się więc, że czeka gdzieś w aucie za zakrętem

    …drogi Podlasia nie należą do najbardziej uczęszczanych
    …stacji benzynowych czy przydrożnych sklepów/barów nie uświadczysz praktycznie poza większymi skupiskami ludzkimi
    …najwięcej na Podlaskich drogach jest dziur – tak więc konkretne bagienko

    …w ciągu pierwszej godziny udało mi się zatrzymać pięć aut – nikt nie miał przecudownego wynalazku „ładowarki USB-C” (nie wiedzieli nawet cóż to za czort, trzeba jednak przyznać, że kierowcy zatrzymywali się chętnie pomoc swą oferując – Podlaska gościnność i uczynność)

    …w piętnastej minucie drugiej godziny udało mi się namierzyć człowieka z odpowiednią ładowarką, dzięki której udało mi się sprawnie odkręcić całe zamieszanie i kontynuować wspólne, wakacyjne Podlasia eksplorowanie

    …ku przestrodze 🙂

  20. Julia, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Płynę już siódmy dzień po okrutnych wodach oceanu. Tylko ja i moj statek oraz marzenie o ujrzeniu i udokumentowaniu największej ośmiornicy na świecie. Wiem, że jestem blisko. Mapa, którą otrzymałam od dziwnego staruszka porcie, w zamian za srebrnego talara, wskazuje właśnie ten obszar. I nagle, widzę! Olbrzymia macka wynurza się z wody i chwyta ptaka w locie, następnie wciąga pod wodę. Chwytam za telefon, jeszcze chwila i cel mojego życia zostanie spełniony. I widzę, czarny jak pustka ekran. Nie reaguje. Moje marzenie wraz z nim padło, umarło, zdechło.. Jednakże nie mogę się poddać i w błyskawicznym tempie chwytam za powerbank i podłączam do urządzenia. Już czuję, jak energia przepływa. W duchu liczę do 10 i włączam komórkę. Modlę się z zapartym tchem i czuje wibracje. Działa! Włączam aparat i robię zdjęcia potwora z głębin oceanu.

  21. Łukasz, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Najbardziej zaskakującą sytuacją w której powerbank uratowałby mi życie… wydarzyłaby się podczas mojego pierwszego lotu w kosmos na Marsa, w celu jego kolonizacji. Z racji tego, że byłbym jedną z pierwszych osób, która osiedliła by się na czerwonej planecie, a cała infrastruktura nie była by jeszcze wystarczająco dobrze rozwinięta, powerbank o imponującej pojemności 26800 mAh uratowałby mi życie, gdyby podczas kosmicznego spaceru i eksploracji powierzchni nagle zaczął rozładowywać się mój smartphone i smartwatch. Mógłbym przecież wtedy stracić kontakt z bazą, co uniemożliwiłoby mi powrót oraz utracić wszystkie zapisane i zgromadzone dane. Ta niecodzienna sytuacja nie mogłaby się przecież tak zakończyć. W moim plecaku musiałbym posiadać zapas energii do zasilenia urządzeń w postaci AUKEY PB-XD26. Misja kolonizacji Marsa nie mogłaby przecież zakończyć się niepowodzeniem, gdyż od tego zależy przetrwanie przyszłych pokoleń.

  22. ZasadaPL, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Mi bardzo podoba się. Power bank.
    Lubię dużo. Jeździć. Poznawać. Nowe miejsca. I zawsze dzwonię do. Rodziny żeby powiedzieć im jaki jest ładnie ale co z tego nawet nie mogę im wymyślać bo bateria w moim telefonie wogóle nietrzyma i przydał by mi się bardzo ten power bank o dużej pojemności żebym mógł dłużej porozmawiać

  23. Ana, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Egzotyczna podróż na Seszele, ja, on i butelka wina. Idziemy w stronę plaży lasem. Idziemy, idziemy i końca nie widać. Nagle z lasu wyskakują tubylcy, a za nimi czarny, włochaty stwór. Coś krzyczą, walą dzidami. My w nogi w stronę plaży, butelka się zbiła. Oni biegną za nami, dzidy latają jak meteoryty. Nagle widzę statek, krzyczę, że jesteśmy uratowani! Płyniemy pontonem znalezionym na brzegu. Na statek wciągają nas majtkowie. Zadowoleni, że jesteśmy uratowani rozsiadamy się na rufie co by spędzić wieczór jak na Titanicu przy zachodzie słońca. Nagle patrzę, przecieram oczy, a to statek piracki. Myślę, że znowu będą kłopoty. Nagle on, w kowbojskim kapeluszu, wyciąga z rękawa butelkę rumu. Nie dowierzam. Z zachwytu łapie za telefon żeby uwiecznić tę chwilę i… Nagle okazuje się, że bateria ma 1%, a moja historia zawsze zostanie uznana za zmyśloną 🙂

  24. Szymon mejsak, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Niedawno kiedy jechalem pociagiem byla straszna burza I na Tory przewrucilo sie drzewo I musielismy tzekac na stacji az je usuna (a kiedy czekalismy w pociagu nie dzialaly gniazdka aczekalismy az 6h! Gdyby nie to ze mialem powerbank to bym umarl z nudów.(sort za orty ale mam klawiature angielskom I jeszcze tego nie zmienilem

  25. Stanisław, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Podłączyłem wiatrak na usb do power bank gdy wysiadła klima w autokarze podczas 20 godzinnej podróży do Chorwacji.

  26. Sylwia, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Po roku od urodzenia dziecka, za namową męża postanowiłam wrócic na studia, które skończyłam (uwaga!) 6 lat wczesniej. Co tydzień miałam spędzać weekend, jako studentka studiów magisterskich. Od momentu gdy sie dostałam na wybrany kierunek przeżywalam permanentny stres. I tak żyłam aż do wyczekiwanej soboty pierwszego zjazdu. Aby zdążyć na zajęcia musiałam wstać o 5 i o 6 być juz w autokarze. Ponieważ wróciłam na filologię obcą i to po tylu latach nie używania języka, wiekszośc wieczorów po polożeniu córeczki spędzałam na powtarzaniu, tak tez było w pt wieczór, uczyłam się do 1 …. a potem nie mogłam zasnąć. Następnego dnia, nie w pełni przytomna ruszyłam. Monotonna jazda autokarem mnie oczywiście uśpiła i obudziłam dopiero słysząc kierowce, który mówił, że jest 15 minut przerwy…. Nie był to Kraków 😉 Nie było niczego czym mogłabym wrócic do Krk bądź domu, pozostał mi telefon do męża… tyle, że wyładowała się bateria. Całe szczęście miła pani czekająca na swój autokar poratowala mnie swoim telefonem

  27. Adriana, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Jedziemy ze Szczecina aż w Bieszczady. Wiadomo że kawałek drogi przed nami. Mama z tatą rozmowę prowadzą a z tyłu siedzą dzieci niepocieszone i jazdą już znudzone. Wiadomo trzy i pięciolatka momentami już się kłócą… Nagle mama je uspokaja i telefon taty i mamy im podaje. Dziewczynki wiadomo bajeczki oglądają i czasami sobie śpiewają. Power bank podłączony także spokój na trasie załatwiony☺️ A po chwili w telefonie córeczki leci piosenka….”A ja wolę moją mamę”…. Wiadomo dlaczego

  28. Dawid, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Kiedy zgubiłem się w Berlinie rozładował mi się telefon.Na szczęście miałem powerbanka który szybko podładował telefon i mogłem dotrzeć do odpowiedniej ulicy w mieście.

  29. Rysio, :

    Odpowiedź w konkursie:

    My z Gdyni, Teściowa z Łodzi spotkanie z rodziną nie zawsze wychodzi.
    Plan prosty na to widzenie mamy, w Warszawie wszyscy się spotkamy.
    Nocleg tam szybko jakiś złapiemy, Teściową do nas za raz ściągniemy.
    Ja bezpiecznie drogi pilnuję, a żona dziećmi się zajmuje.
    Synowi droga dłużyć się zaczyna, marudzi także nasza dziewczyna.
    Komórki swoje im dajemy, by choć przez chwilę się zajęły.
    Nocleg w Warszawie nieprosta sprawa, ale na szczęście świetna zabawa
    – znajomi dają klucze na działkę, tam mają domek i umywalkę.
    Teraz Teściową tu pokierować i dalej plan realizować.
    Ale niestety, dzieci kochane, oddały komórki rozładowane.
    Sprawę uratowałaby ładowarka, a tak u Teściowej przebrała się miarka.
    Nie warto mówić – kłótnia w rodzinie i ten zły humor szybko nie minie.
    Winny – wszystko przewidziane, wiadomo to ja mam przechlapane.

  30. Sławecki, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Żona z dziećmi już sobie wczasuje, ja jeszcze chwilę popracuję,
    ale pod wieczór się spotkamy i urlop razem rozpoczynamy.
    Na razie deszcz mocno zacina, lecz w samochodzie dobra mina.
    Na trasie korek – droga zalana, pojadę skrótem – las i polana.
    A potem prosto do żony, dzieci … Od jutra słońce dla nas świeci.
    Jadę tym lasem, ciemno wszędzie, przez drogę idą trzy jeże w rzędzie.
    Człapią powoli, na nic nie baczą, dzieciaki chętnie to zobaczą.
    Wysiadam – komórką filmik nakręcam sobie i nagle pech – ląduję w rowie.
    No cóż … upaprany błotem jechać mogę, próbuję ruszyć w dalszą drogę.
    Samochód utknął w błocie cały, dzwonię do żony – problem niemały, telefon całkiem rozładowany.
    Po ciemku mijam las i polanę, we wsi jakąś pomoc dostanę.
    Ale niestety, brudny i w nocy, nikt nie chce udzielić pomocy.
    Szczęściem, remiza we wsi była, Straż Pożarna pomocy udzieliła.
    Gdybym ten powerbank w kieszeni miał to łatwo radę bym sobie dał.
    Telefon szybko naładowany, kolega z wczasów zawołany.

  31. Wojciech, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Jechałem do rodzinki i padł mi telefon. Niestety nie miałem czym doładować bateri a musiałem zadzwonić że jestem na dworcu. Miła pani użyczyła mi swój telefon i uratowała mi życie za co bardzo jej dziękuję.

  32. Nolajf, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Witam. A więc słuchajcie mojej opowieści która zdarzyła się mi ok. rok temu w Londynie. Pojechałem za granicę do Uk do wujka, za pracą A w wolnych chwilach pozwiedzać trochę świata, odpocząć od swojego miasta w Polsce. Ale przejdźmy do rzeczy. Miałem wolne w pracy, ładna pogoda myślę czemu by nie pojechać trochę pozwiedzać. Ubrałem się i poszedłem na metro. Widziałem Big Bena, stadion Chelsea, London Eye I wiele wiele innych miejsc. Za jakiś czas odezwał się do mnie kolega czy nie chciałbym się spotkać na jakieś piwo posiedzieć pogadać. Myślę czemu nie. Pojechałem do niego mieszkał spory kawałek ode mnie. Telefon służył mi praktycznie jako nawigacja co chwilę musiałem sprawdzać gdzie to, gdzie iść czym jechać. A jechałem do niego najpierw autobusem, później metrem około 30 min, pociągiem z godzinkę I znowu autobusem. Po paru godzinach rozchodzilismy się. Wyjmuje telefon, wcześniej nie zwracałem uwagi ile mam % baterii Ale patrzę mam 2%… hahahah teraz to śmieszne ale wtedy… nie wiedziałem co robić jak wrócę, z językiem nie aż tak dobrze gadam żeby nwm podladowac tel, gniazdek nigdzie nie ma prawie nie pamiętam nawet czy wtedy miałem kabel do ładowarki. Skupilem się i pomyślałem co najlepiej zrobić czy jechać z pamięci do domu czy lepiej zadzwonić do kogoś. Po chwili wpadłem na najlepszy chyba pomysł. Zadzwoniłem z pośpiechem do wujka, powiedziałem gdzie jestem wysłałem mu swoją lokalizację, wytlumaczylem o co chodzi. Hehe po paru godzinach przyjechał po mnie autem. Nie wiem jakby mi padł do końca co bym zrobił A numerów na pamięć nie znałem żeby nawet od kogoś zadzwonić. Mam nadzieję że wygram konkurs, bo na pewno przydadzą mi się te akcesoria do telefonu ponieważ lubię zwiedzać, chodzić, robić zdj. A wiadomo telefon nie trzyma paru dni jak jest włączona nawigacja, Internet i lokalizacja. Pozdrawiam Was! Z fartem!☆

  33. Witgraff, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Dość regularnie podróżuję na Warmię i Mazury. Niestety pociągiem. A podróż trwa ponad 3 godziny i żeby się nie nudzić i przy okazji coś zrobić, uruchamiam laptopa 11″. Teoretycznie naładowanego do pełna. Ale dzięki umieszczonym gniazdom zasilania w pociągu nie martwię się o zasilanie. I tu jest ten haczyk energetyczny. Czasami nie jest to tzw autobus szynowy z dużą ilością gniazdek a zwykły i każdy się czai żeby skorzystać z jedynego gniazdka w WC.
    Ostatecznie mogę odłożyć laptop do torby ale na miejscu do którego się udaję też potrzebuje mojego laptopa do diagnostyki a nie zawsze jest gniazdko pod ręką.

  34. Dawid, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Wybralismy sie na podroz wakacyjna hechalismy dosc dlugi czas kazdy korzystal z telefonu nagle ske rozladowaly pare kilometrow dalej mielismy wypadek nikt nie mial naladowanego telegonu a niestety nie mielosmy power banka by zadzwonic bynajmniej na pogotowie dlatego jadac w dluga podroz warto miec przy sobue power banka

  35. Aleksander, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Kiedyś gdy byłem na wycieczce ze szkoły pojechaliśmy do zoo (czasy pierwszej xperi L ) miałem telefon na powerbanku . Poślizgnąłem się i telefon prawie wpadł na wybieg miśka gdyby nie zawisnął na kablu . Tak oto powerbank uratował mnie od rocznej kary na komputer i zabrania całego kieszonkowego .

  36. Kamil, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Będąc z dzieckiem w szpitalu telefon się rozladowal nie było jak zadzwoni ani załączyć dziecku bajki wtedy powerbank uratował sytuację

  37. Agata K., :

    Odpowiedź w konkursie:

    Swego czasu uratował mnie przed padnięciem aplikacji Edmomondo w terenie wraz z czujnikiem rowerowym. Powerbank to pozycja obowiązkowa dla każdego, kto intensywnie korzysta ze smartfona w terenie! Oczywiście telefon można ładować przez np. dynamo ukryte w piaście czy panele słoneczne. Ale dynamo nie jest obecne w każdym rowerze, a przez panele słoneczne ładowanie trwa koszmarnie długo i jest to dobra opcja jedynie na bardzo długi wyjazd, z daleka od cywilizacji. Do zeszłego roku, rękami i nogami trzymałam się zwykłego, tradycyjnego telefonu. Wiecie, takim z klawiszami i niedużym ekranem. 🙂 Pewnie jeszcze takie są w sprzedaży, w dziale dla seniorów. Przesiadka na Samsunga Galaxy S2, z jednej strony była olbrzymim skokiem jakościowym, z drugiej przyniosła frustrację – bardzo szybko wyczerpującą się baterię. Gdy telefonu (przepraszam, smartfona) używam jedynie do sporadycznego dzwonienia, jeszcze od biedy wytrzyma nawet dwa dni. Ale wystarczy, że włączę GPS, zacznę grzebać w internecie czy słuchać muzyki – mogę się spodziewać, że nie wytrzyma on dłużej niż kilka godzin. Gdy w zeszłym roku przejechałam jednego dnia 85 kilometrów, aby mieć włączone Endomondo do rejestrowania trasy, musiałam wyjąć z telefonu kartę SIM, by łączność komórkowa nie zużywała baterii. Moim zdaniem każdy problem z zasilaniem podczas dłuższego wypadu zostaje rozwiązany dzięki dobremu powerbankowi!

  38. Justyna, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Kiedyś uratował mnie przed utratą kontaktu na biwaku w lesie. Dobrze poradził sobie z padniętą baterią telefonu komórkowego, choć ładowanie trwało trochę dłużej niż przy użyciu zwykłej ładowarki. Już kilka razy powstrzymał mój telefon od kompletnego padu… Sam powerbank to praktyczny gadżet, który na pewno się przyda. Nie mierzyłam dokładnie czasu ładowania, ale odczuwalnie dłuższy niż w przypadku korzystania z ładowarki. Sam powerbank również dość długo zbiera siły – ładowanie z laptopa zajęło kilka godzin – ale przy pracy i tak nie ma to znaczenia.

  39. Jacek, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Powerbank uratował mnie przed odbiorem porodu pierworodnego w moim samochodzie! Był to powerbank wyposażony w kable rozruchowe. Potrafi odpalić auto i motocykl nawet bez podłączonego akumulatora. Bateria pozwoliła mi mianowicie na rozruch pojazdu dzięki czemu zdążyliśmy z małżonką do szpitala na czas. Oczywiście takich urządzeń nie używa się, jak niektórzy myślą, do odpalania samochodu z 8 letnim akumulatorem z Biedronki wyjechanym do zera, tylko do wspomagania akumulatora po mroźnej nocy, kiedy akumulatorowi brakuje niewiele mocy, aby silnik porządnie zakręcić. Jasne, że są jeszcze taksówki, ale jako przyszły dumny tatuś wolałem zawieźć żonę własnym autem a nie jakimś tam obcym, śmierdzącym taxi. 😉 No i przede wszystkim liczył się czas, więc choć łapy mi się trzęsły, dałem radę!

  40. Rafał, :

    Odpowiedź w konkursie:

    Powerbank uratował mnie niejednokrotnie przed atakiem rozpaczy i histerii 😀 w niejednej podróży, szczególnie się przydał jak busem jechałem ponad 8h i dzięki niemu mogłem na tablecie oglądać serial za serialem. 🙂 To samo dotyczy telefonu. W podróży telefon pracuje na pełnych obrotach: GPS, mapa, słownik, instagram, facebook, snap i inne aplikacje oraz ciągłe szukanie utraconego sygnału GSM. Do tego wszystkiego potrzeba prądu. Zawsze mnie ratuje, ładowanie przebiega błyskawicznie można się nim podratować. Uratował mnie wielokrotnie. Powiedzmy sobie szczerze, nie ma co czekać na smartfony, które wytrzymają dwa dni regularnej pracy. W sytuacji intensywnego korzystania z urządzenia (np. do filmowania i robienia zdjęć) baterię trzeba ładować nawet dwa razy dziennie, żeby tylko wytrzymać do końca. Nie wiadomo, co nas może spotkać w trasie. Ładował telefon, Go-Pro, lustrzankę i nawigację. Tylko po zakupie trzeba go kilka razy do pełna naładować i rozładować, żeby pokazał swoją prawdziwą moc. Obecne możliwości smartfonów dają nam szerokie pole do popisu, jeśli chodzi o wykorzystywanie baterii. Korzystanie z internetu, słuchanie muzyki, użycie bluetooth, granie w gry… różnice w szybkości rozładowywania baterii w spoczynku i podczas intensywnego użytku mogą być naprawdę bardzo duże! Także bez dodatkowego ogniwa zasilania ani rusz! Często producenci dodają opcję latarki, która można się nam kiedyś przydać. To też jest ważna sprawa. Kiedyś wieczorem zimą wchodzę do starej kamienicy i za czorta nie mogę znaleźć włącznika światła a widocznie lampy na czujnik nie były tam zainstalowane. Prawie się przewróciłem na schodach i potłukłem, ale na szczęście miałem przy sobie powerbank z latarką. 🙂

  41. Nikodem N., :

    Odpowiedź w konkursie:

    To nie była podróż, ale nieco inna sytuacja mrożąca krew w żyłach (moich przynajmniej), która w sumie jednak zakończyła się podróżą… do szpitala. To było tak. Wylazłem z wanny z nieco mokrymi stopami. W pokoju gdzie się pryskałem dezodorantem w pewnym momencie straciłem równowagę i wyrżnąłem całym ciężarem ciała ( a ważę 102 kg 😀 ) na plecy. Nie mogłem się podnieść, nie mogłem oddychać, czarno przed oczyma. No kiepsko to wyglądało. Na szczęście w domu była żona. <3 Małżonka była pewna, że złamałem kręgosłup. Ja nic nie myślałem, bo się dusiłem i traciłem przytomność. Nie mogła znaleźć mojego telefonu, bo gdzieś go chlapnąłem a poza tym kontakt ze mną był utrudniony, więc nie byłem w stanie powiedzieć jej, gdzie on może być. Wówczas przerażona małżonka znalazła SWÓJ telefon i okazało się, że bateria była naładowana w... 3%. Żona wiedziała, że jeśli wybierze nr alarmowy, to telefon zapewne padnie w połowie rozmowy z pogotowiem. Krzyknęła: "Co robić?!" A ja tylko resztkami sił wymamrotałem: "Po-o-od-łącz power-ba-ba-ba-bank!" Tak zrobiła i z podłączonym powerbankiem bez problemu dodzwoniła się na 112. I tu wielki szacun dla pogotowia! Przybyli po ok. 8-10 minutach. Trudno mi dokładnie powiedzieć, bo przecież w takim stanie czasu nie liczyłem, ale naprawdę zdziwiliśmy się oboje, że tak szybko przyjechali a baza oddalona o jakieś 6 km, także karetka musiała jechać przez pół miasta. Zabrali mnie do szpitala z podejrzeniem złamania kręgosłupa. Na szczęście, na moje OGROMNE SZCZĘŚCIE, nie doszło do złamania. Skończyło się na silnym stłuczeniu i... miesięcznym bólu pleców, całego tułowia. Morał? Gdyby nie powerbank pogotowie by do mnie nie dotarło. A to, że jednak do złamania nie doszło, to już wielki fuks i jak wygrana na loterii! 🙂 Wyobraźmy sobie, że jednak byłoby złamanie a zabrakłoby tego powerbanka, dziś mógłbym być kaleką...


reklama